Geopolityczne “urządzenie mechaniczne”

Geopolitykę można przyrównać do potężnych trybów wzajemnie się zazębiających, ale też trących o siebie i miażdżących wszystko, co nieopatrznie wpadnie pomiędzy nie.

Mniejsze trybiki (średnie i małe) mogą być ważną częścią mechanizmu, ale jeśli nie rozumieją schematów działania i nie umieją znaleźć swojego miejsca, zostają starte na proch.

Jeśli przy tym znajdują się w peryferyjnych obszarach urządzenia, mogą luźno się z nim wiązać, a mimo to przetrwać. Jednak te w centrum i w pobliżu potężnych trybów, nie mają takiego luksusu. Z resztą i te na peryferiach mogą okazać się kluczowe, a wtedy ich poluzowanie zostanie wykorzystane i maszyneria przejmuje nad nimi kontrolę, aby działały tylko na korzyść wielkich.

Średnie, a nawet małe trybiki, nie są zupełnie bezwolne bo buntując się przeciw kierunkowi urządzenia mogą je zdestabilizować a nawet rozsadzić, ale ich samych to nie uratuje. Nie staną się przez to ważniejsze, chyba że wartością jest dla nich “sława Herostratesa”…

Nie twierdzę więc, że te mniejsze, ale położone strategicznie trybiki, mają być uległe i pokorne, ale na pewno muszą być uważne i mądre. Przede wszystkim potrzebują znać schemat całego mechanizmu oraz rozumieć sens jego działania – cel do jakiego zmierza całe urządzenie, jego misję, oraz posiadać własną strategię budowania swojej pozycji w nim. Jeśli natomiast jedno z tych małych kółeczek zębatych, zupełnie nagle, bez planu, przygotowania, bez wizji strategicznej zaczyna obracać się w stronę przeciwną od pozostałych, to czy odwróci pracę całej machiny?

Znajdą się tacy, którzy w tym miejscu odpowiedzą przytaczając opowieść o Goliacie i Dawidzie. Tyle że między interakcjami indywidualnymi z jednej strony a polityką i “urządzeniem” geopolitycznym, z drugiej, różnica jest mniej więcej taka, jak miedzy fizyką kwantową, a klasyczną. Niby nazwa podobna, ale zasady w niej panujące różne. W geopolityce Dawid nie pokonuje Goliata!

Małe i średnie tryby mogą budować swoje znaczenie, wzmacniać relacje i stawać się coraz ważniejszymi, awansując stopniowo. Jednak fundamentalne zagrożenie pojawia się wtedy, gdy średni tryb nie widzi ważnych zależności, albo się nimi nie przejmuje sądząc, że te potężne będą o nie dbać bo tak zapisano w “piątym punkcie” instrukcji obsługi. Przecież “tryby” nie mają sumienia, zasad ani uczuć! Liczy się dla nich skuteczność i tylko to.

Wielkie silne tryby mogą stracić impet w razie zacięć czy silniejszych tarć, ale zwykle przetrwają, nawet gdy popełnią poważne błędy. Średnie i małe powinny być bardziej uważne, bo uporczywe trwanie w błędzie kończy się ich zniszczeniem.

*

Ważne jest też to, że gdy jedno z potężnych kół zamachowych w końcu ulega rozpadowi, pojawia się wiele jego pozostałości, drobin i części żelastwa bezładnie rozsypującego się po całym mechanizmie. Inne tryby działają przez jakiś czas swobodniej, ale muszą być szczególnie uważne, bo mogą trafić na te resztki złomu. Te bezładnie poruszające się w mechanizmie drobiny złomu, a czasem sporych rozmiarów fragmenty żelastwa, pozbawione swojego koła, w którym pracowały w harmonii większej czy mniejszej, stają się bardzo niebezpieczne dla innych zazębiających się trybów. Jeśli się między nie dostaną, mogą zetrzeć im zęby, a nawet zupełnie je połamać.

Jednocześnie w przestrzeni geopolitycznej urządzenia nie może być próżni. Trwa wzmożona praca wszystkich innych kółek, aby miejsce po upadku potężnego trybu zagospodarować. Można wtedy sporo zyskać lub wszystko stracić. Jeśli niewielkiemu trybowi uda się zyskać więcej niezależności, może kręcić się szybciej i bezpieczniej, to nie powinno się czynić z tego zarzutu, że nie stał się od razu największym trybem decydującym o innych. Taki awans wymaga długiej pracy i najczęściej właśnie w ramach dobrze działającej maszynerii. Małe kółko nie urośnie natychmiast tylko dlatego, że obok niego znikło duże. No chyba że wykorzysta części złomu po nim, ale takie “doklejanie” części jest bardzo trudne i zrastanie się ich z trybem długotrwałe i często nastręcza wielu problemów.

*

W maszynie nie ma takich zakątków, gdzie jakakolwiek część mogłaby być zupełnie swobodna – niezależna i zmierzać w jaką chce stronę. Trybik, który tak sądzi, żyje w iluzji która może go popchnąć w kierunku poważnych zagrożeń. Walka rybika z całą maszynerią jest skazana na klęskę. Nawet największe tryby w dużej mierze modelujące działanie maszyny, także nie mają swobody. Muszą być smarowane, serwisowane i nie mogą pokonywać oporu zbyt wielu innych trybów, gdy te chcą zmiany. Mimo więc że mają większy wpływ na całość to jednak także od tej całości są uzależnione. Maszyna nie zawsze działała tak jak dzisiaj. w 1789 jeden trybik mógł wpłynąć na zmianę wszystkich albo chociaż wielu. Wielkie za to miały władzę znacznie większą. Dziś machina się zmieniła. Jest bardzo rozbudowana i skorelowana. Zależności są znacznie większe i znacznie więcej części funkcjonuje wewnątrz. Niektóre są mniej widoczne, ale bardzo ważne, inne głośno działają, ale ich znaczenie jest mniejsze.

Władza jako fetysz

a0549117249_10Do władzy można dążyć z różnych pobudek. Państwowiec będzie chciał za jej pomocą prowadzić politykę, zarówno wewnętrzną i zewnętrzną na jak najwyższym poziomie, dla dobra własnego, jak i wspólnego. Dlaczego? Bo państwowiec wie, że dobro wspólne jest korzystne dla niego samego – długofalowo, strategicznie. Bywa (rzadko) państwowiec altruista, ale to inna kwestia i trudno, aby taka osoba osiągnęła władzę na poziomie państwowym.

Radykał natomiast, we władzy będzie widział narzędzie do zawężania przestrzeni politycznej do własnych ideologii i “wtłaczania” w nią całego społeczeństwa. Radykał mający władzę w swojej grupie (sekta, partia, ruch), może wykluczać z niej osoby nie utożsamiające się z tą grupą ideologicznie, co jest w pełni zrozumiałe.  Problem pojawia się wtedy, gdy radykał przejmuje władzę w państwie, ponieważ wtedy zawęża swoje postrzeganie dobra wspólnego do tej części społeczeństwa, która podziela jego ideologię i tam zaczyna upatrywać “prawdziwych patriotów”.

W takim razie dąży do podziału na tych, których można przekonać, że ta jedna ideologia jest właściwa i wykluczenia ze swojej grupy tych, których się “wtłoczyć” do takiej grupy nie uda. Tylko że w tym przypadku, jako grupę, postrzega całe państwo nie bacząc na mniejszości, inne ideologie, opozycję polityczną itd. Tak określony radykał, nie jest więc z pewnością państwowcem, ponieważ nie dostrzega możliwości funkcjonowania różnorodności, w tym mniejszości narodowych. Co więcej nie jest też narodowcem, bowiem Naród, bez politycznych manipulacji, nie jest jednolity ideologicznie, a z pewnością politycznie.

Także w przypadku radykałów można pokusić się o kolejne rozróżnienie. To zawężanie może radykałowi służyć do ekspansji (np Hitler w czasie II WŚ) lub do po prostu posiadania władzy “po wsze czasy”. W tym drugim przypadku brak jest głębszych ideologii, a wszystko podporządkowane jest utrzymaniu władzy. Wszystko co może zagrozić temu celowi (utrzymanie władzy) jest atakowane za pomocą wszelkich możliwych środków. Władza staje się więc fetyszem – wszystko inne traci znaczenie. Oczywiście, jest w stanie uzasadniać konieczność utrzymania władzy we własnych rękach rzekomymi spiskami – wewnętrznymi czy międzynarodowymi, posiadaniem jedynej recepty na dobrobyt itd.

O ile radykał “ekspansjonista” potrzebuje jednak jakieś współpracy, szuka porozumień międzynarodowych, przynajmniej doraźnych, o tyle “fetyszysta” u władzy będzie się izolował. W najbliższym kręgu będzie chciał mieć ludzi o identycznej ideologii, ale bez ambicji związanej z przejęciem władzy. Będą więc to ludzi bezwzględnie posłuszni i jednakowo myślący. Ich kompetencje mają znaczenie trzeciorzędne. Wskutek tego, rządzący “fetyszysta” nie będzie w stanie ustępować, a nie potrafiąc zawierać kompromisów, otaczając się ludźmi bez kompetencji, ale silnie umotywowanymi ideologicznie, będzie się kompromitował.

Jednakże sam fakt że władzę przejął, świadczy o inteligencji. Potrafi przekonać do siebie wystarczającą do wygrywania wyborów część społeczeństwa, za pomocą najlepiej dobranego zestawu haseł, których wygląd – brzmienie, mają być związane z własną ideologią, ale w istocie sens polityczny czy gospodarczy nie mają żadnego znaczenia. “Fetyszysta” sądzi,  że jego inteligencja wystarczy za kompetencje podwładnych na kluczowych stanowiskach związanych z utrzymaniem władzy a więc związanych z resortami siłowymi (przede wszystkim wywiad, wojsko i policja) oraz wymiarem sprawiedliwości. Szuka za to fachowców w tych resortach, które mogą przeciągnąć do jego obozu większą grupę społeczeństwa ale nie zagrażają jego władzy.

“Fetyszystę” u władzy demaskuje:

  1. brak kompetentnych ludzi na kluczowych stanowiskach (siłowe i szeroko rozumiany wymiar sprawiedliwości) – bowiem trudno jest znaleźć wielu absolutnie wiernych i wyznających tą samą ideologię ludzi o najwyższych kompetencjach.
  2. brak realnej skłonności do zawierania kompromisów, co zawęża pole współpracy do ludzi gorliwie wyznających tą samą ideologię, ale bez ambicji i ludzi gotowych przyjąć każdą ideologię dla kariery, a więc konformistów bez tzw. kręgosłupa, gotowych na wykonanie każdego polecenia.
  3. brak realnego dialogu ze społeczeństwem co przejawia się “przykrywaniem” wszystkich niepowodzeń propagandą sukcesu lub przemilczaniem niewygodnych faktów w usłużnych mediach.
  4. łatwo ten rodzaj władzy rozpoznać po mediach, w których ma kontrolę. Radykał-ekspansjonista  mający szersze cele (jak wspomniano szuka kompromisów) w mediach będzie dopuszczał do innych zdań i przekonywał, że sam ma rację (przykład Russia Today). “Fetyszysta” zawęzi przekaz do (najlepiej) własnej osoby lub osób absolutnie mu wiernych.
  5. obawa, że ludzie spoza najbliższego kręgu  nie rozumieją w pełni ideologii. Będzie więc im mówił do jakich treści mają się ograniczać. W polityce nazywa się to “przekazem dnia”, ale tenże przekaz może być wyjaśnieniem strategii, założeń czy treści z posiedzenia, a może też zwyczajnie zawężać pole wypowiedzi do wybranych tez przywódcy “fetyszysty”.

Rozpoznanie przywódcy “fetyszysty” przez społeczeństwo kończy jego władzę.

Zbiór tekstów o nowej administracji USA

frank-buildyourfutureW związku z pojawieniem się tekstu na temat sylwetki gen Jima Mattisa w “Polska the Times” prezentuję zbiór tekstów i materiałów medialnych na temat nowej administracji USA, w których starałem się przybliżyć mechanizmy jakie decydują o polityce międzynarodowej Stanów Zjednoczonych.

W dzień po ogłoszeniu wyniku wyborczego pisałem o zagrożeniach wynikających z wyboru Amerykanów, zaznaczając, że mechanizmy wewnętrzne będą miały zasadnicze znaczenie dla kierunku nowej administracji: Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

z19670178vdonald-trump-wygral-prawybory-w-nevadzie

Nadzieją napawała nominacja na stanowisko Sekretarza Obrony generała Jima Mattisa. Informacje o nim, jakie zamieściłem na blogu pochodziły w znacznej mierze z prywatnej rozmowy jaką z Generałem odbyłem półtora roku wcześniej: Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA

14730545_187337241707092_2694406252351455232_n

Okres przejściowy charakteryzował się bardzo dużą aktywnością służb, zarówno rosyjskich jak i amerykańskich. Widać było grę o to jak będzie wyglądała polityka nowego POTUSa: Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA

323bcbd6-d6f4-11e6-bbb7-6a43a6f882fe_660x385

W wyniku walki wewnętrznej zapewne z silnym udziałem wywiadu rosyjskiego doszło do ustąpienia gen Michaela Flynna z funkcji doradcy ds bezpieczeństwa nowego prezydenta: Rezygnacja gen Michaela Flynna: trzęsienie ziemi w administracji nowego prezydenta USA

external

O rezygnacji gen Flynna mówiłem też dla Panoramy: Flynn stracił funkcję oraz dla Wiadomości TVP1: O generale Flynnie (20 min, 12 sek). Wypowiadałem się także na ten temat w TVN24 BiS.

W tekście w BiznesAlert z kolei pisałem o rosyjskich komentarzach na zmiany w Białym Domu i komunikaty stamtąd płynące: Milczanowski: Gdzie Flynn, a gdzie Krym?

Szerzej o zmianach w administracji USA można posłuchać w audycji w Polskim Radiu 24: 22.02.17 Dr Maciej Milczanowski o wyborze generała Herberta Raymonda McMastera na doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Stanów Zjednoczonych

Mianowanie gen McMastera w miejsce gen Flynna na doradcę Prezydenta ds bezpieczeństwa nie tylko racjonalizuje politykę USA, ale mogłoby także być korzystne dla Polski, jeśli nasza administracja potrafi grać zarówno w grę dyplomatyczną oficjalną ale jeszcze bardziej jeśli potrafi korzystać z tzw. “track two diplomacy”. Oba te aspekty są bardzo istotne i nie można bagatelizować wystąpień publicznych ale różnymi nieformalnymi metodami wywiera się różnego rodzaju presję – tzw. lobbing.

H.R._McMaster_ARCIC_2014

Wreszcie, w Polska the Times przedstawiłem w sposób nieco bardziej dogłębny sylwetkę gen Mattisa: Generał Jim Mattis. Kim jest nowy sekretarz obrony USA? To jest człowiek, który ceni zasady, uczciwość i wiedzę. Znów przygotowanie do spotkań z nim powinno być szczegółowo zaplanowane i przygotowane.

nowy-obraz

To ważne by nie tylko śledzić politykę USA, ale na ile to możliwe oddziaływać na nią. Różnego rodzaju grupy tradycyjnie lobbują na swoją korzyść w Białym Domu i jego politycznych okolicach. Nie było to nigdy silną stroną Polski. Nawet jeśli pojawiają się okoliczności, czy ludzi którzy mogliby w tym pomóc, politycy nie chcą z tego korzystać. W mojej opinii to poważny błąd.

 Trzeba wiedzieć, że w polityce a już na pewno w geopolityce, nie ma tzw. “dobrych wujków” którzy z przyjaźni czy sympatii pomagają. Wszystko odbywa się na zasadzie bezwzględnej gry i albo się w nią potrafi grać albo nie. O dobrą przyszłość trzeba grać rozważnie, a kiedy trzeba twardo. Ale nie ślepo czy chaotycznie. Potrzeba wiedzy, planu lecz przede wszystkim tego co Jim Collins wskazywał jako fundament sukcesu: “first who than what”.

Rezygnacja gen Michaela Flynna: trzęsienie ziemi w administracji nowego prezydenta USA

Pomijając mnóstwo informacji bardziej czy mniej weryfikowalnych, skupię się na dwóch faktach, które są niepodważalne i moim zdaniem dużo mówią o samym generale Michaelu Flynnie, ale też dają świadectwo jak wielkie wstrząsy sejsmiczne mają miejsce w Białym Domu i jego politycznych okolicach. 

external

Odejście generała Flynna było szeroko komentowane i jako wydarzenie o znaczeniu globalnym informacje obarczone były sporą dawką propagandy. Dlatego warto odsiać propagandę od faktów.

Po pierwsze gen Flynn w sposób dość absurdalny moim zdaniem afiszował się ze swoją nadzwyczajną sympatią do reżimu kremlowskiego. Specjalnie nie piszę że do Rosji, czy do Rosjan, tylko do władz, bo w mojej opinii powinniśmy rozgraniczać te kwestie. Flynn występując w Russia Today stwierdził, że nie widzi żadnej propagandy w przekazie tej stacji i porównał ją do CNN. Abstrahując od poziomu mediów w ogóle (w tym CNN), to jednak niedostrzeganie propagandy w przekazie RT jest jasnym przesłaniem o poparciu każdego przekazu Kremla jaki trafia do USA. Moim zdaniem już to dyskwalifikuje go z roli doradcy, który może mieć swoje sympatie oczywiście, ale nie może posługiwać się przekazem propagandowym. Od doradców oczekuje się “przesiania” i doboru treści jakimi posługuje się w czasie narad.

Kolejnym problemem jest to co ostatecznie “zatopiło” Generała Flynna, czyli niesławne rozmowy z ambasadorem Rosji, w czasie trwania kampanii prezydenckiej i potem przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta. Część mediów przekazała informację, że sam fakt takiej rozmowy spowodował kłopoty Flynna. Budzi to słuszne zakłopotanie i niezrozumienie bowiem nie można kogoś potępiać, a już z pewnością karać, za fakt rozmowy z kimkolwiek. Taki przekaz promuje też Kreml, a za nimi właśnie RT.

Jednak wydarzyło się znacznie więcej niż jedynie rozmowa z ambasadorem, a sam kontekst czasowy rozmowy jest nie bez znaczenia. Pierwszą sprawą (zasadniczą) jest treść rozmowy i czas w jakim się odbyła. Istotne jest też to, kiedy ją ujawniono i dlaczego. O pierwszej kwestii, mimo że nie ujawniono stenogramów, można dość dużo powiedzieć i to już ponownie pogrąża gen Flynna. Druga, jeśli zostanie upubliczniona może jeszcze bardziej dolać oliwy do ognia i mieć znaczenie dla całej administracji USA.

A więc okazało się, że gen Flynn kontaktował się kilkukrotnie w czasie kampanii z ambasadą Rosji i że omawiał sankcje nałożone na Rosję przez USA. Oczywiście kluczowym tematem były ostatnie sankcje wynikające z ingerencji rosyjskich hakerów w wybory w USA, choć nie wykluczone że tematem były sankcje wobec Rosji w ogóle. Do takiej rozmowy doszło na pewno w dniu 29 grudnia 2016 roku czyli w momencie, w którym (jeszcze) urzędujący prezydent – Barack Obama ogłaszał te właśnie sankcje. Pamiętajmy, że prezydent elekt (wówczas Trump) nie jest jeszcze urzędnikiem państwowym i do momentu zaprzysiężenia, nie może prowadzić polityki Białego Domu. Zasada “One president at the time”, o której mówił kongresmen republikański Chris Christie komentując to wydarzenie, jest świętością w USA. A wobec tego jego doradca był wówczas osobą prywatną. Omawianie kwestii sankcji było więc bardzo poważnym nadużyciem i złamaniem tzw. Prawa Logana (Logan Act). Prawo to powstało właśnie po to, aby nie podważać autorytetu urzędujących władz, w tym wypadku samego prezydenta.  Wyglądało to tak, że Prezydent USA ogłasza sankcje, a gen Flynn jako osoba prywatna która niedługo będzie miała wpływ na nowego prezydenta obiecuje je zaraz znieść. Co więcej gen Flynn poinformował vice-prezydenta Mike’a Pense’a, że nie poruszał kwestii sankcji a potem przyznał, że nie pamięta szczegółów więc mógł wprowadzić w błąd prezydenta i vice-prezydenta. Gen Flynn jest najkrócej urzędującym doradcą na tak wysokim szczeblu w historii USA, co świadczy o wadze tej dymisji, a to stwarza poważny kłopot wizerunkowy dla nowej administracji.

Ta kwestia ma potężne znaczenie nie tylko dla USA, w kwietniu odbędą się wybory we Francji i tam też Rosja ma swojego kandydata (a raczej kandydatkę) dla którego zrobią wiele by wygrał. Doniesienia na temat wpływania na scenę polityczną i oczerniania kontrkandydatów Marine Le Pen już się pojawiają (warto przeczytać świetny tekst Eryka Mistewicza: Zinstytucjonalizowany zamach stanu oraz artykuł  red. Oskara Górzyńskiego z WP.PL: Rosyjska wojna informacyjna przeniosła się do Francji. Celem Emmanuel Macron ). Oczywiście wpływanie na wybory w Europie to gra o szerszych konotacjach niż “tylko” działania Kremla ale te mają z pewnością bardzo duże znaczenie.

Mechanizmy i konsekwencje wpływania Kremla na wybory mają więc zasadnicze znaczenie dla całego świata zachodniego. Pomyślmy o tym, że skoro hakerzy rosyjscy mogą wpływać na wybory w USA czy Francji to jaki wpływ będą mieli w Czechach, czy w Polsce? Zresztą gambit Trumpa pokazuje najlepiej w jak trudnej i dwuznacznej sytuacji ten fakt stawia nawet prezydenta, który zgodnie z “pragnieniem” Kremla zostaje wybrany. Pozostawiając sankcje podważa własny wybór na prezydenta USA, a uchylając naraża się na potężne reperkusje we własnym obozie republikańskim, nie wspominając już o zmasowanych atakach Demokratów i tego co sam Trump nazywa “Fake news media”.

Druga poważna trudność dla Trumpa to pytanie, które musi tkwić w głowie każdego obserwatora sceny politycznej w USA: – czy Trump i jego otoczenie znali treść rozmów gen Flynna z ambasadorem Rosji? A nawet czy to nie było na polecenie prezydenta elekta? Przecież Flynn to były szef agencji wywiadu (DIA), więc musiał świetnie zdawać sobie sprawę, że telefony w ambasadzie Rosji są na podsuchu, nie mówiąc już nawet że sami Rosjanie nagrywają co w tym przypadku natychmiast dawało im “leverage” – wpływ/dźwignię na Flynna. Być może więc Flynn stał się ofiarą polityczną pozwalającą Trupowi na polityczny “pivot”. Trudno sobie jednak wyobrazić by dobrowolnie się na to zgodził, przecież nie o pieniądze tu idzie a reputację generała USA, choć trzeba też dodać, że w takich kręgach polityki wyobraźnia może okazać się niewystarczająca.

Zwrot polityczny Trumpa jest wyraźnie widoczny także w przypadku twardego stanowiska w sprawie Krymu. Na uwagę zasługuje to, że stanowisko to zostało przedstawione w dniu w którym przyjęto rezygnację gen. Flynna, co świadczy o tym, że wypadki nie toczyły się spontanicznie. Rzecznik prasowy prezydenta USA przedstawił sprawę z żelazną konsekwencją przebijając retorykę Obamy: “President Trump has made it very clear that he expects the Russian government to deescalate violence in the Ukraine and return Crimea”. Sam Trump w swoim zwyczaju dołożył Obamie na twitterze: “Crimea was TAKEN by Russia during the Obama Administration. Was Obama too soft on Russia?”.

Konieczność dymisji gen Flynna była w moim mniemaniu oczywista, jednak pozostaje pytanie – czy działał na własną rękę, czy jednak jego odsunięcie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej której nie wiadomo czy warto drążyć. Wśród doradców prezydenta pozostają inne osoby o niejasnych powiązaniach z reżimem na Kremlu, jak człowiek o radykalnie prawicowych poglądach i pro-kremlowskich inklinacjach “Steve” Bannon.  Co więcej jest on głównym strategiem w Białym Domu, z jednej strony mogłoby się wydawać, e zgodnie z nową linią zostanie szybko zwolniony ale z drugiej można sobie wyobrazić scenariusz takiego “zwrotu” wyreżyserowany właśnie przez niego. Inna kluczowa postać co do której można dziś skrajnie różne przypuszczenia snuć to sam sekretarz stanu – Rex Tillerson.

Są też (w mojej opinii) w administracji Trumpa postacie krystaliczne jak na politykę, jak gen Jim Mattis, o którym już sporo powiedziałem i napisałem: Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA 

Tak czy inaczej “Pivot” Trumpa sprawiawił zimny prysznic dla przywódców Rosji. Być może tak radykalna zmiana jest wynikiem uświadomienia sobie przez prezydenta Trumpa, że Rosja nie będzie łatwym do zdominowania partnerem w twardej grze geopolitycznej. O zagrywkach Rosji uderzających w nowego prezydenta pisałem wcześniej: Trzy wydarzenia okresu przejściowego, istotne dla nowej administracji USA . Ludzie znający osobiście nowego prezydenta podkreślali, że jeśli Trump uzna administrację jakiegokolwiek państwa za zagrażającą USA, może w jednej chwili bardzo utwardzić stanowisko.

Być może ten proces ma właśnie miejsce, niemniej trzeba też mieć na uwadze wielopoziomowość tej gry i możliwości różnych zmian, ale też poważnego rozdźwięku między oficjalną i nieoficjalną linią polityki (“track two policy”). Nie mamy dostępu do wielu danych, które pozwoliłyby poznać tą drugą sferę. Nie do końca jasna jest gra wywiadu USA, wciąż nie wiadomo czym dysponuje Kreml jeśli chodzi o osobę samego Trumpa, a także jakie są faktyczne cele strategii Trumpa, która najwyraźniej się powoli krystalizuje. Wiadomo natomiast, że w Białym Domu i instytucjach kluczowych dla bezpieczeństwa USA, walka o wpływy przybrała formę trzęsienia ziemi. Sama fala uderzeniowa wstrząsów wtórnych będzie odczuwalna na całym świecie. Dla nas, jak się wydaje zmiany przybierają pozytywny obrót choć to dopiero początek i do końca nie wiadomo w jakim kierunku będą dalej przebiegać.

Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA

Warto analizować wydarzenia do jakich dochodzi w momencie w okresie przejsciowym w USA. Gdy odchodzący prezydent już faktycznie nie sprawuje wladzy, a nowa administracja dopiero obejmuje stanowiska, powstaje w grze geopolitycznej swoisty moment “dekoncentracji” jednej strony, który stwarza pole do bardzo aktywnych działań drugiej. Wszystko co się dzieje obecnie będzie miało ogromny wpływ na politykę nowej administracji USA.

323bcbd6-d6f4-11e6-bbb7-6a43a6f882fe_660x385

Dzień po wyborach pisałem o  nowej rzeczywistości, bowiem zwycięstwo Donalda Trumpa trzeba postrzegać nie tylko w kategoriach sukcesu republikanów nad demokratami w USA, ale jako konsekwencję przemian społecznych w całym świecie zachodnim („Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa”  https://mmilczanowski.wordpress.com/2016/11/09/nowa-rzeczywistosc-po-zwyciestwie-trumpa/).

Ta nowa rzeczywistość to wbrew jednak najczarniejszym wizjom roztaczanym przez ośrodki sprzyjające demokratom w USA, w mojej opinii nie będzie politycznym trzęsieniem ziemi. Oczywiście będzie starał się przeforsować w jakiejś formie nawet tak kontrowersyjne postulaty jak budowa muru na granicy z Meksykiem, ale zapewne okaże się, że po kilku działaniach (bardziej PRowych) skończy się utrzymaniem status quo w relacjach z Meksykiem. Donald Trump nie ma możliwości przeprowadzenia zmian tak, jak sam by tego chciał. Potężna machina polityczna USA generuje wiele różnych uwarunkowań uniemożliwiających działanie niezależne prezydentowi. Prezydent nie jest bowiem niezależnym człowiekiem, ale przedstawicielem całego narodu włączając w to opozycję. Właśnie dlatego uwarunkowania wewnętrzne muszą wpływać na linię polityczną lidera w każdym kraju. Jeśli tych mechanizmów kontrolnych ze strony instytucji, jak i społeczeństwa brak, jak dzieje się to często w młodych demokracjach, wówczas system pod przykrywką demokracji może przesuwać się w stronę dyktatury.

W przypadku nowej administracji USA i samego Donalda Trumpa, pojawia się też szereg sygnałów świadczących o tym, że Donald Trump powoli otrzymuje stosowną porcję wiedzy (by nie powiedzieć lekcję) na temat geopolityki ze strony samego Władymira Putina. Na pewno można już „rozczytać” trzy wyraźne sygnały pokazujące wyrafinowaną grę Rosji i przeliczenie się, a czasem bezradność nowej administracji USA (oby tylko doraźną – wynikającą z okresu transformacji a być może z błędnych założeń samego nowego prezydenta).

Informacje o wizytach D. Trumpa w Rosji

Pierwszym sygnałem było upublicznienie informacji o rzekomych materiałach, świadczących nie tylko o zażyłych relacjach Trumpa z wpływowymi Rosjanami, ale też kwestiach obyczajowych związanych z rzekomymi (znowu) wizytami biznesmena w Rosji. Te doniesienia nie znajdowały się w rękach wywiadu USA w trakcie kampanii, bo z pewnością ta czy inna frakcja w środowisku wywiadowczym umożliwiłaby wykorzystane ich przez obóz demokratów. Także moment ich upublicznienia nie wydaje się przypadkowy. A więc doszło do nich już po wyborach, gdy nie mogły zagrozić objęciu prezydentury przez Trumpa, a jednocześnie podkopywały jego pozycję jeszcze zanim został zaprzysiężony. Niewątpliwie stawiało go to w trudnej sytuacji, eskalując konflikty obozu prezydenta elekta z mediami w USA i narażając na ostre ataki polityczne oraz wzrost nieufności w Europie. Jednocześnie łatwo sobie wyobrazić, że obecnemu już prezydentowi musi bardzo zależeć, by jeśli takie materiały faktycznie istnieją, nie zostały jednak upublicznione w postaci twardych dowodów. Może być też tak, że takich dowodów zupełnie nie ma, a wszystko jest tylko elementem gry. Jakkolwiek jest, to wydarzenie powinno być wyraźnym sygnałem ostrzegawczym dla nowego prezydenta.

Wydanie Snowdena w prezencie

Drugą bardzo ważną kwestią, choć nieco przemilczaną przez media, było krótkie zamieszanie wokół Edwarda Snowdena. Mogłoby się wydawać, że jest zupełnym przypadkiem, iż pozwolenie na pobyt w Rosji upływa Snowdenowi akurat w okresie poprzedzającym zaprzysiężenie nowego prezydenta w USA. Jednak wiemy, że Rosja prowadzi grę geopolityczną w sposób znacznie bardziej przemyślany i rozsądny niż rozbite wewnętrznie i skłócone państwa zachodnie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że termin ten był tak zaplanowany by Snowden mógł odegrać jakąś rolę w tym właśnie momencie. Pamiętamy przedłużanie pobytu Snowdena na lotnisku w Rosji, gdy komentatorzy przywoływali słynny film z 2004 roku „Terminal” jako ilustrację tego zdarzenia. W sumie spędził na tym lotnisku ponad miesiąc, by w dniu 16 lipca 2013 roku otrzymać pozwolenie na pobyt w Rosji na rok.

Sugestia wydania Snowdena niejako w prezencie nowemu prezydentowi, padła z ust byłego dyrektora CIA (“Edward Snowden może zostać w Rosji na dłużej” – Wiadomości – WP.PL http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Edward-Snowden-moze-zostac-w-Rosji-na-dluzej,wid,18678031,wiadomosc.html ), niewątpliwie jednak taka publiczna wypowiedź była częścią gry na ocieplenie stosunków z Rosją, co potwierdziłoby zasadność stanowiska Trumpa z okresu kampanii wyborczej w tej kwestii. Odpowiedź Kremla była twarda i dosadna – jasno pokazując, że gra nie jest tak prosta, jak mógł sobie wcześniej wyobrażać Trump. To gra na znacznie wyższym poziomie – geopolitycznym, gdzie wszystkie chwyty są możliwe. Odpowiedź zawierała dwa stwierdzenie i oba były pozornie równie absurdalne (musiały wywołać uśmiech nawet na twarzach tych, którzy pozytywnie postrzegają wszystkie działania Rosji w ostatnich latach).

Mianowicie, po oświadczeniu, że Snowden otrzymuje pozwolenie na pobyt w Rosji na kolejne dwa lata, stwierdzono, że po pierwsze: przebywa tam z powodów humanitarnych, a po drugie, że nie kontaktuje się z żadną agencją wywiadowczą. Stwierdzenia te urągałyby inteligencji każdego obserwatora, gdyby nie wynikały właśnie z gry geopolitycznej. Pierwsze z nich miało pokazać nie tylko, że USA działają niehumanitarnie (stały motyw propagandowy Rosji pokazujący, że polityka USA jest zdegenerowana, a rosyjska ma być wzorem do naśladowania (sic!)), ale też, że nowy prezydent nie różni się w tej kwestii od poprzednika. Druga część oświadczenia Kremla może być różnie odbierana w kontekście sugestii CIA o tym, jakoby Snowden jeszcze przed ucieczką z USA miał mieć kontakty z wywiadem rosyjskim.

Konferencja w Astanie bez USA

Trzecim mocnym sygnałem z Kremla była konferencja w Astanie, zorganizowana przez Rosję, Turcję i Iran. Bardzo istotne jest miejsce tej konferencji – czyli stolica Kazachstanu, który jest bliskim sojusznikiem Rosji (polecam rozmowę na ten temat dr Zofii Sawickiej z moim udziałem u red Adama Głaczyńskiego w Polskim Radiu Rzeszów: „Konflikt w Syrii – jak wpływa na światową politykę?” http://www.radio.rzeszow.pl/dyskusyjny-klub-radiowy-aud/52843/konflikt-w-syrii-jak-wplywa-na-swiatowa-polityke).

Podobnie konferencje dotyczące Ukraniny odbywały się w Białorusi, której także w żadnym wypadku nie można nazwać neutralnym terytorium. To bardzo interesujące w jaki sposób zorganizowano przekaz do mediów na ten temat. To Rosja, Turcja i Iran organizują konferencję, na którą zaproszono ONZ i USA – w takiej właśnie kolejności (mówił o tym Sergey Ławrow). Nowa administracja USA dopiero się w tym momencie tworzyła. Daje to szereg możliwości Rosji, a niewiele USA. Trump przyjmując zaproszenie uznałby rolę USA jako aktora poza kręgiem decyzyjnym – gościa konferencji. Jako że administracja USA jest w fazie transformacji istniało duże prawdopodobieństwo, że wobec wyżej wymienionego niebezpieczeństwa USA zaproszenie odrzuci, co znów było na korzyść Rosji.

Pamiętajmy że zwalczanie ISIS jest dziś jednym z najważniejszych haseł polityki zagranicznej nowej administracji USA. Walka ta miała się toczyć na nowych zasadach  – współpracy USA z Rosją. Tymczasem Rosja wspólnie z Turcją i Iranem (których rola jest też złożona w rejonie Bliskiego Wschodu) razem rozwiązują konflikt w Syrii gdzie ISIS ma pozycję najmocniejszą, pozostawiając USA rolę obserwatora.

Trzy sygnały powinny teraz posłużyć samemu Trumpowi do rewizji jego założeń realizacji polityki międzynarodowej i skłonić go do zaufania nowemu sekretarzowi obrony („Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA” https://mmilczanowski.wordpress.com/2017/01/21/gen-jim-mattis-prywatnie-i-oficjalnie-poltora-roku-przed-mianowaniem-na-sekretarza-obrony-usa/), oraz nowemu sekretarzowi stanu.

Dlatego też Trump mimo fatalnych wpadek (jak rozmowa z prezydent Tajwanu) stara się nie zaostrzać relacji z Chinami. Wydaje się, że i w tej kwestii jego retoryka wyborcza pozostanie tylko retoryką wyborczą. W mojej ocenie pomijając kwestię wiarygodności polityków (opisaną w tekście „Dekadencja demokracji i jak jej przeciwdziałać” https://mmilczanowski.wordpress.com/2017/01/07/dekadencja-demokracji-i-jak-jej-przeciwdzialac/) to dobrze, że zmienił w tej sprawie zdanie, bowiem polityka USA nie może dziś być wymierzona przeciw jednemu zagrożeniu ignorując pozostałe.

W mechanizmach geopolitycznych sympatie i antypatie mogą odgrywać jakąś rolę, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że działają tam bezwzględne mechanizmy i albo potrafi się grać albo nie – a wówczas konsekwencje dla przegrywającego zawsze poważne.  Dlatego gra na poziomie geopolitycznym wymaga posiadania wielopoziomowej i rzetelnie zbudowanej koncepcji geostrategicznej. Musi ona opierać się na realizmie, aby dopiero na takiej podstawie budować założenia idealistyczne. Idealizm bez rozumienia realistycznych uwarunkowań jest bajką, która może uczynić wiele szkody. Tyczy się to nie tylko USA, mniejsze państwa także muszą umieć „czytać” geopolitykę, by w tej grze w jakiejś (nawet niewielkiej) roli uczestniczyć, ale też by nie dać się tym potężnym mechanizmom znieść (jak stało się z Irakiem, Libią, Syrią, Jemenem, wcześniej Somalią i wieloma innymi państwami w Afryce, częściowo Ukrainą i Gruzją, Czeczenią i innymi a historycznie i Polska boleśnie doświadczyła tego efektu). Polityka USA jest dla Polski bardzo ważna, ale właśnie dlatego nie można jej analizować tylko i wyłącznie z perspektywy naszych interesów. Aby nasze interesy osiągać, musimy rozumieć interesy i założenia geostrategiczne mocarstw – i to realistycznie.

Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA

14730545_187337241707092_2694406252351455232_n
Spotkanie z gen Jamesem Mattisem w jego biurze w Hoover Institution w lipcu 2015 roku

Generał Jim Mattis, jest osobą, która stała się już za życia legendą. Cytaty z jego wypowiedzi są wykorzystywane w opracowaniach naukowych, ale i grach komputerowych, powstają o nim filmy. Mianowanie osoby o tak silnej osobowości na stanowisko Sekretarza Obrony USA, ma zasadnicze znaczenie nie tylko dla USA, ale i dla całego świata – w tym bardzo istotne dla Polski.

Miałem tę wielką przyjemność i zaszczyt poznać generała Mattisa półtora roku temu, gdy przebywając na stypendium w Hoover Institution, zwróciłem się do niego z prośbą o konsultację mojej pracy naukowej dotyczącej tzw. „operacji stabilizacyjnej” Sił Koalicji pod przywództwem USA w Iraku po 2003 roku. Rozmowa wyszła znacznie poza założone ramy. W sumie potrwała dwie godziny i była niezwykle szczera. Konwersację mailową, natomiast prowadzimy do dziś. Stało się tak z kilku powodów. Przede wszystkim z uwagi na to, że spotkanie miało charakter prywatny, generał Mattis nie pełnił wówczas żadnej funkcji publicznej, a z drugiej strony bardzo cenił fakt odbycia przeze mnie służby w Iraku w latach 2005-6 na stanowisku oficera operacyjnego oraz pracy naukowej, której tematyka dotyczy kwestii strategii USA na Bliskim Wschodzie. Posiadałem też ze sobą rekomendacje od szefa BBN gen Stanisława Kozieja, który przedstawiał w nim moją rolę konsultanta w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego RP.  Inną okolicznością stanowiącą tzw. ice braker był fakt, że tym co nas łączy jest zamiłowanie do historii, w tym starożytnej. Generał jest miłośnikiem historii i filozofii, pasjonuje się postaciami takimi jak Aleksander Wielki czy Napolen, ale jego ulubionym tematem jest postać i prace Marka Aureliusza. Wiele cytatów znanych z mediów pochodzących z wypowiedzi generała Mattisa bazuje na filozofii stoickiej, której reprezentantem był Aureliusz. Generał tą wiedzę jednak pogłębia o własne przemyślenia, samemu stając się punktem odniesienia i źródłem wiedzy. Ja z kolei kwestiami przywództwa i strategii zajmuję się na płaszczyźnie naukowej od co najmniej 15 lat. Pisałem o tym w kontekście “Podbojów Aleksandra Wielkiego” (obecnie kończę prace nad drugim – rozszerzonym wydaniem), walk o władzę w imperium rzymskim po śmierci Cezara (książki: “Filippi, 23 X 42p.n.e.” i “W cieniu boskiego Juliusza”). Teraz o tym samym, czyli przywództwie i strategii, piszę w kontekście operacji stabilizacyjnej w  Iraku: Publikacje

Mimo mojego bardzo krytycznego stosunku do sposobu przeprowadzenia interwencji w Iraku przez siły koalicji pod przywództwem USA, generał poparł wszystkie tezy mojej pracy. Jednocześnie generał podzielił się kilkoma własnymi spostrzeżeniami. Przede wszystkim wskazał jako zasadniczy błąd brak części czwartej (phase 4) strategii w Iraku – czyli tego co dotyczy utrzymania i stabilizacji po podbiciu Iraku. Zgodził się też z tym, że przewaga jaką uzyskał Iran w wyniku inwazji sił koalicji, była jednym z największych problemów Iraku.

Co istotne jednak, nie poprzestawał na krytykowaniu polityki USA, ale miał też szereg bardzo istotnych spostrzeżeń na temat prowadzenia operacji stabilizacyjnych w sytuacji takiej, jak w Iraku. Przedstawiał na przykład rolę edukacji dzieci i młodzieży czego zupełnie nie dostrzeżono po 2003 roku z Białego Domu. Podkreślał, że dyktatorzy a więc i przywódcy organizacji terrorystycznych takich jak Al.-Kaida, Boko Haram czy ISIS przede wszystkim tępią inteligencję – boją się edukacji. Dlatego zajmując teren dokonują egzekucji administracji, nauczycieli i innych przedstawicieli inteligencji. W ich szkołach zamiast nauczania dokonuje się prania mózgów.

Edukacja powinna więc być jednym z najważniejszych elementów operacji stabilizacyjnej, co z pewnością w dużej mierze zmieniłoby Irak. Generał przedstawił koncepcję zakładającą zmniejszenie ilości wojsk o 20 tys., a z pieniędzy w ten sposób zaoszczędzonych zorganizowanie rocznych stypendiów dla dzieci i młodzieży irackiej realizowanych w państwach Europy i USA. Już w ciągu pierwszych lat okupacji tak wielka liczba młodzieży szkolnej przewinęłaby się przez państwa europejskie i amerykańskie, że miałyby one duży wpływ na sytuację w samym Iraku, zastępując stopniowo kadrę dydaktyczną, a później polityczną państwa. Oczywiście ten pomysł jest tylko jednym z wielu jakie można było wdrożyć zamiast stawiać jedynie na rozwiązania militarne.

Gen Mattis bardzo ciepło wyrażał się zarówno o polskich żołnierzach w Iraku, jak i w ogóle o Polsce. To człowiek zasad, co istotne w świecie polityki, w której obowiązuje dziś termin „post-prawda”. Jednocześnie widzi on politykę w płaszczyźnie strategicznej, czego brakuje bardzo wielu liderom. W kwestii problemów europejskich, generał Mattis wskazał na konieczność powstrzymywania Rosji, ale i współpracy z tym państwem. Tu także gen Mattis wskazał przykład błędnych rozwiązań. Tym co zdecydowanie szwankuje w polityce zachodniej, jest brak podejścia strategicznego. Działania są prowadzone doraźnie bez przewidywania konsekwencji i narzędzi radzenia sobie z nimi co przy potencjale Europy nie musi prowadzić do natychmiastowych klęsk, ale powoduje doraźne porażki.

Przykładem który gen Mattis przedstawił jest sytuacja Ukrainy. UE będąca w kryzysie ekonomicznym i politycznym, zaoferowała Ukrainie stopniową integrację ze swoimi strukturami. To spowodowało niepokój Rosji, a gdy ta weszła zbrojnie na Ukrainę, tak UE jak i NATO nie były w stanie przedstawić żadnej odpowiedzi. To pokazuje brak strategii, którą generał określa jako „atrofię strategiczną” całego zachodu.

Moim zdaniem atrofia ta nie wynika jednak z braku możliwości, ale braku wiedzy, kompetencji a często przywództwa najwyższego poziomu.  Operacji w takiej skali nie można prowadzić bez zrozumienia konsekwencji i posiadania narzędzi dla radzenia sobie z nimi. Problem Ukrainy z tej perspektywy wygląda bardzo podobnie do tego co stało się w Iraku. Przecież prezydent George W. Bush w książce „Decision Points” wspomina, że nie przewidziano, iż Iran tak bardzo skorzysta na sytuacji i że będzie miał aż tak duży wpływ na sytuację w Iraku. To przykład atrofii strategicznej USA, o której generał, także w kontekście Iraku wypowiedział się wyraźnie.

Generał Mattis uważa, że jedyną wojną jaką USA zrealizowały właściwie była operacja „Pustynna Burza”. Planem było wyrzucenie Iraku z Kuwejtu, ale ONZ nie dawała autoryzacji na prowadzenie operacji aż do obalenia władzy w Bagdadzie. Zrealizowano to co zostało zaplanowane zgodnie rezolucją z ONZ, nawet jeśli budziło to kontrowersje zarówno w świecie jak i w samym obozie republikańskim w USA.

nowy-obraz
Slajd z wystąpienia w Szkole Liderów Pana Jacka Santorskiego w ramach APPendix

Generał Mattis posiada trzy przydomki – najbardziej znany to „Mad Dog” wynikający z jego ostrych wypowiedzi typu: „I come in peace. I didn’t bring artilleryBut I’m pleading with you, with tears in my eyes: If you fuck with me, I’ll kill you all”. Ale był też przez żołnierzy nazywany “Chaos” oraz “Warrior monk” (mnich wojownik). Oba te przydomki raczej wynikają z jego natury filozofa i stylu przywództwa który Jim Collins określa jako “Level Five Leadership” (przywództwo poziomu piątego), a więc najwyższy poziom pozwalający nie tylko na przełamywanie schematów i wytyczanie nowych zasad, ale też na budowanie struktur, złożonych z liderów zmotywowanych do dążenia do wspólnego celu. Koncepcja ta jest zbieżna w dużej mierze z określaną przez podręcznik piechoty morskiej USA zasadą: „Mission command” (dowodzenie przez zrozumienie misji). Tekst o połączeniu tych dwóch koncepcji, napisany wspólnie przez Pana Jacka Santorskiego i przeze mnie ukaże się w marcowym numerze Coachingu. W szkole liderów Pana Santorskiego mówiłem o tym w ramach wykładu otwartego nagranego na platformie APPendix:

Zarządzanie konfliktem – Mission – oriented command (wymaga bezpłatnego logowania)

Taką też koncepcję gen. Mattis realizował w Iraku przygotowując swoich żołnierzy inaczej niż większość dowódców. Podczas gdy większość z nich nastawiała żołnierzy na takie działanie, w którym mieli przede wszystkim dbać o swoje bezpieczeństwo co narażało ludność cywilną, on mówił: „jeśli widzisz wroga, ale na linii strzału jest ktoś postronny, nie strzelaj bo zrobisz sobie dziesięciu nowych wrogów”. Ta zasada, niestety nie znalazła zastosowania powszechnego w siłach koalicji, co powodowało szereg poważnych problemów dla całego planu operacji (nie mówiąc nawet już o konsekwencjach dla mieszkańców). Jeśli więc wskutek innego stylu dowodzenia Mattis wydawał się niektórym żołnierzom chaotyczny, to raczej wynikało to z jego większej od innych dowódców zdolności przewidywania i wiedzy, a także wizji strategicznej, która na poziomie taktycznym nie zawsze była dobrze rozumiana. Przekazywał im więc treści nie do końca zgodne z systemem szkolenia, jaki przechodzili ci żołnierze w ośrodkach treningowych przez wyjazdem do Iraku. To musiało w nich budzić ambiwalentne wrażenia.

Wszystko to w mojej opinii czyni z gen Mattisa najlepszym możliwym kandydatem do stanowiska Sekretarza Obrony Stanów Zjednoczonych. Niemniej jednak, będzie miał on trudne zadanie z uwagi na samego prezydenta Donalda J. Trumpa. Już od momentu nominowania pomiędzy tzw. zespołem przejściowym (transition team) prezydenta elekta, a samym Mattisem doszło do szeregu konfliktów. Już w dniu przesłuchania przez komisję senacką generała, zespół Trumpa próbował nie dopuścić do tego (ogłoszono nawet, że się nie odbędzie), kalkulując, że generał zostanie i tak zaprzysiężony, ponieważ republikanie mają wystarczającą do tego większość w kongresie. Generał Mattis sprzeciwił się tym planom związanym z grami politycznymi raczej nie najwyższych lotów i sam ogłosił, że przed komisją stanie.

To właśnie przywiązanie do zasad  powodowało, że nie chciał wikłać się w tego typu zagrywki narażając swój autorytet. To kolejny przykład świadczący o bezkompromisowości i nie-sterowalności gen Mattisa. Każdy kto oglądał jego przesłuchanie przed komisją kongresu musiał zdać sobie sprawę z formatu generała, ale też niezwykłego szacunku jakim darzą go i republikanie i demokracji.

Pozytywnym za to faktem jest to, że już po pierwszej oficjalnej rozmowie Trumpa z Mattisem ten pierwszy publicznie przyznał, że generał przekonał go co do bezsensowności rozszerzania prawa o stosowaniu tzw. wzmożonych metod przesłuchań. Mattis kwestionował zupełnie stosowanie tortur. Pokazuje to, że Donald Trump jest w stanie zaufać osobie, która dość bezceremonialnie krytykowała go w kampanii wyborczej. Co więcej, że jest w stanie uczyć się od takich osób. Oby więc nowy prezydent USA, na temat strategii i geopolityki, czerpał wiedzę z takich właśnie źródeł. Skoro więc Donald J. Trump został 45 prezydentem USA, to narzekanie na jego wybór nie ma sensu. Nominacje na stanowiska bardzo istotne w administracji USA, są bardzo różne. Niemniej w samym gen. Mattisie pokładam pełne zaufanie.

Dekadencja demokracji i jak jej przeciwdziałać

democracy

“Dekadencja demokracji” – w ten sposób nazywam sytuację, w ktorej zachodzą dwa procesy powodujące efekt negatywnej synergii:

1. Główne partie polityczne (zarówno rządzące jak opozycyjne), wszystkie swoje działania podporządkowują socjotechnicznym metodom tak dobranym, aby wygrywać wybory i/lub jak najdłużej utrzymywać się przy władzy, bez względu na faktyczne dobro wlasnego Państwa.

2. Społeczeństwo przywyka do powyzszego charakteru polityki przestając wymagać uczciwości, dbania o faktyczny interes narodowy i dobro wspólne (opisane tutaj: https://mmilczanowski.wordpress.com/2017/01/03/4219/).

Drugi punkt charakteryzuje się tym, że zamiast kontroli społecznej, obywatele dzielą się na bezkrytycznych zwolenników danych obozów, którzy wszystko wybaczą “swoim”, bo ważniejsza od uczciwości i kompetencji polityków jest walka z innymi obozami.

W to pojęcie dekadencji demokracji wpisuje się bardzo niedobrze brzmiące okreslenie: “postprawda”. Coś co może było żartem niestety dobrze ilustruje problem upadania demokracji bowiem ideowość i jakiś poziom zaufania jest potrzebny dla utrzymania rozwoju cywilizacyjnego i praw człowieka. Postprawda to określenie wskazujące że o jakimkolwiek zaufaniu nie będzie już mowy. A więc i umowy społeczne przestają obowiązywać.

Straty dla całego Państwa są w takim systemie ogromne bowiem większość energii zarówno rządzących, opozycji jak i popierających ich zwolenników wśród społeczeństwa kierunkowana jest na sam konflikt i pokonanie “wroga” a tylko niewiele jej pozostaje na budowanie rozwoju Państwa.

Dlatego też politycy mogą bez skrępowania po wyborach odwoływać obietnice wyborcze – “bo wiadomo, że taka jest polityka”, czy mianować ministrów, których się wykluczało w kampanii choćby nie posiadali kompetencji.

To proces w mojej opinii pogłębiający się w całym świecie zachodnim, ale w Polsce jest szczególnie niebezpieczny z uwagi na sytuację geopolityczną i słabszy rozwój gospodarczy niż państw zachodnich.

Dekadencja to jeszcze nie upadek, ale stopniowe pogarszanie standardów grożące całkowitą zapaścią i zmianą systemu politycznego. Drogą do naprawy jest zwiększona świadomość społeczna i odbudowanie kontroli polityki przez społeczeństwo, które nie akceptuje niedotrzymywania umów polityków ze społeczeństwem. Innymi słowy, wiedząc “jaka jest polityka”, nie ułatwiajmy politykom rezygnacji z działania na rzecz dobra wspólnego.

W odbudowie społecznych mechanizmów demokratycznych ważną rolę odgrywają liderzy. Nie tylko ci poziomu 4 i 5, ale też pierwszego, których powinno być w rozwinietym cywilizacyjnie społeczeństwie wielu. Pisałem o tym tutaj: https://mmilczanowski.wordpress.com/2017/01/03/4219/

Bardzo istotna jest tu rola mediów jako tzw IV władzy. Tak jak społeczeństwo powinno większać świadomość tak media muszą odbudować swoją ideowość m.in. poprzez zwiększenie wymagań zarówno fachowych jak i etycznych we własnym środowisku.

"Best Leaders create victorious strategies and victorious strategies need the best leaders"

%d bloggers like this: