Duchowość w budowaniu siły wewnętrznej

Pamiętasz tekst o łódce na środku oceanu? Pisałem tam o tym, że zanim pozwolimy, aby sparaliżowała nas świadomość otaczającej potęgi żywiołu, musimy przeszukać pokład i poszukać wszystkiego, co może maksymalnie poprawić nasze położenie. Podobnie z chaosem/mgłą w codziennym życiu. Trzeba zdjąć na moment z ramion „plecak doświadczeń” i przeszukać go gruntownie. Przede wszystkim szukamy mapy z kompasem (strategia) i pochodni (przywództwo), ale też wielu innych elementów potrzebnych w życiu. Koncepcja jeża pozwala na znalezienie i wyznaczenie sobie celu strategicznego (mapa z kompasem). Natomiast jak odszukać pochodnię, która pozwoli rozproszyć ciemność/mgłę i umożliwi skorzystanie z mapy, kompasu oraz wytyczenie azymutu, dostrzeżenie przeszkód i co więcej poradzenie sobie z nimi? W niniejszym tekście o tym właśnie. 

W trakcie konferencji psychologicznej w SWPS Poznaniu wysłuchałem bardzo interesującego referatu nt duchowości i religijności. Skłonił mnie do refleksji w kontekście koncepcji „Pozytywnego wojownika”, którego charakteryzuję w ramach projektu StratLider.

W swoich aktywnościach mam okazję kontaktować się z ludźmi z zupełnie różnych środowisk. Często zaskakuje mnie jak bardzo te środowiska są w istocie podobne, a mimo to jak mylne mają pojęcie na temat wszystkich „innych”. Tak więc się składa, że jednego dnia uczestniczyłem w debacie „Pola dialogu”  z Janem Rokitą, organizowanej przez środowiska kościelne, a w drugim rozmawiałem z moimi znajomymi zdeklarowanymi ateistami, którzy w religii nie widzą zupełnie sensu. Innym razem z szefem szkoły walki Savate w Warszawie, a pamiętam też swoje doświadczenie z karate Kyokushin. Świetnie też rozmawiało mi  się z uczonymi muzułmańskimi z Bliskiego Wschodu w czasie konferencji w Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Mam też lub miałem przyjaciół rozsianych po Bliskim Wschodzie – od Iraku po Egipt i Turcję, ale też we Francji, Bułgarii, Finlandii czy Wielkiej Brytanii.

Wszystkie te środowiska, na swój sposób szukają bądź rezygnują z duchowości. Co więcej niektórzy mają pokusę kwestionowania „prawdziwości” owej duchowości „innych”, skoro nie opiera się ona na kontekście „moim” .

Zatem niejeden ksiądz katolicki powie, że prawdziwa duchowość wynika z religii katolickiej, niejeden ateista powie, że religia to budynki, zepsuci kapłani, instytucja która utraciła duchowy wymiar. Niejeden muzułmanin powie, że katolik się myli, a skoro odszedł od „prawdziwego Boga”, to nie rozumie duchowości. Jeszcze gorzej wyrazi się na temat ateisty, który wg niego nie ma duszy. Niejeden pasjonat jogi powie, że on właśnie zrozumiał samego siebie i otaczający świat i będzie się naśmiewał z niemądrych kłótni katolika z muzułmaninem.

Wielokrotnie podkreślam, że nie jestem symetrystą. Nie jestem też matematykiem. Nie stawiam więc znaku równości pomiędzy tymi wszystkimi wartościami i nie szukam rachunku matematycznego. Każda z nich jest dla danej osoby najważniejsza i uważam, że nie ma w tym nic złego. Nie będę przekonywał katolika by uznał, że muzułmanin ma tak samo jak on rację, ani vice-versa. Nie chcę przekonywał medytującego ateisty, że musi uznać równość religii z jego postawą. To bez sensu. Chcę przekonać za to ich wszystkich, że warto się tolerować i szanować nawzajem, bo każdy z nich odnajduje swoją wersję duchowości. Jeśli chciałbym czegoś więcej to tego, by przekonywać, że ich  duchowość jest wartościowa – duchowość, nawet jeśli nie akceptują sposobu w jaki do niej dochodzą. To daje płaszczyznę nie tylko do wzajemnego szacunku i tolerancji, ale też współpracy i zrozumienia.

Slajd2
Schemat zestawiający duchowość (środkowy zbiór) z wiarą, medytacją i jogą, które bez duchowości stają się „instytucjonalne”

Zatem można odnaleźć wiele „rodzajów” duchowości, ale w istocie chodzi o to samo. To czego doświadczamy w czasie modlitwy, jogi, medytacji to poczucie transcendentalizmu, pozwalającego spojrzeć na siebie samego i na otaczający świat z innej perspektywy, nabranie dystansu do uwarunkowań i problemów, spojrzenie w samego siebie, a potem lepsze zrozumienie świata jak w Johari window, które otwiera nas na nowe możliwości. Wymienione drogi do Duchowości nie wyczerpują tematu, jest ich znacznie więcej. Duchowość odnajdujemy w poezji, mam znajomego z czarnym pasem karate, który pisze piękne rzeczy i wydaje, często dzieląc się swoją twórczością na Fb. Inni odnajdują duchowość w muzyce poważnej. Dla ilustracji problemu skupię się jednak na wymienionych wcześniej przykładach.

Jeśli spojrzeć na duchowość religijną – katolicką, to czymże/kimże dla katolika jest Bóg? Musimy zdać sobie sprawę, że to nie jest postać z długą brodą w białej szacie lewitująca w chmurach lub gdzieś obok nas. Dzieci na wieść o tym, że Bóg jest wszędzie, często zaczynają dopytywać rodziców o różne niestosowne miejsca wprawiając ich w zakłopotanie 🙂

Kim/czym jest więc Bóg? „Bóg jest miłością” pisał apostoł Jan w swoim pierwszym liście (1 J 4, 7-8. 11. 19), „Bóg jest radością, dlatego przed swój dom wystawił Słońce” – pisał Franciszek z Asyżu. „Tylko Bóg może odpowiedzieć na pytanie o dobro, ponieważ On sam jest Dobrem” pisał z kolei Jan Paweł II (encyklika Veritatis Splendor, 9). 

Czy ten kto medytuje nie szuka w swoim życiu radości? Nie czeka na miłość? Nie chce dobra? To wartości podstawowe, których każdy chce doświadczyć. Może więc niejeden ateista wierzy bardziej niż w „Boga” niż katolik, który porzucił duchowość i uczestniczy tylko w Kościele instytucjonalnym. Ale z drugiej strony wiele osób chodzi na jogę tylko po to, by pochwalić się przed znajomymi swoją oryginalnością. Często zdradzają, że piekielnie się tam nudzą, ale ktoś im powiedział że tak trzeba. Jest to substytut tatuażu lub kolczyka w powiece czy wardze – dla odróżnienia się od „reszty”. Mówią wtedy że religia to bzdury bo „ksiądz jeździ drogim samochodem”, ale za to joga jest cool. Samo takie stwierdzenie każe się zastanowić nad rozumieniem Duchowości przez taką osobę.

Wreszcie są też sztuki walki zatracające człon „sztuka” i skupiające się na bijatyce. Trening karate Kyokushin w latach mojej młodości rozpoczynał się od medytacji. Trener podchodził do tego tak poważnie, że szybko znikały kpiące uśmieszki z młodzieńczych ust. Co więcej, trener spokojnym głosem kierował  w trakcie medytacji swoimi uczniami. Mówił o koncentracji na oddechu, wyrzuceniu z głowy wszystkiego innego, spojrzeniu w głąb siebie… Podobnie w czasie treningu często zwracano uwagę na stronę duchową Sztuk Walki. Dziś wielu trenerów zapomniało tradycyjnego ducha Sztuk Walki i wystarczy im kilka symboli: pas, karatega/kimono, naszywki szkoły karate… w ten sposób mamy „Karate instytucjonalne” – zapominające o duchowej stronie Sztuk Walki.

Każdą najpiękniejszą ideę można w ten sposób zepsuć. Jednak także prawdziwą duchowość można odnaleźć wszędzie. Znam przypadki ateistów lubiących pójść do kościoła by tam w spokoju pomedytować – a może to, co w istocie robią to nic innego jak modlitwa do Boga, który nie jest smutnym starcem, ale Miłością, Radością, Dobrem? W niektórych szkołach podstawowych z kolei propagowane są plakaty zakazujące medytacji, jogi, a nawet negujące Wschodnie Sztuki Walki. Ponoć w nich wszystkich ukrywa się szatan. Tymczasem to co tam wymienione, to formy duchowości, które autor tego plakatu postrzega jako konkurencję dla Kościoła. Ten ktoś ma jednak na uwadze tylko Kościół instytucjonalny – bo tylko taki może walczyć, negować inność, szkalować i we wszystkim co nie „swoje” dopatrywać się zła. Znamy też ideologię salaficką głoszącą, że tylko islam jest prawdziwy. Ci zapewne chętnie skorzystaliby z tego samego plakatu tylko zmieniliby krzyż na półksiężyc i dorzucili chrześcijaństwo – reszty nie zmieniając. Mam za to przyjaciół muzułmanów, którzy rozumieją duchowość identycznie jak w pozytywnych przykładach wcześniej wymienionych. Niejeden ateista za to będzie chciał usunąć z przestrzeni publicznej i krzyż i półksiężyc, bo ranią jego uczucia. Każdy z nich broni własnej „instytucji”, nie zważając na istotę Duchowości.

Tak na prawdę to ideologie niszczą duchowość. Ideologie są z kolei bardzo chętnie wykorzystywane przez polityków. Każdy niech szuka swojej Duchowości nie negując innych, bowiem w istocie wszyscy, którzy ją odnajdą są znacznie bliżej siebie niż sądzą. Odnalezienie swojej drogi do Duchowości daje siłę wewnętrzną, dzięki której będzie łatwiej pokonywać trudności, o wiele łatwiej nawiązywać współpracę. Taka Duchowość pozwoli na dystans potrzebny do przeczytania i zrozumienia mapy, wyznaczenia azymutu i dążenia do naszych celów. Szukajmy tej duchowości i nie negujmy innych jej „rodzajów” bo każdemu w istocie chodzi o Dobro, Miłość i Radość. To właśnie wartości, których poszukuje Pozytywny wojownik.

Reklamy

Współpraca StratLider i L’ExtremeEst

.facebook_1510270500133Projekt StratLider oraz Centrum Zimbardo ds Rozwiązywania Konfliktów zyskują nowego partnera w postaci szkoły boksu francuskiego Savate L’ExtremeEst.

Tym samym teorie na których opiera się StratLider, na temat współpracy, pracy nad sobą, zwiększaniem własnego potencjału zyskują wymiar praktyczny. W trakcie dzisiejszego mojego spotkania z Panem Krzysztofem Kalińskim, kierującym szkołą L’ExtremeEst, ustaliliśmy zarys planu przyszłej współpracy.jpg2

Już wkrótce zaprezentujemy efekty. Nie mamy wątpliwości, że ta współpraca przyniesie wielokrotnie przytaczany efekt synergii tak pożądany w bardzo różnych uwarunkowaniach.

cropped-czm-logo.jpgZarówno przywództwo jak i perspektywa strategiczna wymagają pracy nad sobą. Sztuki walki są doskonałą podstawą do szukania równowagi wewnętrznej. Oczywiście nie jest to jedyna metoda. Dorota Kościukiewicz-Markowska prowadząca Szkołę Szczęścia w Szczecinie, która jest także partnerem StratLider powie, że do odnalezienia równowagi najlepsze jest przystopowanie w tym niekończącym się biegu donikąd i uważność, czyli wejście w ciszę wewnętrzną, dzięki czemu uzyskamy nowy, świeży wgląd dotyczący nie tylko siebie, ale i otaczającego nas świata.

SZKOLA-SZCZESCIA-LOGO-png-300

Dorota ma rację. Takie podejście daje świetne możliwości, podobnie jak sztuki walki. L’ExtremeEst jest inną stroną tego samego medalu. Z resztą pamiętam jak sam uczestniczyłem te prawie 30 lat temu w treningach Kyokushin Karate i każdy zaczynał się od medytacji. Kilka minut klęczenia w ciszy, gdy trener spokojnym głosem mówił o oczyszczeniu głowy z tego wszystkiego co się wokół nas dzieje. Medytacja to nieodłączna cześć Sztuk Walki!

Psychologia społeczna pozwala zrozumieć mechanizmy wpływania na nas i daje szansę świadomego decydowania o naszych wyborach.

To wszystko umożliwia zastosowanie perspektywy strategicznej i kształtowania kompetencji przywódczych. Wspólnie zyskujemy większe możliwości niż suma naszych wysiłków indywidualnych.

Komentarz nt filmu „Długa droga do domu” produkcji National Geographic

Zostałem poproszony o komentarz do filmu „Długa droga do domu” produkcji National Geographic. Miałem do obejrzenia tylko pierwszy odcinek, ale sądzę, że to wystarczy by wyrobić sobie opinię. Powiem szczerze, że już sama propozycja wywarła na mnie wrażenie, ponieważ zajmuję się tym tematem nie tylko sentymentalnie, z uwagi na uczestnictwo w OIF w 2005/6 roku, ale też naukowo. Projekt StratLider stanowi platformę popularyzacji tych badań, choć od września br. stał się czymś więcej.

Film wywarł na mnie duże wrażenie dlatego, że przedstawiał złożoność sytuacji w Iraku, a uproszczenia są jedynie wynikiem specyfiki kinowej. Ten film nie jest dokumentem, ma być atrakcyjny dla widza, ale w mojej opinii właśnie to jest istotą popularyzacji wiedzy. Dzięki ukazaniu obrazu w sposób atrakcyjny, NG przekazuje treści bardzo wartościowe.

Mój komentarz nie jest recenzją w pełnym rozumieniu tego słowa. Jest to zbiór skojarzeń i wspomnień, które ilustrują ukazane w filmie dylematy, procesy, wydarzenia.

Tekst o filmie pisałem zaraz po jego obejrzeniu. Niniejszy natomiast piszę w pociągu do Warszawy, gdzie w Polskiej Akademii Nauk będę mówił o wojnie w Iraku z wykorzystaniem Teorii Chaosu, elementów Filozofii Stoickiej oraz teorii przywództwa i strategii i psychologii społecznej.

To właśnie badania nad tym co wydarzyło się w Iraku, które prowadzę od 12 lat doprowadziły mnie do interdyscyplinarności, której odbiciem będzie mój referat w Pałacu Staszica. Prezentowanie wyników badań przed uczonymi z regionu w którym te wydarzenia miały miejsce jest wielkim wyzwaniem i wymaga połączenia teorii z praktyką. Generał Mattis kiedyś dobitnie określił teoretyków nie mających doświadczenia w danym konflikcie, siedzących w swoich pięknych gabinetach i doradzających wojskowym, czy mieszkańcom Iraku…

Dlatego w projekcie StratLider nie przekazuję samych teorii. Zawsze łączę teorię z praktyką, żeby pokazać uczciwie jak działa i jak może być wykorzystana ta czy inna teoria naukowa. Swoje przemyślenia weryfikuję naukowo i praktycznie. Konsultacje z gen Mattisem, prof. Zimbardo, gen Koziejem, Panem Georgem P. Schultzem, Charlesem Hillem, Kori Shake i wieloma innymi innymi osobami są ważnym elementem upewniajacym mnie w trafności kierunku badań.

Poniżej link do tekstu nt filmu z moim komentarzem (w dalszej części dodatkowy plik z pełnym tekstem komentarza).

http://mediapl-ngc.natgeotv.com/22887-dluga-droga-do-domu-historia-o-wojnie-i-emocjach-w-national-geographic

Paradoks Jake’a Sully: czyli dlaczego nie należy bać się wojskowych w polityce w demokracjach.

Postać Jake’a Sully w filmie Avatar prezentuje interesujący paradoks. Początkowo jest stereotypowym żołnierzem, który bezkrytycznie wierzy w wykonywanie rozkazów bez roztrząsania kontekstu sytuacji. Po przydzieleniu do zespołu naukowego nad tubylczymi formami życia Na’vi na planecie Pandora, stopniowo zaczyna widzieć racje drugiej strony konfliktu (Na’vi) oraz prawdziwy kontekst rozpoczynającej się wojny. Jego doświadczenie, wiedza nt realiów (realizm) oraz wiara w szczytne cele (idealizm) czynią go kluczowym „elementem” sytuacji polityczno-strategicznej konfliktu. Doświadczenie żołnierza, który dostrzega, że służba ojczyźnie nie zawsze równa się wykonywaniu rozkazów bezpośredniego przełożonego, który interesuje się kontekstem, rozwija się intelektualnie, stanowi unikalną wartość, której zarówno politycy jak i inne środowiska cywilne najczęściej nie dostrzegają.

Jake Sully

avatar-posterJake Sully to postać fikcyjna, stworzona na potrzeby scenariusza do filmu Avatar. Niemniej dzięki przerysowaniu, wyidealizowaniu ilustruje świetnie pewne procesy, które trudno przedstawić jednym przykładem realnym. Początkowo jako żołnierz marines, który odniósł kontuzję i porusza się na wózku inwalidzkim, jest nieufny wobec cywilnych naukowców. Ale też zespół naukowy do którego Jake zostaje przydzielony za grosz nie ufa jemu – „bo to żołnierz”.

Jako członek zespołu badawczego kierowanego przez dr Grace Augustine, od swojego faktycznego przełożonego płk Quaritha otrzymuje zadanie szpiegowania postępów prac naukowych i donoszenia o osiągnięciach. Pułkownik (podobnie jak Jake i wszyscy żołnierze) nie ufa cywilom i obawia się, że będą zatajać to co odkryją lub w inny sposób komplikować w istocie prostą misję polityków (których „narzędziem” są wojskowi), a która polega na przejęciu zasobów naturalnych planety.

Gdy dr Augustine przedstawia swoje wyniki badań prezentujące niezwykły obraz symbiozy Na’vi z ekosystemem planety, ze strony polityka i naukowca nie znajduje zrozumienia bowiem ci oczekują od zespołu Augustine tylko ułatwienia dostępu do surowców, a nie odkrywania istoty funkcjonowania planety. Kto by się spodziewał, że ranny marine zrozumie znacznie lepiej to o czym mówiła pani doktor.

4200341472_3e217ef4f3
Pandora
35836246471_d24598ed57_b
Pandora

Natomiast sama dr Augustine ma problem z nawiązaniem kontaktu z miejscowymi. Jej praca jest prowadzona w bardzo wolnym tempie bowiem działa metodycznie, bardzo ostrożnie, budując wiedzę o miejscowych i próbując stopniowo zyskać ich zaufanie. Jednocześnie nie uwzględnia kontekstu w którym jej badania są tylko dodatkiem do planu, nie widzi, że jej metodyczność niewiele da bowiem cierpliwość chciwej korporacji się wyczerpuje. To czego jej brakuje to wiedza o procesach społecznych, które tak samo trapią Na’vi jak i ludzi. Mimo, że domyśla się prawdziwych planów korporacji powiązanej z politykami, nie bardzo jest świadoma nieuchronności konfliktu zbrojnego. Zachwycając się pięknem tego co odkrywa, idealizuje Na’vi, co właściwie utrudnia zrozumienie ich.

24150166553_57637fca61_b
Na’vi

Jake Sully ma „doświadczenie bojowe”, ale to on nie trzymając się metodologii naukowych, przełamując schematy badawcze, natychmiast nawiązuje kontakt z Na’vi. Progres badań jest piorunujący i szokujący naukowców.

Jake jest też świadom metod działania polityków, korporacji i żołnierzy na ich usługach. Nie ma najmniejszych wątpliwości jaki los spotka Na’vi. Wie też, że Na’vi nie są idealni, jakkolwiek natura ich funkcjonowania, pierwotne mechanizmy są urzekające.

Paradoks Jake’a Sully i gen Mattis

jm1
Gen Mattis sam nosi swoje bagaże, nawet jako Sekretarz Stanu USA

Słowa jakie wypowiadał w różnym kontekście gen marines Jim Mattis szokowały środowiska cywilne, np gdy zwracał się do głów rodów irackich podczas inwazji w 2003 roku:

Przychodzę w pokoju, nie mam ze sobą artylerii, ale błagam was ze łzami w oczach, jeśli ze mną zadrzecie, zabiję was wszystkich.

 Do żołnierzy:

Bądź grzeczny, bądź profesjonalny ale miej plan zabicia każdego kogo spotkasz”

Takie cytaty sprawiły, że zyskał przydomek „Mad Dog”. W czasie jego udziału w operacji Afgańskiej miał przydomek „Chaos”. Przybywając do Iraku wiosną 2004 mówiono na niego już raczej „Warrior Monk”, ale ma też podobiznę z aureolą, którą wykonali dla niego marines nazywający go „Świętym z Quantico”.

Wiosną w Iraku przyjął jako naczelną zasadę wobec zbuntowanej prowincji Al-Anbar:

„First do no harm”

Zakwestionował też powszechnie stosowaną zasadę działań wojskowych, ale także innych organizacji nazywaną EBO (Effect Based Operation):

„zgodnie z nauką, nie da się precyzyjnie przewidzieć efektów działań”

Mimo, że zarówno operacja w Iraku jak i Afganistanie potwierdziły że miał rację, koncepcja tak jako najbardziej „ekonomiczna” nadal jest stosowana.  O tej kwestii piszę dokładnie w swojej nowej książce.

Wielość kontekstów sprawiła, że stał się postacią wielowymiarową. Ale wynikało to z jego wiedzy (słynna prywatna biblioteka z tysiącami książek, zamiłowanie do filozofii itp.) oraz niezwykłego doświadczenia.

Każda z tych postaw wynikała z uwarunkowań – a więc kontekstu sytuacyjnego oraz celów strategicznych. Znajomość i rozumienie kontekstu oraz umiejętność zestawienia go z celami strategicznymi wymagają specyficznej postawy opartej na wiedzy i doświadczeniu.

21762795_271333350044569_6828407471648070229_o.jpgPodobnie zrozumienie kontekstu działań i sytuacji Aleksandra Wielkiego wymaga nie tylko analizy materiału źródłowego, ale też doświadczenia zbliżonego do tego czego doświadczali uczestnicy jego wyprawy, o czym pisałem w swojej ostatniej książce: Taktyka, strategia i przywództwo Aleksandra Wielkiego

14730545_187337241707092_2694406252351455232_n
Po mojej rozmowie z gen Jimem Mattisem

Gdy rozmawiałem z Jimem Mattisem na te tematy (latem 2015 roku), uderzało mnie to, że był bardzo wstrzemięźliwy w ocenianiu Aleksandra Wielkiego czy Marka Aureliusza, ale nie miał wątpliwości jeśli chodzi o błędną strategię USA w Iraku (2003-11). Nie miał też najmniejszych wątpliwości, że brak perspektywy strategicznej jest jedną z największych bolączek ówczesnych USA jak i Unii Europejskiej.

 Paradoks Jake’a Sully i Polska

Podobnie wielu polskich oficerów ma ogromne doświadczenie, które wykracza daleko poza kwestie stricte wojskowe. W czasie operacji w Iraku, Afganistanie, Kosowie, czy na Wzgórzach Golan w Libanie, ale też w kraju, funkcjonując na styku wojska i polityki,  żołnierze muszą być nie tylko dowódcami, ale bardzo często podejmują decyzje zupełnie polityczne. Nie tylko rozumieją kontekst polityczny, ale też często mają decydujący wpływ na sytuację gospodarczą, polityczną, społeczną kraju, regionu w którym działają.

27507207346_9e716567ae_b
Gen Mirosław Różański

Dlatego właśnie gen Różański z rozgoryczeniem zadawał politykom pytanie:

czy wy nas się boicie? Dlaczego nie macie do nas odrobiny zaufania? Przecież cywile mają pełną kontrolę nad armią.

(Dziennik.pl wywiad z 31.10.2017).

Tu jest właśnie istota problemu! We współczesnych demokracjach, a na pewno w Polsce, trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym wojsko przejmuje siłą kontrolę nad państwem. Z bardzo wielu względów jest to nierealne. Nie staram się absolutnie kwestionować cywilnej kontroli nad armią, jest to ze wszechmiar uzasadnione i stanowi właśnie jeden z fundamentów demokracji.

27541818635_fb69bf4195_b
gen Mirosław Różański

Niemniej za tą regulacją idą obawy społeczeństwa wobec wojskowych w ogóle. Często dziennikarze mają dylemat czy wojskowy może być doradcą prezydenta czy premiera – czy to nie zbyt duży wpływ wojskowych na władzę cywilną. Pojawia się szereg innych, choć podobnej natury dylematów.

Tym sposobem marnuje się wielki potencjał wielu wojskowych, którzy swoim doświadczeniem, ale i często charakteryzującym ich tzw. realizmem idealistycznym mogliby zdecydowanie wesprzeć społeczeństwo, władze, polityków.

Dziś Gen Mirosław Różański ma niestety rację gdy mówi:

 

„Nie wydaje mi się, by społeczeństwo zaakceptowało generała jako kandydata w wyborach.”

Polish Ghazni PRT Members Surprise Locals
Gen Janusz Bronowicz

Podobnie warto wsłuchiwać się w wypowiedzi medialne innych generałów: Stanisława Kozieja, Waldemara Skrzypczaka czy Janusza Bronowicza, którzy krytykują decyzje, procesy, a nie personalnie polityków. Zauważmy, że wszyscy wymienieni krytyczne uwagi wyrażali wobec decydentów, niezależnie od barw politycznych aktualnej władzy.

Zakończenie

Jake Sully to postać fikcyjna, ale można wskazać na jego przykładzie ważny acz nie zawsze dostrzegany paradoks. Żołnierz, który uczestniczył w konfliktach zbrojnych, brał udział w różnego rodzaju operacjach wojskowych, podejmował lub brał udział w podejmowaniu decyzji politycznych w rejonach konfliktów, ma inne doświadczenie niż większość społeczeństwa. Jest to wielka wartość, bowiem tacy wojskowi często są w stanie zweryfikować i zastosować/dostosować założenia teoretyczne wynikające z nauki.

Niezależnie od oceny samego prezydenta Donalda Trumpa (moja jest bardzo krytyczna) dobór zespołu doradców w postaci gen Mattisa i McMastera, gwarantuje wielki kredyt zaufania. To ludzie o olbrzymim i różnorodnym doświadczeniu, którzy mają dziś w wielu kwestiach głos decydujący dziś w wielu sprawach. U nas wciąż boimy się, że wojskowi „skradną” demokrację.

Jeśli ktoś miałby „skraść” demokrację w Polsce, USA, Francji to na pewno nie żołnierze, prędzej od nich uczynią to partyjni politycy walczący tylko o własne wpływy, media nie wyznające żadnych zasad oraz korporacje, których nikt nie będzie kontrolować (słynny protest „we are 99%” w USA).

Wojskowi z doświadczeniem, którzy realizują kariery naukowe, zachowują pokorę pozwalającą wciąż się uczyć nowych kontekstów i uwarunkowań mogą stanowić podporę demokracji.

[VIDEO] StratLider: Po co? Dla kogo?

To krótkie nagranie prezentuje założenia projektu StratLider. Idea Pozytywnego Wojownika jest użyteczna dla każdego, kto chce korzystać z wiedzy, aby budować podstawy własnego sukcesu bazując na własnych (nie zawsze odkrytych) możliwościach.

Korzystam z przykładów inspirujących, niezwykłych, ale pokazujących w istocie mechanizmy użyteczne dla każdego. Przykłady osiągnięć Roberta Kubicy, Jamesa Mattisa, Phila Zimbardo, Aleksandra Wielkiego, Michaela Jordana, Jacka Sully (ostatni to postać filmowa o której napiszę w kolejnych tekstach), oprócz tego, że stanowią ciąg zdarzeń wyjątkowych, to z tego łańcucha procesów można wyciągać elementy przydatne dla nas.

Collage 2017-10-24 09_38_59

Takie przypadki nie tylko inspirują, ale pokazują procesy, które stanowią podstawę psychologii społecznej i wielu innych nauk. Na takich przykładach można ilustrować ważne teorie naukowe i ułatwiać ich stosowanie.

O tym wszystkim piszę, nagrywam i publikuję na blogu, YouTube i Podcast.

Kanał YouTube

Tekst o fenomenie Roberta Kubicy

Powrót do Vlog

Robert Kubica jako pozytywny wojownik – przykład nie tylko sportowy.

O Robercie Kubicy napisano już tony (albo gigabajty) prac różnego rodzaju. Dla mnie, jako pasjonata F1 od 36 lat (co często podkreślam bo to zainteresowanie sięga czasów Senny i Laudy), pojawienie się Roberta w stawce kierowców rywalizujących w tym sporcie było czymś niesamowitym. Na dodatek starty Roberta szybko pokazały, że nie przypadkiem tam trafił do tego elitarnego grona, że nie jest tzw. pay-driver, ani że nie został tam umieszczony z jakichś względów politycznych. Wszystkie te czynniki mają spore znaczenie w przypadku wielu kierowców F1.

Robert_Kubica_Kanada_2010_croppedO Robercie Kubicy napisano już tony (albo gigabajty) prac różnego rodzaju i słusznie, bowiem to wyjątkowy temat. Niemniej fenomen Roberta można analizować z różnych perspektyw. Dla mnie, jako pasjonata F1 od 36 lat (co często podkreślam bo to zainteresowanie sięga czasów Senny i Laudy), pojawienie się Roberta w stawce kierowców rywalizujących w tym sporcie było czymś niesamowitym. Na dodatek starty Roberta szybko pokazały, że nie przypadkiem trafił do tego elitarnego grona, że nie jest tzw. pay-driver, ani że nie został tam umieszczony z jakichś względów politycznych. Wszystkie te czynniki mają spore znaczenie w przypadku wielu kierowców F1.

Przez F1 przewinęło się wielu kierowców, ale tylko garstka jest uznawanych za ponadczasowych wojowników królowej sportów motorowych.  Na pewno za takich uważa się (piszę o czasach w których śledzę F1) Laudę, Sennę, Prosta, Mansela, Shumachera. Do tego grona współcześnie dołączają Vettel i Hamilton, a także Alonso. Oczywiście każdy kibic doda pewnie jakieś nazwisko, ale z pewnością, żadnego z tej listy nie wykreśli. Natomiast wielu, nawet mistrzów świata, nie zyskało takiej sławy najwybitniejszych kierowców F1. Nie działo się tak z uwagi na PR, czy wsparcie mediów lub koncernów. Historia osądza uczciwiej niż lokalne brukowce.

Lauda_McLaren_MP4-2_1984_Dallas_F1Ci kierowcy mieli w sobie to, co powodowało, że zawsze było wiadomo, że jeśli tylko jest cień szansy umożliwiającej walkę to będą walczyć. Nie zaś taranować pojazdy przed nimi, gdy jest sama wola walki – jak robił to np torpeda-Pietrow, ale także niedawno Kviat, (który rok temu w GP Rosji zrobił coś najdziwniejszego chyba w całej historiii F1, dwukrotnie uderzając potężnie w tył samochodu poprzedzającego go Vettela w odstępie kliku sekund) czasem Perez czy wielu innych. To nie znaczy, że ci najwybitniejsi zawsze jeżdżą czysto, że nie powodują kolizji. Ale ich kolizje są wynikiem rywalizacji na najwyższym poziomie, w której nie odpuszczają mimo wielkiego ryzyka, a nie głupiej brawury przykrywającej braki (nie tylko w talencie).Gran_Premio_d'Italia_1975_-_Ferrari_-_Clay_Regazzoni_e_Niki_Lauda

Konflikty pomiędzy Laudą a Huntem, Senną i Prostem, Masela z Prostem i Piquetem polaryzowały kibiców, ale zdecydowana większość z nich szanowała tych wojowników. Do dziś ich pojedynki są wspominane z pasją i bez złości przez wielu. Formula_1,_GP_San_Marino_1989,_Imola,_Prost_e_SennaTak rywalizował też Robert do czasu pamiętnego wypadku. Zawsze na limicie, zawsze twardo, ale jednak z rozsądkiem. Gdy oglądało się Roberta, zawsze wiadomo było, że nie odpuści, nawet zdublowany potrafił wyprzedzić Hamiltona i próbować wrócić do walki (może przy okazji pomóc przeciwnikowi Hamiltona :-)). 800px-2009_Formula_1_Grand_Prix_of_China_-_Shanghai_Circuit_(3479015935)Robert miał też ostre starcia ze swoim przyjacielem Fernando Alonso, przez radio Hiszpan narzekał na Polaka, ale wcale nie zakończyło to ich przyjaźni. Zawsze się szanowali. 361902537_300476071f_b

W tekście w Naszym Czasopiśmie (nr wrześniowy), zestawiłem siłę charakteru i sposób pokonywania trudności przez Roberta z paradoksem Stockdale’a. Robert prezentuje postawę stoicką i dokładnie realizuje założenia Stockdale’a z niej wynikłe:

  1. Mieć świadomość przeszkód jakie przed nami stoją i aktualnej sytuacji (realizm)
  2. Zawsze i niezłomnie wierzyć w postawiony sobie cel, nawet jeśli w danym momencie wydaje się on nierealny (idealizm).21641206_1300593103384444_250007667_n

Ja w swoich tekstach często piszę, że najlepsi przywódcy (a nie wodzowie) zachowują postawę realistycznych idealistów (koncepcja Douglasa Conanta). Bez realizmu odrywamy się od codziennych przeszkód i problemów – daleko się tak nie zajdzie. Natomiast bez idealizmu utkniemy przy którejś z tych przeszkód nie wierząc, że da się pójść jeszcze dalej.

Spójrzmy na przykład Roberta po straszliwym wypadku w Ronde di Andora na początku 2011 roku. Bez świadomości sytuacji, własnych potężnych wówczas ograniczeń mógł mówić to czego chciały media: „wrócę za miesiąc”, „zdążę jeszcze na ten sezon” itp. Mijające kolejne terminy powodowałyby, że jego oświadczenia traciłyby wiarygodność, on sam traciłby wiarę… Natomiast bez wiary w sukces, nie miałby siły by nadludzkim wysiłkiem tak ciężko trenować, przechodzić dziesiątki zabiegów, samodzielnie krok po kroku budować swoją kondycję, sprawność i siłę psychiczną. Utknąłby przy którejś z przeszkód i został komentatorem lub właścicielem toru kartingowego.

Robert_Kubica_2007_Britain_2Robert zachował te dwie podstawowe cechy czyniące z niego postać ponadczasową. Te cechy były widoczne także wcześniej, gdy np w Singapurze w 2008 roku na 28 okrążeniu spadł na ostatnie miejsce. Pamiętam, że oglądając złościłem się, że jedzie tak spokojnie na końcu stawki. Wiem, w nim się gotowało zapewne, ale nie atakował szaleńczo by szybko odzyskiwać pozycje. Wiedział , że specyfika toru w zestawieniu z jego BMW Sauber F1.08 generuje uwarunkowania, w których trzeba zachować cierpliwość. Mimo, że miał przed sobą sporo wolniejszych kierowców to jechał za nimi przez wiele kółek atakując dopiero gdy pojawiał się cień szansy na wyprzedzenie. Nie zdobył wtedy punktów, ale dla mnie było jasne, że zrobił wszystko co się dało by je zdobyć. Nie wciskał się bez sensu ryzykując szybkie wypadnięcie z toru, nie taranował przeciwników wzorem bezradnego Kviata. Miałem za to zawsze pełne zaufanie, że jeśli jakiś cień szansy się pojawi, to on na pewno ją wykorzysta.

Kubica_Bahrain_Grand_Prix_2010Dlatego dziś, gdy Robert wraca do F1 (a jestem przekonany, że choć Renault popełniło w mojej opinii błąd, to Williams dokona trafnego wyboru), Robert cieszy się ogromną sympatią i zaufaniem. Pojawia się dosłownie garstka tych, którzy są przeciwni jego staraniom powrotu do F1 i często wynika to z osobistych animozji. Robert jest więc nie tylko przykładem stoickiego wojownika (o czym pisałem w Naszym Czasopiśmie), ale także świetnie odpowiada koncepcji Pozytywnego wojownika, o którym piszę w projekcie StratLider.  Rajd_Polski_2015_Robert_Kubica_3Pozytywny – nie oznacza idealny, nie oznacza zawsze dobry. Pozytywny wojownik pokonuje przeszkody, w drodze do wyznaczonego przez siebie celu. Jest w pełni świadom trudności, ale stara się przy tym nie czynić innym szkody. Dzięki temu otacza go powszechny szacunek, który w trudnym momencie okazuje się realną korzyścią.

Dlatego Robert uzyskał szansę testów w Renault, potężne wsparcie Nico Rosberga, a teraz realną szansę powrotu do ścigania w Williamsie. Na uwagę zasługuje to, że nawet sponsorów zaraża on pozytywną energią czego najlepszym wyrazem jest niesamowite  Oświadczenie grupy Lotos, w którym twierdzą, że „produkowane przez LOTOS najlepsze paliwa na pewno pomogłyby Williamsowi odzyskać mistrzostwo świata” oraz że „Grupa LOTOS nie ma i nie zamierza mieć żadnego wpływu na decyzje Williamsa w sprawie zatrudnienia najszybszego kierowcy świata„. te dwa zdania razem mówią wszystko.

Jakkolwiek ta sytuacja się zakończy (dziś jest drugi dzień rywalizacji bezpośredniej z Paulem di Restą na torze Hungaroring, która zadecyduje o miejscu w kokpicie Williamsa na przyszły sezon), postawa pozytywnego wojownika z pewnością zapewni Robertowi dalsze możliwości realizacji jego celu. Tak jak po upadku pomysłu z Renault, natychmiast pojawiły się doniesienia o miejscu w Williamsie, tak w razie niepowodzenia tej koncepcji (choć zdaje się, że do tego nie dojdzie) pojawią się kolejne rozwiązania. Okazuje się bowiem, że same pieniądze w perspektywie długofalowej nie zapewniają sukcesu sportowego, natomiast Pozytywny wojownik nie zapewnia pieniędzy od razu, ale dobrze skomponowana strategia wokół takiej postaci daje efekt synergii prowadzący do sukcesu w każdym wymiarze – także finansowym.

[VIDEO] „Jeż bokser”: Koncepcja strategiczna i przywódcza w wersji dla każdego

„Jeż bokser” to odmiana tego sympatycznego zwierzątka, która nie występuje w przyrodzie, ale może występować w praktycznym wykorzystaniu koncepcji Jima Collinsa.

W nagraniu wykorzystałem tekst : Jakie możliwości ma człowiek w małej łódce na środku oceanu? Może zostać pozytywnym wojownikiem! W sytuacji gdy otacza nas „mgła” w której nie wszystko możemy przewidzieć, gdzie panują zasady wynikające z teorii chaosu, trzeba umieć odnaleźć swoje silne strony.

Można to robić w różnych sytuacjach i dla różnych potrzeb. Większość teorii naukowych jest bardzo szybko „szufladkowana” przez różne środowiska. Najlepsze z nich są jednak zwykle bardzo uniwersalne. „O wojnie” Clausewitza okazała się równie skuteczna w czasie zmagań wojskowych co działań biznesowych, negocjacjach i w wielu innych dziedzinach życia.

Nawet najwięksi humaniści często sugerują, że ich teorie nie są dla wszystkich – w domyśle, chcąc dodać że tylko odpowiedni poziom intelektualny pozwala na ich stosowanie. Wskutek tego zapewne wielu polityków a priori odrzuca naukę jako taką, bowiem rzekomo „nie przystaje do rzeczywistości”. Teorie powinny jednak najczęściej mieć praktyczne zastosowanie inaczej powinny przynależeć do sztuki a nie nauki.

W mojej ocenie każdy może i powinien korzystać dorobku pięciu tysięcy lat rozwoju cywilizacji jaką znamy. Teorie przywództwa i strategii są bardzo przydatne w różnych sytuacjach. Jedną z teorii umożliwiających dobry początek zarówno w biznesie, zmiany na lepsze we własnym otoczeniu, czy odszukanie własnego potencjału w sytuacji niesprzyjających okoliczności jest koncepcja jeża Jima Collinsa:

Slajd1

Poszukiwanie własnych możliwości i najlepszego dla siebie celu strategicznego może dotyczyć wyżej wymienionych dziedzin, ale także wspomóc nas przy bardziej prozaicznych ale także istotnych priorytetach. Na przykład wtedy gdy cel mamy jasno wytyczony ale nie potrafimy się zabrać za jego realizację. Takim przykładem jest „jeż bokser”. To bardzo indywidualne rozwiązanie ale na jego przykładzie widać jak łatwo można koncepcję naukową wykorzystać praktycznie, a ja z autopsji mogę zaświadczyć że jest to bardzo skuteczne rozwiązanie 🙂

Slajd2

Materiały do których odnosiłem się w nagraniu:

Jakie możliwości ma człowiek w małej łódce na środku oceanu? Może zostać pozytywnym wojownikiem!

Pozytywny wojownik -StratLider

Efekt Lucy Phere

 

Powrót do Vlog