W odpowiedzi na masakrę w Paryżu – mówię: nie WOJNA ale DOBRA POLITYKA wreszcie!

686997efbbd43f522df7e7d2d1e6fbfePo 11 września 2001, po zamachach w Madrycie, Londynie, Charlie Hebdo i tak samo dziś po masakrze w Paryżu pojawia się znów to samo hasło – jesteśmy na wojnie! Musimy walczyć! Pytam się więc – z kim? Gdzie? Kto jest przeciwnikiem? Chciałbym przypomnieć, że George W. Bush ogłosił tę “wojnę” już 14 lat temu – na gruzach WTC dzień po zamachach w 2001 roku. Ta “wojna” trwa i prowadzimy/lub prowadziliśmy ją w Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii, Jemenie, Pakistanie, Somalii, Mali, RŚA i innych. W tej wojnie uderzamy z całą mocą i setkami tysięcy żołnierzy (jak Afganistan i Irak) albo działamy mniej oficjalnie, ale równie śmiertelnie (Jemen, Syria) czasem otwarcie wspieramy zbrojnie tych, którzy ponoć walczą z dyktaturą (Libia i Syria i byli tacy co chcieli pomagać w Egipcie ale całe szczęście się powstrzymali).  Przeciwnik jednak się ciągle wzmacnia i uderza w nas sporadycznie, ale niezwykle celnie siejąc śmierć, strach i zwątpienie. Pora uzmysłowić sobie przeciw komu wojnę prowadzimy, a także kto prowadzi ją przeciw nam? Kolejne zawołania o tym, że jesteśmy na wojnie czy że trzeba walczyć, doprowadzi do dalszych nieprzemyślanych działań zbrojnych których konsekwencją będzie wzmocnienie prawdziwego przeciwnika. Na własne życzenie poniesiemy kolejne straty w wojsku – wysyłanym bez sensu na Bliski Wschód, i w cywilach jeszcze łatwiej atakowanych w naszych (europejskich) miastach, nie mówiąc już o kolejnych ofiarach w samych miejscach konfliktów na Bliskim Wschodzie – ale to zapewne w dzień po zamachach terrorystycznych w Paryżu niewielu interesuje.

Kim i gdzie jest przeciwnik starałem się zaprezentować w tekście:

Charlie Hebdo: Islam vs Islamism

Jak ułatwiliśmy mu wzrost i działanie, tu:

Decision making process in Iraq 2003

i tu:

Syria: searching of lesser evil

Jak go zwalczać:

Zarys strategii Bezpieczeńztwa

i częściowo tu:

Humanitarian missions int he stabilization operation

Czym go zwalczać:

Narzędzia dla realizacji Strategii Bezpieczeństwa Międzynarodowego

        Pisałem też, że dalsza polityka oparta na “WOJNIE” będzie prowadziła do dalszego rozkręcania spirali przemocy, która poprzez kryzys z uchodźcami i zamachy terrorystyczne sięga już Europy i USA. W związku z tym należy pamiętać, że wojna z radykalizmem – słusznie zwanym islamo-faszyzmem nie zaczęła się 11 września 2001 roku, ale zamachy na WTC i Pentagon były właśnie konsekwencją niezmiennie złej polityki Zachodu na Bliskim Wschodzie, który w końcu XX i początkach XXI wieku przechodzi ogromne zmiany społeczne, niedostrzegane przez polityków zachodnich, lub błędnie interpretowane (jako oznaka “wybuchu” demokracji w stylu zachodnim).  Z drugiej strony, bez zmiany tej polityki, nie da się osiągnąć pokoju i stabilizacji. Te mogą być tylko osiągnięte poprzez mądrą (to znaczy wielo aspektową i wielopoziomową, zróżnicowaną w zależności od miejsca itd.) politykę międzynarodową. Oczywiście w ramach tej polityki działania zbrojne są także koniecznością, ale muszą być częścią – elementem polityki i dawać efekty w postaci postępów politycznych, a nie być celem lub odpowiedzią na działania przeciwnika. Wojna trwa i przeciwnik ma coraz lepsze metody i narzędzia by “nas” atakować. Jednocześnie wielu z nas nie zdaje sobie sprawy jak wielu sojuszników mamy po “tamtej” stronie. Sam znam wielu Syryjczyków, Egipcjan, Libańczyków, Palestyńczyków czy Turków, którzy nieustannie pokazują wołając do “nas”, że tolerując radykalizm w świecie Zachodnim, pozwalając na marsze islamo-faszystów nawołujących do obalenia demokratycznych władz i ustanowienie w to miejsce prawa szariatu, szanując swobody obywatelskie poprzez nie umieszczeni podsłuchów w miejscach gdzie dochodzi do propagowania nienawiści,, obalając dyktatury na Bliskim Wschodzie – sami generujemy zagrożenia! Co więcej po stracie, naszą złość kierujemy przeciw tym, których łatwo dosięgnąć (o czym pisałem w tekście o Charlie Hebdo), a więc Muzułmanów modlących się w Meczecie, dzieci muzułmańskie w szkole, kobiety, często nauczycieli, lekarzy, którzy tak jak my boją się ekstremistów i terrorystów. Prawdziwy przeciwnik to ten, kto traktuje nas jako wroga i w tej wojnie wcale nie jest tak nieuchwytny jak się zdaje. Nie możemy jednak tego przeciwnika upatrywać w dyktatorach, grupach nie skłonnych do współpracy gospodarczej z Zachodem, czy tych, którzy chcą zwiększyć swoje wpływy w danym regionie. Trzeba wreszcie oddzielić zagrożenia ekstremizmem i terroryzmem od interesów gospodarczy, wpływów geopolitycznych itd. Pozwalając na decydowanie, społeczeństwom i na samodzielność wielu państwom, traktując ich jak partnerów ale skupiając się na zniszczeniu faktycznych centrów ekstremizmu i terroryzmu, a więc rezygnując z wojen ekonomicznych/surowcowych a w to miejsce tworząc prawdziwą koalicję przeciwko ekstremizmowi, oraz wdrażając strategię podobną do tej jaką zaproponowałem na początku tekstu, jestem pewien, że nie więcej niż pół roku wystarczyłoby aby znikło tzw. Państwo Islamskie, Al-kaida, Al-Nusrah, Al-Kaida Islamskiego Maghrebu czy Al-Kaida Półwyspu Arabskiego. Przy tym zamożność Zachodu i możliwości wpływania na politykę nie musiałyby aż tak się obniżyć jak obawiają się tego zachodni liderzy.

     Oczywiście wiem też doskonale, że tak się nie stanie. Społeczeństwo będzie chciało wojny i ją dostanie. “Wojnę tabloidową” w której zginie wielu “terrorystów” – w więc ludzi mieszkających na Bliskim Wschodzie – niekoniecznie nawet “złych” Muzułmanów. pomiędzy nimi trafią się osoby powiązane z masakrą w Paryżu. Nikt nie powie w Europie, że takich samych jak tych, których dosięgniemy, jest na Bliskim Wschodzie tysiące, więc zagrożenia nie zmniejszymy ani o pół procenta. W ten sposób na chwilę “odbudujemy” jednak poczucie bezpieczeństwa. Będzie ono rosło wraz z każdym zabitym “terrorystą” o czym będą głosić politycy – tak samo jak tabloidy. W istocie przygotujemy grunt pod kolejne zamachy – coraz bardziej krwawe, coraz łatwiej przeprowadzane i coraz bardziej… prowokujące do kolejnych wojen. Ekstremiści – jak sama nazwa wskazuje posiłkują się skrajnościami – chaosem, wojną, bezprawiem, biedą, zamieszaniem geopolitycznym i światopoglądowym, fałszywymi treściami przekazywanymi pod pozorem religii. To daje im się i to uzyskują dzięki wojnom i wtedy swojemu radykalizmowi.

Advertisements

One thought on “W odpowiedzi na masakrę w Paryżu – mówię: nie WOJNA ale DOBRA POLITYKA wreszcie!”

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s