O konflikcie we współczesnej RP raz jeszcze

635877114260043992W Tekście „Lemingi vs Mohery”: konflikt realny czy wykreowany?  pisałem o konflikcie jaki trawi obecnie Polskę. Oceniłem ten konflikt jako negatywny, destrukcyjny i w dużym stopniu paraliżujący dla czynników decyzyjnych, skupionych na „grze” z wewnętrznym przeciwnikiem, zamiast na sprawowaniu władzy jako takiej. Cierpi na tym obronność RP, sprawy zagraniczne, nie mówiąc już o gospodarce co widać po sytuacji na giełdzie. Jednakże warto też zaznaczyć, że nie samo istnienie konfliktu jest tu złem, ale właśnie zejście do poziomu konfliktu destrukcyjnego (taka nazwa funkcjonuje w teorii zarządzania konfliktem – np u Erica Berna czy Stephena Karpmana). A więc różnice światopoglądowe oraz różne wizje polityczne muszą powodować konflikt i ten konflikt, sam w sobie musi być nie tylko akceptowany, ale także uznany za niezbędny zarówno dla systemu demokratycznego, jak i dla dobra społecznego. Konflikt bowiem zmusza do działania, do kreatywności, pozwala też na zmiany i zwiększa możliwość społecznej kontroli. Co więcej konflikt pozwala na doskonalenie się i wyzwala ukryty potencjał. Optymalnym rozwiązaniem takiego konfliktu negatywnego jaki obecnie się w Polsce toczy nie będzie więc (jak postuluje się w teorii zarządzania konfliktem) współpraca, bowiem pełna współpraca usuwa zupełnie konflikt. Pełna współpraca środowisk politycznych będących u władzy (rozumianej szeroko – jako władza ustawodawcza, wykonawcza i sądownicza – więc także współpraca pomiędzy rządzącymi a opozycją) byłaby, z uwagi na uwarunkowania natury ludzkiej, bardzo dużym zagrożeniem dla reszty społeczeństwa. Istnieją środowiska w Polsce, które twierdzą, że właśnie w takim stanie w istocie jesteśmy, a główne partie jedynie odgrywają spektakl w istocie wspólnie planując działania. Nie sądzę, aby tak w istocie mogło być.

      Jeśli więc mowa o „rozwiązywaniu” konfliktu w przypadku opisanym w tekście „Lemingi vs Mohery” to określenie „rozwiązywanie” musi pozostawać w cudzysłowie, bowiem faktycznie chodzi o obniżenie poziomu konfliktu, a nie o usunięcie go zupełnie. Każdy konflikt jest w rozumieniu prakseologicznym walką. Prof. Rudniański za swoim mistrzem prof. Kotarbińskim pisze o trzech poziomach  takiej walki. Najniższym jest walka zbrojna, w której stosuje się wszelkie metody, aby zniszczyć lub trwale uniemożliwić przeciwdziałanie przeciwnikowi.  Poziom średni to taki sposób prowadzenia walki, w którym celem nie jest sam przeciwnik ale zwycięstwo. Ten poziom walki nie tylko umożliwia częściową współpracę, ale nawet często wymaga w pewnym sensie zadbania o sytuację przeciwnika. Można tu za prof. Rudniańskim podać przykład walki bokserskiej, w której celem nie jest przecież zabicie czy okaleczenie przeciwnika. Można też podać przykład sparingu bokserskiego, w którym celem obu przeciwników jest przygotowanie się do walki z kimś innym. Szacunek dla przeciwnika, umiejętność współpracy poza obszarem, który obejmuje ich rywalizacja, często wówczas świadczy o drugiej stronie i może mieć duże znaczenie dla jej sukcesu. Wcale nie oznacza to że walka odbywa się mniej serio. Jednakże obie strony mogą znacznie więcej na takiej walce zyskać, a zwycięzca cieszy się wówczas znacznie większym autorytetem i, co więcej, może często liczyć na doraźne wsparcie (pokonanego) przeciwnika. A więc ograniczenie walki jedynie do przedmiotu sporu, a nie rozciąganie go na wszystkie aspekty życia – aby zupełnie „zniszczyć” przeciwnika sprawia, że walka staje się nie tylko skuteczna, ale też umożliwia osiągnięcie znacznie lepszych warunków dla rozwoju obu stron – także przegranej, stwarzając też znacznie lepsze uwarunkowania dla otoczenia.

     Zasadnicze znaczenie dla rozróżnienia poziomów walki ma jej cel. Przekładając to na bieżącą politykę jeśli celem PiS czy PO jest zniszczenie przeciwnika dzięki czemu (zdaniem oponentów) Państwo ma zyskać, to walka schodzi na najniższy poziom i staje się szkodliwa dla państwa. Niszczenie w tym znaczeniu nie ograniczałoby się do odsunięcia partii od władzy, ale podejmuje byłyby kroki, aby trwale uniemożliwić dalszą rywalizację (można to było obserwować w Białorusi gdy prezydent Łukaszenka umacniał się we władzy autorytarnej czy na Ukrainie po przejęciu władzy przez prezydenta Janukowicza), deprecjonuje się jej osiągnięcia, nawet jeśli tym samym obniża się rangę całego Państwa (w pewnym sensie przykładem może tu być wyciszanie przez władze PRL nagrody Nobla dla Lecha Wałęsy czy negatywna reakcja władz chińskich na tą samą nagrodę przyznaną Lu Xiaobo, którego uznano za zagrożenie dla reżimu), niszczony byłby też autorytet osób, jak i całych instytucji po to, aby ukarać za samo bycie przeciwnikiem. Jedynie demagogią i propagandą można wówczas wmawiać społeczeństwu korzyści z takiej walki. Jeśli jednak celem jest odsunięcie od władzy czy utrzymanie przeciwnika w opozycji (ewentualne ukaranie winnych faktycznych nadużyć władzy lub przestępstw) ale za pomocą prawnych i demokratycznych metod i tylko po to, aby samemu sprawować władzę lepiej – lub przynajmniej usiłować sprawować ją lepiej, to walka przesuwa się na poziom wyższy.

     Konflikt jest więc konieczny i jest korzystny dla demokracji. O możliwość konfliktowania się partii politycznych w miejsce ich „sojuszu” walczyła Solidarność w latach 80-tych. Jednak wszystkim powinno zależeć na tym, aby nie dopuszczać do przerodzenia się konfliktu w walkę „zbrojną” (w znaczeniu prakseologicznym). Nie warto więc martwić się konfliktem i to nie tylko na poziomie państwa. W każdym aspekcie życia konflikty toczą się nieustannie, ale także w każdym aspekcie życia trzeba zdawać sobie sprawę z czynników, które decydują o tym, że konflikt staje się destrukcyjny i niczego poza stratami już nie przynosi. W przypadku państwa demokratycznego to społeczeństwo musi te czynniki wyłapywać i wyrażać swoją opinię. Nie sądzę, aby trzeba było z tymi opiniami czekać 100 dni, rok czy cztery lata. Władzy trzeba „patrzeć na ręce” nieustannie i wyrażać opinie, bowiem tylko wtedy politycy źle postępujący, będą starali się zmieniać swoje działania, jeśli się spotkają z konstruktywną i merytoryczną krytyką – najlepiej także ze swojego środowiska politycznego. Warto też dostrzegać zachowania pozytywne u przeciwnika, nawet symboliczne, bo one mogą znaczyć znacznie więcej niż się wydaje (do tego właśnie nawiązuje ilustracja). Natomiast okresowe bilanse dokonań władzy mają oceniać całościowo środowisko tę władzę sprawujące.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s