Państwo Islamskie: wojna ideologii, a nie religii

Police escort Islamist demonstrator marc
Police escort Islamist demonstrator marching to protest outside the US embassy in London on September 11, 2011 before a ceremony to mark the 10th anniversary of the 9/11 attacks on the United States. Around 50 people brandished anti-US banners, chanted slogans and burnt a small piece of paper with a picture of the US flag on it. AFP PHOTO / CARL COURT (Photo credit should read CARL COURT/AFP/Getty Images)

Państwo Islamskie działa w typowy dla siebie sposób, dość oczywisty dla większości analityków, ale jednak nie zawsze właściwie postrzegany przez Zachód. Brak właściwych wniosków z analizy mechanizmów działania ISIS oczywiście nie wynika ze złego przeglądu sytuacji, tylko gry, w której ta organizacja odgrywa różne role w scenariuszach pisanych w różnych stolicach i ośrodkach politycznych.  To jak bardzo ISIS jest potrzebne wielu politykom nie jest tajemnicą.

Tymczasem celem zamachów terrorystycznych ISIS, nie jest po prostu sianie chaosu ani propagowanie jakiejś – radykalnej wersji Islamu, ale ma ono precyzyjny i jasno określony cel strategiczny, którym jest budowanie politycznej odrębności na konflikcie ideologicznym z każdym innym ośrodkiem politycznym. Zamachy w Europie skierowane są więc nie przeciw Chrześcijaństwu czy laickości, ale przeciw Zachodnim demokracjom, zamachy na Synaju nie mają na celu zwalczania tamtejszych, nie dość zdaniem ISIS wierzących sunnitów, ale władzę polityczną zwalczającą ekstremistów (choć też często brutalnymi metodami), a zamachy w Bagdadzie nie są skierowane przeciw szyitom, ale przeciw ośrodkowi politycznemu w Teheranie i ich poplecznikom politycznym w Bagdadzie. Uderzenie w społeczeństwa powoduje nasilenie działań zbrojnych lub represji wobec sunnitów (w Iraku i Syrii), a ci nie mając innego wyjścia (czasem uwiedzeni radykalną ideologią – ale nie religią) zasilają szeregi ISIS.

W przekazie oficjalnym stosuje się treści religijne z oczywistych przyczyn. Łatwo przekonać ludzi poddanych brutalnym opresjom w Iraku, czy Syrii, ale też Egipcie czy Libii, że Bóg nakazuje im zemścić się na dotychczasowych oprawcach. Do tego ukrycie radykalnej ideologii pod „płaszczykiem” religii, pozwala na pozyskanie ludzi spoza kręgu sunnitów a nawet Islamu, którzy przyjmując Islam, czytając o salafizmie i znajdując punkty wspólne z działalnością ISIS angażują się znacznie bardziej niż ci działający pod przymusem. Tacy z kolei są najbardziej wartościowi, bowiem sami stają się inspiratorami rozprzestrzeniania ideologii. Jeśli do tego pochodzą z kultur innych niż arabska, stanowią szczególną wartość propagandową dla ISIS, łatwiej oddziałując na społeczeństwa z których pochodzą.

Osoba, która przeczytała nie tylko Koran, ale i szereg książek podsuwanych przez imama lub inną osobę przygotowaną przez ideologów organizacji ekstremistycznych (lub sama dobierała publikacje pod wpływem pism organizacji radykalnych łatwo dostępnych w internecie), zaczyna inaczej postrzegać świat, a osoby ze swojego otoczenia ma za nieświadome (a więc w ich mniemaniu i mniej sprawne intelektualnie) co u niej samej powoduje poczucie wyjątkowości. Taka wyjątkowość napotykając sprzeciw rodziny, szkoły, często służb wywiadowczych monitorujących przekaz informacji w internecie, szybko generuje poczucie krzywdy i zupełnego wyobcowania. Ratunkiem jest znalezienie innych podobnie myślących na Zachodzie lub wręcz dołączenie do bojowników na Bliskim Wschodzie. Oczywiście te mechanizmy, znane są świetnie w psychologii i nie są przynależne tylko działalności Państwa Islamskiego, ale ta właśnie organizacja potrafi je perfekcyjnie wykorzystywać.

O radykalizacji takich jednostek świadczy często to, że odrzucane są inne odłamy, czy wersje Islamu, a za właściwą przyjmują jedną oferowaną przez fundamentalistów z jednego konkretnego odłamu. Taka wersja Islamu głoszona  przez salafitów, staje się zagrożeniem, bowiem nie pozostawia miejsca dla kompromisu, takiego na jakim budowany jest cały ład europejski czy zachodni. Nie ma więc miejsca na tolerancję, można tylko wyczekiwać momentu, w którym zdominuje się pozostałych – „innych”. Dlatego właśnie prezydent El-Sisi w Egipcie ogranicza prawa salafitów. Ograniczanie ich praw jest tam koniecznością, bowiem w mniemaniu członków tej grupy, ich prawem jest zdominować całe społeczeństwa i narzucać im jeden sposób życia, zgodny z ich własną ideologią (a nie religią). Prawa obu stron są więc zupełnie sprzeczne. Dodajmy że obie strony w powszechnym rozumieniu reprezentują Islam, tyle że salafici mają się za jedynych prawdziwych muzułmanów i najczęściej odmawiają innym prawa do życia zgodnie z własnym systemem wartości. To właśnie oraz fakt, że salafici nie integrują się, a nawet odmawiają współpracy z innymi  grupami, z góry zakładając podziały i konflikt, aż do zdominowania wszystkich, czyni w mojej opinii z tego nurtu bardziej sektę posługującą się ideologią, a nie odłam religijny. Oczywiście jak w każdym wypadku tak i w tym generalizacje są krzywdzące, ale do tego jeszcze powrócę w dalszej części.

Po części rację mają więc ci, którzy twierdzą, że Islamu nie da się połączyć z demokracją – ale tylko po części, bowiem dotyczy to ideologii salafickiej, której istotnie nie da się połączyć i to nie tylko z demokracją, ale też z jakimkolwiek innym systemem. Salafici sami chętnie godzą się z tym, że Islam nie pasuje do demokracji i pragną, by wszyscy muzułmanie tak myśleli. Przecież ich ideologia głosi własnie, że tylko oni są prawdziwymi muzułmanami! Jeśli więc wszyscy muzułmanie zostaliby salafitami (co dla samych salafitów jest sprzecznością bo według nich tylko on są muzułmanami), to trzeba by się zgodzić, że Islamu nie da się w Europie zintegrować z innymi grupami społecznymi. Skrajna prawica (a po zamachach terrorystycznych także przedstawiciele zupełnie umiarkowanych poglądów) idą w tej kwestii sukurs salafitom i ISIS głosząc, że Islamu nie da się wkomponować w demokrację dlatego trzeba… rozwiązań radykalnych. Jak więc widać radykalizmy są bardzo do siebie podobne niezależnie od poglądów.

Osoby radykalizujące się w Europie czy USA nie mogą oficjalnie przyznać się do wspierania ISIS bez ostrych konsekwencji ze strony państwa. Takie osoby mogą natomiast głosić swoją przynależność do salafitów i właściwie propagować wszystkie niemal doktryny ISIS nie wymieniając tej nazwy. Z pewnością nie wszyscy salafici są terrorystami tak jak nie każda sekta jest niebezpieczna dla otoczenia, ale to z tej ideologii jest tylko jeden krok do ISIS. Świadczą o tym bezpośrednio doniesienia wywiadowcze mówiące o bezpośredniej współpracy organizacji salafickich w Europie z ISIS (Krótka droga do dżihadu. Salafici w Niemczech rekrutują nowych bojowników). To że Pierre Vogel – najsłynniejszy salafita w Niemczech oficjalnie nie współpracuje z ISIS można przypisać konfliktowi interesów tego człowieka z ISIS bądź zwykłemu kłamstwu umożliwiającemu dalsze jego funkcjonowanie bez konfliktu z prawem.

Jeśli jednak salafitów potraktować jako sektę o skrajnej ideologii wewnątrz religii (a nie tak jak oni sami by chcieli – jako posiadaczy jedynej wiedzy  i  jedynych przedstawicieli prawdziwego Islamu), to mamy ogromną rzeszę muzułmanów spoza organizacji salafickich, z którymi zarówno w demokracji, jak i w dyktaturach można się świetnie porozumieć odbudowując zaufanie do modelu społeczeństw wielokulturowych jak i do samego Islamu. Oczywiście powyższe stwierdzenie jest pewnym uproszczeniem, bowiem działa więcej organizacji radykalnych niż tylko salafici, chodzi tu o pewien sposób myślenia i postrzegania tej zdecydowanej większości muzułmanów, którzy nie są radykałami.

Warto też podkreślić, że każdy ruch, każda ideologia i religia są złożone z ludzi, mających swoje wątpliwości, przemyślenia itd. Nawet jeśli więc salafitów potraktować jako organizację – pewien monolit, z uwagi na zagrożenia niesione przez ich ideologię , to trzeba widzieć także nieuchronność wielonurtowości ruchu o tak masowej skali. Warto więc zawsze rozmawiać, negocjować i przekonywać, bowiem nie każdy salafita będzie tak samo zaangażowany w ideologię narzucaną przez propagandystów.

Niewątpliwie więc nawet jeśli zniknie ISIS jako państwo w północnym Iraku i Syrii, to nośnik radykalizmu salafickiego pozostanie w postaci sekt wewnątrz islamskich, tak jak w każdej innej kulturze i religii występują sekty radykalne opierające się na zmanipulowanym fundamentalizmie. Każda taka sekta głosi swoją wyjątkowość i monopol na prawdziweą „wiarę”.  Jeśli jednak społeczeństwa będą miały możliwość normalnego funkcjonowania (bez wojen, czystek etnicznych i brutalnych opresji) to same będą potrafiły ograniczać oddziaływanie radykalnych sekt, a przede wszystkim tych, posługujących się terroryzmem. Inaczej radykałowie będą nadal przekonywali, że tylko oni są rozwiązaniem i że Bóg ich zesłał aby narzucić jeden porządek na świecie – ich porządek.

Reklamy

Jedna myśl na temat “Państwo Islamskie: wojna ideologii, a nie religii

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s