Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

z19670178vdonald-trump-wygral-prawybory-w-nevadzieA więc wygrał Trump. I to miażdżącą większością co świadczy o tym jak mocny jest zwrot społeczny zrywający ze starym porządkiem i elitami… lub przynajmniej tak się społeczeństwu wydaje. Zwycięstwo Trumpa można oceniać przez pryzmat USA i relacji wewnętrznych, ale przecież jest to kontynuacja trendu zapoczątkowanego przez Orbana, zwycięstwo PiS w Polsce a następnie Brexit. A zatem dość łatwo wyrysować dalsze zmiany, które wydają się nieuchronne: Marie Le Pen we Francji ze swoim Ruchem Narodowym oraz AfD w Niemczech a w kolejce dalsze zmiany.

Co łączy wszystkie te zmiany? Hasło zrywania z dotychczasowym ładem, skorumpowanymi elitami, nowy ład, nowy porządek, zwane też czasem dobrą zmianą. Ale faktycznie pod tymi hasłami brzmiącymi interesująco, są kolejne, które są już bardziej kontrowersyjne. Jednak uwzględniając anatomię sukcesu takich czasopism jak Fakt czy The Sun wiemy, że to opakowanie wygrywa, to nagłówek decyduje i to hasło jedynie jest przyswajane. Na te treści, które są odrobinę głębiej wielu macha ręką „bo się nie znam”. Dlatego wielu zaklinało rzeczywistość twierdząc, że Trump nie mówił tego co mówił. Dochodziło do dziwnych sytuacji, gdy w rozmowach cytowałem Trumpa, a w odpowiedzi słyszałem, że to złe CNN tak powiedziało, a Trump nie. Zaprzeczamy faktom bo liczymy na cudowną zmianę. Samo myślenie tego typu nie jest niczym nowym. Od zawsze ludzkość liczyła na zmianę, która odmieni ich los. W ostatnich latach przed naszą erą czekano na narodzenie dziecka, które odmieni świat. Część elit widziała to dziecko w Oktawianie Auguście, a inna część społeczeństw w Chrystusie. To samo dążenie do zmiany powodowało powstawanie przepowiedni i zapowiedzi np po jakichś wydarzeniach astronomicznych lub kataklizmach. Chcemy zmiany na lepsze i o tym zapomniały elity myślące, że stabilizacja wygra z niepewnością jako konsekwencją rozbicia sytemu obietnicy „zmiany  na lepsze”. Stabilizacja wygrywa do pewnego momentu, ale procesy stagnacji się pogłębiają jednocześnie oddzielając wygodne elity od coraz bardziej głodnego społeczeństwa.

Nie zamierzam analizować czy Latynosi poszli do wyborów czy nie, czy KKK miał znaczenie dla wyniku itd. Nie sądzę aby to zaważyło. Zaważyła atmosfera awantury, permanentnego konfliktu w całym świecie zachodnim. Ale ten konflikt generowany przez polityków jest jednocześnie efektem frustracji społecznej i musi nieść zmianę realną. Pytanie tylko czy w dobrą stronę, bo na to społeczeństwo wpływu już może nie mieć. A więc znowu elity utraciły kontakt ze społeczeństwem, znowu przyzwyczaiły się do myśli że ład jest niezmienny, znowu społeczeństwa budzą się z letargu wywracając dotychczasowy system. Wcale nie sądzę, żeby Trump chciał ten system wywracać, ale on jest tylko efektem zmian, a nie ich powodem. Jednak to on i jego zapatrywania (wraz z grupą wpływowych ludzi którzy go popierają) nadadzą tym zmianom kierunek. To właśnie kluczowe – na kogo postawią społeczeństwa wymuszając zmianę, z wąskiego grona przedstawionego mu przez elity? To przecież elity decydują na kogo głosują tzw. demokratyczne społeczeństwa zachodnie. To efekt, który nazywam „Dekadencją demokracji”, bowiem faktycznie nie mamy wpływu na to kto będzie kandydował, wybieramy z już wybranych kandydatów. W Polsce Kukiz chciał to zmienić wprowadzając JOWy i nieco odświeżając naszą demokrację, ale chyba już mu przeszło. Dlatego Amerykanie wybierali między dwojgiem kandydatów, których w większości nie chcieli bowiem oboje mieli większy elektorat negatywny niż pozytywny.

Przejawem budzenia się były ruchy „We are 99%”, także „Arabska wiosna” – nawet jeśli nie chcemy tego przyznać bo przecież jesteśmy „wyższą cywilizacją”, ale też nawrót do fundamentów – czyli fundamentalizm przejawiający się nacjonalizmami w Europie, a jednocześnie w opozycji do nich rosnący fundamentalizm religijny – Islamski w postaci Salafizmu w Europie. Co gorsza każdy z tych ruchów widzi wroga nie tylko w elitach, ale w innych (konkurencyjnych) ruchach anty-establishmentowcyh. Konflikt jaki był metodą zarządzania dla elit rozlewa się na całe społeczeństwa zmieniając je bardzo poważnie i wpływając na kolejne wybory. A więc po zmianach Orbana na Węgrzech, zmianie w Polsce, już Brexit był mocnym sygnałem przeciw całemu dotychczasowemu systemowi, a wybór Trumpa jest kulminacją ważnych zmian globalnych.

Ok, zmiany nie będą rewolucyjne od razu, po wyborze Trumpa nie nastąpi trzęsienie ziemi. Ale ten wybór jako efekt zmiany społecznej będzie miał poważne skutki. Jeśli ktoś sądzi, że Trump rozbije te elity przeciwko którym został wybrany to jest w błędzie. Trump jest biznesmenem i jego interesem nie jest rozbijanie elit tylko dotąd lobbowanie, a dziś wymienianie ich na bliskie sobie, które zapewnią mu ważną pozycję trwale i sławę na zawsze 😉 .Niemniej część tych nowych elit będzie już pochodziła spoza dotychczasowego – stabilnego – układu. Nowy układ będzie miał zabarwienie takie jakie nada mu Trump i ludzie go wspierający. Właśnie w tym widzę największe zagrożenie.

Do dalszej części tekstu proszę o wyrozumiałość i ocenę pod kątem scenariuszy bardziej lub mniej możliwych. Istotą analizy sytuacji geopolitycznej mającej kluczowy wpływ na bezpieczeństwo państwa jest badanie konsekwencji wydarzeń i wyciąganie wniosków pozwalających na stawianie diagnoz ale i prognoz zasadniczych dla opracowywanych strategii. Czasem warto też pójść o kok dalej by ukazać absurdalność założeń, które są faktem a które mogą prowadzić do skutków katastrofalnych.

Co jeszcze łączy dotychczasowe i przyszłe zmiany opisane w pierwszym paragrafie? Oczywiście stosunek do Rosji. Oprócz PiS wszystkie wymienione „nowe – rewolucyjne” siły są otwarcie pro-rosyjskie. Zarówno Orban, Farage, Le Pen i AfD stanowią gwarancję zakończenia ograniczania Rosji. Trump jest w tej układance elementem najważniejszym. Prezydent USA jest faktycznym liderem NATO, Wojska USA – największej potęgi militarnej świata, jednocześnie baz i dowództw rozmieszonych na każdym kontynencie, a także monopolistą w dostępie do informacji dzięki systemom takim jak Eszelon, NSA i wielu innym mechanizmom.

 Te mechanizmy jako jedyne mogą skutecznie powstrzymywać Rosję, ale dziś wygrał człowiek, który nie neguje możliwości, dokonywania anschlussu w Europie gdy  na danym terytorium przeważa mniejszość danej nacji. Nie ma więc nic złego w tym że Rosja dokonała anschlussu Krymu, ale idąc dalej tym tropem, dlaczego nie można by teraz przeprowadzić referendum we wschodniej Łotwie? Podobnie dlaczego Polska nie miałaby przeprowadzić referendum w południowo-wschodniej Litwie w tym w części Wilna, tam też jest wielu Polaków, którzy woleli by by ich terytorium zostało włączone do Polski (tak Trump wypowiedział się na temat woli mieszkańców Krymu), a Rosja we wschodniej części tego państwa? Niechże Niemcy dokonają referendum w niektórych powiatach na Śląsku, gdzie mieszka mniejszość niemiecka, a Węgrzy w Słowacji. Niech Albania spokojnie anektuje Kosowo itd. Wreszcie Polska niech dokona aneksji części zachodniego Londynu lub części Chicago! Chyba nie damy rady… ale to siła znów ma o tym decydować? Czy na prawdę nie widać w tym sposobie myślenia niebezpiecznego szaleństwa?

Czy poparcie takiego sposobu rozwiązywania konfliktów, udzielone przez obecnie najpotężniejszego człowieka na świecie (Trump) liderowi, który boryka się z wielkimi kłopotami gospodarczymi i stawiającemu na odtworzenie dawnej strefy wpływów (Putin) niepokoi tylko nielicznych? Ahh zaraz, Trump przecież tak tylko mówił, ale tak nie myśli. Zapomniałem, że być może Trump nawet tak nie mówił tylko CNN podłożyła łudząco podobny głos oszukując społeczeństwo… Niestety w polityce każde zdanie się liczy. Szczególnie wypowiadane przez najpotężniejszego człowieka na świecie. Nic nie da oszukiwanie się, że nie słyszymy wypowiadanych przez Trumpa słów! A wiecie Państwo dlaczego? Bo słychać je świetnie na Kemlu, w Kairze, w Teheranie, w Bagdadzie, w Pekinie, w Rijadzie oraz w mieście Meksyk itd. Słowa mają znaczenie fizyczne – przekładają się na reakcje polityczne, finansowe, społeczne. Po wyborze Trumpa, Łotwa i Litwa powinny na wszelki wypadek wdrożyć plany awaryjne uniemożliwiające dokonanie referendum na ich terytorium. Przy możliwościach oddziaływania propagandowego Rosji (co Trump także otwarcie negował w przypadku wpływania na wybory w USA) w istocie jedynym sposobem jest wysiedlenie mniejszości Rosyjskiej do Rosji… ale czy to nie będzie stanowiło naruszenie jej praw? Czy taki krok nie byłby podstawą do interwencji zbrojnej?

Trump mówił że Art 5 NATO nie musi być obligatoryjny jeśli kraje członkowskie nie zmienią stosunku do swoich powinności względem NATO. Oczywiście dobrze to brzmi oceniając po „nagłówku”, aby pobudzić państwa w Europie do myślenia o obronności na poważnie. Ale z drugiej strony Trump nie powiedział czego oczekuje od tych państw. Nie określił co muszą zrobić dla NATO aby mieć gwarancję realizacji art 5. W każdej chwili można powiedzieć, że cokolwiek zrobią jednak nie wystarczy. Takie stawianie sprawy w kampanii przez Trumpa to w istocie relacje mafijne. Płaćcie za ochronę, ale jak ktoś zapłaci więcej to masz kłopot… zaraz czy to mafijne? A może to myślenie biznesowe (czy jak mawia obrońca Trumpa Max Kolonko – byznesowe), Trumpowi przecież bliskie? Każdy teraz stwierdzi, że przecież nigdy nie ma gwarancji wsparcia sojuszniczego – i to jest prawda, ale właśnie słowa mają znaczenie. Właśnie NATO jest tym co stanowi dla Rosji realną siłę powstrzymującą od ekspansji. Zmieniło się więc sporo bo z niepewności zastosowania art 5 mamy pewność, że nie zostanie zastosowany.

Nacjonaliści polscy powiedzą wreszcie, że to wszystko nieistotne bo przez ostatni rok staliśmy się potęgą z którą musi się liczyć Rosja… tu nie umiem w ogóle dyskutować, bowiem na moje pytania co sprawiło że staliśmy się potęgą odpowiedzi brak… Oczywiście proszę o sugestie, ale realnie przywiązane do faktów, a nie opowieści fantastyczne, które mogą się urealnić za 20 lat jak śmigłowiec naszej własnej produkcji (w kooperacji z Ukrainą).

Na koniec dodam, że mogę być w błędzie i Trump cały czas kłamał i oszukiwał. Oby tak było. Mam nadzieję, że w istocie nic się nie zmieni poza akcentami, bo establishment USA jest zbyt silny by pozwolić na stopniową, ale zdecydowaną zmianę kursu politycznego. Chcę w to wierzyć. Niestety moje kontakty w Departamencie Obrony USA mówią o potężnym nasyceniu USA rosyjską propagandą. O powszechnej sympatii do Putina i Rosji w dużej części kongresu – szczególnie republikańskiej. Dotąd okazywanie sympatii i przyzwalanie na działania Rosji nie były „poprawne politycznie”. Właśnie się to zmienia. Przecież chcemy zmiany. Zmiana to kolejny reset z Rosją, ale tym razem z podważonym zaufaniem do NATO i przyzwoleniem na aneksje w razie pozytywnego wyniku referendum. To istotna zmiana.

Z tej potrzeby zmian wynikają poważne konsekwencje. Czasem mimo tych wszystkich złych sygnałów jednak udaje się uniknąć najgorszego, o czym świadczy nasza historia w i po 1989 roku. Gra na wielkiej szachownicy jest znacznie bardziej skomplikowana niż te parę słów które przedstawiam wyżej. Istnieją potężne siły o których już pisałem na blogu w innym tekście, które pozycjonują różne procesy. W efekcie wypadkowa może okazać się mimo wszystko pozytywna. Jeśli w efekcie takich procesów, w których jednak świat się zmieni na lepsze, Trump zostanie uznany za bohatera to niezależnie od tego jak zły to w mojej opinii wybór będę się cieszył. Trzeba pamiętać też że USA to mimo wszystko nie tylko Prezydent. To także mocno niezależna CIA, to silny Pentagon zachowujący własne procesy decyzyjne i doboru kadr silna własność prywatna do której Trump nie będzie mógł ingerować w najmniejszym stopniu. Trump nie może walczyć ze wszystkimi bo procedura impeachmentu jest zarezerwowana właśnie na takie okoliczności. Jego zmiany będą wynikać z wypadkowej różnych sił i różnych interesów. Gra nigdy nie ma wyniku ustalonego z góry nawet gdy toczy się w złym kierunku. Dlatego trzeba dalej robić swoje, budować potencjał odstraszania w RP i robić to tym szybciej i szybciej zachodzą zmiany w świecie, ale i szukać współpracy dopóki jest jeszcze z kim współpracować.

Reklamy

7 myśli na temat “Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

  1. Moim zdaniem Trump wygrał głównie dlatego że był przeciwnikiem Clinton’owej, tak samo jak Duda wygrał dlatego tylko że nie był Komoruskim, i PiS dlatego że był opozycją dla PO.

    Brak nam niestety w dzisiejszych czasach mężów stanu i ludzi którzy mieliby sensowny program polityczny, który oferowali by cokolwiek – jak na razie wygrani zawdzięczają swoje pozycje tylko temu, że są nowi i chłopi pańszczyźniani mają dość obecnych rządów.

    Co nas czeka w przyszłości? Moim zdaniem szykuje się nam powtórka z lat ’60 ubiegłego wieku, ale myślę że rewolucja hipisowka którą będzie nam dane oglądać za kilka(naście?) lat nie pozostawi po sobie genialnej muzyki i sporej ilości narkomanów a raczej nową generację ludzi świadomych stopnia informatyzacji społeczeństwa dzielącego się coraz bardziej na kapłanów znających tajniki wszechobecnej technologii i potrafiących ją konstruować oraz bezmyślnych jej użytkowników pracujących za wynagrodzenia oscylujące wokół najniższej krajowej.

    // Przemysław Augustyn

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s