Duchowość niejedno ma imię: budowanie siły wewnętrznej

Pamiętasz tekst o łódce na środku oceanu? Pisałem tam o tym, że zanim pozwolimy, aby sparaliżowała nas świadomość otaczającej potęgi żywiołu, musimy przeszukać pokład i poszukać wszystkiego, co może maksymalnie poprawić nasze położenie. Podobnie z chaosem/mgłą w codziennym życiu. Trzeba zdjąć na moment z ramion „plecak doświadczeń” i przeszukać go gruntownie. Przede wszystkim szukamy mapy z kompasem (strategia) i pochodni (przywództwo), ale też wielu innych elementów potrzebnych w życiu. Koncepcja jeża pozwala na znalezienie i wyznaczenie sobie celu strategicznego (mapa z kompasem). Natomiast jak odszukać pochodnię, która pozwoli rozproszyć ciemność/mgłę i umożliwi skorzystanie z mapy, kompasu oraz wytyczenie azymutu, dostrzeżenie przeszkód i co więcej poradzenie sobie z nimi? W niniejszym tekście o tym właśnie. 

W trakcie konferencji psychologicznej w SWPS Poznaniu wysłuchałem bardzo interesującego referatu nt duchowości i religijności. Ja sam mówiłem na tej konferencji o Efekcie Lucy Phere (Efekt Lucyfera – koncepcja profesora Zimbardo). Zestawienie takich dwóch tematów, skłoniło mnie do refleksji w kontekście koncepcji „Pozytywnego wojownika”, którego charakteryzuję w ramach projektu StratLider. Ideą jest uniknięcie Efektu Lucy Phere dzięki pogłębianiu własnej duchowości. Oczywiście nie chodzi o to, że tylko duchowość nas uchroni przed tym efektem, ale o to , że od niej trzeba zacząć.

W swoich aktywnościach mam okazję kontaktować się z ludźmi z zupełnie różnych środowisk. Często zaskakuje mnie jak bardzo te środowiska są w istocie podobne, a mimo to jak mylne mają pojęcie na temat wszystkich „innych”. Tak więc się składa, że jednego dnia uczestniczyłem w debacie „Pola dialogu”  z Janem Rokitą, organizowanej przez środowiska kościelne, a w drugim rozmawiałem z moimi znajomymi zdeklarowanymi ateistami, którzy w religii nie widzą zupełnie sensu. Innym razem z szefem szkoły walki Savate w Warszawie, a pamiętam też swoje doświadczenie z karate Kyokushin. Świetnie też rozmawiało mi  się z uczonymi muzułmańskimi z Bliskiego Wschodu w czasie konferencji w Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Mam też lub miałem przyjaciół rozsianych po Bliskim Wschodzie – od Iraku po Egipt i Turcję, ale też we Francji, Bułgarii, Finlandii czy Wielkiej Brytanii.

Wszystkie te środowiska, na swój sposób szukają bądź rezygnują z duchowości. Co więcej niektórzy mają pokusę kwestionowania „prawdziwości” owej duchowości „innych”, skoro nie opiera się ona na kontekście np „mojej” religijności.

Zatem niejeden ksiądz katolicki powie, że prawdziwa duchowość wynika z religii katolickiej, niejeden ateista powie, że religia to budynki, zepsuci kapłani, instytucja, która utraciła duchowy wymiar. Niejeden muzułmanin powie, że katolik się myli, a skoro odszedł od „prawdziwego Boga”, to nie rozumie duchowości. Jeszcze gorzej wyrazi się na temat ateisty, który wg niego nie ma duszy. Niejeden pasjonat jogi powie, że on właśnie zrozumiał samego siebie i otaczający świat i będzie się naśmiewał z niemądrych kłótni katolika z muzułmaninem.

Wielokrotnie podkreślam, że nie jestem symetrystą. Nie jestem też matematykiem. Nie stawiam więc znaku równości pomiędzy tymi wszystkimi wartościami i nie szukam rachunku matematycznego. Każda z nich jest dla danej osoby najważniejsza i uważam, że nie ma w tym nic złego. Nie będę przekonywał katolika by uznał, że muzułmanin ma tak samo jak on rację, ani vice-versa. Nie chcę przekonywać medytującego ateisty, że musi uznać równość religii z jego postawą. To bez sensu. Chcę przekonać za to ich wszystkich, że warto się tolerować i szanować nawzajem, bo każdy z nich odnajduje swoją wersję duchowości. Jeśli chciałbym czegoś jeszcze, to tego, by przekonywać, że ich  duchowość jest wartościowa – duchowość, nawet jeśli nie akceptują sposobu w jaki do niej dochodzą. To daje płaszczyznę nie tylko do wzajemnego szacunku i tolerancji, ale też współpracy i zrozumienia.

Slajd2
Schemat zestawiający duchowość (środkowy zbiór) z wiarą, medytacją i jogą, które bez duchowości stają się „instytucjonalne”

Zatem można odnaleźć wiele „rodzajów” duchowości, ale w istocie chodzi o to samo. To czego doświadczamy w czasie modlitwy, jogi, medytacji to poczucie transcendencji, pozwalającej spojrzeć na siebie samego i na otaczający świat z innej perspektywy, nabranie dystansu do uwarunkowań i problemów, spojrzenie w głąb samego siebie, a potem lepsze zrozumienie świata jak w Johari window, które otwiera nas na nowe możliwości. Wymienione drogi do Duchowości nie wyczerpują tematu, jest ich znacznie więcej. Duchowość odnajdujemy w poezji, mam znajomego z czarnym pasem karate, który pisze piękne rzeczy i wydaje, często dzieląc się swoją twórczością na Fb. Inni odnajdują duchowość w muzyce poważnej. Dla ilustracji problemu skupię się jednak na wymienionych wcześniej przykładach.

Jeśli spojrzeć na duchowość religijną – katolicką, to czymże/kimże dla katolika jest Bóg? Musimy zdać sobie sprawę, że to nie jest postać z długą brodą w białej szacie lewitująca w chmurach lub gdzieś obok nas. Dzieci na wieść o tym, że Bóg jest wszędzie, często zaczynają dopytywać rodziców o różne niestosowne miejsca wprawiając ich w zakłopotanie 🙂

Kim/czym jest więc Bóg? „Bóg jest miłością” pisał apostoł Jan w swoim pierwszym liście (1 J 4, 7-8. 11. 19), „Bóg jest radością, dlatego przed swój dom wystawił Słońce” – pisał Franciszek z Asyżu. „Tylko Bóg może odpowiedzieć na pytanie o dobro, ponieważ On sam jest Dobrem” pisał z kolei Jan Paweł II (encyklika Veritatis Splendor, 9). 

Czy ten kto medytuje nie szuka w swoim życiu radości? Nie czeka na miłość? Nie chce dobra? To wartości podstawowe, których każdy chce doświadczyć. Może więc niejeden ateista wierzy bardziej niż w „Boga” (zaznaczam obecność cudzysłowia, bo ateista nadal nie wierzy w postać boga, w tradycję związaną z Biblią itd, widzi za to co dla wierzącego jest emacją Boga – czyli Miłość, Radość i Dobro)  niż katolik, który porzucił duchowość i uczestniczy tylko w Kościele instytucjonalnym. Ale z drugiej strony wiele osób chodzi na jogę tylko po to, by pochwalić się przed znajomymi swoją oryginalnością. Często zdradzają, że piekielnie się tam nudzą, ale ktoś im powiedział że tak trzeba. Jest to substytut tatuażu lub kolczyka w powiece czy wardze – dla odróżnienia się od „reszty”. Mówią wtedy, że religia to bzdury bo „ksiądz jeździ drogim samochodem”, ale za to joga jest cool. Samo takie stwierdzenie każe się zastanowić nad rozumieniem Duchowości przez taką osobę.

Wreszcie są też sztuki walki zatracające człon „sztuka” i skupiające się na bijatyce. Trening karate Kyokushin w latach mojej młodości rozpoczynał się od medytacji. Trener podchodził do tego tak poważnie, że szybko znikały kpiące uśmieszki z młodzieńczych ust. Co więcej, trener spokojnym głosem kierował  w trakcie medytacji swoimi uczniami. Mówił o koncentracji na oddechu, wyrzuceniu z głowy wszystkiego innego, spojrzeniu w głąb siebie… Podobnie w czasie treningu często zwracano uwagę na stronę duchową Sztuk Walki. Taka medytacja to nie nie tylko domena Karate. Uderzające są wspomnienia fotografa, który przebywał w czasie niemal godzinnej medytacji przed jedną z walk Marka Piotrowskiego, byłego mistrza świata w kickboxingu. Tak samo najwięksi bokserzy potrafili zawsze przed walką znaleźć wewnętrzną równowagę z której płynęła potem ich odwaga i w dużej mierze siła. Wielu trenerów zapomniało jednak tradycyjnego ducha Sztuk Walki i wystarczy im kilka symboli: pas, karatega/kimono, naszywki szkoły karate, rękawice… „młócka”, w ten sposób mamy „Karate instytucjonalne” – zapominające o duchowej stronie Sztuk Walki. Rodzice nie posyłajcie dzieci na takie treningi!

Każdą najpiękniejszą ideę można w ten sposób zepsuć. Jednak także prawdziwą duchowość można odnaleźć wszędzie. Znam przypadki ateistów lubiących pójść do kościoła by tam w spokoju pomedytować – a może to, co w istocie robią to nic innego jak modlitwa do „Boga”, który nie jest smutnym starcem, ale faktycznie Miłością, Radością, Dobrem? W niektórych szkołach podstawowych z kolei propagowane są plakaty zakazujące medytacji, jogi, a nawet negujące Wschodnie Sztuki Walki. Ponoć w nich wszystkich ukrywa się szatan. Tymczasem to co tam wymienione, to formy duchowości, które autor tego plakatu postrzega jako konkurencję dla Kościoła. Ten ktoś ma jednak na uwadze tylko Kościół instytucjonalny – bo tylko taki może walczyć, negować inność, szkalować i we wszystkim co nie „swoje” dopatrywać się zła. Znamy też ideologię salaficką głoszącą, że tylko islam jest prawdziwy. Ci zapewne chętnie skorzystaliby z tego samego plakatu tylko zmieniliby krzyż na półksiężyc i dorzucili chrześcijaństwo – reszty nie zmieniając. Wszak to salafici zabraniają także medytacji, jogi, wschoidnich sztuk walki! Podobieństwa są uderzające i wcale nie przypadkowe. Mam za to przyjaciół muzułmanów, którzy rozumieją duchowość identycznie jak w pozytywnych przykładach wcześniej wymienionych. Niejeden ateista z kolei będzie chciał usunąć z przestrzeni publicznej i krzyż i półksiężyc, bo ranią jego uczucia. Każdy z nich broni własnej „instytucji”, nie zważając na istotę Duchowości.

Tak na prawdę to ideologie niszczą duchowość. Ideologie są z kolei bardzo chętnie wykorzystywane przez polityków. Religia jest najpotężniejszym narzędziem w rękach ideologów politycznych!

Każdy niech szuka swojej Duchowości nie negując innych, bowiem w istocie wszyscy, którzy ją odnajdą są znacznie bliżej siebie niż sądzą. Odnalezienie swojej drogi do Duchowości daje siłę wewnętrzną, dzięki której będzie łatwiej pokonywać trudności, o wiele łatwiej nawiązywać współpracę. Taka Duchowość pozwoli na dystans potrzebny do przeczytania i zrozumienia mapy, wyznaczenia azymutu i dążenia do naszych celów. Szukajmy tej duchowości i nie negujmy innych jej „rodzajów” bo każdemu w istocie chodzi o Dobro, Miłość i Radość. To właśnie wartości, których poszukuje Pozytywny wojownik.

Do Blog

Autor: Milczanowski Maciej

Maciej Milczanowski Maciej is a former professional soldier, participant of two foreign missions: UN in Golan Heights commander of platoon and position (1997-1998) and NATO Iraq Battle Capitan in Tactical Operation Center (2004-2005). Holds an MA in National Defense Academy in Warsaw and Ph. D. in Jagiellonian University both on politics in ancient history. Visiting Fellow in Hoover Institution, Stanford University. Now works in Rzeszow University, Institute for Political Research, Poland

3 myśli na temat “Duchowość niejedno ma imię: budowanie siły wewnętrznej”

  1. Rozwinąłbym znaczenie słowa DO w japońskich stylach walki jako odnośnik do osobnego artykułu. https://pl.wikipedia.org/wiki/Dao
    Kwestionowanie prawdziwości innych źródeł lub podstaw duchowości świadczy o niedorozwoju intelektualnym i zaliczyłbym to do separatyzmu.
    Tutaj mogę zrozumieć braku chęci komentowania tego tekstu przez duchowieństwo. Zaczynając od akapitu „Zatem niejeden ksiądz katolicki powie, że prawdziwa duchowość wynika z religii katolickiej,”…sam sobie odpowiadasz na pytanie i widzisz konflikt wśród kleru.
    Całe zagadnienie rozbija się o słowo tolerancja w czystej jej postaci. Na dopuszczeniu do siebie faktu, ze każdy ma własna duchowość niezależnie od przeczytanego pisma lub instrukcji obsługi życia.
    Szkoda, ze Józef Tischner już nie może nam tego wytłumaczyć osobiście.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s