Głową muru nie przebijesz

Nie chwycisz wiatru w garść, podobnie jak głową muru nie przebijesz… Gdy sobie wszystko zaplanujesz, przygotujesz się najlepiej jak potrafisz, a do tego masz stosunek emocjonalny do miejsca wydarzenia i jeszcze wydarzenie jest szczególnej rangi, jest bardzo trudno zrezygnować. 

Tak się złożyło, że pierwszy raz nie dojechałem na wydarzenie, w którym miałem pełnić rolę inną niż widza. Siedząc na dworcu i widząc rosnące opóźnienie pociągu, który utknął zaledwie 30 kilometrów przed Rzeszowem, a który miał mnie dowieźć do Szczecina na promocję książki „Nie chwycisz wiatru w garść” Doroty Kościukiewicz-Markowskiej, przez myśl przelatywały mi kolejne plany, opcje, jak można by tam dojechać jeśli pociąg nie dojedzie w ogóle. Pociąg miał wyjechać o 19.22, i już o tej godzinie miał 90 minut opóźnienia. Usiadłem i cierpliwie czekałem, a opóźnienie rosło… 100… 105… 150… 190… 210 minut, aż doszło do 240 minut, po dwóch godzinach czekania…

Na dodatek jestem przeziębiony i  choroba w takich warunkach zaczęła dawać o sobie znać coraz bardziej. Dokupiłem kolejne paczki chusteczek i byłem gotów dalej czekać… w końcu połowę opóźnienia już odczekałem, a nie zwykłem rezygnować z powziętej decyzji. Jednak, gdy Pani w kasie powiedziała, że to opóźnienie z pewnością się jeszcze zwiększy i nie wiadomo o ile, to cały wyjazd zaczął tracić sens.

Pytania jakie przelatywały mi przez głowę to czy pociąg w ogóle przyjedzie? Ile się spóźni i czy w ogóle zdążę na wydarzenie na które jadę? Nawet jeśli zdążę, to w takich warunkach czy choroba nie skończy się jakimś szpitalem? Czy mogłem coś zrobić by uniknąć takiej sytuacji?

A przede wszystkim – Co spowodowało, że do tego doszło? 

Zapewne doprowadził do tego splot przypadkowych wydarzeń, których nie mogłem przewidzieć. Skutkiem tego mimo, że bilety kupiłem zapobiegawczo dwa tygodnie wcześniej, że spakowany byłem dobrze i całkowicie przygotowany, że na dworzec przyjechałem sporo przed czasem, żeby jakiś nieprzewidziany korek lub wypadek nie pokrzyżował mi planów, przygotowane miałem nawet małe upominki na spotkanie z dziećmi ze szkoły Montessori w Szczecinie gdzie miałem z nimi rozmawiać na poważne tematy, a jednak nie udało się uniknąć porażki.

Być może wahnięcie skrzydeł motyla w Przemyślu spowodowało moją porażkę w Rzeszowie. Tak działa chaos. Nie wszystko da się przewidzieć. Upór jest ważny w osiąganiu celów, ale też trzeba wiedzieć, kiedy upór zmienia się w głupotę. Być może mur w który uderzymy głową okaże się tekturową atrapą i wygramy, ale bardziej prawdopodobne, że rozbijemy głowę. Zatem brnąc w próby kontrolowania chaosu na każdym poziomie można sobie poważnie zaszkodzić.

Może warto dalej czekać w takiej sytuacji, a może nie, jednak ważne by podjąć decyzję. Wprawdzie głową muru nie przebiję, ale może da się przeskoczyć lub obejść. Może pokornie akceptując porażkę wynikającą z chaosu dziś, uda się uzyskać wzór w którym nadal chaos będzie dominował, ale całość ułoży się w piękny obrazek – zwany fraktalem „jutro”. Istotą chaosu jest to, że zawsze znajdzie się atraktor, który go porządkuje. Można na taki atraktor czekać, a można go samemu tworzyć. Im więcej powstaje atraktorów tym wzór robi się pełniejszy, a siły tejże natury tworzą piękno takiego wzoru. Fraktale to samopodobne wzory oparte o tzw. atraktory dziwne.

Telefon do organizatorki i autorki książki Doroty pozwolił na wyjaśnienie sytuacji i znalezienie innych opcji. Rano Dorota miała już świetnego prelegenta, który mnie zastąpi, a my jesteśmy umówieni na kolejne wydarzenie, na koniec stycznia 2018, gdzie będę miał okazję na dłuższe wystąpienie. Realizacja spotkania z dziećmi w Montessori (upominków nawet nie wyciągam z plecaka) także może się odbyć wówczas co umawiam z Panią dyrektor Agnieszką Kowalewską. A więc zrealizujemy wszystko czego nie udało się zrobić dzisiaj. Dorota to co miałem powiedzieć, zilustruje przykładem jaki mi się przydarzył korzystając z tego tekstu.

Czy to już fraktal? 😉 Na razie „tylko” atraktor i to… dziwny 😉

Czy ułoży się fraktal nie wiem, dopiero z dystansu widać wzór. Powiem za rok 🙂

Reklamy

Autor: Milczanowski Maciej

Maciej Milczanowski Maciej is a former professional soldier, participant of two foreign missions: UN in Golan Heights commander of platoon and position (1997-1998) and NATO Iraq Battle Capitan in Tactical Operation Center (2004-2005). Holds an MA in National Defense Academy in Warsaw and Ph. D. in Jagiellonian University both on politics in ancient history and he now works in University of Information Technology and Management in Rzeszow, Poland. Visiting Fellow in Hoover Institution, Stanford University. CEO of Institilute for Research of the National Security and leader of the Zimbardo Center for Conflict Resolution (Z-CenterC&R)

Jeden komentarz na temat “Głową muru nie przebijesz”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s