Cóż tam panie w polityce? Polacy mają zadyszkę…

Polska polityka ma zadyszkę. Nie chodzi o to, że wygrywają czy przegrywają konkretne partie, tylko o sposób zarządzania partiami, komunikowania się ze społeczeństwem, dbanie o interes narodowy. Te kwestie niestety schodzą na dalszy plan wobec „słupków poparcia”. 

Nie, nie będę narzekał, że polityka jest twarda, brutalna, brzydka. Zalecam też moim rozmówcom/czytelnikom/widzom, by na to nie narzekali, bo to nie ma zwyczajnie sensu. Polityka jest taka, jaka jest natura ludzka i na to poradzić nic nie można. Może nawet nie trzeba, bo być może polityka taka właśnie ma być. Jest zatem grą, w której wygrywa lepszy, a ten kto wygra ma szansę zrealizować swój projekt polityczny. I właśnie w tym stanie rzeczy polityka może być ideowa, łącząca, nakierowana na interes publiczny, ale też czysto pragmatyczna, dzieląca, partykularna – budująca silne i zdrowe państwo, albo opierać się na poparciu wąskiej, acz żelaznej grupy zwolenników i grać nieustannym konfliktem ze wszystkimi pozostałymi.

Nie chodzi też o to, że „słupki poparcia” nie mają znaczenia. Oczywiście, że świadczą (trochę jako tańsze referendum) o tzw. woli ludu (jakkolwiek to brzmi :-). Problemem jest to, jak i wśród kogo robi się te sondaże, które decydują o wyznaczaniu kierunków tzw. linii partyjnych. Sondaże te są robione zawsze wewnątrz tzw. żelaznego elektoratu danej partii oraz w szerszej grupie potencjalnych wyborców. Pytanie zatem, brzmi które z nich będą decydujące? A więc dla kogo dana partia zbuduje swój program? Do kogo skieruje swój przekaz?

Jeśli kierunek partii jest nakierowany na wąską, ale zdyscyplinowaną grupę społeczną, która pozwala zwiększyć szanse na zwycięstwo, to automatycznie pojawia się pokusa, by rezygnować z mechanizmów demokratycznych, bowiem po wyborach to tej grupie winna jest partia wdzięczność, a to z kolei wzmacnia determinację i ślepe posłuszeństwo grupy żelaznych wyborców. Ta wdzięczność kosztuje, a więc dobrze by nań złożyli się „przeciwnicy”.

Niemniej w skali państwa, dóbr nigdy nie starczy na tyle, żeby cała grupa „żelaznych” zyskiwała, oczywiście ten zysk stopniowo zawęża się do wąskiej grupy partyjnego aparatu. Grupy społeczne „przeciwników” obciążane kolejnymi regulacjami będą się oczywiście sprzeciwiały, a grupa „żelaznych” może zostać zdominowana zmasowaną propagandą, która usunie sprzed jej widoku to, że sama relatywnie także ponosi straty. Na przykład datek dla najbiedniejszych (hasło stare jak świat) rekompensuje się wzrostem podatku, który w wyniku samej jego struktury uderza właśnie w grupę beneficjentów datku najbardziej.

Jeśli w partii nie ma refleksji nad interesem Państwa, konieczności współpracy wewnętrznej (mimo konfliktów), znaczenia procesów globalizacyjnych wymuszających szeroką współpracę, zagrożeń lokalnych czy globalnych, to Państwo, jak wielki okręt, stopniowo zmierza w stronę mielizny, ale może jak Titanic natrafić na górę lodową, kiedy to jego rzekoma niezatapialność zostanie poddana ciężkiej i ostatecznej próbie. Dopóki jednak okręt nie przechyli się i nie nabierze wody po tym jak osiądzie na mieliźnie, lub nie rozbije się gwałtownie, na tym niebezpiecznym kursie będzie go utrzymywać sprzężenie zwrotne pomiędzy partią i jej stosunkowo wąską (ale dającą szansę na wygraną) grupą wyborców. Co gorsza każde zwiększenie szybkości okrętu w stronę mielizny będzie wzmacniało taki „układ” i powodowało potraktowanie wszystkich innych sił w państwie i świecie jako totalnie wrogich, godnych pogardy, potępienia (przecież płyniemy szybciej).

Jeśli czytelnik w tym momencie identyfikuje jedną z partii na naszej scenie politycznej z tym tekstem to jest  po części w błędzie. Różne partie zawężają krąg swoich potencjalnych wyborców do grupy „pewniaków”. To zawsze działa, bo otaczając się takimi ludźmi szefostwo partii zyskuje twardy grunt polityczny. To ważne i potrzebne, ale kluczem powinno być potraktowanie takiego stanu rzeczy jako punktu wyjścia, a nie stanu docelowego. Z tego „twardego jądra” trzeba szukać rozszerzenia zasięgu partii możliwie do jak najszerszej grupy odbiorców. Nie chodzi o rozmycie ideowe, o udawanie jednocześnie prawicy i lewicy itd. Chodzi o to, aby swoje idee przedstawić nawet przeciwnikom jako atrakcyjne. Partia centro-lewicowa może okazać się bardziej atrakcyjna dla konserwatysty niż prawicowa, bowiem wszystko zależy od stopnia radykalizacji, a co za tym idzie skłonności do konfliktowania i degenerowania relacji społecznych.

Same hasła są ważne, ale dopiero czyny świadczą o prawdziwym charakterze liderów partyjnych.  Niemniej partia, uzależniająca się od wąskiej – dogmatycznej grupy zwolenników (wyznawców?), albo niszczy siebie – upada, stopniowo opuszczają ją zawiedzeni brakiem sukcesów (dotąd żelaźni) zwolennicy, albo jeśli wygra dzięki sprawności propagandowej to jeszcze gorzej, bo gra konfliktem niszczy całe państwo.

Po wyborach, w krajach o ugruntowanej demokracji zwycięscy liderzy wyciągają rękę do przegranych, starają się (myśląc strategicznie) udowodnić, że ich priorytetem jest dobro wspólne, interes Państwa. W krajach zarządzanych wodzowsko, po wyborach następuje pogłębienie konfliktu. To dość łatwo widoczny wyznacznik pokazujący jakość władzy. Władza ma prawo popełniać błędy, zmieniać linię, odwoływać decyzje, ale nie ma prawa dzielić społeczeństwa, degradować jego wewnętrznych mechanizmów obniżać bezpieczeństwa i obronności.

Nie jestem zatem symetrystą, nie każda partia czyni tak samo wiele złego, ale naklejki partyjne niech czytelnik sam doda do tekstu wedle własnego oglądu rzeczywistości.

Reklamy

Autor: Milczanowski Maciej

Maciej Milczanowski Maciej is a former professional soldier, participant of two foreign missions: UN in Golan Heights commander of platoon and position (1997-1998) and NATO Iraq Battle Capitan in Tactical Operation Center (2004-2005). Holds an MA in National Defense Academy in Warsaw and Ph. D. in Jagiellonian University both on politics in ancient history and he now works in University of Information Technology and Management in Rzeszow, Poland. Visiting Fellow in Hoover Institution, Stanford University. CEO of Institilute for Research of the National Security and leader of the Zimbardo Center for Conflict Resolution (Z-CenterC&R)

2 myśli na temat “Cóż tam panie w polityce? Polacy mają zadyszkę…”

  1. Dobry tekst, niestety w polityce tak jak w życiu mamy niewielki w pływ na liderów, choć często wyłaniają się Ci nieformalni, których zapędy torpedowane są już w zarodku. Pozdrawiam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s