Kiedy zło uderza nożem prosto w serce: o ciemnej stronie natury ludzkiej

Zło nie jest czymś abstrakcyjnym, jednowymiarowym i nie ma barw narodowych, partyjnych czy lokalnych… Zło jest w nas wszystkich, jest częścią naszej natury, tak samo jak dobro. Wszyscy jesteśmy zdolni do najpiękniejszych czynów, jak i do najpodlejszych. To jak postępujemy zależy od wielu czynników, często niestety od nas niezależnych. Nie jest jednak tak, że przy nawet największej presji do czynienia zła wszyscy ulegamy.

Zło nie jest czymś abstrakcyjnym, jednowymiarowym i nie ma barw narodowych, partyjnych czy lokalnych… Zło jest w nas wszystkich, jest częścią naszej natury, tak samo jak dobro. Wszyscy jesteśmy zdolni do najpiękniejszych czynów, jak i do najpodlejszych. To jak postępujemy zależy od wielu czynników, często niestety od nas niezależnych. Nie jest jednak tak, że przy nawet największej presji do czynienia zła wszyscy ulegamy.

Zawsze są jednostki, które potrafią się oprzeć, pozostać na stanowisku Wartości i Zasad wynikających z przekonań, wiedzy, doświadczenia, które nie ulegają deformacji i degeneracji w wyniku nawet największej presji sytuacyjnej lub ideologicznej.

Ważne jest, by w miarę obiektywnie dostrzegać granice, których przeoczenie staje się niebezpieczne indywidualnie – gdy sami odczuwamy gotowość do czynienia zła (Efekt Lucy Phere) oraz społecznie – gdy całe grupy samonapędzając się dążą do „ostatecznych rozstrzygnięć”.

A zatem ważne, by dostrzec przesuwanie się granicy tzw. normy, która wyznacza to co dopuszczalne, a poza którą uznajemy coś za niezgodne z prawem (norma prawna) lub Zasadami i Wartościami (norma moralna). Obie granice można przesuwać i czynią to kręgi decyzyjne, ale też opiniotwórcze (politycy, media, duchowni itp.). Niestety to przesuwanie norm w stronę agresji,, konfliktu, często jest kalkulowane jako korzystne dla notowań wyborczych, oglądalności, słuchalności, czytalności, klikalności mediów czy wzmacnia mobilizację w imię własnej religii.

Tutaj szczególna rola przypada „autorytetom”, które wyznaczają przesunięcie granicy norm. To ludzie bardzo popularni, na których wzorują się tysiące osób, ale ich cele nie służą dobru wspólnemu, tylko własnemu lub małej grupie ograniczonej do własnego „plemienia”, a faktycznie do jego kręgu decyzyjnego (takie plemię można długo oszukiwać, np za pomocą propagandy, że wyniszczanie przeciwników jest dla nich korzystne). To osoby posługujące się triadą ciemnych cech osobowości. To oni „sankcjonują” to, czy granica normy jest już w nowym miejscu i często zupełnie otwarcie to komunikują, twierdząc, że np. obecnie w Polsce trwa wojna, a więc trzeba nadzwyczajnych działań, innej wrażliwości, można więcej, aż do pokonania przeciwnika, „a potem przywrócimy normy”… To oczywiście część drogi do zła i nic jej nie usprawiedliwia.

Wszyscy w tym w jakiejś mierze uczestniczymy, a gdy ktoś ma dość i woła „nie chcę żyć polityką”, jak robił to w swojej piosence Paweł Domagała, spotyka się z ostrą krytyką, że przecież nie jest to postawa obywatelska. Oczywiście racja, społeczeństwo obywatelskie ma się angażować w politykę, ale jeśli z drugiej strony dla wielu cały ten dyskurs podzielonego na „plemiona” społeczeństwa kogoś nie przekonuje, jeżeli ktoś nie znajduje swojej reprezentacji politycznej, nie jest w stanie odnaleźć nawet tzw. mniejszego zła, to czy ma pójść na studia politologiczne, szkolenia z zakresu komunikacji medialnej? Ludzie na różne sposoby szukają dystansu i nie każdy musi potrafić rozpoznawać prawdziwe intencje ukryte za polityczną demagogią. Paweł Domagała być może do wyborów pójdzie, ale zwyczajnie nie chce żyć polityką nieustannie, bo chce poświęcać czas swojej rodzinie i… MA RACJĘ!

To właśnie ci, którzy nawołują do wstąpienia do „plemienia”, chwycenia wirtualnego „noża” w dłonie i „ataku na „zdrajcę narodowego” lub „zapóźnionego cywilizacyjnie” przeciwnika przyczyniają się do tego, że zło zyskuje, że się rozpowszechnia.

To zablokowanie debaty o czynach, wydarzeniach, a w to miejsce wstawianie szkodliwych generalizacji w coraz ostrzejszym tonie, popycha ludzi poza granice wcześniejszych norm! „Autorytety” przybijają pieczątkę z napisem „akceptuję” (np. w formie „nie pochwalam, ale rozumiem”) i wówczas członkowie zradykalizowanych plemion ruszają do szturmu na twitterze, facebooku, forach dyskusyjnych, komentarzach do artykułów, co często przenosi się do domów rodzinnych, czasem nawet przy stole wigilijnym…

Ludzie mają różną odporność na radykalizację, możliwa jest praca nad budowaniem własnego dystansu i oceny zdarzeń (neuroplastyczność), ale im mocniejsze mechanizmy, tym więcej ludzi można przeciągnąć do „plemienia”, a wówczas radykalizacja przyspiesza gwałtownie, bowiem wewnątrz plemienia, odcinany jest dostęp do innych mediów, odpowiednio interpretowane są wszystkie wypowiedzi polityków, nie miejsca na żadne inne wartości spoza „naszego kręgu”. Nasz „wirtualny nóż” może ciąć na lewo i prawo, a także w centrum (zależnie od opcji) i można to robić bez ograniczeń – jeśli zamkną konto otwieramy następne, czasem kilka na raz. Do tego stosowane są techniki wzmacniające negatywny przekaz (fabryki trolli, boty), aby zradykalizować jak najwięcej ludzi i włączyć do „plemienia”. Przecież to tylko twitter, to tylko hejt. Ktoś napisał mi parę dni temu, że hejt to słowo wytrych. To częste usprawiedliwienia, wytłumaczenie, że przecież hejt to ci drudzy, a my zwalczamy ich hejt i musimy agresywnie bo inaczej to nic nie da…

To czy, a raczej kiedy nóż wirtualny zamieni się w stalowy, zależy od naszej odporności i wewnętrznie wpojonych wartości i zasad. Czy naprawdę wierzycie, że za stalowy nóż w takiej sytuacji złapie tylko „wariat”?

Jeśli tak, to zastanówcie się jeszcze raz! Przecież granica tych norm się przesuwa! „Dziennikarze” na okładkach gazet ubierają i wyposażają osoby publiczne w atrybuty jednoznacznie wrogie wobec naszego „plemienia”, często kojarzące się z użyciem broni lub eksterminacją ludzi… Na osobę, która jest poza normą, mówimy „wariat”, ale skąd wiadomo, kiedy jest się „wariatem”? Przecież wewnątrz „plemienia” normy są już zupełnie inne od tego, co wcześniej uznawaliśmy za normę.

Co dzień tysiące osób używają wirtualnych noży z największą brutalnością, a z historii znamy przypadki, gdy w wyniku skrajnej radykalizacji, zamiana, wirtulanych noży na stalowe, dokonała się błyskawicznie i kosztowała życie tysięcy lub milionów. Oczywiście umiarkowanych jest zawsze więcej niż radykałów, ale też radykałowie nadają wówczas ton, oni nie tylko robią wrzawę, ale w sytuacji, gdy pada hasło „ścinamy topole” (jak w Rwandzie), każdy umiarkowany jest traktowany jak zdrajca i dzieli los przeciwników… Podobnie jak w świecie wirtualnym, nie wystarczy przeciwnik pokonać, robi się to w najokrutniejszy sposób.

Rolą wszystkich, ale szczególnie autorytetów – polityków, ludzi mediów, duchownych, nauczycieli, wychowawców, a przede wszystkim rodziców jest to, by nie dzielić na dobrych i złych, by nie budować świadomości plemiennej, ale szukać zrozumienia, współpracy lub chociażby nie zatrzaskiwać furtek, czy nie burzyć mostów do komunikacji. Jeśli powiemy, że z „nimi” nie można rozmawiać, bo są źli i trzeba ich pokonać, a potem „przywrócimy normy”, to droga do „piekła” otwiera się na oścież i żadnego „potem” już może nie być…

Warto także zacząć sankcjonować mowę nienawiści w sieci. Jak to robić można nauczyć się w niektórych państwach zachodnich, ale i u nas np. Pani Agnieszka Gozdyra kilka razy świetnie pokazała, jak upublicznienie hejtera radykalnie zmienia jego postawę. Taka osoba uświadamia sobie, że nie jest anonimowa i żaden „autorytet”, już jej nie usprawiedliwia, bowiem jej czyny idą na jej indywidualny rachunek w ostatecznym rozliczeniu. Warto zrozumieć, że droga od noża wirtualnego do stalowego trafiającego prosto w serce wcale nie jest taka długa jak się może wydawać…

Autor: Milczanowski Maciej

Maciej Milczanowski Maciej is a former professional soldier, participant of two foreign missions: UN in Golan Heights commander of platoon and position (1997-1998) and NATO Iraq Battle Capitan in Tactical Operation Center (2004-2005). Holds an MA in National Defense Academy in Warsaw and Ph. D. in Jagiellonian University both on politics in ancient history. Visiting Fellow in Hoover Institution, Stanford University. Now works in Rzeszow University, Institute for Political Research, Poland

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s