Trump zdobywca szczytów

Kiedyś, w trakcie kampanii wyborczej nad Sekwaną, Marine Le Pen wyraziła opinię, że jeśli Francuzi wybiorą ją prezydentem, to ona razem z Putinem i Trumpem poukładają świat na nowo. Całe szczęście wygrał niezwykle zdolny, wyważony, inteligentny i świetnie wykształcony Emmanuel Macron. Niemniej plan kandydatki „prorosyjskiej” jest realizowany, tylko w innym składzie. 

Trump PutinPo szczycie w Helsinkach zdania są oczywiście podzielone. Jak zwykle część obserwatorów chwali Trumpa za podjęcie rozmów z Puinem, ale krytyka dość wyraźnie przeważa. Trump w swojej niezdarności, znów powiedział coś, co nie mieści się w głowach tak demokratów, jak i republikanów. Otóż mimo zapewnień, że ufa ludziom od wywiadu USA, to jednak wyszło na to, że Putinowi ufa bardziej. To nie jest skandal, to zamach na amerykańskie wartości, patriotyzm, a poważne osobistości świata polityki USA mówią o zdradzie.

Jak w biznesie

Zaledwie kilka tygodni temu miał miejsce inny szczyt. Także przełomowy, także kontrowersyjny. Trump spotykał się z Kim Dzong Unem. Oczywiście, że to dobrze, że liderzy się spotykają. Nawet z najbardziej zbrodniczym przywódcą trzeba rozmawiać, by uniknąć wojny. Niemniej niepokoiło to, co Trump mówił przed i po spotkaniu. Najpierw twierdził, że kilka minut wystarczy mu na „rozpracowanie” Kima. Za to po spotkaniu uznał, że odtąd Korea Północna nie jest już zagrożeniem dla świata. Mówiąc to, swoim wyrazem twarzy krzyczał: „Ja wam to załatwiłem”.

W końcu jest biznesmenem, więc zdolności negocjacyjne, oceny sytuacji, przeciwnika, może posiadać. Tyle, że za Kimem stoi potężna machina polityczno-wojskowa od której sam lider jest uzależniony. To nie jest tak, że nawet największy przywódca, jest władcą jednoosobowym. Nie jest nim ani Putin, ani Kim, ani Xi Jingping, ani Erdogan, ani z pewnością nie jest i nie będzie nim Trump. To właśnie uwiera Donalda Trumpa. On chce samodzielnie podejmować decyzje. W Białym Domu chciałby, aby byli tylko pochlebcy, tacy, którzy każdy jego ruch pochwalą i zachęcą go do kolejnych. Bardzo się złości, gdy krytykują go media, gdy nie zgadza się z nim Sąd Najwyższy USA. Ale coraz bardziej jest świadom, że na tym polega demokracja, i że nic na to nie poradzi.

Zdobywca szczytów

Zapewne dlatego w trakcie obu szczytów zamykał się z przywódcami Korei i Rosji, żeby sam na sam ustalać i potem ogłaszać co ustalił. Gdy proszono go o harmonogram denukleryzacji Korei, odmówił, bowiem on sam z Kimem o tym będą decydować. Oczywiście Kim szybko wrócił do starej gry prowokowania USA, wskutek czego Trump musiał uznać, że Korea jednak wciąż jest problemem. Putin miał jeszcze łatwiejsze zadanie. Chwalił Trumpa, mówił mu to co ten lubi słyszeć, na konferencji prasowej bronił go przed amerykańskimi dziennikarzami. Stąd może prezydent USA zapędził się w swoim oświadczeniu o tak wielkim zaufaniu do prezydenta Rosji, że przewyższa zaufanie do własnego wywiadu.

Donald Trump może myśleć, że „zdobywając” kolejne szczyty, buduje ład światowy oparty na porozumieniach liderów, ale ten świat tak nie działa. Doradcy mówią mu o tym, ale on ma na ich rady coraz większą alergię. Widać musi się przekonać w sposób brutalny. Wielu Republikanów miało go już dość w czasie kampanii prezydenckiej. Ta liczba stale rośnie. Nie sądzę, by impeachment był realnie użyty, ale jako straszak będzie z pewnością wykorzystywany coraz częściej. Samo wszczęcie procedury byłoby dla Trumpa dramatem.

Co dalej?

Trump ma świetny zespół, doskonałych, doświadczonych ludzi ze świetnymi kontaktami. Jeśli uda się go nakłonić do gry zespołowej (jaką jest przecież polityka), to będzie to z pożytkiem dla USA, świata i z pewnością także dla Polski. Ale jeśli pozostanie w swym uporze, to może spowodować poważne zagrożenie… nie dla USA, ale dla małych i średnich państw, które odcinają się od innych swoich partnerów i wiążą wszystkie nadzieje tylko ze Stanami Zjednoczonymi. Świat się globalizuje, wiele takich państw już nie ma, ale jedno wciąż słabo uczy się ze swojej historii…

Reklamy

Propaganda jako świadectwo intencji jej autorów

propaganda

Propaganda może stanowić narzędzie nagłaśniające sukcesy, promujące plany, koncentrując się na pozytywach (nazwijmy ją propagandą sukcesu). Jest wówczas częścią PRu i ważnym elementem polityki. Propaganda może być także pełna kłamstw i oszczerstw służąc jedynie manipulacji (niech zostanie propagandą kłamstwa). Nie jest to a priori pojęcie pejoratywne, choć najczęściej taki jest powszechny odbiór. Pisałem o propagandzie w kontekście historycznym (W cieniu boskiego Juliusza)  prezentując oba aspekty i sądzę, że można na sposób prowadzenia działań propagandowych spojrzeć także jak na miernik intencji ich autorów.

Propaganda budowana w sposób profesjonalny, nawet jeśli tworzą ją ludzie o złych intencjach, składa się z obu wymienionych wyżej aspektów. Rzadko się zdarza by w propagandzie zdecydowanie dominował wątek negatywny, czyli zakłamujący, szkalujący przeciwników. Taka propaganda, kreowana na prymitywnym poziomie negatywnych emocji w dalszej perspektywie niszczy także autorytet jej autorów, nawet w oczach wiernych zwolenników (choć nie wyrażą tego wprost). Problemem jednak czasem jest to, że jej autorzy zwyczajnie innej tworzyć nie potrafią, albo nie rozumieją jej konsekwencji.

Zasadniczą sprawą jest zdefiniowanie odbiorcy. To zaś pozwala łatwo ocenić intencje jej autorów. Propaganda sukcesu, która zakłada budowanie wspólnego dobra oprócz koncentracji na sukcesach i promocji planów, nie będzie generowała twardego podziału „my vs oni”, bowiem to prowadzi do degeneracji relacji społecznych, przejawiające się w państwach zachodnich dekadencją demokracji, a finalnie mogące skutkować  efektem Lucy Phere.

Ten efekt jest korzystny tylko dla wąskiej grupy określanej jako tzw. Hate groups, podczas gdy nawet ich zwolennicy poważnie tracą czy to wprost ekonomicznie, czy w kategoriach poczucia bezpieczeństwa, a nawet wolności. Spór taki jest konfliktem osobistym, natomiast jego oś jest preparowana sztucznie tak, aby być trwałą linią podziału dla całego społeczeństwa. Wszak motywy osobiste nie miałyby siły zdolnej pociągnąć większej grupy społecznej.

Dzieje się tak dlatego, że działania propagandowe zbyt jednostronne i radykalne, łamią granice „strefy akceptacji” (Hovland C., Harvey  O. J., Sheriff M., Assimilation and contrast effects in reaction to communication and attitude change, Journal of Abnormal and Social Psychology, 55, 1957, s. 244-252) zdecydowanej większości społeczeństwa. Radykalizm z natury rzeczy jest cechą mniejszości raczej niż ogółu. Liderzy stojący za taką jednostronną „propagandą kłamstwa” w oczach większości społeczeństwa prędzej czy później tracą, w wyniku „rozdźwięk reputacji” (Murray K., Język liderów, Warszawa, s. 57).

Sytuacja taka nie pozostaje jednak bez wpływu na ogół społeczeństwa bowiem liderzy ci, traktujący często władzę jako fetysz powodują trudno- lub nieodwracalne zmiany zarówno w środowisku geopolitycznym, gdzie pole akceptacji błędów (margines błędu) jest uzależnione od położenia i potencjału państwa (dla Polski jest niewielkie), jak i wewnętrznych relacji państwowych, gdzie powstające mury pomiędzy częściami społeczeństwa są  trudne do obalenia.

Dlatego jest tak ważne, aby śledzić jak zmieniają się akcenty w propagandzie. Jednym z takich obszarów jest zestawianie patriotyzmu z nacjonalizmem. Nacjonalizm nie jest bowiem silniejszym patriotyzmem, ale w rozumieniu grup radykalnych (przynajmniej w Polsce) raczej wyznacznikiem wyjątkowości, nieomylności własnej nacji kosztem wszystkich innych. Co gorsza do tej nacji zalicza się tylko jednakowo myślących, wykluczając z niej innych Polaków. W istocie Nacjonalizm nie jest więc umiłowaniem własnego narodu, ale wypaczeniem niszczącym własny naród, zarówno wewnętrznie, jak i na polu międzynarodowym.

Propaganda zaś manipuluje tymi pojęciami, a efektem tego jest kolejny krok, już obecny w Polsce, czyli usprawiedliwianie faszyzmu kosztem narodowego socjalizmu. Tak stopniowo usprawiedliwiając kolejne radykalizmy staczamy się w stronę wspomnianego wcześniej efektu Lucy Phere.

Dlatego niezależnie od poglądów, obserwujmy propagandę przez pryzmat jej jednostronności albo szukania pola do dialogu. Nie gódźmy się na to, że ponoć już nie ma możliwości dialogu, a według niektórych potrzeby utrzymywania demokracji (sic!). Czytajmy tych, których krytykują radykałowie (zwani też „żelaźniakami” z obu stron) ze względu na ich odstępstwo od żelaznej linii partii czy ideologii.

Do Blog

Atak USA na Syrię 7 kwietnia 2017, jako rozgrywka geopolityczna

Od razu zastrzegam, że nie mam pojęcia kto użył broni chemicznej w Syrii, być może to się wyjaśni, a może nie. Wszystkie przypadki użycia tego typu broni w Syrii po 2011 roku były, są i będą przedmiotem sporu co do ich autorstwa. Chcę krótko zająć się grą geo-politytczną między USA a Rosją w kontekście tego ataku, ponieważ od tego będzie zależał dalszy los Syryjczyków, a w konsekwencji także reszty świata. 

Niewątpliwie po niepowodzeniu zacieśnienia współpracy między USA a Rosją, nowy prezydent Stanów Zjednoczonych szukał innych możliwości dla uczynienia „America great again” także na polu międzynarodowym. Gdy odsunął gen Michaela Flynna, a w jego miejsce powołał gen. McMastera, jasne się stało, że w jego obozie zaczynają dominować zwolennicy tradycyjnej polityki USA, nakierowanej na budowanie sojuszy, ale w taki sposób by zagwarantować utrzymywanie dominującej roli USA.

W międzyczasie doszło do fatalnej operacji w Jemenie, która uświadomiła prezydentowi, że musi słuchać doradców i nie działać pochopnie i impulsywnie. Atak na bazę Syryjską został właśnie tak zaplanowany.

Biały Dom poinformował Rosję o planowanym ataku, ale na tyle późno, by ta nie zdążyła przygotować ewakuacji bazy syryjskiej. Stąd Rosja raz potwierdza, a raz zaprzecza, że taką informację od USA otrzymała. Rosja wielokrotnie wcześniej wyraźnie sugerowała, że wszelkie działania względem Syrii, nie tylko wymagają negocjacji z Kremlem, ale nawet jego akceptacji. Konferencja w Astanie była tego jasnym świadectwem, gdy USA zostały tam zaproszone do udziału (niejako w roli obserwatora), a nie jako współorganizator. Trump musiał odmówić. O pozostałych sygnałach z Rosji świadczących o chęci względnej dominacji Rosji w „sojuszu” z USA pisałem już 26 styczni br.: „Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA” 

Trump zrozumiał wówczas, że podział wpływów na Bliskim Wschodzie może być tylko efektem twardej gry geopolitycznej i politycznej, a nie „biznesowej” współpracy z Rosją.  Stąd odsunięcie Flynna oraz żądanie zwrotu Krymu. Oba te ruchy raczej wzbudzały rozbawienie na Kremlu. Jednak Putin chyba nie przewidział, że to tylko zapowiedź kolejnych kroków. Dzisiejszy atak w Syrii o tym świadczy. Odpowiedzią Rosji obecnie, będzie zapewne wzmożenie ataków przeciw rebeliantom popieranym przez USA, znów przemieści Iskandery M do Kaliningradu (nie wiem który już raz), dokona jakiejś liczby lotów „patrolowych” strategicznymi bombowcami w pobliżu terytorium NATO. Niebezpieczne byłoby natomiast gdyby Rosja postanowiła uaktywnić tzw. „rebeliantów” w Donbasie.

Osoby, które znały Trumpa zanim został prezydentem przestrzegały, że jeśli deal między Rosją i USA się nie powiedzie, to Trump stanie się dla Kremla bardzo twardym graczem. Myślę, że ten moment właśnie nastąpił. Atak w Syrii pokazał, że USA prawdopodobnie opracowały nową strategię bezpieczeństwa (lub przynajmniej zarys) , której autorami mogą być gen Mattis wraz z gen McMasterem. Zapewne Rex Tillerson ją akceptował, a Trump przyjął do realizacji. USA posiadają też tzw. Wielką strategię (choć za czasów Obamy chyba była mocno zaniedbana), która ma wpływać na mechanizmy geo-polityczne.

Problemem jednak jest to kto po Asadzie mógłby rządzić Syrią. Sam Trump w kampanii twierdził że w Syrii nie ma rebelii, którą USA mogłyby popierać. Teraz jego administracja żąda odsunięcia Asada. Kto więc miałby tam przejąć władzę? Budowanie rządu jedności narodowej od zera jest to proces na dekady. Amerykanie to wiedzą przynajmniej od 2003 roku. Wie o tym na pewno gen Mattis, z którym dokładnie o tym rozmawiałem. Na wiele pytań brak jest dziś odpowiedzi.

Być może więc powstająca strategia polega na tym, że USA za pomocą operacji takich jak dziś przyciskają Asada „do ściany”, demonstrują, że sprawy już nie wrócą do stanu z czasów Obamy, po czym proponują mu pozostanie na stanowisku w zamian za marginalizację Rosji i Iranu. Jednocześnie zmuszają opozycję do negocjacji a tych którzy nie przystąpią do współpracy traktują jak terrorystów. Scenariusz niebezpieczny i trudny, ale możliwy.

USA będą starały się ograniczyć gwałtowny wzrost wpływów Iranu na Bliskim Wschodzie oraz mniejszy, ale istotny Rosji. Syria to oba te cele naraz. Oczywiście Syria jest też państwem tranzytowym dla przesyłu surowców energetycznych, a więc ma także znaczenie geo-ekonomiczne. Dlatego też Syria jest dziś tak ważnym miejscem. Stała się ważnym „sworzniem” geopolitycznym dla państw kluczowych. Od 6 lat na tej walce o wpływy cierpią głównie cywile.

Oczywiście można głosić konieczność pojednania w imię dobra ludzkości, ale takie hasła nie działają gdy funkcjonuje „geopolityczne urządzenie mechaniczne”. Dlatego trzeba rozpatrywać wydarzenia pod kątem realnych scenariuszy, acz nie można rezygnować z wzywania do przestrzegania zasad etyki, humanitaryzmu, i wartości.

Jak zwykle postuluję idealizm, ale oparty o na realizmie.

Zbiór tekstów o nowej administracji USA

W związku z pojawieniem się tekstu na temat sylwetki gen Jima Mattisa w „Polska the Times” prezentuję zbiór tekstów i materiałów medialnych na temat nowej administracji USA, w których starałem się przybliżyć mechanizmy jakie decydują o polityce międzynarodowej Stanów Zjednoczonych.

frank-buildyourfutureW związku z pojawieniem się tekstu na temat sylwetki gen Jima Mattisa w „Polska the Times” prezentuję zbiór tekstów i materiałów medialnych na temat nowej administracji USA, w których starałem się przybliżyć mechanizmy jakie decydują o polityce międzynarodowej Stanów Zjednoczonych.

W dzień po ogłoszeniu wyniku wyborczego pisałem o zagrożeniach wynikających z wyboru Amerykanów, zaznaczając, że mechanizmy wewnętrzne będą miały zasadnicze znaczenie dla kierunku nowej administracji: Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

z19670178vdonald-trump-wygral-prawybory-w-nevadzie

Nadzieją napawała nominacja na stanowisko Sekretarza Obrony generała Jima Mattisa. Informacje o nim, jakie zamieściłem na blogu pochodziły w znacznej mierze z prywatnej rozmowy jaką z Generałem odbyłem półtora roku wcześniej: Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA

14730545_187337241707092_2694406252351455232_n

Okres przejściowy charakteryzował się bardzo dużą aktywnością służb, zarówno rosyjskich jak i amerykańskich. Widać było grę o to jak będzie wyglądała polityka nowego POTUSa: Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA

323bcbd6-d6f4-11e6-bbb7-6a43a6f882fe_660x385

W wyniku walki wewnętrznej zapewne z silnym udziałem wywiadu rosyjskiego doszło do ustąpienia gen Michaela Flynna z funkcji doradcy ds bezpieczeństwa nowego prezydenta: Rezygnacja gen Michaela Flynna: trzęsienie ziemi w administracji nowego prezydenta USA

external

O rezygnacji gen Flynna mówiłem też dla Panoramy: Flynn stracił funkcję oraz dla Wiadomości TVP1: O generale Flynnie (20 min, 12 sek). Wypowiadałem się także na ten temat w TVN24 BiS.

W tekście w BiznesAlert z kolei pisałem o rosyjskich komentarzach na zmiany w Białym Domu i komunikaty stamtąd płynące: Milczanowski: Gdzie Flynn, a gdzie Krym?

Szerzej o zmianach w administracji USA można posłuchać w audycji w Polskim Radiu 24: 22.02.17 Dr Maciej Milczanowski o wyborze generała Herberta Raymonda McMastera na doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Stanów Zjednoczonych

Mianowanie gen McMastera w miejsce gen Flynna na doradcę Prezydenta ds bezpieczeństwa nie tylko racjonalizuje politykę USA, ale mogłoby także być korzystne dla Polski, jeśli nasza administracja potrafi grać zarówno w grę dyplomatyczną oficjalną ale jeszcze bardziej jeśli potrafi korzystać z tzw. „track two diplomacy”. Oba te aspekty są bardzo istotne i nie można bagatelizować wystąpień publicznych ale różnymi nieformalnymi metodami wywiera się różnego rodzaju presję – tzw. lobbing.

H.R._McMaster_ARCIC_2014

Wreszcie, w Polska the Times przedstawiłem w sposób nieco bardziej dogłębny sylwetkę gen Mattisa: Generał Jim Mattis. Kim jest nowy sekretarz obrony USA? To jest człowiek, który ceni zasady, uczciwość i wiedzę. Znów przygotowanie do spotkań z nim powinno być szczegółowo zaplanowane i przygotowane.

nowy-obraz

To ważne by nie tylko śledzić politykę USA, ale na ile to możliwe oddziaływać na nią. Różnego rodzaju grupy tradycyjnie lobbują na swoją korzyść w Białym Domu i jego politycznych okolicach. Nie było to nigdy silną stroną Polski. Nawet jeśli pojawiają się okoliczności, czy ludzi którzy mogliby w tym pomóc, politycy nie chcą z tego korzystać. W mojej opinii to poważny błąd.

 Trzeba wiedzieć, że w polityce a już na pewno w geopolityce, nie ma tzw. „dobrych wujków” którzy z przyjaźni czy sympatii pomagają. Wszystko odbywa się na zasadzie bezwzględnej gry i albo się w nią potrafi grać albo nie. O dobrą przyszłość trzeba grać rozważnie, a kiedy trzeba twardo. Ale nie ślepo czy chaotycznie. Potrzeba wiedzy, planu lecz przede wszystkim tego co Jim Collins wskazywał jako fundament sukcesu: „first who than what”.

Rezygnacja gen Michaela Flynna: trzęsienie ziemi w administracji nowego prezydenta USA

Pomijając mnóstwo informacji bardziej czy mniej weryfikowalnych, skupię się na dwóch faktach, które są niepodważalne i moim zdaniem dużo mówią o samym generale Michaelu Flynnie, ale też dają świadectwo jak wielkie wstrząsy sejsmiczne mają miejsce w Białym Domu i jego politycznych okolicach. 

external

Odejście generała Flynna było szeroko komentowane i jako wydarzenie o znaczeniu globalnym informacje obarczone były sporą dawką propagandy. Dlatego warto odsiać propagandę od faktów.

Po pierwsze gen Flynn w sposób dość absurdalny moim zdaniem afiszował się ze swoją nadzwyczajną sympatią do reżimu kremlowskiego. Specjalnie nie piszę że do Rosji, czy do Rosjan, tylko do władz, bo w mojej opinii powinniśmy rozgraniczać te kwestie. Flynn występując w Russia Today stwierdził, że nie widzi żadnej propagandy w przekazie tej stacji i porównał ją do CNN. Abstrahując od poziomu mediów w ogóle (w tym CNN), to jednak niedostrzeganie propagandy w przekazie RT jest jasnym przesłaniem o poparciu każdego przekazu Kremla jaki trafia do USA. Moim zdaniem już to dyskwalifikuje go z roli doradcy, który może mieć swoje sympatie oczywiście, ale nie może posługiwać się przekazem propagandowym. Od doradców oczekuje się „przesiania” i doboru treści jakimi posługuje się w czasie narad.

Kolejnym problemem jest to co ostatecznie „zatopiło” Generała Flynna, czyli niesławne rozmowy z ambasadorem Rosji, w czasie trwania kampanii prezydenckiej i potem przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta. Część mediów przekazała informację, że sam fakt takiej rozmowy spowodował kłopoty Flynna. Budzi to słuszne zakłopotanie i niezrozumienie bowiem nie można kogoś potępiać, a już z pewnością karać, za fakt rozmowy z kimkolwiek. Taki przekaz promuje też Kreml, a za nimi właśnie RT.

Jednak wydarzyło się znacznie więcej niż jedynie rozmowa z ambasadorem, a sam kontekst czasowy rozmowy jest nie bez znaczenia. Pierwszą sprawą (zasadniczą) jest treść rozmowy i czas w jakim się odbyła. Istotne jest też to, kiedy ją ujawniono i dlaczego. O pierwszej kwestii, mimo że nie ujawniono stenogramów, można dość dużo powiedzieć i to już ponownie pogrąża gen Flynna. Druga, jeśli zostanie upubliczniona może jeszcze bardziej dolać oliwy do ognia i mieć znaczenie dla całej administracji USA.

A więc okazało się, że gen Flynn kontaktował się kilkukrotnie w czasie kampanii z ambasadą Rosji i że omawiał sankcje nałożone na Rosję przez USA. Oczywiście kluczowym tematem były ostatnie sankcje wynikające z ingerencji rosyjskich hakerów w wybory w USA, choć nie wykluczone że tematem były sankcje wobec Rosji w ogóle. Do takiej rozmowy doszło na pewno w dniu 29 grudnia 2016 roku czyli w momencie, w którym (jeszcze) urzędujący prezydent – Barack Obama ogłaszał te właśnie sankcje. Pamiętajmy, że prezydent elekt (wówczas Trump) nie jest jeszcze urzędnikiem państwowym i do momentu zaprzysiężenia, nie może prowadzić polityki Białego Domu. Zasada „One president at the time”, o której mówił kongresmen republikański Chris Christie komentując to wydarzenie, jest świętością w USA. A wobec tego jego doradca był wówczas osobą prywatną. Omawianie kwestii sankcji było więc bardzo poważnym nadużyciem i złamaniem tzw. Prawa Logana (Logan Act). Prawo to powstało właśnie po to, aby nie podważać autorytetu urzędujących władz, w tym wypadku samego prezydenta.  Wyglądało to tak, że Prezydent USA ogłasza sankcje, a gen Flynn jako osoba prywatna która niedługo będzie miała wpływ na nowego prezydenta obiecuje je zaraz znieść. Co więcej gen Flynn poinformował vice-prezydenta Mike’a Pense’a, że nie poruszał kwestii sankcji a potem przyznał, że nie pamięta szczegółów więc mógł wprowadzić w błąd prezydenta i vice-prezydenta. Gen Flynn jest najkrócej urzędującym doradcą na tak wysokim szczeblu w historii USA, co świadczy o wadze tej dymisji, a to stwarza poważny kłopot wizerunkowy dla nowej administracji.

Ta kwestia ma potężne znaczenie nie tylko dla USA, w kwietniu odbędą się wybory we Francji i tam też Rosja ma swojego kandydata (a raczej kandydatkę) dla którego zrobią wiele by wygrał. Doniesienia na temat wpływania na scenę polityczną i oczerniania kontrkandydatów Marine Le Pen już się pojawiają (warto przeczytać świetny tekst Eryka Mistewicza: Zinstytucjonalizowany zamach stanu oraz artykuł  red. Oskara Górzyńskiego z WP.PL: Rosyjska wojna informacyjna przeniosła się do Francji. Celem Emmanuel Macron ). Oczywiście wpływanie na wybory w Europie to gra o szerszych konotacjach niż „tylko” działania Kremla ale te mają z pewnością bardzo duże znaczenie.

Mechanizmy i konsekwencje wpływania Kremla na wybory mają więc zasadnicze znaczenie dla całego świata zachodniego. Pomyślmy o tym, że skoro hakerzy rosyjscy mogą wpływać na wybory w USA czy Francji to jaki wpływ będą mieli w Czechach, czy w Polsce? Zresztą gambit Trumpa pokazuje najlepiej w jak trudnej i dwuznacznej sytuacji ten fakt stawia nawet prezydenta, który zgodnie z „pragnieniem” Kremla zostaje wybrany. Pozostawiając sankcje podważa własny wybór na prezydenta USA, a uchylając naraża się na potężne reperkusje we własnym obozie republikańskim, nie wspominając już o zmasowanych atakach Demokratów i tego co sam Trump nazywa „Fake news media”.

Druga poważna trudność dla Trumpa to pytanie, które musi tkwić w głowie każdego obserwatora sceny politycznej w USA: – czy Trump i jego otoczenie znali treść rozmów gen Flynna z ambasadorem Rosji? A nawet czy to nie było na polecenie prezydenta elekta? Przecież Flynn to były szef agencji wywiadu (DIA), więc musiał świetnie zdawać sobie sprawę, że telefony w ambasadzie Rosji są na podsuchu, nie mówiąc już nawet że sami Rosjanie nagrywają co w tym przypadku natychmiast dawało im „leverage” – wpływ/dźwignię na Flynna. Być może więc Flynn stał się ofiarą polityczną pozwalającą Trupowi na polityczny „pivot”. Trudno sobie jednak wyobrazić by dobrowolnie się na to zgodził, przecież nie o pieniądze tu idzie a reputację generała USA, choć trzeba też dodać, że w takich kręgach polityki wyobraźnia może okazać się niewystarczająca.

Zwrot polityczny Trumpa jest wyraźnie widoczny także w przypadku twardego stanowiska w sprawie Krymu. Na uwagę zasługuje to, że stanowisko to zostało przedstawione w dniu w którym przyjęto rezygnację gen. Flynna, co świadczy o tym, że wypadki nie toczyły się spontanicznie. Rzecznik prasowy prezydenta USA przedstawił sprawę z żelazną konsekwencją przebijając retorykę Obamy: „President Trump has made it very clear that he expects the Russian government to deescalate violence in the Ukraine and return Crimea”. Sam Trump w swoim zwyczaju dołożył Obamie na twitterze: „Crimea was TAKEN by Russia during the Obama Administration. Was Obama too soft on Russia?”.

Konieczność dymisji gen Flynna była w moim mniemaniu oczywista, jednak pozostaje pytanie – czy działał na własną rękę, czy jednak jego odsunięcie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej której nie wiadomo czy warto drążyć. Wśród doradców prezydenta pozostają inne osoby o niejasnych powiązaniach z reżimem na Kremlu, jak człowiek o radykalnie prawicowych poglądach i pro-kremlowskich inklinacjach „Steve” Bannon.  Co więcej jest on głównym strategiem w Białym Domu, z jednej strony mogłoby się wydawać, e zgodnie z nową linią zostanie szybko zwolniony ale z drugiej można sobie wyobrazić scenariusz takiego „zwrotu” wyreżyserowany właśnie przez niego. Inna kluczowa postać co do której można dziś skrajnie różne przypuszczenia snuć to sam sekretarz stanu – Rex Tillerson.

Są też (w mojej opinii) w administracji Trumpa postacie krystaliczne jak na politykę, jak gen Jim Mattis, o którym już sporo powiedziałem i napisałem: Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA 

Tak czy inaczej „Pivot” Trumpa sprawiawił zimny prysznic dla przywódców Rosji. Być może tak radykalna zmiana jest wynikiem uświadomienia sobie przez prezydenta Trumpa, że Rosja nie będzie łatwym do zdominowania partnerem w twardej grze geopolitycznej. O zagrywkach Rosji uderzających w nowego prezydenta pisałem wcześniej: Trzy wydarzenia okresu przejściowego, istotne dla nowej administracji USA . Ludzie znający osobiście nowego prezydenta podkreślali, że jeśli Trump uzna administrację jakiegokolwiek państwa za zagrażającą USA, może w jednej chwili bardzo utwardzić stanowisko.

Być może ten proces ma właśnie miejsce, niemniej trzeba też mieć na uwadze wielopoziomowość tej gry i możliwości różnych zmian, ale też poważnego rozdźwięku między oficjalną i nieoficjalną linią polityki („track two policy”). Nie mamy dostępu do wielu danych, które pozwoliłyby poznać tą drugą sferę. Nie do końca jasna jest gra wywiadu USA, wciąż nie wiadomo czym dysponuje Kreml jeśli chodzi o osobę samego Trumpa, a także jakie są faktyczne cele strategii Trumpa, która najwyraźniej się powoli krystalizuje. Wiadomo natomiast, że w Białym Domu i instytucjach kluczowych dla bezpieczeństwa USA, walka o wpływy przybrała formę trzęsienia ziemi. Sama fala uderzeniowa wstrząsów wtórnych będzie odczuwalna na całym świecie. Dla nas, jak się wydaje zmiany przybierają pozytywny obrót choć to dopiero początek i do końca nie wiadomo w jakim kierunku będą dalej przebiegać.

Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA

W grze geopolitycznej właśnie moment „dekoncentracji” jednej strony stwarza pole do bardzo aktywnych działań drugiej. Wszystko co się dzieje obecnie będzie miało ogromny wpływ na politykę nowej administracji USA.

Warto analizować wydarzenia do jakich dochodzi w momencie w okresie przejsciowym w USA. Gdy odchodzący prezydent już faktycznie nie sprawuje wladzy, a nowa administracja dopiero obejmuje stanowiska, powstaje w grze geopolitycznej swoisty moment „dekoncentracji” jednej strony, który stwarza pole do bardzo aktywnych działań drugiej. Wszystko co się dzieje obecnie będzie miało ogromny wpływ na politykę nowej administracji USA.

323bcbd6-d6f4-11e6-bbb7-6a43a6f882fe_660x385

Dzień po wyborach pisałem o  nowej rzeczywistości, bowiem zwycięstwo Donalda Trumpa trzeba postrzegać nie tylko w kategoriach sukcesu republikanów nad demokratami w USA, ale jako konsekwencję przemian społecznych w całym świecie zachodnim („Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa”  https://mmilczanowski.wordpress.com/2016/11/09/nowa-rzeczywistosc-po-zwyciestwie-trumpa/).

Ta nowa rzeczywistość to wbrew jednak najczarniejszym wizjom roztaczanym przez ośrodki sprzyjające demokratom w USA, w mojej opinii nie będzie politycznym trzęsieniem ziemi. Oczywiście będzie starał się przeforsować w jakiejś formie nawet tak kontrowersyjne postulaty jak budowa muru na granicy z Meksykiem, ale zapewne okaże się, że po kilku działaniach (bardziej PRowych) skończy się utrzymaniem status quo w relacjach z Meksykiem. Donald Trump nie ma możliwości przeprowadzenia zmian tak, jak sam by tego chciał. Potężna machina polityczna USA generuje wiele różnych uwarunkowań uniemożliwiających działanie niezależne prezydentowi. Prezydent nie jest bowiem niezależnym człowiekiem, ale przedstawicielem całego narodu włączając w to opozycję. Właśnie dlatego uwarunkowania wewnętrzne muszą wpływać na linię polityczną lidera w każdym kraju. Jeśli tych mechanizmów kontrolnych ze strony instytucji, jak i społeczeństwa brak, jak dzieje się to często w młodych demokracjach, wówczas system pod przykrywką demokracji może przesuwać się w stronę dyktatury.

W przypadku nowej administracji USA i samego Donalda Trumpa, pojawia się też szereg sygnałów świadczących o tym, że Donald Trump powoli otrzymuje stosowną porcję wiedzy (by nie powiedzieć lekcję) na temat geopolityki ze strony samego Władymira Putina. Na pewno można już „rozczytać” trzy wyraźne sygnały pokazujące wyrafinowaną grę Rosji i przeliczenie się, a czasem bezradność nowej administracji USA (oby tylko doraźną – wynikającą z okresu transformacji a być może z błędnych założeń samego nowego prezydenta).

Informacje o wizytach D. Trumpa w Rosji

Pierwszym sygnałem było upublicznienie informacji o rzekomych materiałach, świadczących nie tylko o zażyłych relacjach Trumpa z wpływowymi Rosjanami, ale też kwestiach obyczajowych związanych z rzekomymi (znowu) wizytami biznesmena w Rosji. Te doniesienia nie znajdowały się w rękach wywiadu USA w trakcie kampanii, bo z pewnością ta czy inna frakcja w środowisku wywiadowczym umożliwiłaby wykorzystane ich przez obóz demokratów. Także moment ich upublicznienia nie wydaje się przypadkowy. A więc doszło do nich już po wyborach, gdy nie mogły zagrozić objęciu prezydentury przez Trumpa, a jednocześnie podkopywały jego pozycję jeszcze zanim został zaprzysiężony. Niewątpliwie stawiało go to w trudnej sytuacji, eskalując konflikty obozu prezydenta elekta z mediami w USA i narażając na ostre ataki polityczne oraz wzrost nieufności w Europie. Jednocześnie łatwo sobie wyobrazić, że obecnemu już prezydentowi musi bardzo zależeć, by jeśli takie materiały faktycznie istnieją, nie zostały jednak upublicznione w postaci twardych dowodów. Może być też tak, że takich dowodów zupełnie nie ma, a wszystko jest tylko elementem gry. Jakkolwiek jest, to wydarzenie powinno być wyraźnym sygnałem ostrzegawczym dla nowego prezydenta.

Wydanie Snowdena w prezencie

Drugą bardzo ważną kwestią, choć nieco przemilczaną przez media, było krótkie zamieszanie wokół Edwarda Snowdena. Mogłoby się wydawać, że jest zupełnym przypadkiem, iż pozwolenie na pobyt w Rosji upływa Snowdenowi akurat w okresie poprzedzającym zaprzysiężenie nowego prezydenta w USA. Jednak wiemy, że Rosja prowadzi grę geopolityczną w sposób znacznie bardziej przemyślany i rozsądny niż rozbite wewnętrznie i skłócone państwa zachodnie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że termin ten był tak zaplanowany by Snowden mógł odegrać jakąś rolę w tym właśnie momencie. Pamiętamy przedłużanie pobytu Snowdena na lotnisku w Rosji, gdy komentatorzy przywoływali słynny film z 2004 roku „Terminal” jako ilustrację tego zdarzenia. W sumie spędził na tym lotnisku ponad miesiąc, by w dniu 16 lipca 2013 roku otrzymać pozwolenie na pobyt w Rosji na rok.

Sugestia wydania Snowdena niejako w prezencie nowemu prezydentowi, padła z ust byłego dyrektora CIA („Edward Snowden może zostać w Rosji na dłużej” – Wiadomości – WP.PL http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Edward-Snowden-moze-zostac-w-Rosji-na-dluzej,wid,18678031,wiadomosc.html ), niewątpliwie jednak taka publiczna wypowiedź była częścią gry na ocieplenie stosunków z Rosją, co potwierdziłoby zasadność stanowiska Trumpa z okresu kampanii wyborczej w tej kwestii. Odpowiedź Kremla była twarda i dosadna – jasno pokazując, że gra nie jest tak prosta, jak mógł sobie wcześniej wyobrażać Trump. To gra na znacznie wyższym poziomie – geopolitycznym, gdzie wszystkie chwyty są możliwe. Odpowiedź zawierała dwa stwierdzenie i oba były pozornie równie absurdalne (musiały wywołać uśmiech nawet na twarzach tych, którzy pozytywnie postrzegają wszystkie działania Rosji w ostatnich latach).

Mianowicie, po oświadczeniu, że Snowden otrzymuje pozwolenie na pobyt w Rosji na kolejne dwa lata, stwierdzono, że po pierwsze: przebywa tam z powodów humanitarnych, a po drugie, że nie kontaktuje się z żadną agencją wywiadowczą. Stwierdzenia te urągałyby inteligencji każdego obserwatora, gdyby nie wynikały właśnie z gry geopolitycznej. Pierwsze z nich miało pokazać nie tylko, że USA działają niehumanitarnie (stały motyw propagandowy Rosji pokazujący, że polityka USA jest zdegenerowana, a rosyjska ma być wzorem do naśladowania (sic!)), ale też, że nowy prezydent nie różni się w tej kwestii od poprzednika. Druga część oświadczenia Kremla może być różnie odbierana w kontekście sugestii CIA o tym, jakoby Snowden jeszcze przed ucieczką z USA miał mieć kontakty z wywiadem rosyjskim.

Konferencja w Astanie bez USA

Trzecim mocnym sygnałem z Kremla była konferencja w Astanie, zorganizowana przez Rosję, Turcję i Iran. Bardzo istotne jest miejsce tej konferencji – czyli stolica Kazachstanu, który jest bliskim sojusznikiem Rosji (polecam rozmowę na ten temat dr Zofii Sawickiej z moim udziałem u red Adama Głaczyńskiego w Polskim Radiu Rzeszów: „Konflikt w Syrii – jak wpływa na światową politykę?” http://www.radio.rzeszow.pl/dyskusyjny-klub-radiowy-aud/52843/konflikt-w-syrii-jak-wplywa-na-swiatowa-polityke).

Podobnie konferencje dotyczące Ukraniny odbywały się w Białorusi, której także w żadnym wypadku nie można nazwać neutralnym terytorium. To bardzo interesujące w jaki sposób zorganizowano przekaz do mediów na ten temat. To Rosja, Turcja i Iran organizują konferencję, na którą zaproszono ONZ i USA – w takiej właśnie kolejności (mówił o tym Sergey Ławrow). Nowa administracja USA dopiero się w tym momencie tworzyła. Daje to szereg możliwości Rosji, a niewiele USA. Trump przyjmując zaproszenie uznałby rolę USA jako aktora poza kręgiem decyzyjnym – gościa konferencji. Jako że administracja USA jest w fazie transformacji istniało duże prawdopodobieństwo, że wobec wyżej wymienionego niebezpieczeństwa USA zaproszenie odrzuci, co znów było na korzyść Rosji.

Pamiętajmy że zwalczanie ISIS jest dziś jednym z najważniejszych haseł polityki zagranicznej nowej administracji USA. Walka ta miała się toczyć na nowych zasadach  – współpracy USA z Rosją. Tymczasem Rosja wspólnie z Turcją i Iranem (których rola jest też złożona w rejonie Bliskiego Wschodu) razem rozwiązują konflikt w Syrii gdzie ISIS ma pozycję najmocniejszą, pozostawiając USA rolę obserwatora.

Trzy sygnały powinny teraz posłużyć samemu Trumpowi do rewizji jego założeń realizacji polityki międzynarodowej i skłonić go do zaufania nowemu sekretarzowi obrony („Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA” https://mmilczanowski.wordpress.com/2017/01/21/gen-jim-mattis-prywatnie-i-oficjalnie-poltora-roku-przed-mianowaniem-na-sekretarza-obrony-usa/), oraz nowemu sekretarzowi stanu.

Dlatego też Trump mimo fatalnych wpadek (jak rozmowa z prezydent Tajwanu) stara się nie zaostrzać relacji z Chinami. Wydaje się, że i w tej kwestii jego retoryka wyborcza pozostanie tylko retoryką wyborczą. W mojej ocenie pomijając kwestię wiarygodności polityków (opisaną w tekście „Dekadencja demokracji i jak jej przeciwdziałać” https://mmilczanowski.wordpress.com/2017/01/07/dekadencja-demokracji-i-jak-jej-przeciwdzialac/) to dobrze, że zmienił w tej sprawie zdanie, bowiem polityka USA nie może dziś być wymierzona przeciw jednemu zagrożeniu ignorując pozostałe.

W mechanizmach geopolitycznych sympatie i antypatie mogą odgrywać jakąś rolę, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że działają tam bezwzględne mechanizmy i albo potrafi się grać w „geopolityczne szachy”, albo nie – a wówczas konsekwencje dla przegrywającego są zawsze poważne.  Dlatego gra na poziomie geopolitycznym wymaga posiadania wielopoziomowej i rzetelnie zbudowanej koncepcji strategicznej. Musi ona opierać się na realizmie, aby dopiero na takiej podstawie budować założenia idealistyczne. Idealizm bez rozumienia realistycznych uwarunkowań jest bajką, która może uczynić wiele szkody. Tyczy się to nie tylko USA, mniejsze państwa także muszą umieć „czytać” geopolitykę, by w tej grze w jakiejś (nawet niewielkiej) roli uczestniczyć, ale też by nie dać się tym potężnym mechanizmom zgnieść (jak stało się z Irakiem, Libią, Syrią, Jemenem, wcześniej Somalią i wieloma innymi państwami w Afryce, częściowo Ukrainą i Gruzją, Czeczenią i innymi, a historycznie i Polska boleśnie doświadczyła tego efektu). Polityka USA jest dla Polski bardzo ważna, ale właśnie dlatego nie można jej analizować tylko i wyłącznie z perspektywy naszych interesów. Aby nasze interesy osiągać, musimy rozumieć interesy i założenia geostrategiczne mocarstw – i to realistycznie.

Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

z19670178vdonald-trump-wygral-prawybory-w-nevadzieA więc wygrał Trump. I to miażdżącą większością co świadczy o tym jak mocny jest zwrot społeczny zrywający ze starym porządkiem i elitami… lub przynajmniej tak się społeczeństwu wydaje. Zwycięstwo Trumpa można oceniać przez pryzmat USA i relacji wewnętrznych, ale przecież jest to kontynuacja trendu zapoczątkowanego przez Orbana, zwycięstwo PiS w Polsce a następnie Brexit. A zatem dość łatwo wyrysować dalsze zmiany, które wydają się nieuchronne: Marie Le Pen we Francji ze swoim Ruchem Narodowym oraz AfD w Niemczech a w kolejce dalsze zmiany.

Co łączy wszystkie te zmiany? Hasło zrywania z dotychczasowym ładem, skorumpowanymi elitami, nowy ład, nowy porządek, zwane też czasem dobrą zmianą. Ale faktycznie pod tymi hasłami brzmiącymi interesująco, są kolejne, które są już bardziej kontrowersyjne. Jednak uwzględniając anatomię sukcesu takich czasopism jak Fakt czy The Sun wiemy, że to opakowanie wygrywa, to nagłówek decyduje i to hasło jedynie jest przyswajane. Na te treści, które są odrobinę głębiej wielu macha ręką „bo się nie znam”. Dlatego wielu zaklinało rzeczywistość twierdząc, że Trump nie mówił tego co mówił. Dochodziło do dziwnych sytuacji, gdy w rozmowach cytowałem Trumpa, a w odpowiedzi słyszałem, że to złe CNN tak powiedziało, a Trump nie. Zaprzeczamy faktom bo liczymy na cudowną zmianę. Samo myślenie tego typu nie jest niczym nowym. Od zawsze ludzkość liczyła na zmianę, która odmieni ich los. W ostatnich latach przed naszą erą czekano na narodzenie dziecka, które odmieni świat. Część elit widziała to dziecko w Oktawianie Auguście, a inna część społeczeństw w Chrystusie. To samo dążenie do zmiany powodowało powstawanie przepowiedni i zapowiedzi np po jakichś wydarzeniach astronomicznych lub kataklizmach. Chcemy zmiany na lepsze i o tym zapomniały elity myślące, że stabilizacja wygra z niepewnością jako konsekwencją rozbicia sytemu obietnicy „zmiany  na lepsze”. Stabilizacja wygrywa do pewnego momentu, ale procesy stagnacji się pogłębiają jednocześnie oddzielając wygodne elity od coraz bardziej głodnego społeczeństwa.

Nie zamierzam analizować czy Latynosi poszli do wyborów czy nie, czy KKK miał znaczenie dla wyniku itd. Nie sądzę aby to zaważyło. Zaważyła atmosfera awantury, permanentnego konfliktu w całym świecie zachodnim. Ale ten konflikt generowany przez polityków jest jednocześnie efektem frustracji społecznej i musi nieść zmianę realną. Pytanie tylko czy w dobrą stronę, bo na to społeczeństwo wpływu już może nie mieć. A więc znowu elity utraciły kontakt ze społeczeństwem, znowu przyzwyczaiły się do myśli że ład jest niezmienny, znowu społeczeństwa budzą się z letargu wywracając dotychczasowy system. Wcale nie sądzę, żeby Trump chciał ten system wywracać, ale on jest tylko efektem zmian, a nie ich powodem. Jednak to on i jego zapatrywania (wraz z grupą wpływowych ludzi którzy go popierają) nadadzą tym zmianom kierunek. To właśnie kluczowe – na kogo postawią społeczeństwa wymuszając zmianę, z wąskiego grona przedstawionego mu przez elity? To przecież elity decydują na kogo głosują tzw. demokratyczne społeczeństwa zachodnie. To efekt, który nazywam „Dekadencją demokracji”, bowiem faktycznie nie mamy wpływu na to kto będzie kandydował, wybieramy z już wybranych kandydatów. W Polsce Kukiz chciał to zmienić wprowadzając JOWy i nieco odświeżając naszą demokrację, ale chyba już mu przeszło. Dlatego Amerykanie wybierali między dwojgiem kandydatów, których w większości nie chcieli bowiem oboje mieli większy elektorat negatywny niż pozytywny.

Przejawem budzenia się były ruchy „We are 99%”, także „Arabska wiosna” – nawet jeśli nie chcemy tego przyznać bo przecież jesteśmy „wyższą cywilizacją”, ale też nawrót do fundamentów – czyli fundamentalizm przejawiający się nacjonalizmami w Europie, a jednocześnie w opozycji do nich rosnący fundamentalizm religijny – Islamski w postaci Salafizmu w Europie. Co gorsza każdy z tych ruchów widzi wroga nie tylko w elitach, ale w innych (konkurencyjnych) ruchach anty-establishmentowcyh. Konflikt jaki był metodą zarządzania dla elit rozlewa się na całe społeczeństwa zmieniając je bardzo poważnie i wpływając na kolejne wybory. A więc po zmianach Orbana na Węgrzech, zmianie w Polsce, już Brexit był mocnym sygnałem przeciw całemu dotychczasowemu systemowi, a wybór Trumpa jest kulminacją ważnych zmian globalnych.

Ok, zmiany nie będą rewolucyjne od razu, po wyborze Trumpa nie nastąpi trzęsienie ziemi. Ale ten wybór jako efekt zmiany społecznej będzie miał poważne skutki. Jeśli ktoś sądzi, że Trump rozbije te elity przeciwko którym został wybrany to jest w błędzie. Trump jest biznesmenem i jego interesem nie jest rozbijanie elit tylko dotąd lobbowanie, a dziś wymienianie ich na bliskie sobie, które zapewnią mu ważną pozycję trwale i sławę na zawsze 😉 .Niemniej część tych nowych elit będzie już pochodziła spoza dotychczasowego – stabilnego – układu. Nowy układ będzie miał zabarwienie takie jakie nada mu Trump i ludzie go wspierający. Właśnie w tym widzę największe zagrożenie.

Do dalszej części tekstu proszę o wyrozumiałość i ocenę pod kątem scenariuszy bardziej lub mniej możliwych. Istotą analizy sytuacji geopolitycznej mającej kluczowy wpływ na bezpieczeństwo państwa jest badanie konsekwencji wydarzeń i wyciąganie wniosków pozwalających na stawianie diagnoz ale i prognoz zasadniczych dla opracowywanych strategii. Czasem warto też pójść o kok dalej by ukazać absurdalność założeń, które są faktem a które mogą prowadzić do skutków katastrofalnych.

Co jeszcze łączy dotychczasowe i przyszłe zmiany opisane w pierwszym paragrafie? Oczywiście stosunek do Rosji. Oprócz PiS wszystkie wymienione „nowe – rewolucyjne” siły są otwarcie pro-rosyjskie. Zarówno Orban, Farage, Le Pen i AfD stanowią gwarancję zakończenia ograniczania Rosji. Trump jest w tej układance elementem najważniejszym. Prezydent USA jest faktycznym liderem NATO, Wojska USA – największej potęgi militarnej świata, jednocześnie baz i dowództw rozmieszonych na każdym kontynencie, a także monopolistą w dostępie do informacji dzięki systemom takim jak Eszelon, NSA i wielu innym mechanizmom.

 Te mechanizmy jako jedyne mogą skutecznie powstrzymywać Rosję, ale dziś wygrał człowiek, który nie neguje możliwości, dokonywania anschlussu w Europie gdy  na danym terytorium przeważa mniejszość danej nacji. Nie ma więc nic złego w tym że Rosja dokonała anschlussu Krymu, ale idąc dalej tym tropem, dlaczego nie można by teraz przeprowadzić referendum we wschodniej Łotwie? Podobnie dlaczego Polska nie miałaby przeprowadzić referendum w południowo-wschodniej Litwie w tym w części Wilna, tam też jest wielu Polaków, którzy woleli by by ich terytorium zostało włączone do Polski (tak Trump wypowiedział się na temat woli mieszkańców Krymu), a Rosja we wschodniej części tego państwa? Niechże Niemcy dokonają referendum w niektórych powiatach na Śląsku, gdzie mieszka mniejszość niemiecka, a Węgrzy w Słowacji. Niech Albania spokojnie anektuje Kosowo itd. Wreszcie Polska niech dokona aneksji części zachodniego Londynu lub części Chicago! Chyba nie damy rady… ale to siła znów ma o tym decydować? Czy na prawdę nie widać w tym sposobie myślenia niebezpiecznego szaleństwa?

Czy poparcie takiego sposobu rozwiązywania konfliktów, udzielone przez obecnie najpotężniejszego człowieka na świecie (Trump) liderowi, który boryka się z wielkimi kłopotami gospodarczymi i stawiającemu na odtworzenie dawnej strefy wpływów (Putin) niepokoi tylko nielicznych? Ahh zaraz, Trump przecież tak tylko mówił, ale tak nie myśli. Zapomniałem, że być może Trump nawet tak nie mówił tylko CNN podłożyła łudząco podobny głos oszukując społeczeństwo… Niestety w polityce każde zdanie się liczy. Szczególnie wypowiadane przez najpotężniejszego człowieka na świecie. Nic nie da oszukiwanie się, że nie słyszymy wypowiadanych przez Trumpa słów! A wiecie Państwo dlaczego? Bo słychać je świetnie na Kemlu, w Kairze, w Teheranie, w Bagdadzie, w Pekinie, w Rijadzie oraz w mieście Meksyk itd. Słowa mają znaczenie fizyczne – przekładają się na reakcje polityczne, finansowe, społeczne. Po wyborze Trumpa, Łotwa i Litwa powinny na wszelki wypadek wdrożyć plany awaryjne uniemożliwiające dokonanie referendum na ich terytorium. Przy możliwościach oddziaływania propagandowego Rosji (co Trump także otwarcie negował w przypadku wpływania na wybory w USA) w istocie jedynym sposobem jest wysiedlenie mniejszości Rosyjskiej do Rosji… ale czy to nie będzie stanowiło naruszenie jej praw? Czy taki krok nie byłby podstawą do interwencji zbrojnej?

Trump mówił że Art 5 NATO nie musi być obligatoryjny jeśli kraje członkowskie nie zmienią stosunku do swoich powinności względem NATO. Oczywiście dobrze to brzmi oceniając po „nagłówku”, aby pobudzić państwa w Europie do myślenia o obronności na poważnie. Ale z drugiej strony Trump nie powiedział czego oczekuje od tych państw. Nie określił co muszą zrobić dla NATO aby mieć gwarancję realizacji art 5. W każdej chwili można powiedzieć, że cokolwiek zrobią jednak nie wystarczy. Takie stawianie sprawy w kampanii przez Trumpa to w istocie relacje mafijne. Płaćcie za ochronę, ale jak ktoś zapłaci więcej to masz kłopot… zaraz czy to mafijne? A może to myślenie biznesowe (czy jak mawia obrońca Trumpa Max Kolonko – byznesowe), Trumpowi przecież bliskie? Każdy teraz stwierdzi, że przecież nigdy nie ma gwarancji wsparcia sojuszniczego – i to jest prawda, ale właśnie słowa mają znaczenie. Właśnie NATO jest tym co stanowi dla Rosji realną siłę powstrzymującą od ekspansji. Zmieniło się więc sporo bo z niepewności zastosowania art 5 mamy pewność, że nie zostanie zastosowany.

Nacjonaliści polscy powiedzą wreszcie, że to wszystko nieistotne bo przez ostatni rok staliśmy się potęgą z którą musi się liczyć Rosja… tu nie umiem w ogóle dyskutować, bowiem na moje pytania co sprawiło że staliśmy się potęgą odpowiedzi brak… Oczywiście proszę o sugestie, ale realnie przywiązane do faktów, a nie opowieści fantastyczne, które mogą się urealnić za 20 lat jak śmigłowiec naszej własnej produkcji (w kooperacji z Ukrainą).

Na koniec dodam, że mogę być w błędzie i Trump cały czas kłamał i oszukiwał. Oby tak było. Mam nadzieję, że w istocie nic się nie zmieni poza akcentami, bo establishment USA jest zbyt silny by pozwolić na stopniową, ale zdecydowaną zmianę kursu politycznego. Chcę w to wierzyć. Niestety moje kontakty w Departamencie Obrony USA mówią o potężnym nasyceniu USA rosyjską propagandą. O powszechnej sympatii do Putina i Rosji w dużej części kongresu – szczególnie republikańskiej. Dotąd okazywanie sympatii i przyzwalanie na działania Rosji nie były „poprawne politycznie”. Właśnie się to zmienia. Przecież chcemy zmiany. Zmiana to kolejny reset z Rosją, ale tym razem z podważonym zaufaniem do NATO i przyzwoleniem na aneksje w razie pozytywnego wyniku referendum. To istotna zmiana.

Z tej potrzeby zmian wynikają poważne konsekwencje. Czasem mimo tych wszystkich złych sygnałów jednak udaje się uniknąć najgorszego, o czym świadczy nasza historia w i po 1989 roku. Gra na wielkiej szachownicy jest znacznie bardziej skomplikowana niż te parę słów które przedstawiam wyżej. Istnieją potężne siły o których już pisałem na blogu w innym tekście, które pozycjonują różne procesy. W efekcie wypadkowa może okazać się mimo wszystko pozytywna. Jeśli w efekcie takich procesów, w których jednak świat się zmieni na lepsze, Trump zostanie uznany za bohatera to niezależnie od tego jak zły to w mojej opinii wybór będę się cieszył. Trzeba pamiętać też że USA to mimo wszystko nie tylko Prezydent. To także mocno niezależna CIA, to silny Pentagon zachowujący własne procesy decyzyjne i doboru kadr silna własność prywatna do której Trump nie będzie mógł ingerować w najmniejszym stopniu. Trump nie może walczyć ze wszystkimi bo procedura impeachmentu jest zarezerwowana właśnie na takie okoliczności. Jego zmiany będą wynikać z wypadkowej różnych sił i różnych interesów. Gra nigdy nie ma wyniku ustalonego z góry nawet gdy toczy się w złym kierunku. Dlatego trzeba dalej robić swoje, budować potencjał odstraszania w RP i robić to tym szybciej i szybciej zachodzą zmiany w świecie, ale i szukać współpracy dopóki jest jeszcze z kim współpracować.