Category Archives: Psychologia społeczna

Sukces w karierze: pokora jako cecha podstawowa przywódcy

Na pierwszy rzut oka pojęcia “pokora” i “przywództwo” wydają się sprzeczne. Mocno sceptycznie reagują kursanci, studenci, którym zaczynam mówić o pokorze jako cesze liderów najwyższego poziomu. Niemniej jednak wewnętrzną pokorę lidera należy odróżnić od bycia pokornym w popularnym znaczeniu tego słowa.

Pokora wewnętrzna skłania nas do słuchania i słyszenia argumentów innych. Pozwala też wykorzystać te argumenty do zrozumienia innych punktów widzenia co zmniejsza poziom agresji wobec osób o innej perspektywie postrzegania rzeczywistości.

Pokora pomaga też przyjąć krytykę. Nawet jeśli wewnętrznie się burzymy, musimy zaciskać zęby przy słuchaniu krytycznych słów wobec naszej pracy, postawy czy zachowań, to być może po upływie pewnego czasu okaże się, że gdy na spokojnie rozważymy ponownie argumenty tej krytyki, znajdziemy w niej elementy zasadne, albo ustalimy przyczyny krytyki bezpodstawnej.

Może zidentyfikujemy obie te strony, np. w sytuacji gdy krytyka jest oparta na zasadnych podstawach, ale jest przesadnie eksponowana odbierając nam motywację do dalszej pracy. Każdy z tych wariantów daje nam ważne informacje o nas, o rozmówcy, o naszej pracy itd. Pokora nie oznacza więc uległości.

To, że przyjmujemy krytykę, nie oznacza, że musimy wszystkie jej argumenty traktować jednakowo, ulegając sugestiom krytykujących. Wręcz przeciwnie, przywódca powinien być pewny swojego kierunku, ale też powinien zachowywać elastyczność po to, by  mieć oczy otwarte na wszelkie czynniki, które jeszcze poprawią uwarunkowania dla odniesienia sukcesu.

Pokora sprawia, że z większym szacunkiem traktujemy ludzi, w myśl zasady ze “starego chińskiego powiedzenia”: “Jak idziesz w górę to się wszystkim kłaniaj, bo może będziesz wracał tą samą drogą.” Wielu ludzi, którzy odnieśli sukces, ma poczucie swojej wielkiej unikalności, która ma zapewnić pozostawanie w tym “stanie sukcesu” na zawsze, niezależnie od okoliczności. To właśnie jest już ważny zwiastun rychłej porażki.

A więc przeciwieństwem wewnętrznej pokory jawi się arogancja. Arogancja każe palić mosty, po których wspięło się na szczyt bo przynosi ujmę to, że się było niżej. Nie rozmawia się z ludźmi którzy pomogli (w różny sposób) w awansie lub rozmawia się z nimi w sposób arogancki.

Prowadząc zajęcia w ramach Projektu Bohaterskiej Wyobraźni z nauczycielami w szkołach podstawowych, słyszałem przykre historie o uczniach wywodzących się z małej miejscowości, którzy szybko osiągnęli sukces. Odwiedzając z różnych powodów swoją rodzinną miejscowość, gdy taki młody człowiek spotyka nauczycielkę sprzed lat odwraca głowę, żeby się nie przywitać, bądź okazuje wyższość na przykład popisując się swoim pięknym samochodem, podczas gdy ta nauczycielka jeździ wciąż tym samym starym cinquecento jakim jeździła gdy był jej uczniem. Co więcej ta nauczycielka nie jest zazdrosna o ten sukces, nie chce żeby on jakoś się dzielił swoim statusem. Przykrość sprawia jej to, że ten młody człowiek wstydzi się swojej szkoły, nauczycieli.

Arogancja dla wielu osób wydaje się właśnie czynnikiem niezbędnym do szybkiego awansu. Filozofia “po trupach do celu” święci triumfy.

Nie żyjemy w bajce i nie chcę przekonywać, że dobro zawsze popłaca, a zło z pewnością przyniesie zgubę temu kto je czyni, bo to nie tylko infantylne, ale i nieprawdziwe. Faktycznie wielu ludzi zachowujących tę pokorę sukcesu nie osiągnie, a także wielu aroganckich “cwaniaków” swój cel osiągnie. Zdarzenia można podawać różne i na jednostkowych przykładach niczego się nie udowodni.

Jednak uważam, że pójście za radą tak wielkich autorytetów jak Jim Collins, Kevin Murray, Jacek Santorski, Philip Zimbardo, nie wspominając o chińskich mędrcach 😉 i zachowanie w sobie pokory, otwiera znacznie większe możliwości, niż arogancja. Ta druga, zawężając krąg towarzyski człowieka sukcesu tylko do tych, którzy w danym momencie odgrywają ważną rolę w ścieżce kariery, generuje poważne ryzyko w razie zmiany sytuacji. 

Znam co najmniej kilka przykładów osób, które ze skruchą przyznają się do tego, że w swoim czasie byli takimi właśnie ludźmi pozbawionymi zasad i nie potrafili zachować pokory. Spalili za dużo mostów brnąc w skrajną arogancję, ponieważ mieli “patrona”, który zdawał im się niezniszczalny. Potem okazywało się, że bardzo żałowali tego, że w drodze do sukcesu i samym momencie gdy osiągnęli “szczyt” nie zbudowali sobie dobrych relacji z ludźmi, którzy ich jeszcze wtedy szanowali, wierzyli w nich. Być może wracając w dół mieliby zbudowaną przystań gdzieś po drodze i nie musieliby spadać na samo dno. Może nawet budując na zaufaniu i poszanowaniu sieć partnerów nie musieliby wcale spadać z “piedestału”.

Pewność siebie przy zachowaniu pokory wewnętrznej to budowanie znacznie szerszych fundamentów sukcesu, choć wymaga bardziej stoickiej postawy w jego osiąganiu. Arogant to cynik, który robi szybki skok w górę, ale z tym większym hukiem potem spada w dół.

Przykładem takiego przywódcy zachowującego pokorę pomimo piastowania najważniejszych stanowisk jest Jim Mattis, o którym pisałem już wielokrotnie, ale zawsze robi to na mnie ważnie. Jego zdjęciem także zilustrowałem ten tekst.

Jim Mattis w rozmowie prywatnej

Czy opłaca się być złym? Triada ciemnych cech osobowości.

Do trzech tzw. ciemnych cech osobowości ludzkiej zalicza się: makiawelizm, narcyzm i psychopatię. W skrócie można powiedzieć, że osoba cechująca się wszystkimi trzema atrybutami ciemnej triady jest egocentrycznym manipulatorem, przekonanym o swojej wyjątkowości przy równoczesnym braku szacunku do innych oraz skłonna do zachowań aspołecznych i niebezpiecznych także dla niej samej wskutek zaniku poczucia lęku przy jednoczesnej potrzebie doznań i impulsywności. Problemem jest to, że taka osoba posiada wszelkie możliwości by zrobić największą karierę w hierarchii społecznej osiągając najwyższe stanowiska, np.  polityczne. 

Z powyższego wynika że ciemna triada cech osobowych (za: Paulhus, Williams: The Dark Triad of Personality: Narcissism, Machiavellianism, and Psychopathy. „Journal of Research in Personality” 2002, vol. 36; Wojciszke, “Psychologia społeczna”), jest korzystna ponieważ daje możliwość szybkiego osiągania awansów poprzez cyniczne wpływanie na innych ludzi. Osoby takie traktują Władzę jako fetysz, a jednocześnie sam fakt osiągnięcia władzy usprawiedliwia ich przed nimi samymi z cech powszechnie uznawanych za negatywne.

Jeśli do tego dodać proces, nazywany przeze  mnie Dekadencją demokracji, która jest efektem obniżenia wymagań społecznych wobec rządzących i w ogóle polityków, to pojawia się idealne pole do funkcjonowania i gloryfikacji osób cechujących się właśnie “ciemną triadą”. Dość łatwo przecież wywołać wrażenie powszechnego i wszechogarniającego zagrożenia, przed którym ustrzec może tylko osoba “zdecydowana i radykalna”. Społeczeństwu trudno jest dostrzec, że te zagrożenia będąc po części realnymi, służą w istocie za projekcję “płomienia na ścianie jaskini“, potrzebną li tylko do osiągnięcia władzy przez osobę dla której w istocie nie liczy się zupełnie los osób którymi “włada”.

Pisząc o Dobru wspólnym twierdziłem, że opłaca się ono w perspektywie długofalowej – strategicznej. A więc bycie złym powinno opłacać się tylko w perspektywie krótkiej. Nie zmieniając zdania, co do korzyści płynących z dobra wspólnego, muszę niestety przyznać, że patrząc z punktu widzenia materialistycznego zło może się jednak opłacać w każdej perspektywie. Czy twierdzenia o konflikcie wewnętrznym, wyrzutach sumienia, humanistycznej tendencji do współpracy i pomocy innym, mogą mieć znaczenie w tym rachunku “mieć czy być”? Wszak mówimy o psychopacie, narcyzie z satysfakcją manipulującym innymi.

A więc może się opłacać bycie “złym” także w polityce, podobnie jak może się opłacać bycie złodziejem, który kradnąc majątek osobie ciężko pracującej całe życie odnosi szybki “sukces”. Jeśli taka osoba ma odpowiednie możliwości wpływania na instytucje państwa to “sukces” taki może okazać się permanentny. Rolą instytucji państwowych, ale też, gdy one zawodzą – społeczeństwa jest piętnowanie takiego “sukcesu” i nie pozwalanie na to aby takie “ścieżki kariery” stawały się normą.

Machiavelli uznawał, że człowiek jest z natury zły i silna władza musi go “poprawiać”. Władza natomiast pochodzi od Boga i ludziom nic do tego kto ją sprawuje. Z bardzo podobnego założenia wychodzi wielu polityków, a z pewnością ci cechujący się “ciemną triadą”. Jednakże z drugiej strony system demokratyczny zakłada, że ludzie powinni wyłaniać spośród siebie najlepszych (i dbających potem o dobro wspólne), do sprawowania władzy jako urzędu warunkowo przyznanego przez “suwerena”.

W pierwszym przypadku szczęście społeczeństwa zależne jest więc od tego na jakiego rządzącego “trafi”. W drugim, społeczeństwo zmanipulowane przez osobę cechującą się “ciemną triadą”, może nieopatrznie wybrać taką osobę/takie osoby, które za pomocą propagandy i rozdawnictwa (bez względu na konsekwencje) będą się starały następnie utrzymać przy władzy jednocześnie likwidując filary systemu demokratycznego. Oba przypadki znamy z historii, ale nierzadkie są także współcześnie. Pamiętajmy że Efekt Lucy Phere to proces działający powoli, stopniowo, który po przekroczeniu pewnej niezauważalnej “cienkiej czerwonej linii”, jest trudny do odwrócenia lub nawet niemożliwy bez poważnych ofiar.

Dlatego też świadome społeczeństwa, o wysokim poziomie rozwoju cywilizacyjnego, mają większe szanse na takie kontrolowanie władzy, by nie pozwolić na destrukcję systemu demokratycznego, po której pozostaje tylko liczenie na traf losu który da im “dobrego władcę”. Najlepiej by było, by nie dopuszczać osób niewłaściwych do władzy, ale jest to trudne z uwagi na łatwość manipulacji za pomocą haseł populistycznych. Oczywiście społeczna kontrola władzy nie zawsze przynosi właściwe efekty nawet w przypadku społeczeństw o najwyższym poziomie rozwoju cywilizacyjnego.

Dlatego potrzeba stałej pracy i aktywności w budowaniu samoświadomości społeczeństw, struktur aktywności społecznej, organizacji pozarządowych. Do tego procesu powinni, dla własnego dobra, włączać się prywatni przedsiębiorcy, którzy osiągnęli już sukces finansowy i dysponują odpowiednimi środkami. Powinni oni pamiętać, że nie osiągnęli tego sukcesu “jednoosobowo”, ale korzystali w różny sposób z pomocy wielu osób.  Profesor Zimbardo mówi w takim przypadku o mecenacie, jako o zwracaniu społeczeństwu części tego kapitału jaki się na nim zarobiło. Wtedy właśnie makiaweliczny i narcystyczny psychopata nie będzie mógł sprawować władzy długo ponieważ zostanie “rozpoznany” przez społeczeństwo.

Efekt Lucy Phere

Efekt Lucyfera opisany przez prof. Philipa Zimbardo jest mechanizmem, który niepostrzeżenie wkrada się do życia społecznego niszcząc relacje stopniowo tak, że faktycznie przez większość jest zawsze niezauważalny. Nawet w czasie największych katastrof społecznych takich jak Holokaust, Wołyń 43, czy Rwanda 94, Srebrenica 95 itd. wielu uczestników tych zdarzeń mimo wszystko nie zdawało sobie sprawy ze zła w jakim uczestniczy. Cały sekret leży właśnie w stopniowym pojawianiu się tego efektu. Łatwo wówczas zaprzeczać, że: – my na pewno nie, – w naszym społeczeństwie to niemożliwe, – takie rzeczy to na Bałkanach albo na Bliskim Wschodzie, ale nie Polsce.  

Gdy usłyszałem piosenkę Muńka Staszczyka to w pierwszej chwili spodobała mi się melodia, tym bardziej, że lubię jego muzykę. Słowa wyrwane z kontekstu nie robiły wrażenia. Dopiero gdy wsłuchałem się w cały utwór – od początku do końca – zrozumiałem wielką mądrość tej piosenki.

Sam w swoich prezentacjach, szkoleniach, wykładach przedstawiam Efekt Lucyfera jako walkę zła z dobrem. Posługuję się przy tym moją ulubioną ilustracją tego problemu, na której Szatan siłuje się z Bogiem.

Nowy obraz (3)

To bardzo obrazowe i także ważne, ale jednak nieco mylące. Muniek przypomniał mi znów to o czym pisał Zimbardo. Właśnie to stopniowanie “Efektu Lucyfera” jest kluczowe. To na to trzeba zwracać szczególną uwagę. Dlatego tak ważne i mądre jest przedstawienie tego Efektu jako Lucy Phere w piosence Muńka. Istotne są słowa o budowaniu PRu, gdzie zwykle osoby, które to robią ubierają swoje cele w piękne ideały, ale w istocie często cel jest jeden – finanse… to znaczy zwykle tak jest, bowiem jest też część ludzi, którzy pieniądze traktują jak środek, a nie cel. W tym przypadku celem faktycznym jest władza.

Władza jako fetysz  to poważny problem ponieważ gdy pojawia się strategia “dziel i rządź”, to niezależnie, czy jest to wynikiem woli rządzącego czy nie, “Efekt Lucy Phere” pojawia się i szybko zdobywa pole.  Rządzący zawsze przeceniają swoje możliwości kontroli nad mechanizmami, których nie do końca (lub wcale) nie rozumieją. Nie są w stanie zrozumieć, że wywiad, wojsko, policja, propaganda, urzędy i sądy walczą z Efektem Lucyfera, ale nie stanowią wystarczających narzędzi do kontroli nad Efektem Lucy Phere.

To co wydaje się naszym sprzymierzeńcem bo pozwala władzę zdobyć i potem ją utrzymać, przedłużać, okazuje się “przyjacielem”, który ma własne cele i zaczyna przejmować kontrolę nad wszystkimi procesami w społeczeństwie. Drobna i niepozorna Lucy osiąga władzę nad tymi, którym wciąż jeszcze się zdaje że rządzą. Piękny PR, skrojony tak by wygrać władzę, okazuje się pułapką z której bardzo trudno się wyplątać.

2017-04-11 (3)

Clausewitz pisał, że der Zweck (cel polityczny) musi być zawsze głównym w wojnie. Cel działań zbrojnych – das Ziel musi mieć charakter podrzędny. Ale mgła wojny czasem powoduje, że widzimy tylko das Ziel. Nawet gdy walkę wygramy, mówimy że wciąż się toczy bo wszyscy chcą nam ją odebrać, spiskują i knują przeci nam i tylko my wiemy co jest dobre, właściwe. Nie jesteśmy w stanie przejść do der Zweck.  Tu właśnie kryje się i wychodzi z ukrycia wraz z całym swoim urokiem Lucy Phere. Ona żywi się walką, rośnie gdy łamiemy granice sporu, gdy konflikt nie jest merytoryczny, nie wynika z idei, ale jest osobisty i dąży do “zniszczenia” przeciwnika.

Powiecie, że przesadzam? Że w Polsce ten konflikt nie jest aż taki? Powiem, że Polska to piękny kraj, w którym żyją wspaniali ludzie. Ale “Efekt Lucy Phere” może to zniszczyć szybciej niż nam się zdaje. Dlatego trzeba go widzieć na poszczególnych etapach, gdy zaczyna dominować w mediach, na ulicy, a wreszcie w rodzinach, nawet szkołach… to znak, że Lucy Phere się rozkręca i działa coraz mocniej, ale my tego nie chcemy widzieć bo jej postać to śliczna dziewczynka o niebieskich oczach. Wszak walczymy w imię pięknych ideałów gromiąc zdrajców Ojczyzny, a w wyobraźni słyszymy szum piór przyczepionych do husarskiej zbroi. Musimy widzieć co Lucy Phere robi, a nie jak wygląda. Co się z nami dzieje, a nie jaki PR jest dziś stosowany (np. w postaci fatalnych “przekazów dnia”).

Poniżej jeszcze jeden slajd z mojej prezentacji. Zaznaczam, że obaj politycy są po środku w przeciwieństwie do żołnierzy wykorzystywanych jako narzędzie. Ludzie potrafią stać się w tym samym czasie bezwzględnymi oprawcami albo bohaterami ratującymi życie ludzkie. Musimy sobie uświadamiać “Efekt Lucy Phere” aby nie popaść w kłopoty i sytuację bez wyjścia.

Nowy obraz (4)

Konflikt o radio w samochodzie

Zaznaczam, że poniższa historia jest całkowicie prawdziwa. Ciekawe w jakiej kategorii powinienem ją umieścić? Społeczeństwo, wychowanie dziecka, konflikty, a może politologia?

Dziś rano jak co dzień, wsiadałem do samochodu, by rozwieźć dzieci do szkoły i samemu dostać się do pracy. Zabieram dwójkę starszych bo trzeci z żoną jedzie do przedszkola. Z uwagi na to, że najstarszy syn – Michał ma obecnie zajęcia rehabilitacyjne (krzywy kręgosłup) wiozę go jedynie parę kilometrów a młodszego (średniego) – Marcina przez cały Rzeszów, aż w okolice mojej pracy. Ustaliliśmy więc, że Marcin siedzi z przodu (przenoszenie siodełek co chwilę wcale mi się nie uśmiecha) a Michał z tyłu. Niestety, gdy już siedziałem w samochodzie z zapiętymi pasami, przy muzyce płynącej z radia, okazało się, że żona nie może znaleźć portfela z dokumentami. Wyszedłem więc aby pomóc jej poszukać zguby. Po 10 minutach i owocnych poszukiwaniach, gdy wróciłem do samochodu, obaj chłopcy byli zupełnie skłóceni, i obaj skarżyli na siebie. Marcin mówił, że Michał rzucił w niego “z całej siły” rękawiczką i mógł mu wybić oko. Michał, że to za to, że Marcin robi mu na złość. Jako że zaczęli się przekrzykiwać i udowadniać kto jest bardziej poszkodowany, postarałem się ustalić wersję zdarzeń u każdego z osobna:

– Najpierw Marcin. Co się stało?

– Siedzę sobie, włączam muzykę a on we mnie rzuca.

– Michał?

– On specjalnie wyłącza muzykę jaką ja chciałem słuchać – to były same moje ulubione piosenki a on przełącza!

– Marcinku, dlaczego przełączasz skoro Michał to lubi?

– Ale mi się nie podobało i szukałem innej. On słuchał aż dwóch piosenek i wciąż chciał następne, a to ja siedzę przy radiu i też chciałem włączyć coś co lubię.

Na to Michał się wcina:

– Ale pierwsza to tylko sekund bo już się kończyła, a potem przełączałeś i znów była druga tylko od połowy a więc się nie liczy.

– No ale potem przyszedł tata, a ja chciałem chociaż jedną dla siebie.

Konflikt wydawał się nierozwiązywalny bo obaj mają i obaj nie mają racji. Tak jest zwykle, że obie strony mają swoje racje i obie mogą sobie sporo zarzucić. Spróbowałem więc to im wytłumaczyć w ten sposób:

– Marcinku siedzisz przy radiu więc masz możliwość decydowania. Możesz to wykorzystać włączając co chcesz i samemu ustalając zasady bo tata WYBRAŁ Cię byś tu właśnie siedział. Pomyśl jednak, czy to że tata Cię wybrał, oznacza, że nie trzeba się przejmować Michałkiem? Jeśli Michał będzie nieszczęśliwy i nawet jeśli Ci to nie przeszkadza, i będziesz się cieszył muzyką jakiej chcesz słuchać, to Michał nie będzie mógł się z tym pogodzić. Będzie rzucał w ciebie rękawiczkami, a potem pewnie rozepnie pas i siłą będzie włączał swoją muzykę albo zepsujecie radio i nikt nie posłucha już niczego. W ogóle pomyśl, czy warto się cieszyć ze swojego zysku, gdy brat jest nieszczęśliwy?

– Ty Michałku, zobacz, że Marcinek włączał Twoje piosenki, ale czasu było mało i szukał też innych. Może nie chciał Ci robić na złość? Może chciał zrobić tak, aby było sprawiedliwie, ale nie zdążył i nie umiał tego zrobić dobrze bo nie zna stacji i leci wiele reklam więc trudno coś dobrze wybrać… On siedzi przy radiu bo tata musiał tak wybrać, ale może zamiast żądać, trzeba było mu pomóc w obsłudze radia, podpowiedzieć a on by chętniej się z Tobą zgodził?

Moje starania na nic się zdały bo byli zagniewani. Po chwili przyznając mi rację, nie mogli jednak sobie wybaczyć. Poprosiłem by sami spróbowali rozwiązać konflikt. Po 5 minutach, Marcin (dostęp do radia – władza) wyciągnął rękę do Michała i powiedział:

– Pogódźmy się. Będziemy słuchać po jednej piosence i będę przełączał a Ty mi pomóż wybierać stacje.

– Dobra Marciniu. Tato, już wiemy jak robić żeby się nie kłócić.

– I o to chodziło!

Oczywiście wiem, że jak sytuacja się powtórzy znów się pokłócą, ale krok po kroku ucząc się samodzielnie (oczywiście nie do końca, ale tak mają myśleć) rozwiązywać konflikty będą wstanie tak razem przebywać ze sobą aby minimalizować negatywne konflikty. Taką mam nadzieję.

O Rozwiązywaniu konfliktów, Centrum i projekcie HIP

Rozwiązywanie konfliktów z zasady jest procesem złożonym. Jest tak zawsze, niezależnie od tego czy i jak jesteśmy do tego przygotowani. Natomiast stopień przygotowania do rozwiązywania konfliktów decyduje o rezultacie tego procesu. Innymi słowy, konfliktu uniknąć się nie da, leży on w naturze ludzkiej i co więcej nie jest sam w sobie negatywny. Aby mógł stać się pozytywny i kreatywny, trzeba podejścia złożonego – można powiedzieć wyrafinowanego. Część ludzi potrafi to podejście zastosować instynktownie w konkretnej sytuacji, niewielka część potrafi identyfikować sposoby reakcji na sytuację konfliktową, ale wydaje się mało prawdopodobne aby bez przygotowania potrafić zareagować właściwie w każdej możliwej sytuacji. 

O tym mówiłem w audycji w Radiu Rzeszów, w której opowiadam o konfliktach, powstaniu Centrum Rozwiązywania Konfliktów prof. Zimbardo oraz o Projekcie Bohaterskiej Wyobraźni:

Link do pliku audio z audycji Polskiego Radia Rzeszów

Mimo, że dziedzina zwana “Zarządzaniem konfliktem” powstała stosunkowo niedawno, to wiedza na temat technik rozwiązywania konfliktów była stosowania od najdawniejszych czasów. Obecnie posiadamy jednak największą ilość danych, teorii, eksperymentów, badań spisanych w formie poradników lub opracowań naukowych. Pozornie więc nic nie stoi na przeszkodzie, aby znacząco zmniejszyć ilość konfliktów negatywnych.  Tak się jednak nie dzieje z uwagi na to, że w istocie, negatywne konflikty są bardzo korzystne dla liderów o słabych kompetencjach (małej inteligencji emocjonalnej, niskich kompetencjach fachowych czy po prostu niskiego poziomu edukacji). Taki stan dotyczy wszystkich dziedzin życia, od resortów siłowych gdzie niestety często spotyka się dowódców nie posiadających kompetencji przynależnych liderowi, aż po najwyższe stanowiska państwowe, włącznie z szefami państw-mocarstw. Często, wobec braku kompetencji, autorytet musi być wymuszany, lub powoduje stany obsesji wytwarzając tzw. syndrom oblężonej twierdzy. W obu przypadkach korzyści mogą być krótkofalowe i o małym zasięgu. W długiej perspektywie i biorąc pod uwagę dalsze otoczenie przynoszą poważne straty.  Taki stan rzeczy występuje często, gdy stanowisko zostało przez takiego lidera zdobyte w wyniku “znajomości”, koligacji rodzinnych, korupcji, z politycznego nadania, czy w podobnych przypadkach. Często także stanowisko jest uzyskane bez przytoczonych okoliczności, a o doborze decyduje kryterium efektywności. Jednak owa efektywność, przy braku prawdziwych kompetencji do zarządzania zespołem ludzkim, a więc w tym rozwiązywania konfliktów, będzie bardzo doraźna. Tak jak to określono wcześniej, będzie narażona na porażkę przy pojawieniu się niesprzyjających okoliczności (jak kryzys ekonomiczny, zmiana koniunktury itp.). Istnieje też ogromna liczba osób, których praca polega na określonych oddziaływaniach na grupę osób, które tylko w pewnym sensie można nazwać “podwładnymi” – jak uczniowie w szkole, kursanci na kursie prawa jazdy, czy wiele innych podobnych przypadkach. Wówczas mimo najlepszego przygotowania merytorycznego, ale bez znajomości mechanizmów zarządzania konfliktem prowadzenie działalności będzie utrudnione. W sytuacjach szczególnie niekorzystnych może okazać się przyczyną skutkującą w dalszej perspektywie wypaleniem zawodowym, depresją, utratą /rezygnacją z pracy, rozpadem rodziny itd.

Zarządzanie konfliktem jest więc zasadniczo ważne na każdym poziomie i w każdym momencie życia. Umiejętność właściwego reagowania w sytuacjach konfliktowych, lub w sytuacjach, gdy od naszego działania zależy dobro innych, jest ważna dla zmiany otaczającego nas świata.  Są to kwestie fundamentalne np. w szkole podstawowej w wielu sytuacjach pojawiających się pomiędzy dziećmi, nauczycielami, czy nauczycielami a dziećmi. Ale też kwestie te mają zasadnicze znaczenie w wojsku, pomiędzy dowódcami a ich podwładnymi czy pomiędzy żołnierzami na tym samym szczeblu dowodzenia. Zarówno więc rozwiązywanie konfliktów, jak i uświadomienie sobie wielu zależności jakich doświadczamy codziennie, w których od naszej reakcji zależy znacznie więcej niż nam się wydaje, to kwestie mogące zdecydowanie poprawić funkcjonowanie zarówno tzw. społeczeństwa obywatelskiego, organizacji funkcjonowania przedsiębiorstw, jednostek wojskowych, komisariatów czy podstawowych komórek społecznych jakimi są rodziny.

Ważne więc aby nie mówić ze złością tylko o złości. Nie ograniczać myślenia o konflikcie tylko do różnic pomiędzy stronami, ale poszukać pól wspólnych. Od razu uprzedzam malkontentów – zawsze takie są! Potrzeba dobrej woli by je dostrzec. Ta wola może pojawić się z przyczyn altruistycznych, strategicznych lub pod przymusem gdy nie ma innego sposobu aby ustrzec się znacznie gorszych konsekwencji niż istniejący konflikt. W polityce nie ma sensu doszukiwać się postaw altruistycznych (nawet jeśli są to w potoku informacji propagandowych bardzo trudno je zidentyfikować), ale właśnie strategia, nastawiona nawet na korzyść powinna podpowiadać decydentom, że dobro obu stron konfliktu daje najtrwalsze podstawy dla wolności od zagrożeń i możliwości swobodnego rozwoju.

“Lemingi vs Mohery”: konflikt realny czy wykreowany?

7ecfa834cfbe6065729dd9ea9ee1706dPisząc tekst o przyczynach wojen ( Przyczyny wojen ) w istocie miałem na myśli większość konfliktów jakie pojawiają się pomiędzy ludźmi, choć im wyższy poziom rozgrywki tym bardziej chodzi o władzę i pieniądze. Na poziomie państwa w mojej opinii często już tak jest i nie jest to nawet zbytnio skrywane. Partie często przedstawiają tę kwestię w bardzo prosty sposób: “Musimy mieć władzę bo to dobre dla kraju” lub tylko my możemy wprowadzić kraj na właściwe tory – inni to… (i tu zależnie od opcji w ostatnim dziesięcioleciu RP: zdrajcy lub szaleńcy)”.

Oczywiście mając środki finansowe, każda ze stron buduje swój przekaz propagandowy, a ten może być pozytywny (ukierunkowany na własne plany, cele i struktury jakie mają to osiągnąć) lub negatywny (wmawiając społeczeństwu, że nikt nie chce słuchać o programach lub nikt ich nie zrozumie, mamiąc nierealnymi wizjami, przedstawiając inne struktury niż w rzeczywistości planują potem budować).  W tym kontekście i tylko odnosząc się do struktur, warto podać dwa przykłady: Zwolennicy PO słusznie wskazują, że po wyborach w 2015 roku Pani Premier Beata Szydło mianowała Pana Antoniego Macierewicza na stanowisko Ministra Obrony Narodowej mimo, że w kampanii wyraźnie sugerowała, że tego nie zrobi, czy jeszcze bardziej bulwersującą sprawę ułaskawienia i próby przerwania procesu Pana Mariusza Kamińskiego. Jednak zwolennicy PO zapominają jak będąc w opozycji Pan Donald Tusk stworzył gabinet cieni z Premierem z Krakowa, który został zdemontowany już w kampanii wyborczej w 2007 roku, a jego lider – Jan Maria Rokita zmarginalizowany w partii, co skończyło się jego odejściem. Śmieszność sytuacji została podkreślona, wyrzuceniem Pana Rokity z PO nagle w 2013 roku – rzekomo za niepłacenie składek. Ów gabinet cieni może obecnie wydawać się mało istotny z perspektywy czasu, ale ciało to ciężko pracowało nad szeregiem projektów ustaw i rozwiązań państwowych. Taki model jest stosowany w państwach zachodnich i dzięki temu rozwiązaniu nowy rząd zaraz po wyborach jest gotowy do sprawnego reformowania państwa. Strata dla Kraju była wówczas znacznie większa niż się to dziś wydaje i właściwie nie została powetowana aż do końca ośmioletnich rządów PO.

      Co do planów (programów) to samo już stwierdzenie, że nikogo w Polsce one nie obchodzą ubliża obywatelom. Politycy mają tendencję do traktowania obywateli w kategoriach machiny wyborczej dającej władzę. Niestety częściowo tak to wygląda – bowiem propaganda przynosi oczekiwane rezultaty, a sprowadzenie dyskursu do dwóch głównych partii w podobnym stopniu posługujących się propagandą i konfliktem powoduje, że część ludzi daje się ponieść pieczołowicie budowanej i utrwalanej propagandzie stając się jej częścią i przepisując słowa liderów na tt czy Fb, czy też powtarzając je bezrefleksyjnie w rozmowach. Dopiero wybory częściowo weryfikują ilość tych “żołnierzy” partyjnych po obu stronach i zawsze okazuje się, że jest ich mniej niż tych którzy oceniają partie krytycznie. Ilość głosujących na jedną czzy drugą partię jest tu i tak myląca, bowiem wielu idzie do wyborów z poczucia obowiązku i głosują na tzw. “mniejsze zło” w ich perspektywie.

           Tak więc obie czołowe partie stworzyły sytuację, w której dzielą scenę polityczną między siebie i znanymi elementami rozgrywki próbują się nawzajem zwalczać. Doprowadziły więc do sytuacji, w której obywatel pozornie nie ma wyboru. Duża część obywateli zastanawia się jednak, jak to się więc dzieje, że wielu wyborcom PO nie przeszkadzają obrzydliwe słowa posła Stefana Niesiołowskiego pod adresem reżyser Agnieszki Holland, jej córki, a także posłów PiS, gdzie niezależnie od poglądów i światopoglądu używane przezeń sformułowania w żaden sposób nie przystają do powagi parlamentu. Z drugiej strony wyborcom PiS nie przeszkadza zupełnie sposób w jaki zachowuje się profesor posłanka Krystyna Pawłowicz – od słynnej sałatki na sali sejmowej, aż po jej wulgarne wypowiedzi wobec wszystkich kto nie jest w PiS?

W obu przypadkach łatwo znaleźć wytłumaczenie – wszyscy przeciwnicy posła Niesiołowskiego zasługują na miotane przez niego obelgi bo są zacofani opętani żądzą zemsty, a podobnie wulgarne wypowiedzi poseł Krystyny Pawłowicz uderzają w złodziei i zdrajców. Do tego aby ich usprawiedliwić obniża się rangę Sejmu. A więc niejednokrotnie czytałem w tt, że Sejm to w sumie nic takiego – sałatkę można tam jeść, wyzywać przeciwników w najbardziej poniżający sposób, bo w wielu parlamentach innych krajów jest jeszcze gorzej albo w naszej historii używano już mocniejszych słów.

Ci sami którzy tak mówią, często jednocześnie utrzymują, że są głębokimi Patriotami, są to często ludzie dobrze wykształceni, z bogatym doświadczeniem. Te same osoby widzą więc (albo chcą widzieć) Sejm jako świątynię demokracji, miejsce o najwyższym autorytecie, a jednak dla usprawiedliwienia “swoich” są w stanie poświęcić taki symbol. A więc okazuje się, że konflikt jest dla obu partii wiodących (jeszcze) bardzo korzystny, bowiem nie muszą się silić na dobry program (skoro i tak społeczeństwo go nie zrozumie), cele można określić prosto – pokonać złego przeciwnika i to samo w sobie już czyni Polskę lepszą. Co się potem robi, czy nie czego nie robi to już nieistotne, a więc i kłamstwa z kampanii wyborczych trzeba “przełknąć”, bo “tamci” to złodzieje/szaleńcy więc każdy “nasz” jest i tak lepszy od jakiegokolwiek “ich”.

                Jeśli spojrzymy na eksperyment Jane Elliot z 1968 roku, zobaczymy jak łatwo podzielić ludzi i utrwalić w nich przekonanie o wyższości lub niższości względem innych (Class Divided). Jeśli ktoś uważa, że ten eksperyment nie ma uzasadnienia w “dorosłym” świecie bo został zrealizowany na dzieciach, powinien sobie przypomnieć informacje o wydarzeniach z II Wojny Światowej, byłej Jugosławii w latach 90tych, Rwandzie, czy Iraku po 2003. Stanley Miligram uświadamia jak wielką rolę ma “autorytet” – pisany w cudzysłowie, bowiem osoba nakłaniająca “swoich” do agresji przeciw “innym” w istocie takim autorytetem być nie powinna. Milgram pokazał jak taki fałszywy autorytet w łatwy sposób nakłania zupełnie przypadkowych ludzi do zadawania bólu, a nawet powodowania śmierci zupełnie niewinnej osoby (Milgram experiement). Wreszcie Stanfordzki Eksperyment Więzienny prof. Zimbardo, pokazał jak ludzie podzieleni, prowadzeni przez negatywny autorytet potrafią w krótkim czasie się skonfliktować, ubliżać sobie i poniżać się wzajemnie mimo iż ledwie się znają (Stanford Prison Experiment).

Wpływ społeczny na jednostki oraz grupy społeczne to dziedzina jaką zajmuje się psychologia społeczna. Na jej gruncie można zilustrować dlaczego obecny konflikt w Polsce jest tak głęboki. Natomiast im głębszy konflikt, tym łatwiej politykom uzasadnić coraz głębsze zmiany w funkcjonowaniu państwa. Nie ma kontynuacji pomiędzy ekipami rządzącymi, bowiem to zaprzeczałoby istnieniu najgłębszego konfliktu. Zamiast tego jest zupełna negacja drugiej strony. Taki konflikt nie stymuluje kreatywności tylko powoduje walkę o wszystko, a dla państwa oznacza stagnację lub przy dalszym pogłębianiu kryzysu zapaść. Przerabialiśmy to już w XVII i XVIII wieku.

        Rolą społeczeństwa, jest krytykowanie złych lub wątpliwych posunięć tak władzy, jak i partii politycznych reprezentowanych w Parlamencie, a nie bezkrytyczne popieranie tzw. “swoich”.  Domagania się wyjaśnień wątpliwości, a nie przytakiwanie bo to “swoi”. Tak jak reforma sześciolatków nie podlegała dyskusji (poseł Niesiołowski mówił, że przeciwne głosy to spisek PiS a 100 tys. podpisów nie ma znaczenia bo w Polsce jest 38 mln ludzi), tak teraz nocne usuwanie płk Duszy z CEK NATO ponoć uchroniło nas przez rokoszem i Bóg wie czym jeszcze (aż przykre jak mądrzy ludzi to mówią). Społeczeństwo nie powinno dawać przyzwolenia na zachowania godzące w powagę Parlamentu, bowiem jest on świątynią demokracji. Nie powinniśmy wybierać posłów, którzy swojej roli w parlamencie nie rozumieją, choćby byli najlepszymi “wojownikami” swoich partii, bowiem wybierając ich sami przykładamy rękę do pogłębienia kryzysu. Podobnie niszczenie autorytetu oficera WP (nawet gdy sprzeciwia się Ministrowi), sądów, i innych instytucji o wysokim autorytecie powinno być dla społeczeństwa sygnałem ostrzegawczym.

“Przyłożenie” innemu posłowi, którego “nie lubimy” spowoduje silniejszy odwet drugiej strony,  potem odwet kolejny itd. A więc “przyłożenie” nie spowoduje, że ten “inny” się poprawi, czy zrozumie rzekomy błąd. Tylko dialogiem można doprowadzić do dobrej zmiany – pisanej bez cudzysłowowa.  Nie neguję różnic. One są pomiędzy PiS i PO tak jak pomiędzy Szyitami i Sunnitami, Katolikami i Prawosławnymi, Demokratami i Republikanami. Chodzi o to, by te różnice nie dzieliły społeczeństwa na dwa wrogie obozy. Aby o tych różnicach dało się rozmawiać bez broni ;-). Neguję więc negatywny konflikt, który niszczy społeczeństwo. Konflikt może być pozytywny. Spór też nie musi dzielić społeczeństwa tak ostro. Można tu podać jako dobry przykład dziennikarstwa program Bogdana Rymanowskiego “Kawa na ławę”, który w większości przypadków jest w stanie sprawić, by posłowie, czy doradcy rozmawiali merytorycznie i z szacunkiem względem siebie.

         Tak destrukcyjny konflikt jest zły dla Polski i uważam, że ci którzy przedkładają interes partii (nawet jeśli wierzymy w jej racje) nad interes RP nie mają racji i przykładają się do jej osłabiania.

Projekt Bohaterskiej Wyobraźni prof. Zimbardo!

timthumb22222

Projekt Bohaterskiej Wyobraźni to przedsięwzięcie w całości opracowane przez prof. Philipa Zimbardo, słynącego z realizacji “Więziennego Projektu Stanfordzkiego” w 1971 roku (trailer najnowszego filmu na podstawie eksperymentu, The Stanford Prison Experiment). Dotychczas projekt był realizowany w USA, na Węgrzech, we Włoszech oraz w Polsce zachodniej i centralnej. Projekt ten jest określany przez Profesora jako tzw włącznik przemian społecznych, które po wprowadzeniu zawartych w nim mechanizmów zaczynają działać samoczynnie.

Jako Zastępca lidera Zimbardo Team na Polskę (http://hip.org.pl/z-team/) oraz certyfikowany trener projektu, chciałbym niniejszym tekstem ogłosić inaugurację projektu na terenie Podkarpacia. CLpTlZkWEAAGTDI

Pierwsze szkolenie odbyło się w dniu 20 listopada 2015 roku. Następne i ostatnie w br., zostało zaplanowane na 18 grudnia 2015. Chętnych proszę o kontakt mailowy: macm@poczta.onet.pl lub telefoniczny: 600 371 975, bądź tel stacjonarny: 17 866 1423. 

Szczegóły dotyczące ceny i inne, na stronie IBnBN: HIP w IBnBN

www.hip.org.pl

Zainteresowanie szkoleniem wykazało już kilka szkół, wobec tego zapisy już się rozpoczęły i  liczba miejsc jest ograniczona. Jednak kolejne szkolenia będą organizowane jeszcze w listopadzie i grudniu br.

W najbliższym czasie powstaną moduły szkoleniowe dla wojska, służby więziennej i policji jak również szefów i pracowników MŚP.

Korzyści z kursu

W trakcie kursu zostaną przekazane wszystkie informacje potrzebne do prowadzenia zajęć zgodnie z projektem prof. Zimbardo. Otrzymają Państwo wszystkie materiały konieczne do prowadzenia zajęć. Są to materiały objęte prawami autorskimi i ich kopiowanie nie jest możliwe. Osobno otrzymacie też Państwo zeszyty ćwiczeń dla uczniów (te z kolei można powielać dla uczniów). Kurs kończy się wręczeniem certyfikatu HIP (Heroic Imagination Project) sygnowanym przez trenera w ramach IBnBN (Instytut Badań nad Bezpieczeństwem Narodowym w ramach którego realizowany jest projekt HIP).
Szkoła, która weźmie udział w szkoleniu, będzie mogła wykorzystywać informację o udziale w Projekcie Bohaterskiej Wyobraźni profesora Zimbardo, a nauczyciel automatycznie staje się uczestnikiem projektu prof. Zimbardo.

Latem planowany jest przyjazd prof. Zimbardo do IBnBN WSIiZ w Rzeszowie, i wówczas wszyscy uczestnicy projektu (przeszkoleni nauczyciele) będą mogli porozmawiać z twórcą całego programu, podzielić się uwagami. Projekt nie kończy się z chwilą ukończenia szkolenia z trenerem. Trwa cały czas, jest możliwość wzięcia udziału w szkoleniu z modułu II (rok po przeprowadzeniu modułu I) oraz cały czas istnieje możliwość, a nawet konieczność konsultacji z trenerem.

Ogólny program kursu

  • jak pokonać naturalne ludzkie tendencje do wyłącznie biernego obserwowania w sytuacjach kryzysowych
  • wiedza, narzędzia, strategie i ćwiczenia, które pomagają w pokonaniu stagnacji, niepozwalającej na powzięcie czynnych działań w kluczowych momentach życia
  • program pozwala na przejście od chęci zrobienia czegoś dobrego do realizacji czynu

Analizujemy, na czym polega problem:

  • Przygotowujemy do etycznego działania i współodczuwania. Uczniowie wzbudzają swoją moralną odwagę, jednocześnie ucząc się o mocy sił sytuacyjnych.
  • Uczymy rozwijania umiejętności odważnego i etycznego działania, nawet przy negatywnym nacisku społecznym
  • Zachęcamy uczniów do bohaterskich czynów w kluczowych momentach życia

Uczniowie zaczynają rozumieć zjawiska przeczące intuicji – zwłaszcza w sytuacji „awaryjnej”, kiedy potrzebna jest pomoc. Uczniowie wyposażeni w odpowiednią wiedzę i strategie mogą uczyć się podejmowania skutecznych działań bez narażania się na niebezpieczeństwo. Efekt gapia to zjawisko społeczne polegające na tym, że im więcej biernych obserwatorów w danej sytuacji tym mniejsza szansa na udzielenie pomocy osobie w potrzebie.

Terminy szkoleń:

http://hip.org.pl/szkolenia-hip/terminy-szkolen/

Informacje o treści szkoleń:

http://hip.org.pl/projekt/projekt-bohaterskiej-wyobrazni-w-polsce/

Wywiad z z-cą lidera Z-Team i dyrektorem IBnBN:

http://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/1,34962,19070985,pokaz-dziecku-bezdomnego-jak-uczyc-empatii.html

Wywiad z prof. Zimbardo zrealizowany w San Francisco:

http://wp.me/p4y6QP-7R