I po Mattisie. Zmiana na stanowisku Sekretarza Obrony USA

Jak ważna jest zmiana na stanowisku Sekretarza Obrony? Jakie ma to znaczenie dla Polski, a jakie dla ładu światowego? Co spowodowało rezygnację gen Mattisa? W jakim kierunku zmierza administracja Trumpa? To pytania ważne fundamentalnie nie tylko dla Prezydenta i Premiera RP, ale także dla mieszkańca Stuposian w Podkarpackiem. 

Reklamy

Jak ważna jest zmiana na stanowisku Sekretarza Obrony? Jakie ma to znaczenie dla Polski, a jakie dla ładu światowego? Co spowodowało rezygnację gen Mattisa? W jakim kierunku zmierza administracja Trumpa? To pytania ważne fundamentalnie nie tylko dla Prezydenta i Premiera RP, ale także dla mieszkańca Stuposian w Podkarpackiem. 

Niemal dwa lata temu pisałem na #StratLider o nominacji gen Jamesa Mattisa na stanowisko Sekretarza Obrony USA, przedstawiłem jego sylwetkę w tekście, a także pisałem o tym dla „Polska the Times”, mówiłem w TV i Radiu. To był ważny moment dla świata i dla Polski. W Wiadomościach TVP moja wypowiedź na ten temat została zatytułowana: „Wściekły pies na czele Pentagonu” opatrzona paskiem o treści, która sugerowała, że nominacja gen Mattisa to dobra wiadomość dla Polski. To była prawda.

Moja praca naukowa koncentruje się na działaniach Sił koalicji w Iraku, piszę o strategii i przywództwie, jakie USA tam zaprezentowały i problem ten jest znacznie bardziej złożony niż się to najczęściej przedstawia (książka już prawie ukończona). W ramach tych badań uczestniczyłem w stypendium naukowym w Hoover Institution, które jest częścią Uniwersytetu Stanforda, gdzie poznałem gen Mattisa, jeszce przed nominacją do administracji prezydenta Trumpa. Wskutek powyższych przyczyn śledziłem bardzo uważnie poczynania administracji USA i szczególnie działania gen Mattisa, jako Sekretarza Obrony, gospodarza potężnego „państwa w państwie”, jakim jest Pentagon.

Aktywność Sekretarza Obrony

Te niespełna dwa lata gen Mattis spędził niezwykle aktywnie, niemal zawsze był w jakiejś podróży, a to do Azji wschodniej, na Bliski Wschód, Europy, itd. Nie wypowiadał się zbyt często dla mediów, choć także nie unikał kontaktu, gdy było trzeba. Ja w tym czasie miałem z nim sporadyczny kontakt mailowy i choć były to krótkie wiadomości, to jednak także dawały mi pewne pojęcie o jego postawie. Z tych wszystkich powodów wydaje mi się, że w dniu ogłoszenia rezygnacji gen Mattisa z funkcji Sekretarza Obrony, (gdy piszę te słowa, w USA jest wciąż ten sam dzień) należy przedstawić kilka wniosków.

Generał, Mattis przez ostatnie dwa lata był ogromnie aktywny. Kiedyś napisałem do niego, że gdy obserwuję jego aktywność mam wrażenie, że z dwóch frontów, na których się prowadzi działania (wewnętrzny i zewnętrzny wg koncepcji Józefa Piłsudskiego), to ten wewnętrzny zdaje się trudniejszy. W odpowiedzi wcale nie spodziewałem się narzekania, wszystko, co wiem o Generale utwierdza mnie zawsze w przekonaniu jak wielki to patriota, jak niezłomne zasady wyznaje. Odpowiedział, że „All’s well on the Potomac front, no problem” (wszystko dobrze na froncie Potomak, nie ma problemu).

Tarcia pomiędzy SecDef i POTUSem

Niemniej z każdym miesiącem nie tylko widać było coraz więcej tarć, ale też działania i wypowiedzi prezydenta nie zawsze korespondowały z wypowiedziami gen Mattisa. Można było odnieść wrażenie, że obaj panowie prowadzą własną politykę, co nie znaczy, że nie było koordynacji. Z moich obserwacji wyciągam wniosek, że gen Mattis nie zaprzeczając słowom i czynom prezydenta, starał się je wykorzystywać tak, by ich skutki nie zakłócały jego działań realizowanych zgodnie ze strategią, którą zresztą uzgodnił z prezydentem.

Dlatego też, gdy Trup mówił o UE jako wrogu, gdy podważał artykuł 5 traktatu NATO, gen Mattis zapewniał o współpracy i całkowitym poświęceniu USA dla sojuszników. Gdy Trump zdawał się mówić „America First – and only”, Matis zmieniał to w „America First – for world’s good”, Gdy Trump ogłaszał sukces rozmów z Kim Dzong Unem, twierdząc, że problem zbrojeń nuklearnych Korei Płn. jest rozwiązany, Mattis ostrzegał przed tym, jak złożone są relacje wewnętrzne w tym małym państwie. Gdy zaś Donald Trump wikłał się w rozmowy z Władimirem Putinem, po jednej z nich twierdząc, że lubi swój wywiad, ale ufa Putinowi w kwestii wpływu Rosji na wybory w USA, Mattis prezentował zawsze jednolite stanowisko wobec Rosji, polegające na tym by rozmawiać, ale jedynie w twardy sposób. Nigdy nie wykluczył też wpływu Kremla na wybór Trumpa.

Fort Trump

Pochlebstwa, które tak działały na Trumpa, nie robiły najmniejszego rażenia na Mattisie, a wręcz wzbudzały jego ostrożność. Gdy więc pojawił się temat „Fort Trump”, jak nietrudno się domyślić, Prezydent okazywał swoją satysfakcję z faktu, iż baza US w Polsce miałaby być tez jego pomnikiem, a gen Mattis, odpowiadał, że sprawdzimy, policzymy, pomówimy oraz, że nazwa nie jest tu najważniejsza. W dealu pt. „Fort Trump” administracji polskiej chodzi o przekonanie takim pochlebstwem i 2 mld dolarów, by baza była permanentna, podczas gdy Mattis przekonuje, że US odchodzą od takich rozwiązań, że bazy rotacyjne są znacznie bardziej korzystne dla sprawności wojsk US, które muszą się przenosić, co jakiś czas, ćwiczyć w różnych środowiskach, nabierać nowego doświadczenia, a także trenować przemieszczanie wojsk, rozbudowywać logistykę itd. Jednocześnie takie bazy mają identyczne oddziaływanie odstraszające wobec Rosji. Innymi słowy zdawał się sugerować, by nie wyrzucać ogromnych pieniędzy w błoto, a zamiast tego rozbudowywać własny potencjał zbrojny.

Rezygnacja Mattisa

Senator Nancy Pelosi zaraz po infromacji o rezygnacji gen Mattisa powiedziała dla ABCNews: „Yes, I am shaken by the resignation of Gen. Mattis, for what it means to our country, for the message it sends to our troops and for the indication of what his view is of the commander-in-chief.” Można zarzucić, że to demokratka, a oceniając po konflikcie w naszym kraju, to musi oznaczać, że rządzący i opozycja nie potrafią zgadzać się na żadnej kwestii, jednak w przypadku gen Mattisa, głosy krytyczne były bardzo sporadyczne zarówno wśród republikanów jak i demokratów. Oskarżać go mogli jedynie skrajni pacyfiści.

Gra pomiędzy Trumpem i Mattisem musiała jednak dobiec końca, bowiem ani prezydent nie mógł nie słyszeć rozdźwięku pomiędzy jego twittami i wypowiedziami Sekretarza Obrony, ani też Mattis nie był w stanie wszystkich, często bardzo chaotycznych działań Trumpa odpowiednio „zagospodarować”. Stopniowo tarcia były coraz większe, czego potwierdzeniem jest wpis na twitterze prezydenta sprzed kilku tygodni, o tym, jakoby Mattis miał być kimś jakby demokratą – „I think he’s sort of a Democrat, if you want to know the truth.”

Konsekwencje rezygnacji dla Polski

Tak jak rezygnacja Mattisa jest ważnym znakiem zarówno dla republikanów jak i demokratów, tak samo powinna być bardzo istotnym sygnałem do refleksji nad Wisłą, bowiem o ile nad Potomakiem mogą się obawiać kłopotów, które co najwyżej nieco obniżą PKB USA, czy osłabią relacje z Meksykiem i na Bliskim Wschodzie, o tyle pomiędzy Zachodem, a Rosją, mamy do stracenia znacznie więcej. Rosja z pewnością od miesięcy, a w zasadzei od trzech lat miała swoje warianty działania na tę okoliczność. Teraz gdy Mattis przestanie mieć jakikolwiek wpływ na Trumpa, Putin z pewnością będzie chciał przetestować nowy układ sił w USA.

Nie twierdzę, że to, co się stało jest jakąś katastrofą dla Polski, ale to, jak zmieni to naszą sytuację zależy od naszych polityków podejmujących kluczowe decyzje. Od ich doświadczenia i wiedzy o sprawach międzynarodowych, od ich umiejętności myślenia strategicznego, umiejętności negocjacyjnych, ale i koncyliacyjnych, od ich sprytu i mądrości zależeć będzie czy polskie bezpieczeństwo ucierpi, czy polska obronność pozostanie na niskim poziomie czy będziemy potrafili w tej nowej sytuacji się odnaleźć.

W tekście sprzed dwóch lat, pisałem, że ważne jest także by decydenci polscy, zamiast pochlebcami (otrzymującymi dotacje na własne media) otaczali się ekspertami i specjalistami znającymi różne płaszczyzny funkcjonowania administracji USA i potrafiącymi zachować bezstronny krytycyzm. W ten sposób budowanie relacji jest znacznie łatwiejsze, ale też trzeba się zmierzyć z krytyką, co nie każdy jest w stanie przełknąć. Tu jednak kwestie partyjne nie mogą być przeszkodą. Interes Polski wymaga myślenia ponadpartyjnego i to jest sprawa fundamentalna! Tak jest w USA w pewnej mierze, gdzie republikanie nie mają problemu z krytykowaniem własnej administracji, podobnie jak w czasach Obamy wielu demokratów otwarcie krytykowało tamtego prezydenta. Taka postawa jest prawdziwym patriotyzmem, bo zmusza prezydentów, ministrów, urzędników do najlepszej pracy, a nie rozleniwia, gdy „żelazny elektorat” i tak „nas” popiera niezależnie, co robimy.

Zakończenie

Zapewne teraz (niezależnie kto zastąpi Mattisa), prezydent będzie jeszcze bardziej podatny na pochlebstwa, ale wcale nie znaczy to, że tym sposobem doprowadzi się do dealu, który będzie korzystny dla partnera USA. Trzeba mieć stale na uwadze „podejście biznesowe” Donalda Trumpa. Stopniowa wymiana kluczowych osób administracji USA, poczynając od Rexa Tillersona (potem wpisy na twitterze prezydenta o „głupocie byłego Sekretarza Stanu), McMastera i teraz Mattisa każą zachowywać szczególną uwagę w relacjach z USA.

Konieczne jest też odbudowanie relacji z zachodnimi partnerami Polski tak, aby nasza pozycja negocjacyjna nie cierpiała na podejściu ukierunkowanym na jednego tylko partnera i to nieproporcjonalnie silniejszego. Trzeba pamiętać, że dla USA nigdy nie byliśmy i nie będziemy priorytetem, to nasza postawa i umiejętność „Gry na wielkiej szachownicy”, może zapewnić nam powodzenie i rozwój lub zepchnąć nas ponownie w poczet narodów bez własnego państwa…

Trump zdobywca szczytów

Kiedyś, w trakcie kampanii wyborczej nad Sekwaną, Marine Le Pen wyraziła opinię, że jeśli Francuzi wybiorą ją prezydentem, to ona razem z Putinem i Trumpem poukładają świat na nowo. Całe szczęście wygrał niezwykle zdolny, wyważony, inteligentny i świetnie wykształcony Emmanuel Macron. Niemniej plan kandydatki „prorosyjskiej” jest realizowany, tylko w innym składzie. 

Trump PutinPo szczycie w Helsinkach zdania są oczywiście podzielone. Jak zwykle część obserwatorów chwali Trumpa za podjęcie rozmów z Puinem, ale krytyka dość wyraźnie przeważa. Trump w swojej niezdarności, znów powiedział coś, co nie mieści się w głowach tak demokratów, jak i republikanów. Otóż mimo zapewnień, że ufa ludziom od wywiadu USA, to jednak wyszło na to, że Putinowi ufa bardziej. To nie jest skandal, to zamach na amerykańskie wartości, patriotyzm, a poważne osobistości świata polityki USA mówią o zdradzie.

Jak w biznesie

Zaledwie kilka tygodni temu miał miejsce inny szczyt. Także przełomowy, także kontrowersyjny. Trump spotykał się z Kim Dzong Unem. Oczywiście, że to dobrze, że liderzy się spotykają. Nawet z najbardziej zbrodniczym przywódcą trzeba rozmawiać, by uniknąć wojny. Niemniej niepokoiło to, co Trump mówił przed i po spotkaniu. Najpierw twierdził, że kilka minut wystarczy mu na „rozpracowanie” Kima. Za to po spotkaniu uznał, że odtąd Korea Północna nie jest już zagrożeniem dla świata. Mówiąc to, swoim wyrazem twarzy krzyczał: „Ja wam to załatwiłem”.

W końcu jest biznesmenem, więc zdolności negocjacyjne, oceny sytuacji, przeciwnika, może posiadać. Tyle, że za Kimem stoi potężna machina polityczno-wojskowa od której sam lider jest uzależniony. To nie jest tak, że nawet największy przywódca, jest władcą jednoosobowym. Nie jest nim ani Putin, ani Kim, ani Xi Jingping, ani Erdogan, ani z pewnością nie jest i nie będzie nim Trump. To właśnie uwiera Donalda Trumpa. On chce samodzielnie podejmować decyzje. W Białym Domu chciałby, aby byli tylko pochlebcy, tacy, którzy każdy jego ruch pochwalą i zachęcą go do kolejnych. Bardzo się złości, gdy krytykują go media, gdy nie zgadza się z nim Sąd Najwyższy USA. Ale coraz bardziej jest świadom, że na tym polega demokracja, i że nic na to nie poradzi.

Zdobywca szczytów

Zapewne dlatego w trakcie obu szczytów zamykał się z przywódcami Korei i Rosji, żeby sam na sam ustalać i potem ogłaszać co ustalił. Gdy proszono go o harmonogram denukleryzacji Korei, odmówił, bowiem on sam z Kimem o tym będą decydować. Oczywiście Kim szybko wrócił do starej gry prowokowania USA, wskutek czego Trump musiał uznać, że Korea jednak wciąż jest problemem. Putin miał jeszcze łatwiejsze zadanie. Chwalił Trumpa, mówił mu to co ten lubi słyszeć, na konferencji prasowej bronił go przed amerykańskimi dziennikarzami. Stąd może prezydent USA zapędził się w swoim oświadczeniu o tak wielkim zaufaniu do prezydenta Rosji, że przewyższa zaufanie do własnego wywiadu.

Donald Trump może myśleć, że „zdobywając” kolejne szczyty, buduje ład światowy oparty na porozumieniach liderów, ale ten świat tak nie działa. Doradcy mówią mu o tym, ale on ma na ich rady coraz większą alergię. Widać musi się przekonać w sposób brutalny. Wielu Republikanów miało go już dość w czasie kampanii prezydenckiej. Ta liczba stale rośnie. Nie sądzę, by impeachment był realnie użyty, ale jako straszak będzie z pewnością wykorzystywany coraz częściej. Samo wszczęcie procedury byłoby dla Trumpa dramatem.

Co dalej?

Trump ma świetny zespół, doskonałych, doświadczonych ludzi ze świetnymi kontaktami. Jeśli uda się go nakłonić do gry zespołowej (jaką jest przecież polityka), to będzie to z pożytkiem dla USA, świata i z pewnością także dla Polski. Ale jeśli pozostanie w swym uporze, to może spowodować poważne zagrożenie… nie dla USA, ale dla małych i średnich państw, które odcinają się od innych swoich partnerów i wiążą wszystkie nadzieje tylko ze Stanami Zjednoczonymi. Świat się globalizuje, wiele takich państw już nie ma, ale jedno wciąż słabo uczy się ze swojej historii…

Atak USA na Syrię 7 kwietnia 2017, jako rozgrywka geopolityczna

Od razu zastrzegam, że nie mam pojęcia kto użył broni chemicznej w Syrii, być może to się wyjaśni, a może nie. Wszystkie przypadki użycia tego typu broni w Syrii po 2011 roku były, są i będą przedmiotem sporu co do ich autorstwa. Chcę krótko zająć się grą geo-politytczną między USA a Rosją w kontekście tego ataku, ponieważ od tego będzie zależał dalszy los Syryjczyków, a w konsekwencji także reszty świata. 

Niewątpliwie po niepowodzeniu zacieśnienia współpracy między USA a Rosją, nowy prezydent Stanów Zjednoczonych szukał innych możliwości dla uczynienia „America great again” także na polu międzynarodowym. Gdy odsunął gen Michaela Flynna, a w jego miejsce powołał gen. McMastera, jasne się stało, że w jego obozie zaczynają dominować zwolennicy tradycyjnej polityki USA, nakierowanej na budowanie sojuszy, ale w taki sposób by zagwarantować utrzymywanie dominującej roli USA.

W międzyczasie doszło do fatalnej operacji w Jemenie, która uświadomiła prezydentowi, że musi słuchać doradców i nie działać pochopnie i impulsywnie. Atak na bazę Syryjską został właśnie tak zaplanowany.

Biały Dom poinformował Rosję o planowanym ataku, ale na tyle późno, by ta nie zdążyła przygotować ewakuacji bazy syryjskiej. Stąd Rosja raz potwierdza, a raz zaprzecza, że taką informację od USA otrzymała. Rosja wielokrotnie wcześniej wyraźnie sugerowała, że wszelkie działania względem Syrii, nie tylko wymagają negocjacji z Kremlem, ale nawet jego akceptacji. Konferencja w Astanie była tego jasnym świadectwem, gdy USA zostały tam zaproszone do udziału (niejako w roli obserwatora), a nie jako współorganizator. Trump musiał odmówić. O pozostałych sygnałach z Rosji świadczących o chęci względnej dominacji Rosji w „sojuszu” z USA pisałem już 26 styczni br.: „Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA” 

Trump zrozumiał wówczas, że podział wpływów na Bliskim Wschodzie może być tylko efektem twardej gry geopolitycznej i politycznej, a nie „biznesowej” współpracy z Rosją.  Stąd odsunięcie Flynna oraz żądanie zwrotu Krymu. Oba te ruchy raczej wzbudzały rozbawienie na Kremlu. Jednak Putin chyba nie przewidział, że to tylko zapowiedź kolejnych kroków. Dzisiejszy atak w Syrii o tym świadczy. Odpowiedzią Rosji obecnie, będzie zapewne wzmożenie ataków przeciw rebeliantom popieranym przez USA, znów przemieści Iskandery M do Kaliningradu (nie wiem który już raz), dokona jakiejś liczby lotów „patrolowych” strategicznymi bombowcami w pobliżu terytorium NATO. Niebezpieczne byłoby natomiast gdyby Rosja postanowiła uaktywnić tzw. „rebeliantów” w Donbasie.

Osoby, które znały Trumpa zanim został prezydentem przestrzegały, że jeśli deal między Rosją i USA się nie powiedzie, to Trump stanie się dla Kremla bardzo twardym graczem. Myślę, że ten moment właśnie nastąpił. Atak w Syrii pokazał, że USA prawdopodobnie opracowały nową strategię bezpieczeństwa (lub przynajmniej zarys) , której autorami mogą być gen Mattis wraz z gen McMasterem. Zapewne Rex Tillerson ją akceptował, a Trump przyjął do realizacji. USA posiadają też tzw. Wielką strategię (choć za czasów Obamy chyba była mocno zaniedbana), która ma wpływać na mechanizmy geo-polityczne.

Problemem jednak jest to kto po Asadzie mógłby rządzić Syrią. Sam Trump w kampanii twierdził że w Syrii nie ma rebelii, którą USA mogłyby popierać. Teraz jego administracja żąda odsunięcia Asada. Kto więc miałby tam przejąć władzę? Budowanie rządu jedności narodowej od zera jest to proces na dekady. Amerykanie to wiedzą przynajmniej od 2003 roku. Wie o tym na pewno gen Mattis, z którym dokładnie o tym rozmawiałem. Na wiele pytań brak jest dziś odpowiedzi.

Być może więc powstająca strategia polega na tym, że USA za pomocą operacji takich jak dziś przyciskają Asada „do ściany”, demonstrują, że sprawy już nie wrócą do stanu z czasów Obamy, po czym proponują mu pozostanie na stanowisku w zamian za marginalizację Rosji i Iranu. Jednocześnie zmuszają opozycję do negocjacji a tych którzy nie przystąpią do współpracy traktują jak terrorystów. Scenariusz niebezpieczny i trudny, ale możliwy.

USA będą starały się ograniczyć gwałtowny wzrost wpływów Iranu na Bliskim Wschodzie oraz mniejszy, ale istotny Rosji. Syria to oba te cele naraz. Oczywiście Syria jest też państwem tranzytowym dla przesyłu surowców energetycznych, a więc ma także znaczenie geo-ekonomiczne. Dlatego też Syria jest dziś tak ważnym miejscem. Stała się ważnym „sworzniem” geopolitycznym dla państw kluczowych. Od 6 lat na tej walce o wpływy cierpią głównie cywile.

Oczywiście można głosić konieczność pojednania w imię dobra ludzkości, ale takie hasła nie działają gdy funkcjonuje „geopolityczne urządzenie mechaniczne”. Dlatego trzeba rozpatrywać wydarzenia pod kątem realnych scenariuszy, acz nie można rezygnować z wzywania do przestrzegania zasad etyki, humanitaryzmu, i wartości.

Jak zwykle postuluję idealizm, ale oparty o na realizmie.

Zbiór tekstów o nowej administracji USA

W związku z pojawieniem się tekstu na temat sylwetki gen Jima Mattisa w „Polska the Times” prezentuję zbiór tekstów i materiałów medialnych na temat nowej administracji USA, w których starałem się przybliżyć mechanizmy jakie decydują o polityce międzynarodowej Stanów Zjednoczonych.

frank-buildyourfutureW związku z pojawieniem się tekstu na temat sylwetki gen Jima Mattisa w „Polska the Times” prezentuję zbiór tekstów i materiałów medialnych na temat nowej administracji USA, w których starałem się przybliżyć mechanizmy jakie decydują o polityce międzynarodowej Stanów Zjednoczonych.

W dzień po ogłoszeniu wyniku wyborczego pisałem o zagrożeniach wynikających z wyboru Amerykanów, zaznaczając, że mechanizmy wewnętrzne będą miały zasadnicze znaczenie dla kierunku nowej administracji: Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

z19670178vdonald-trump-wygral-prawybory-w-nevadzie

Nadzieją napawała nominacja na stanowisko Sekretarza Obrony generała Jima Mattisa. Informacje o nim, jakie zamieściłem na blogu pochodziły w znacznej mierze z prywatnej rozmowy jaką z Generałem odbyłem półtora roku wcześniej: Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA

14730545_187337241707092_2694406252351455232_n

Okres przejściowy charakteryzował się bardzo dużą aktywnością służb, zarówno rosyjskich jak i amerykańskich. Widać było grę o to jak będzie wyglądała polityka nowego POTUSa: Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA

323bcbd6-d6f4-11e6-bbb7-6a43a6f882fe_660x385

W wyniku walki wewnętrznej zapewne z silnym udziałem wywiadu rosyjskiego doszło do ustąpienia gen Michaela Flynna z funkcji doradcy ds bezpieczeństwa nowego prezydenta: Rezygnacja gen Michaela Flynna: trzęsienie ziemi w administracji nowego prezydenta USA

external

O rezygnacji gen Flynna mówiłem też dla Panoramy: Flynn stracił funkcję oraz dla Wiadomości TVP1: O generale Flynnie (20 min, 12 sek). Wypowiadałem się także na ten temat w TVN24 BiS.

W tekście w BiznesAlert z kolei pisałem o rosyjskich komentarzach na zmiany w Białym Domu i komunikaty stamtąd płynące: Milczanowski: Gdzie Flynn, a gdzie Krym?

Szerzej o zmianach w administracji USA można posłuchać w audycji w Polskim Radiu 24: 22.02.17 Dr Maciej Milczanowski o wyborze generała Herberta Raymonda McMastera na doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego prezydenta Stanów Zjednoczonych

Mianowanie gen McMastera w miejsce gen Flynna na doradcę Prezydenta ds bezpieczeństwa nie tylko racjonalizuje politykę USA, ale mogłoby także być korzystne dla Polski, jeśli nasza administracja potrafi grać zarówno w grę dyplomatyczną oficjalną ale jeszcze bardziej jeśli potrafi korzystać z tzw. „track two diplomacy”. Oba te aspekty są bardzo istotne i nie można bagatelizować wystąpień publicznych ale różnymi nieformalnymi metodami wywiera się różnego rodzaju presję – tzw. lobbing.

H.R._McMaster_ARCIC_2014

Wreszcie, w Polska the Times przedstawiłem w sposób nieco bardziej dogłębny sylwetkę gen Mattisa: Generał Jim Mattis. Kim jest nowy sekretarz obrony USA? To jest człowiek, który ceni zasady, uczciwość i wiedzę. Znów przygotowanie do spotkań z nim powinno być szczegółowo zaplanowane i przygotowane.

nowy-obraz

To ważne by nie tylko śledzić politykę USA, ale na ile to możliwe oddziaływać na nią. Różnego rodzaju grupy tradycyjnie lobbują na swoją korzyść w Białym Domu i jego politycznych okolicach. Nie było to nigdy silną stroną Polski. Nawet jeśli pojawiają się okoliczności, czy ludzi którzy mogliby w tym pomóc, politycy nie chcą z tego korzystać. W mojej opinii to poważny błąd.

 Trzeba wiedzieć, że w polityce a już na pewno w geopolityce, nie ma tzw. „dobrych wujków” którzy z przyjaźni czy sympatii pomagają. Wszystko odbywa się na zasadzie bezwzględnej gry i albo się w nią potrafi grać albo nie. O dobrą przyszłość trzeba grać rozważnie, a kiedy trzeba twardo. Ale nie ślepo czy chaotycznie. Potrzeba wiedzy, planu lecz przede wszystkim tego co Jim Collins wskazywał jako fundament sukcesu: „first who than what”.

Rezygnacja gen Michaela Flynna: trzęsienie ziemi w administracji nowego prezydenta USA

Pomijając mnóstwo informacji bardziej czy mniej weryfikowalnych, skupię się na dwóch faktach, które są niepodważalne i moim zdaniem dużo mówią o samym generale Michaelu Flynnie, ale też dają świadectwo jak wielkie wstrząsy sejsmiczne mają miejsce w Białym Domu i jego politycznych okolicach. 

external

Odejście generała Flynna było szeroko komentowane i jako wydarzenie o znaczeniu globalnym informacje obarczone były sporą dawką propagandy. Dlatego warto odsiać propagandę od faktów.

Po pierwsze gen Flynn w sposób dość absurdalny moim zdaniem afiszował się ze swoją nadzwyczajną sympatią do reżimu kremlowskiego. Specjalnie nie piszę że do Rosji, czy do Rosjan, tylko do władz, bo w mojej opinii powinniśmy rozgraniczać te kwestie. Flynn występując w Russia Today stwierdził, że nie widzi żadnej propagandy w przekazie tej stacji i porównał ją do CNN. Abstrahując od poziomu mediów w ogóle (w tym CNN), to jednak niedostrzeganie propagandy w przekazie RT jest jasnym przesłaniem o poparciu każdego przekazu Kremla jaki trafia do USA. Moim zdaniem już to dyskwalifikuje go z roli doradcy, który może mieć swoje sympatie oczywiście, ale nie może posługiwać się przekazem propagandowym. Od doradców oczekuje się „przesiania” i doboru treści jakimi posługuje się w czasie narad.

Kolejnym problemem jest to co ostatecznie „zatopiło” Generała Flynna, czyli niesławne rozmowy z ambasadorem Rosji, w czasie trwania kampanii prezydenckiej i potem przed zaprzysiężeniem nowego prezydenta. Część mediów przekazała informację, że sam fakt takiej rozmowy spowodował kłopoty Flynna. Budzi to słuszne zakłopotanie i niezrozumienie bowiem nie można kogoś potępiać, a już z pewnością karać, za fakt rozmowy z kimkolwiek. Taki przekaz promuje też Kreml, a za nimi właśnie RT.

Jednak wydarzyło się znacznie więcej niż jedynie rozmowa z ambasadorem, a sam kontekst czasowy rozmowy jest nie bez znaczenia. Pierwszą sprawą (zasadniczą) jest treść rozmowy i czas w jakim się odbyła. Istotne jest też to, kiedy ją ujawniono i dlaczego. O pierwszej kwestii, mimo że nie ujawniono stenogramów, można dość dużo powiedzieć i to już ponownie pogrąża gen Flynna. Druga, jeśli zostanie upubliczniona może jeszcze bardziej dolać oliwy do ognia i mieć znaczenie dla całej administracji USA.

A więc okazało się, że gen Flynn kontaktował się kilkukrotnie w czasie kampanii z ambasadą Rosji i że omawiał sankcje nałożone na Rosję przez USA. Oczywiście kluczowym tematem były ostatnie sankcje wynikające z ingerencji rosyjskich hakerów w wybory w USA, choć nie wykluczone że tematem były sankcje wobec Rosji w ogóle. Do takiej rozmowy doszło na pewno w dniu 29 grudnia 2016 roku czyli w momencie, w którym (jeszcze) urzędujący prezydent – Barack Obama ogłaszał te właśnie sankcje. Pamiętajmy, że prezydent elekt (wówczas Trump) nie jest jeszcze urzędnikiem państwowym i do momentu zaprzysiężenia, nie może prowadzić polityki Białego Domu. Zasada „One president at the time”, o której mówił kongresmen republikański Chris Christie komentując to wydarzenie, jest świętością w USA. A wobec tego jego doradca był wówczas osobą prywatną. Omawianie kwestii sankcji było więc bardzo poważnym nadużyciem i złamaniem tzw. Prawa Logana (Logan Act). Prawo to powstało właśnie po to, aby nie podważać autorytetu urzędujących władz, w tym wypadku samego prezydenta.  Wyglądało to tak, że Prezydent USA ogłasza sankcje, a gen Flynn jako osoba prywatna która niedługo będzie miała wpływ na nowego prezydenta obiecuje je zaraz znieść. Co więcej gen Flynn poinformował vice-prezydenta Mike’a Pense’a, że nie poruszał kwestii sankcji a potem przyznał, że nie pamięta szczegółów więc mógł wprowadzić w błąd prezydenta i vice-prezydenta. Gen Flynn jest najkrócej urzędującym doradcą na tak wysokim szczeblu w historii USA, co świadczy o wadze tej dymisji, a to stwarza poważny kłopot wizerunkowy dla nowej administracji.

Ta kwestia ma potężne znaczenie nie tylko dla USA, w kwietniu odbędą się wybory we Francji i tam też Rosja ma swojego kandydata (a raczej kandydatkę) dla którego zrobią wiele by wygrał. Doniesienia na temat wpływania na scenę polityczną i oczerniania kontrkandydatów Marine Le Pen już się pojawiają (warto przeczytać świetny tekst Eryka Mistewicza: Zinstytucjonalizowany zamach stanu oraz artykuł  red. Oskara Górzyńskiego z WP.PL: Rosyjska wojna informacyjna przeniosła się do Francji. Celem Emmanuel Macron ). Oczywiście wpływanie na wybory w Europie to gra o szerszych konotacjach niż „tylko” działania Kremla ale te mają z pewnością bardzo duże znaczenie.

Mechanizmy i konsekwencje wpływania Kremla na wybory mają więc zasadnicze znaczenie dla całego świata zachodniego. Pomyślmy o tym, że skoro hakerzy rosyjscy mogą wpływać na wybory w USA czy Francji to jaki wpływ będą mieli w Czechach, czy w Polsce? Zresztą gambit Trumpa pokazuje najlepiej w jak trudnej i dwuznacznej sytuacji ten fakt stawia nawet prezydenta, który zgodnie z „pragnieniem” Kremla zostaje wybrany. Pozostawiając sankcje podważa własny wybór na prezydenta USA, a uchylając naraża się na potężne reperkusje we własnym obozie republikańskim, nie wspominając już o zmasowanych atakach Demokratów i tego co sam Trump nazywa „Fake news media”.

Druga poważna trudność dla Trumpa to pytanie, które musi tkwić w głowie każdego obserwatora sceny politycznej w USA: – czy Trump i jego otoczenie znali treść rozmów gen Flynna z ambasadorem Rosji? A nawet czy to nie było na polecenie prezydenta elekta? Przecież Flynn to były szef agencji wywiadu (DIA), więc musiał świetnie zdawać sobie sprawę, że telefony w ambasadzie Rosji są na podsuchu, nie mówiąc już nawet że sami Rosjanie nagrywają co w tym przypadku natychmiast dawało im „leverage” – wpływ/dźwignię na Flynna. Być może więc Flynn stał się ofiarą polityczną pozwalającą Trupowi na polityczny „pivot”. Trudno sobie jednak wyobrazić by dobrowolnie się na to zgodził, przecież nie o pieniądze tu idzie a reputację generała USA, choć trzeba też dodać, że w takich kręgach polityki wyobraźnia może okazać się niewystarczająca.

Zwrot polityczny Trumpa jest wyraźnie widoczny także w przypadku twardego stanowiska w sprawie Krymu. Na uwagę zasługuje to, że stanowisko to zostało przedstawione w dniu w którym przyjęto rezygnację gen. Flynna, co świadczy o tym, że wypadki nie toczyły się spontanicznie. Rzecznik prasowy prezydenta USA przedstawił sprawę z żelazną konsekwencją przebijając retorykę Obamy: „President Trump has made it very clear that he expects the Russian government to deescalate violence in the Ukraine and return Crimea”. Sam Trump w swoim zwyczaju dołożył Obamie na twitterze: „Crimea was TAKEN by Russia during the Obama Administration. Was Obama too soft on Russia?”.

Konieczność dymisji gen Flynna była w moim mniemaniu oczywista, jednak pozostaje pytanie – czy działał na własną rękę, czy jednak jego odsunięcie jest tylko wierzchołkiem góry lodowej której nie wiadomo czy warto drążyć. Wśród doradców prezydenta pozostają inne osoby o niejasnych powiązaniach z reżimem na Kremlu, jak człowiek o radykalnie prawicowych poglądach i pro-kremlowskich inklinacjach „Steve” Bannon.  Co więcej jest on głównym strategiem w Białym Domu, z jednej strony mogłoby się wydawać, e zgodnie z nową linią zostanie szybko zwolniony ale z drugiej można sobie wyobrazić scenariusz takiego „zwrotu” wyreżyserowany właśnie przez niego. Inna kluczowa postać co do której można dziś skrajnie różne przypuszczenia snuć to sam sekretarz stanu – Rex Tillerson.

Są też (w mojej opinii) w administracji Trumpa postacie krystaliczne jak na politykę, jak gen Jim Mattis, o którym już sporo powiedziałem i napisałem: Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA 

Tak czy inaczej „Pivot” Trumpa sprawiawił zimny prysznic dla przywódców Rosji. Być może tak radykalna zmiana jest wynikiem uświadomienia sobie przez prezydenta Trumpa, że Rosja nie będzie łatwym do zdominowania partnerem w twardej grze geopolitycznej. O zagrywkach Rosji uderzających w nowego prezydenta pisałem wcześniej: Trzy wydarzenia okresu przejściowego, istotne dla nowej administracji USA . Ludzie znający osobiście nowego prezydenta podkreślali, że jeśli Trump uzna administrację jakiegokolwiek państwa za zagrażającą USA, może w jednej chwili bardzo utwardzić stanowisko.

Być może ten proces ma właśnie miejsce, niemniej trzeba też mieć na uwadze wielopoziomowość tej gry i możliwości różnych zmian, ale też poważnego rozdźwięku między oficjalną i nieoficjalną linią polityki („track two policy”). Nie mamy dostępu do wielu danych, które pozwoliłyby poznać tą drugą sferę. Nie do końca jasna jest gra wywiadu USA, wciąż nie wiadomo czym dysponuje Kreml jeśli chodzi o osobę samego Trumpa, a także jakie są faktyczne cele strategii Trumpa, która najwyraźniej się powoli krystalizuje. Wiadomo natomiast, że w Białym Domu i instytucjach kluczowych dla bezpieczeństwa USA, walka o wpływy przybrała formę trzęsienia ziemi. Sama fala uderzeniowa wstrząsów wtórnych będzie odczuwalna na całym świecie. Dla nas, jak się wydaje zmiany przybierają pozytywny obrót choć to dopiero początek i do końca nie wiadomo w jakim kierunku będą dalej przebiegać.