Szkolenie HIP w Rzeszowie we wrześniu.

Szanowni Państwo kolejne szkolenie z Projektu Bohaterskiej Wyobraźni zostało zaplanowane na wrzesień. Zapraszam do uczestnictwa! Miejsce szkolenia, budynek WSIiZ przy Sucharskiego 2.

Wszystkie informacje na temat szkolenia zawarte są na stronie Centrum Zimbardo ds Rozwiązywania Konfliktów.

Reklamy

StratLider nr 2

Screenshot 2018-04-30 01.42.51

2 StratLider nr 2_2018

Drugi numer czasopisma StratLider zawiera nieco zmieniony układ w stosunku do numeru pierwszego. Zmiany wynikają z uwag jakie spływały po wydaniu pierwszego numeru czasopisma. W obecnym pojawiły się następujące działy:

Strona 2: Geopolityka – czyli wydarzenia ze świata.

Strona 3: Najważniejsze działania StratLider.

Strona 4: Strategia – dział zawierający dwie koncepcje opisane tak by zaprezentować ich znaczenie zarówno przez pryzmmat wielkich organizacji jak i pojedynczych ludzi.

Strona 5: Podobnie jak wyżej, uniwersalne przedstawienie koncepcji przywódczej. Jednej z fundamentalnych a jednocześnie często nie donienanych, czyli front zewnętrzny i front wewnętrzny.

Strona 6: Autorytet w blaskach i cieniach – Postać gen Jamesa Mattisa.

Strona 7: Opowiadanie – drugi odcinek. Ciekaw jestem jak zostanie odebrany, bowie w tej dziedzinie nie mmam doświadczenia. Jedstem gotów zrezygnować z opowiadania, jeśli okaże się, że nie jest to pisarstwo wystarczające dla zaitneresowania czytelnika 🙂

Strona statnia: zawiera opis filmu istotnego z perspektywy StratLider. Ty razem film o Eksperymencie profesora Zimbardo z 1971 roku.

[VIDEO] Marzenia Pozytywnego Wojownika

Film o realizacji marzeń. Zasady są uniwersalne, ich przyswojenie pomaga w trudnych chwilach ale też w momentach, gdy poczujemy się zbyt pewnie.

Trzy zasady realizacji marzeń z życzeniami na nowy 2018 rok, oraz niespodzianka w postaci nowej inicjatywy w ramach projektu StratLider!

Film nawiązuje do Vlog6 – realizacji postanowień.

Rozwinięciem tego filmu jest tekst: Jakie możliwości ma człowiek w małej łódce na środku oceanu? Może zostać pozytywnym wojownikiem!

Kolejne dwa,które mówią o potrzebie mobilizacji oraz o tym, że czasem trzeba zaakceptować porażkę:

[VIDEO] Czasem trzeba się wkurzyć by coś zmienić!

Głową muru nie przebijesz

 

Powrót do Vloga

Głową muru nie przebijesz

Nie chwycisz wiatru w garść, podobnie jak głową muru nie przebijesz… Gdy sobie wszystko zaplanujesz, przygotujesz się najlepiej jak potrafisz, a do tego masz stosunek emocjonalny do miejsca wydarzenia i jeszcze wydarzenie jest szczególnej rangi, jest bardzo trudno zrezygnować. 

Tak się złożyło, że pierwszy raz nie dojechałem na wydarzenie, w którym miałem pełnić rolę inną niż widza. Siedząc na dworcu i widząc rosnące opóźnienie pociągu, który utknął zaledwie 30 kilometrów przed Rzeszowem, a który miał mnie dowieźć do Szczecina na promocję książki „Nie chwycisz wiatru w garść” Doroty Kościukiewicz-Markowskiej, przez myśl przelatywały mi kolejne plany, opcje, jak można by tam dojechać jeśli pociąg nie dojedzie w ogóle. Pociąg miał wyjechać o 19.22, i już o tej godzinie miał 90 minut opóźnienia. Usiadłem i cierpliwie czekałem, a opóźnienie rosło… 100… 105… 150… 190… 210 minut, aż doszło do 240 minut, po dwóch godzinach czekania…

Na dodatek jestem przeziębiony i  choroba w takich warunkach zaczęła dawać o sobie znać coraz bardziej. Dokupiłem kolejne paczki chusteczek i byłem gotów dalej czekać… w końcu połowę opóźnienia już odczekałem, a nie zwykłem rezygnować z powziętej decyzji. Jednak, gdy Pani w kasie powiedziała, że to opóźnienie z pewnością się jeszcze zwiększy i nie wiadomo o ile, to cały wyjazd zaczął tracić sens.

Pytania jakie przelatywały mi przez głowę to czy pociąg w ogóle przyjedzie? Ile się spóźni i czy w ogóle zdążę na wydarzenie na które jadę? Nawet jeśli zdążę, to w takich warunkach czy choroba nie skończy się jakimś szpitalem? Czy mogłem coś zrobić by uniknąć takiej sytuacji?

A przede wszystkim – Co spowodowało, że do tego doszło? 

Zapewne doprowadził do tego splot przypadkowych wydarzeń, których nie mogłem przewidzieć. Skutkiem tego mimo, że bilety kupiłem zapobiegawczo dwa tygodnie wcześniej, że spakowany byłem dobrze i całkowicie przygotowany, że na dworzec przyjechałem sporo przed czasem, żeby jakiś nieprzewidziany korek lub wypadek nie pokrzyżował mi planów, przygotowane miałem nawet małe upominki na spotkanie z dziećmi ze szkoły Montessori w Szczecinie gdzie miałem z nimi rozmawiać na poważne tematy, a jednak nie udało się uniknąć porażki.

Być może wahnięcie skrzydeł motyla w Przemyślu spowodowało moją porażkę w Rzeszowie. Tak działa chaos. Nie wszystko da się przewidzieć. Upór jest ważny w osiąganiu celów, ale też trzeba wiedzieć, kiedy upór zmienia się w głupotę. Być może mur w który uderzymy głową okaże się tekturową atrapą i wygramy, ale bardziej prawdopodobne, że rozbijemy głowę. Zatem brnąc w próby kontrolowania chaosu na każdym poziomie można sobie poważnie zaszkodzić.

Może warto dalej czekać w takiej sytuacji, a może nie, jednak ważne by podjąć decyzję. Wprawdzie głową muru nie przebiję, ale może da się przeskoczyć lub obejść. Może pokornie akceptując porażkę wynikającą z chaosu dziś, uda się uzyskać wzór w którym nadal chaos będzie dominował, ale całość ułoży się w piękny obrazek – zwany fraktalem „jutro”. Istotą chaosu jest to, że zawsze znajdzie się atraktor, który go porządkuje. Można na taki atraktor czekać, a można go samemu tworzyć. Im więcej powstaje atraktorów tym wzór robi się pełniejszy, a siły tejże natury tworzą piękno takiego wzoru. Fraktale to samopodobne wzory oparte o tzw. atraktory dziwne.

Telefon do organizatorki i autorki książki Doroty pozwolił na wyjaśnienie sytuacji i znalezienie innych opcji. Rano Dorota miała już świetnego prelegenta, który mnie zastąpi, a my jesteśmy umówieni na kolejne wydarzenie, na koniec stycznia 2018, gdzie będę miał okazję na dłuższe wystąpienie. Realizacja spotkania z dziećmi w Montessori (upominków nawet nie wyciągam z plecaka) także może się odbyć wówczas co umawiam z Panią dyrektor Agnieszką Kowalewską. A więc zrealizujemy wszystko czego nie udało się zrobić dzisiaj. Dorota to co miałem powiedzieć, zilustruje przykładem jaki mi się przydarzył korzystając z tego tekstu.

Czy to już fraktal? 😉 Na razie „tylko” atraktor i to… dziwny 😉

Czy ułoży się fraktal nie wiem, dopiero z dystansu widać wzór. Powiem za rok 🙂

Duchowość niejedno ma imię: budowanie siły wewnętrznej

Pamiętasz tekst o łódce na środku oceanu? Pisałem tam o tym, że zanim pozwolimy, aby sparaliżowała nas świadomość otaczającej potęgi żywiołu, musimy przeszukać pokład i poszukać wszystkiego, co może maksymalnie poprawić nasze położenie. Podobnie z chaosem/mgłą w codziennym życiu. Trzeba zdjąć na moment z ramion „plecak doświadczeń” i przeszukać go gruntownie. Przede wszystkim szukamy mapy z kompasem (strategia) i pochodni (przywództwo), ale też wielu innych elementów potrzebnych w życiu. Koncepcja jeża pozwala na znalezienie i wyznaczenie sobie celu strategicznego (mapa z kompasem). Natomiast jak odszukać pochodnię, która pozwoli rozproszyć ciemność/mgłę i umożliwi skorzystanie z mapy, kompasu oraz wytyczenie azymutu, dostrzeżenie przeszkód i co więcej poradzenie sobie z nimi? W niniejszym tekście o tym właśnie. 

W trakcie konferencji psychologicznej w SWPS Poznaniu wysłuchałem bardzo interesującego referatu nt duchowości i religijności. Ja sam mówiłem na tej konferencji o Efekcie Lucy Phere (Efekt Lucyfera – koncepcja profesora Zimbardo). Zestawienie takich dwóch tematów, skłoniło mnie do refleksji w kontekście koncepcji „Pozytywnego wojownika”, którego charakteryzuję w ramach projektu StratLider. Ideą jest uniknięcie Efektu Lucy Phere dzięki pogłębianiu własnej duchowości. Oczywiście nie chodzi o to, że tylko duchowość nas uchroni przed tym efektem, ale o to , że od niej trzeba zacząć.

W swoich aktywnościach mam okazję kontaktować się z ludźmi z zupełnie różnych środowisk. Często zaskakuje mnie jak bardzo te środowiska są w istocie podobne, a mimo to jak mylne mają pojęcie na temat wszystkich „innych”. Tak więc się składa, że jednego dnia uczestniczyłem w debacie „Pola dialogu”  z Janem Rokitą, organizowanej przez środowiska kościelne, a w drugim rozmawiałem z moimi znajomymi zdeklarowanymi ateistami, którzy w religii nie widzą zupełnie sensu. Innym razem z szefem szkoły walki Savate w Warszawie, a pamiętam też swoje doświadczenie z karate Kyokushin. Świetnie też rozmawiało mi  się z uczonymi muzułmańskimi z Bliskiego Wschodu w czasie konferencji w Polskiej Akademii Nauk w Warszawie. Mam też lub miałem przyjaciół rozsianych po Bliskim Wschodzie – od Iraku po Egipt i Turcję, ale też we Francji, Bułgarii, Finlandii czy Wielkiej Brytanii.

Wszystkie te środowiska, na swój sposób szukają bądź rezygnują z duchowości. Co więcej niektórzy mają pokusę kwestionowania „prawdziwości” owej duchowości „innych”, skoro nie opiera się ona na kontekście np „mojej” religijności.

Zatem niejeden ksiądz katolicki powie, że prawdziwa duchowość wynika z religii katolickiej, niejeden ateista powie, że religia to budynki, zepsuci kapłani, instytucja, która utraciła duchowy wymiar. Niejeden muzułmanin powie, że katolik się myli, a skoro odszedł od „prawdziwego Boga”, to nie rozumie duchowości. Jeszcze gorzej wyrazi się na temat ateisty, który wg niego nie ma duszy. Niejeden pasjonat jogi powie, że on właśnie zrozumiał samego siebie i otaczający świat i będzie się naśmiewał z niemądrych kłótni katolika z muzułmaninem.

Wielokrotnie podkreślam, że nie jestem symetrystą. Nie jestem też matematykiem. Nie stawiam więc znaku równości pomiędzy tymi wszystkimi wartościami i nie szukam rachunku matematycznego. Każda z nich jest dla danej osoby najważniejsza i uważam, że nie ma w tym nic złego. Nie będę przekonywał katolika by uznał, że muzułmanin ma tak samo jak on rację, ani vice-versa. Nie chcę przekonywać medytującego ateisty, że musi uznać równość religii z jego postawą. To bez sensu. Chcę przekonać za to ich wszystkich, że warto się tolerować i szanować nawzajem, bo każdy z nich odnajduje swoją wersję duchowości. Jeśli chciałbym czegoś jeszcze, to tego, by przekonywać, że ich  duchowość jest wartościowa – duchowość, nawet jeśli nie akceptują sposobu w jaki do niej dochodzą. To daje płaszczyznę nie tylko do wzajemnego szacunku i tolerancji, ale też współpracy i zrozumienia.

Slajd2
Schemat zestawiający duchowość (środkowy zbiór) z wiarą, medytacją i jogą, które bez duchowości stają się „instytucjonalne”

Zatem można odnaleźć wiele „rodzajów” duchowości, ale w istocie chodzi o to samo. To czego doświadczamy w czasie modlitwy, jogi, medytacji to poczucie transcendencji, pozwalającej spojrzeć na siebie samego i na otaczający świat z innej perspektywy, nabranie dystansu do uwarunkowań i problemów, spojrzenie w głąb samego siebie, a potem lepsze zrozumienie świata jak w Johari window, które otwiera nas na nowe możliwości. Wymienione drogi do Duchowości nie wyczerpują tematu, jest ich znacznie więcej. Duchowość odnajdujemy w poezji, mam znajomego z czarnym pasem karate, który pisze piękne rzeczy i wydaje, często dzieląc się swoją twórczością na Fb. Inni odnajdują duchowość w muzyce poważnej. Dla ilustracji problemu skupię się jednak na wymienionych wcześniej przykładach.

Jeśli spojrzeć na duchowość religijną – katolicką, to czymże/kimże dla katolika jest Bóg? Musimy zdać sobie sprawę, że to nie jest postać z długą brodą w białej szacie lewitująca w chmurach lub gdzieś obok nas. Dzieci na wieść o tym, że Bóg jest wszędzie, często zaczynają dopytywać rodziców o różne niestosowne miejsca wprawiając ich w zakłopotanie 🙂

Kim/czym jest więc Bóg? „Bóg jest miłością” pisał apostoł Jan w swoim pierwszym liście (1 J 4, 7-8. 11. 19), „Bóg jest radością, dlatego przed swój dom wystawił Słońce” – pisał Franciszek z Asyżu. „Tylko Bóg może odpowiedzieć na pytanie o dobro, ponieważ On sam jest Dobrem” pisał z kolei Jan Paweł II (encyklika Veritatis Splendor, 9). 

Czy ten kto medytuje nie szuka w swoim życiu radości? Nie czeka na miłość? Nie chce dobra? To wartości podstawowe, których każdy chce doświadczyć. Może więc niejeden ateista wierzy bardziej niż w „Boga” (zaznaczam obecność cudzysłowia, bo ateista nadal nie wierzy w postać boga, w tradycję związaną z Biblią itd, widzi za to co dla wierzącego jest emacją Boga – czyli Miłość, Radość i Dobro)  niż katolik, który porzucił duchowość i uczestniczy tylko w Kościele instytucjonalnym. Ale z drugiej strony wiele osób chodzi na jogę tylko po to, by pochwalić się przed znajomymi swoją oryginalnością. Często zdradzają, że piekielnie się tam nudzą, ale ktoś im powiedział że tak trzeba. Jest to substytut tatuażu lub kolczyka w powiece czy wardze – dla odróżnienia się od „reszty”. Mówią wtedy, że religia to bzdury bo „ksiądz jeździ drogim samochodem”, ale za to joga jest cool. Samo takie stwierdzenie każe się zastanowić nad rozumieniem Duchowości przez taką osobę.

Wreszcie są też sztuki walki zatracające człon „sztuka” i skupiające się na bijatyce. Trening karate Kyokushin w latach mojej młodości rozpoczynał się od medytacji. Trener podchodził do tego tak poważnie, że szybko znikały kpiące uśmieszki z młodzieńczych ust. Co więcej, trener spokojnym głosem kierował  w trakcie medytacji swoimi uczniami. Mówił o koncentracji na oddechu, wyrzuceniu z głowy wszystkiego innego, spojrzeniu w głąb siebie… Podobnie w czasie treningu często zwracano uwagę na stronę duchową Sztuk Walki. Taka medytacja to nie nie tylko domena Karate. Uderzające są wspomnienia fotografa, który przebywał w czasie niemal godzinnej medytacji przed jedną z walk Marka Piotrowskiego, byłego mistrza świata w kickboxingu. Tak samo najwięksi bokserzy potrafili zawsze przed walką znaleźć wewnętrzną równowagę z której płynęła potem ich odwaga i w dużej mierze siła. Wielu trenerów zapomniało jednak tradycyjnego ducha Sztuk Walki i wystarczy im kilka symboli: pas, karatega/kimono, naszywki szkoły karate, rękawice… „młócka”, w ten sposób mamy „Karate instytucjonalne” – zapominające o duchowej stronie Sztuk Walki. Rodzice nie posyłajcie dzieci na takie treningi!

Każdą najpiękniejszą ideę można w ten sposób zepsuć. Jednak także prawdziwą duchowość można odnaleźć wszędzie. Znam przypadki ateistów lubiących pójść do kościoła by tam w spokoju pomedytować – a może to, co w istocie robią to nic innego jak modlitwa do „Boga”, który nie jest smutnym starcem, ale faktycznie Miłością, Radością, Dobrem? W niektórych szkołach podstawowych z kolei propagowane są plakaty zakazujące medytacji, jogi, a nawet negujące Wschodnie Sztuki Walki. Ponoć w nich wszystkich ukrywa się szatan. Tymczasem to co tam wymienione, to formy duchowości, które autor tego plakatu postrzega jako konkurencję dla Kościoła. Ten ktoś ma jednak na uwadze tylko Kościół instytucjonalny – bo tylko taki może walczyć, negować inność, szkalować i we wszystkim co nie „swoje” dopatrywać się zła. Znamy też ideologię salaficką głoszącą, że tylko islam jest prawdziwy. Ci zapewne chętnie skorzystaliby z tego samego plakatu tylko zmieniliby krzyż na półksiężyc i dorzucili chrześcijaństwo – reszty nie zmieniając. Wszak to salafici zabraniają także medytacji, jogi, wschoidnich sztuk walki! Podobieństwa są uderzające i wcale nie przypadkowe. Mam za to przyjaciół muzułmanów, którzy rozumieją duchowość identycznie jak w pozytywnych przykładach wcześniej wymienionych. Niejeden ateista z kolei będzie chciał usunąć z przestrzeni publicznej i krzyż i półksiężyc, bo ranią jego uczucia. Każdy z nich broni własnej „instytucji”, nie zważając na istotę Duchowości.

Tak na prawdę to ideologie niszczą duchowość. Ideologie są z kolei bardzo chętnie wykorzystywane przez polityków. Religia jest najpotężniejszym narzędziem w rękach ideologów politycznych!

Każdy niech szuka swojej Duchowości nie negując innych, bowiem w istocie wszyscy, którzy ją odnajdą są znacznie bliżej siebie niż sądzą. Odnalezienie swojej drogi do Duchowości daje siłę wewnętrzną, dzięki której będzie łatwiej pokonywać trudności, o wiele łatwiej nawiązywać współpracę. Taka Duchowość pozwoli na dystans potrzebny do przeczytania i zrozumienia mapy, wyznaczenia azymutu i dążenia do naszych celów. Szukajmy tej duchowości i nie negujmy innych jej „rodzajów” bo każdemu w istocie chodzi o Dobro, Miłość i Radość. To właśnie wartości, których poszukuje Pozytywny wojownik.

Do Blog

[VIDEO] StratLider: Po co? Dla kogo?

To krótkie nagranie prezentuje założenia projektu StratLider. Idea Pozytywnego Wojownika jest użyteczna dla każdego, kto chce korzystać z wiedzy, aby budować podstawy własnego sukcesu bazując na własnych (nie zawsze odkrytych) możliwościach.

Korzystam z przykładów inspirujących, niezwykłych, ale pokazujących w istocie mechanizmy użyteczne dla każdego. Przykłady osiągnięć Roberta Kubicy, Jamesa Mattisa, Phila Zimbardo, Aleksandra Wielkiego, Michaela Jordana, Jacka Sully (ostatni to postać filmowa o której napiszę w kolejnych tekstach), oprócz tego, że stanowią ciąg zdarzeń wyjątkowych, to z tego łańcucha procesów można wyciągać elementy przydatne dla nas.

Collage 2017-10-24 09_38_59

Takie przypadki nie tylko inspirują, ale pokazują procesy, które stanowią podstawę psychologii społecznej i wielu innych nauk. Na takich przykładach można ilustrować ważne teorie naukowe i ułatwiać ich stosowanie.

O tym wszystkim piszę, nagrywam i publikuję na blogu, YouTube i Podcast.

Kanał YouTube

Tekst o fenomenie Roberta Kubicy

Do Vlog

Do Blog

[VIDEO] „Jeż bokser”: Koncepcja strategiczna i przywódcza w wersji dla każdego

„Jeż bokser” to odmiana tego sympatycznego zwierzątka, która nie występuje w przyrodzie, ale może występować w praktycznym wykorzystaniu koncepcji Jima Collinsa.

VIDEO Jeż bokser

W nagraniu wykorzystałem tekst : Jakie możliwości ma człowiek w małej łódce na środku oceanu? Może zostać pozytywnym wojownikiem! W sytuacji gdy otacza nas „mgła” w której nie wszystko możemy przewidzieć, gdzie panują zasady wynikające z teorii chaosu, trzeba umieć odnaleźć swoje silne strony.

Można to robić w różnych sytuacjach i dla różnych potrzeb. Większość teorii naukowych jest bardzo szybko „szufladkowana” przez różne środowiska. Najlepsze z nich są jednak zwykle bardzo uniwersalne. „O wojnie” Clausewitza okazała się równie skuteczna w czasie zmagań wojskowych co działań biznesowych, negocjacjach i w wielu innych dziedzinach życia.

Nawet najwięksi humaniści często sugerują, że ich teorie nie są dla wszystkich – w domyśle, chcąc dodać że tylko odpowiedni poziom intelektualny pozwala na ich stosowanie. Wskutek tego zapewne wielu polityków a priori odrzuca naukę jako taką, bowiem rzekomo „nie przystaje do rzeczywistości”. Teorie powinny jednak najczęściej mieć praktyczne zastosowanie inaczej powinny przynależeć do sztuki a nie nauki.

W mojej ocenie każdy może i powinien korzystać dorobku pięciu tysięcy lat rozwoju cywilizacji jaką znamy. Teorie przywództwa i strategii są bardzo przydatne w różnych sytuacjach. Jedną z teorii umożliwiających dobry początek zarówno w biznesie, zmiany na lepsze we własnym otoczeniu, czy odszukanie własnego potencjału w sytuacji niesprzyjających okoliczności jest koncepcja jeża Jima Collinsa:

Slajd1

Poszukiwanie własnych możliwości i najlepszego dla siebie celu strategicznego może dotyczyć wyżej wymienionych dziedzin, ale także wspomóc nas przy bardziej prozaicznych ale także istotnych priorytetach. Na przykład wtedy gdy cel mamy jasno wytyczony ale nie potrafimy się zabrać za jego realizację. Takim przykładem jest „jeż bokser”. To bardzo indywidualne rozwiązanie ale na jego przykładzie widać jak łatwo można koncepcję naukową wykorzystać praktycznie, a ja z autopsji mogę zaświadczyć że jest to bardzo skuteczne rozwiązanie 🙂

Slajd2

Materiały do których odnosiłem się w nagraniu:

Jakie możliwości ma człowiek w małej łódce na środku oceanu? Może zostać pozytywnym wojownikiem!

Pozytywny wojownik -StratLider

Efekt Lucy Phere

 

Do Vlog

Do Blog