StratLider nr 3/2018

Przedstawiam Wam już trzeci numer pisma StratLider!

StratLider nr 3_2018

Nowy obraz

Wewnątrz znajdziecie ujęcia i interpretacje kwestii przywództwa i strategii, w zupełnie różnych dziedzinach! Od poezji, filozofii i kosmosu po sport. Zachęcam do ściagania i czytania!

W numerze:

  • Wielki atraktor i atraktory w życiu,
  • Szansa reprezentacji na mundialu,
  • Szczyt geopolityczny Trump-Kim
  • Robert Lewandowski jako autorytet w blaskach i cieniach,
  • Szwecja i tamtejszy kryzys imigracyjny,
  • Syria i Proxy War
  • Francja za prezydentury Macrona
  • Sławek Ambroziak dołącza do StratLider,
  • Spotkanie z prof. Zimbardo,
  • Klub Obywatelski,
  • Atraktor w teorii i praktyce,
  • Wnętrze przywódcy,
  • Poezja, Film, Książka, Piosenka,
  • Sport: F1, Piłka, NHL.
Reklamy

[Video] Szczyt USA-Korea Płn

Zapraszam do nowego Vloga, w którym krótko podsumowuję swoje wrażenia na temat tego „brejk niusa”;-). To ważne wydarzenie, ale jego faktyczną wagę poznamy dopiero za jakiś czas.

Podsumowując:

  • Czy jest szansa na odprężenie? Na pewno jest to możliwe w krótkiej perspektywie czasu, tak jak to od lat ma miejsce i bez szczytów, ale czy w dłuższej perspektywie jest na to szansa, to z pewnością więcej czynników odegra rolę.
  • Czy jest szansa na denuklearyzację? Nie sądzę, choć wszystko jest pewni możliwe. Jednak malutka Korea, ma wokół siebie potęgi: militarną USA, ekonomiczno-militarną Chiny, militarną Rosja, gospodarczą Japonia, gospodarczą Korea płd a do tego dwie ostatnie tworzą militarny sojusz z USA i z tego względu tak archaiczny reżim jak Kim Dzong Una musi grać bronią nuklearną bo tylko dzięki temu utrzymuje się przy władzy.
  • Czy to gra geopolityczna? To na pewno! To gra w której wiele elementów się liczy, a to spotkanie jest jednym z nich. Może okazać się kluczowe, ale może też być epizodem o niewielkim znaczeniu.

Zapraszam do Vloga oraz trzeciego numeru czasopisma StratLider, które za chwilę będzie dostępne.

 

Szkolenie HIP w Rzeszowie we wrześniu.

Szanowni Państwo kolejne szkolenie z Projektu Bohaterskiej Wyobraźni zostało zaplanowane na wrzesień. Zapraszam do uczestnictwa! Miejsce szkolenia, budynek WSIiZ przy Sucharskiego 2.

Wszystkie informacje na temat szkolenia zawarte są na stronie Centrum Zimbardo ds Rozwiązywania Konfliktów.

Eskalacja vs ignorancja konfliktu

Często słyszymy, że konflikt jest normą, więc nie należy się nim przejmować. Równie często słychać głosy, że konflikt trzeba rozwiązać, tak aby go nie było, wtedy dopiero można zająć się merytorycznymi kwestiami. Zarówno przyzwyczajanie się do ostrych konfliktów społecznych, jak i próby ich całkowitego usuwania z życia społeczeństw, prowadzą do poważnych kłopotów. 

Jak zatem mówić o konflikcie, żeby nie straszyć nim, ale i nie bagatelizować? Po pierwsze mówmy o konflikcie szukając jego istoty, a więc diagnozując przyczyny, ale jeszcze istotniejsze jest wypracowanie protokołu rozbieżności. A zatem ważne, by w trakcie trwania konfliktu strony nie trzymały się swoich stanowisk (początkowych), ale przechodziły do prezentacji interesów tak, aby szukać punktów wspólnych.

Łatwo napisać, ale trudniej uzyskać taki efekt w praktyce. Często doraźny interes, zysk finansowy czy polityczny zaślepiają nas tak dalece, że konflikt nastawiony na „wyniszczenie przeciwnika” pozostaje jedyną drogą. Taka droga, która przez większość uznana być musi za radykalną, w oczach radykałów jest jedyną racjonalna bowiem pasuje do ich możliwości/skłonności intelektualnych i ideologii.

Niestety przebiegły radykał potrafi poszerzać grono swoich zwolenników dowodząc, że jego sposób reakcji na konflikt jest jedynym właściwym. Wówczas osoby dotąd umiarkowane także się radykalizują. Im więcej umiarkowanych się radykalizuje tym większą pewność siebie ma też inspirator ekstremizmu, a do tego rośnie poczucie misji, dla której trzeba usunąć przeciwnika, aby konflikt zlikwidować.

Przykłady takie jak Rwanda, Wołyń, Srebrenica, Irak pokazują, że tych zradykalizowanych wcale nie musi być większość. Efekt Lucy Phere to powolna degradacja relacji społecznych, stopniowe poszerzanie się zasięgu oddziaływania radykałów po każdej ze stron. Jeśli ci ostatni mają odpowiednią siłę, wystarczy „iskra”, aby przystąpić do działania, a wówczas jakikolwiek sprzeciw umiarkowanych zostanie potraktowany jako ich opowiedzenie się po jednej ze stron.

Musimy mówić o tym co nas konfliktuje i dlaczego, zamiast na przeciwnych stronach osi konfliktu rozkładać argumenty stron w celu zwalczenia przeciwnika. Mówienie, pisanie, badanie konfliktu to nie straszenie nim, bowiem drugi aspekt tego tekstu, czyli normalizacja konfliktu sprawia, że przestajemy z kolei dociekać jego przyczyn, nie poszukujemy różnic, tylko przechodzimy nad tym wszystkim do porządku dziennego. Takie podejście ma też swoje uzasadnienie w krótkiej perspektywie czasu, zgodnie z porzekadłem, że „czas leczy rany”. Jednak równie często kolejne fazy konfliktu, jeśli okazuje się on długotrwały, np. wynikających z pobudek osobistych, pozostawiają trwałe ślady w psychice i w pewnym momencie może nastąpić „przelanie czary goryczy”, kiedy to pojawia się postanowienie działań radykalnych.

Świadomość nieuchronności konfliktów, a także ich druzgocących skutków w przypadku gdy te eskalują powyżej pewnej granicy, każe raczej spojrzeć na nie z odwagą oraz dostrzec ich naturę, ale jednocześnie szukać możliwości wykorzystania ich we współpracy na jakimś poziomie zanim te grace zostaną przekroczone.

Jeśli chodzi o rodzinę, konflikty pomiędzy małżonkami są nieuchronne, ale świadomość odmienności pokonywania trudności życiowych (co często konfliktuje), można przekuć we współpracę rodzinną dostrzegając te momenty w którym właśnie to drugie okazuje się skuteczniejsze. W firmie, różnice pomiędzy pracownikami, przy kompetentnym liderze okażą się bonusem ułatwiającym rozwój mimo, że będzie dochodziło do spięć. Natomiast w państwie, partie polityczne nie muszą się zgadzać, dążąc do dobrego wyniku wyborczego, ale muszą szanować wspólnotę państwową oraz interes państwa. Wówczas brutalizacja polityki (jako niestety nieodłączna cecha ludzkości) nie będzie czynnikiem szkodzącym strategicznie państwu ani grupom społecznym w nim zamieszkującym.

Opracowanie protokołu rozbieżności oraz katalogu interesów w każdym z tych przypadków, uświadomi, gdzie są istotne pola konfliktów, a gdzie można znaleźć punkty wspólne. Właśnie od tego trzeba zacząć wykorzystanie konfliktu do współpracy na rzecz dobra wspólnego.

Cóż tam panie w polityce? Polacy mają zadyszkę…

Polska polityka ma zadyszkę. Nie chodzi o to, że wygrywają czy przegrywają konkretne partie, tylko o sposób zarządzania partiami, komunikowania się ze społeczeństwem, dbanie o interes narodowy. Te kwestie niestety schodzą na dalszy plan wobec „słupków poparcia”. 

Nie, nie będę narzekał, że polityka jest twarda, brutalna, brzydka. Zalecam też moim rozmówcom/czytelnikom/widzom, by na to nie narzekali, bo to nie ma zwyczajnie sensu. Polityka jest taka, jaka jest natura ludzka i na to poradzić nic nie można. Może nawet nie trzeba, bo być może polityka taka właśnie ma być. Jest zatem grą, w której wygrywa lepszy, a ten kto wygra ma szansę zrealizować swój projekt polityczny. I właśnie w tym stanie rzeczy polityka może być ideowa, łącząca, nakierowana na interes publiczny, ale też czysto pragmatyczna, dzieląca, partykularna – budująca silne i zdrowe państwo, albo opierać się na poparciu wąskiej, acz żelaznej grupy zwolenników i grać nieustannym konfliktem ze wszystkimi pozostałymi.

Nie chodzi też o to, że „słupki poparcia” w postaci sondaży nie mają znaczenia. Oczywiście, że świadczą (trochę jako tańsze referendum) o tzw. woli ludu (jakkolwiek to brzmi :-). Problemem jest to, jak i wśród kogo robi się te sondaże, które decydują o wyznaczaniu kierunków tzw. linii partyjnych. Sondaże te są robione zawsze wewnątrz tzw. żelaznego elektoratu danej partii oraz w szerszej grupie potencjalnych wyborców. Pytanie zatem, brzmi które z nich będą decydujące? A więc dla kogo dana partia zbuduje swój program? Do kogo skieruje swój przekaz?

Jeśli kierunek partii jest nakierowany na wąską, ale zdyscyplinowaną grupę społeczną, która pozwala zwiększyć szanse na zwycięstwo, to automatycznie pojawia się pokusa, by rezygnować z mechanizmów demokratycznych, bowiem po wyborach to tej grupie winna jest partia wdzięczność, a to z kolei wzmacnia determinację i ślepe posłuszeństwo grupy żelaznych wyborców. Ta wdzięczność kosztuje, a więc dobrze by nań złożyli się „przeciwnicy”.

Niemniej w skali państwa, dóbr nigdy nie starczy na tyle, żeby cała grupa „żelaznych” zyskiwała, oczywiście ten zysk stopniowo zawęża się do coraz mniej licznej grupy partyjnego aparatu. Grupy społeczne „przeciwników” obciążane kolejnymi regulacjami będą się oczywiście sprzeciwiały, a grupa „żelaznych” może zostać zdominowana zmasowaną propagandą, która usunie sprzed jej widoku to, że sama relatywnie także ponosi straty. Na przykład datek dla najbiedniejszych (hasło stare jak świat) rekompensuje się wzrostem podatku, który w wyniku samej jego struktury uderza właśnie w grupę beneficjentów datku najbardziej.

Jeśli w partii nie ma refleksji nt. interesu Państwa, konieczności współpracy z innymi (mimo konfliktów), znaczenia procesów globalizacyjnych wymuszających szeroką współpracę, zagrożeń lokalnych czy globalnych, to Państwo, jak wielki okręt, stopniowo zmierza w stronę mielizny, ale może też, niczym Titanic natrafić na górę lodową, kiedy to jego rzekoma niezatapialność zostanie poddana ciężkiej i ostatecznej próbie. Dopóki jednak okręt nie przechyli się i nie nabierze wody po tym jak osiądzie na mieliźnie, lub nie rozbije się gwałtownie, na tym niebezpiecznym kursie będzie go utrzymywać sprzężenie zwrotne pomiędzy partią i jej stosunkowo wąską (ale dającą szansę na wygraną) grupą wyborców. Co gorsza każde zwiększenie szybkości okrętu w stronę mielizny będzie wzmacniało taki „układ” i powodowało potraktowanie wszystkich innych sił w państwie i świecie jako totalnie wrogich, godnych pogardy, potępienia (przecież płyniemy szybciej).

Różne partie zawężają krąg swoich potencjalnych wyborców do grupy „pewniaków”. To zawsze działa, bo otaczając się takimi ludźmi szefostwo partii zyskuje twardy grunt polityczny. To buduje komfort pełnej zgodności – jedności ideowej, nie trzeba szukać kompromisów, nie trzeba zatrudniać specjalistów by ustawy były jak najlepiej opracowane – wszak swoi wszystko wybaczą. Oparcie na takiej grupie może być punkte wyjścia, ale z pewnością na ty nie może się kończyć polityka partyjna. Z tego „twardego jądra” trzeba szukać rozszerzenia zasięgu partii możliwie do jak najszerszej grupy odbiorców. Nie chodzi o rozmycie ideowe, o udawanie jednocześnie prawicy i lewicy itd. Chodzi o to, aby swoje idee przedstawić nawet przeciwnikom jako atrakcyjne. Partia centro-lewicowa może okazać się bardziej atrakcyjna dla konserwatysty niż prawicowa, bowiem wszystko zależy od stopnia radykalizacji, a co za tym idzie skłonności do konfliktowania i degenerowania relacji społecznych.

Same hasła są ważne, ale dopiero czyny świadczą o prawdziwym charakterze liderów partyjnych.  Niemniej partia, uzależniająca się od wąskiej – dogmatycznej grupy zwolenników (wyznawców?), albo niszczy siebie – upada, stopniowo opuszczają ją zawiedzeni brakiem sukcesów (dotąd żelaźni) zwolennicy, albo jeśli wygra dzięki sprawności propagandowej to jeszcze gorzej, bo gra konfliktem niszczy całe państwo. Brak zdolności koalicyjnej nie jest żadną oznaką ideowości, ale wręcz przeciwnie, świadczy o braku podstawowych kompetencji jej politycznych liderów.

Po wyborach, w krajach o ugruntowanej demokracji zwycięscy liderzy wyciągają rękę do przegranych, starają się (myśląc strategicznie) udowodnić, że ich priorytetem jest dobro wspólne, interes Państwa. W krajach zarządzanych wodzowsko, po wyborach następuje pogłębienie konfliktu. To dość łatwo widoczny wyznacznik pokazujący jakość władzy. Władza ma prawo popełniać błędy, zmieniać linię, odwoływać decyzje, ale nie ma prawa dzielić społeczeństwa, degradować jego wewnętrznych mechanizmów obniżać bezpieczeństwa i obronności.

Nie jestem zatem symetrystą, nie każda partia czyni tak samo wiele złego, ale naklejki partyjne niech czytelnik sam doda do tekstu wedle własnego oglądu rzeczywistości.