Tag Archives: Edukacja

Sukces w karierze: pokora jako cecha podstawowa przywódcy

Na pierwszy rzut oka pojęcia “pokora” i “przywództwo” wydają się sprzeczne. Mocno sceptycznie reagują kursanci, studenci, którym zaczynam mówić o pokorze jako cesze liderów najwyższego poziomu. Niemniej jednak wewnętrzną pokorę lidera należy odróżnić od bycia pokornym w popularnym znaczeniu tego słowa.

Pokora wewnętrzna skłania nas do słuchania i słyszenia argumentów innych. Pozwala też wykorzystać te argumenty do zrozumienia innych punktów widzenia co zmniejsza poziom agresji wobec osób o innej perspektywie postrzegania rzeczywistości.

Pokora pomaga też przyjąć krytykę. Nawet jeśli wewnętrznie się burzymy, musimy zaciskać zęby przy słuchaniu krytycznych słów wobec naszej pracy, postawy czy zachowań, to być może po upływie pewnego czasu okaże się, że gdy na spokojnie rozważymy ponownie argumenty tej krytyki, znajdziemy w niej elementy zasadne, albo ustalimy przyczyny krytyki bezpodstawnej.

Może zidentyfikujemy obie te strony, np. w sytuacji gdy krytyka jest oparta na zasadnych podstawach, ale jest przesadnie eksponowana odbierając nam motywację do dalszej pracy. Każdy z tych wariantów daje nam ważne informacje o nas, o rozmówcy, o naszej pracy itd. Pokora nie oznacza więc uległości.

To, że przyjmujemy krytykę, nie oznacza, że musimy wszystkie jej argumenty traktować jednakowo, ulegając sugestiom krytykujących. Wręcz przeciwnie, przywódca powinien być pewny swojego kierunku, ale też powinien zachowywać elastyczność po to, by  mieć oczy otwarte na wszelkie czynniki, które jeszcze poprawią uwarunkowania dla odniesienia sukcesu.

Pokora sprawia, że z większym szacunkiem traktujemy ludzi, w myśl zasady ze “starego chińskiego powiedzenia”: “Jak idziesz w górę to się wszystkim kłaniaj, bo może będziesz wracał tą samą drogą.” Wielu ludzi, którzy odnieśli sukces, ma poczucie swojej wielkiej unikalności, która ma zapewnić pozostawanie w tym “stanie sukcesu” na zawsze, niezależnie od okoliczności. To właśnie jest już ważny zwiastun rychłej porażki.

A więc przeciwieństwem wewnętrznej pokory jawi się arogancja. Arogancja każe palić mosty, po których wspięło się na szczyt bo przynosi ujmę to, że się było niżej. Nie rozmawia się z ludźmi którzy pomogli (w różny sposób) w awansie lub rozmawia się z nimi w sposób arogancki.

Prowadząc zajęcia w ramach Projektu Bohaterskiej Wyobraźni z nauczycielami w szkołach podstawowych, słyszałem przykre historie o uczniach wywodzących się z małej miejscowości, którzy szybko osiągnęli sukces. Odwiedzając z różnych powodów swoją rodzinną miejscowość, gdy taki młody człowiek spotyka nauczycielkę sprzed lat odwraca głowę, żeby się nie przywitać, bądź okazuje wyższość na przykład popisując się swoim pięknym samochodem, podczas gdy ta nauczycielka jeździ wciąż tym samym starym cinquecento jakim jeździła gdy był jej uczniem. Co więcej ta nauczycielka nie jest zazdrosna o ten sukces, nie chce żeby on jakoś się dzielił swoim statusem. Przykrość sprawia jej to, że ten młody człowiek wstydzi się swojej szkoły, nauczycieli.

Arogancja dla wielu osób wydaje się właśnie czynnikiem niezbędnym do szybkiego awansu. Filozofia “po trupach do celu” święci triumfy.

Nie żyjemy w bajce i nie chcę przekonywać, że dobro zawsze popłaca, a zło z pewnością przyniesie zgubę temu kto je czyni, bo to nie tylko infantylne, ale i nieprawdziwe. Faktycznie wielu ludzi zachowujących tę pokorę sukcesu nie osiągnie, a także wielu aroganckich “cwaniaków” swój cel osiągnie. Zdarzenia można podawać różne i na jednostkowych przykładach niczego się nie udowodni.

Jednak uważam, że pójście za radą tak wielkich autorytetów jak Jim Collins, Kevin Murray, Jacek Santorski, Philip Zimbardo, nie wspominając o chińskich mędrcach 😉 i zachowanie w sobie pokory, otwiera znacznie większe możliwości, niż arogancja. Ta druga, zawężając krąg towarzyski człowieka sukcesu tylko do tych, którzy w danym momencie odgrywają ważną rolę w ścieżce kariery, generuje poważne ryzyko w razie zmiany sytuacji. 

Znam co najmniej kilka przykładów osób, które ze skruchą przyznają się do tego, że w swoim czasie byli takimi właśnie ludźmi pozbawionymi zasad i nie potrafili zachować pokory. Spalili za dużo mostów brnąc w skrajną arogancję, ponieważ mieli “patrona”, który zdawał im się niezniszczalny. Potem okazywało się, że bardzo żałowali tego, że w drodze do sukcesu i samym momencie gdy osiągnęli “szczyt” nie zbudowali sobie dobrych relacji z ludźmi, którzy ich jeszcze wtedy szanowali, wierzyli w nich. Być może wracając w dół mieliby zbudowaną przystań gdzieś po drodze i nie musieliby spadać na samo dno. Może nawet budując na zaufaniu i poszanowaniu sieć partnerów nie musieliby wcale spadać z “piedestału”.

Pewność siebie przy zachowaniu pokory wewnętrznej to budowanie znacznie szerszych fundamentów sukcesu, choć wymaga bardziej stoickiej postawy w jego osiąganiu. Arogant to cynik, który robi szybki skok w górę, ale z tym większym hukiem potem spada w dół.

Przykładem takiego przywódcy zachowującego pokorę pomimo piastowania najważniejszych stanowisk jest Jim Mattis, o którym pisałem już wielokrotnie, ale zawsze robi to na mnie ważnie. Jego zdjęciem także zilustrowałem ten tekst.

Jim Mattis w rozmowie prywatnej

Efekt Lucy Phere

Efekt Lucyfera opisany przez prof. Philipa Zimbardo jest mechanizmem, który niepostrzeżenie wkrada się do życia społecznego niszcząc relacje stopniowo tak, że faktycznie przez większość jest zawsze niezauważalny. Nawet w czasie największych katastrof społecznych takich jak Holokaust, Wołyń 43, czy Rwanda 94, Srebrenica 95 itd. wielu uczestników tych zdarzeń mimo wszystko nie zdawało sobie sprawy ze zła w jakim uczestniczy. Cały sekret leży właśnie w stopniowym pojawianiu się tego efektu. Łatwo wówczas zaprzeczać, że: – my na pewno nie, – w naszym społeczeństwie to niemożliwe, – takie rzeczy to na Bałkanach albo na Bliskim Wschodzie, ale nie Polsce.  

Gdy usłyszałem piosenkę Muńka Staszczyka to w pierwszej chwili spodobała mi się melodia, tym bardziej, że lubię jego muzykę. Słowa wyrwane z kontekstu nie robiły wrażenia. Dopiero gdy wsłuchałem się w cały utwór – od początku do końca – zrozumiałem wielką mądrość tej piosenki.

Sam w swoich prezentacjach, szkoleniach, wykładach przedstawiam Efekt Lucyfera jako walkę zła z dobrem. Posługuję się przy tym moją ulubioną ilustracją tego problemu, na której Szatan siłuje się z Bogiem.

Nowy obraz (3)

To bardzo obrazowe i także ważne, ale jednak nieco mylące. Muniek przypomniał mi znów to o czym pisał Zimbardo. Właśnie to stopniowanie “Efektu Lucyfera” jest kluczowe. To na to trzeba zwracać szczególną uwagę. Dlatego tak ważne i mądre jest przedstawienie tego Efektu jako Lucy Phere w piosence Muńka. Istotne są słowa o budowaniu PRu, gdzie zwykle osoby, które to robią ubierają swoje cele w piękne ideały, ale w istocie często cel jest jeden – finanse… to znaczy zwykle tak jest, bowiem jest też część ludzi, którzy pieniądze traktują jak środek, a nie cel. W tym przypadku celem faktycznym jest władza.

Władza jako fetysz  to poważny problem ponieważ gdy pojawia się strategia “dziel i rządź”, to niezależnie, czy jest to wynikiem woli rządzącego czy nie, “Efekt Lucy Phere” pojawia się i szybko zdobywa pole.  Rządzący zawsze przeceniają swoje możliwości kontroli nad mechanizmami, których nie do końca (lub wcale) nie rozumieją. Nie są w stanie zrozumieć, że wywiad, wojsko, policja, propaganda, urzędy i sądy walczą z Efektem Lucyfera, ale nie stanowią wystarczających narzędzi do kontroli nad Efektem Lucy Phere.

To co wydaje się naszym sprzymierzeńcem bo pozwala władzę zdobyć i potem ją utrzymać, przedłużać, okazuje się “przyjacielem”, który ma własne cele i zaczyna przejmować kontrolę nad wszystkimi procesami w społeczeństwie. Drobna i niepozorna Lucy osiąga władzę nad tymi, którym wciąż jeszcze się zdaje że rządzą. Piękny PR, skrojony tak by wygrać władzę, okazuje się pułapką z której bardzo trudno się wyplątać.

2017-04-11 (3)

Clausewitz pisał, że der Zweck (cel polityczny) musi być zawsze głównym w wojnie. Cel działań zbrojnych – das Ziel musi mieć charakter podrzędny. Ale mgła wojny czasem powoduje, że widzimy tylko das Ziel. Nawet gdy walkę wygramy, mówimy że wciąż się toczy bo wszyscy chcą nam ją odebrać, spiskują i knują przeci nam i tylko my wiemy co jest dobre, właściwe. Nie jesteśmy w stanie przejść do der Zweck.  Tu właśnie kryje się i wychodzi z ukrycia wraz z całym swoim urokiem Lucy Phere. Ona żywi się walką, rośnie gdy łamiemy granice sporu, gdy konflikt nie jest merytoryczny, nie wynika z idei, ale jest osobisty i dąży do “zniszczenia” przeciwnika.

Powiecie, że przesadzam? Że w Polsce ten konflikt nie jest aż taki? Powiem, że Polska to piękny kraj, w którym żyją wspaniali ludzie. Ale “Efekt Lucy Phere” może to zniszczyć szybciej niż nam się zdaje. Dlatego trzeba go widzieć na poszczególnych etapach, gdy zaczyna dominować w mediach, na ulicy, a wreszcie w rodzinach, nawet szkołach… to znak, że Lucy Phere się rozkręca i działa coraz mocniej, ale my tego nie chcemy widzieć bo jej postać to śliczna dziewczynka o niebieskich oczach. Wszak walczymy w imię pięknych ideałów gromiąc zdrajców Ojczyzny, a w wyobraźni słyszymy szum piór przyczepionych do husarskiej zbroi. Musimy widzieć co Lucy Phere robi, a nie jak wygląda. Co się z nami dzieje, a nie jaki PR jest dziś stosowany (np. w postaci fatalnych “przekazów dnia”).

Poniżej jeszcze jeden slajd z mojej prezentacji. Zaznaczam, że obaj politycy są po środku w przeciwieństwie do żołnierzy wykorzystywanych jako narzędzie. Ludzie potrafią stać się w tym samym czasie bezwzględnymi oprawcami albo bohaterami ratującymi życie ludzkie. Musimy sobie uświadamiać “Efekt Lucy Phere” aby nie popaść w kłopoty i sytuację bez wyjścia.

Nowy obraz (4)

Władza jako fetysz

a0549117249_10Do władzy można dążyć z różnych pobudek. Państwowiec będzie chciał za jej pomocą prowadzić politykę, zarówno wewnętrzną i zewnętrzną na jak najwyższym poziomie, dla dobra własnego, jak i wspólnego. Dlaczego? Bo państwowiec wie, że dobro wspólne jest korzystne dla niego samego – długofalowo, strategicznie. Bywa (rzadko) państwowiec altruista, ale to inna kwestia i trudno, aby taka osoba osiągnęła władzę na poziomie państwowym.

Radykał natomiast, we władzy będzie widział narzędzie do zawężania przestrzeni politycznej do własnych ideologii i “wtłaczania” w nią całego społeczeństwa. Radykał mający władzę w swojej grupie (sekta, partia, ruch), może wykluczać z niej osoby nie utożsamiające się z tą grupą ideologicznie, co jest w pełni zrozumiałe.  Problem pojawia się wtedy, gdy radykał przejmuje władzę w państwie, ponieważ wtedy zawęża swoje postrzeganie dobra wspólnego do tej części społeczeństwa, która podziela jego ideologię i tam zaczyna upatrywać “prawdziwych patriotów”.

W takim razie dąży do podziału na tych, których można przekonać, że ta jedna ideologia jest właściwa i wykluczenia ze swojej grupy tych, których się “wtłoczyć” do takiej grupy nie uda. Tylko że w tym przypadku, jako grupę, postrzega całe państwo nie bacząc na mniejszości, inne ideologie, opozycję polityczną itd. Tak określony radykał, nie jest więc z pewnością państwowcem, ponieważ nie dostrzega możliwości funkcjonowania różnorodności, w tym mniejszości narodowych. Co więcej nie jest też narodowcem, bowiem Naród, bez politycznych manipulacji, nie jest jednolity ideologicznie, a z pewnością politycznie.

Także w przypadku radykałów można pokusić się o kolejne rozróżnienie. To zawężanie może radykałowi służyć do ekspansji (np Hitler w czasie II WŚ) lub do po prostu posiadania władzy “po wsze czasy”. W tym drugim przypadku brak jest głębszych ideologii, a wszystko podporządkowane jest utrzymaniu władzy. Wszystko co może zagrozić temu celowi (utrzymanie władzy) jest atakowane za pomocą wszelkich możliwych środków. Władza staje się więc fetyszem – wszystko inne traci znaczenie. Oczywiście, jest w stanie uzasadniać konieczność utrzymania władzy we własnych rękach rzekomymi spiskami – wewnętrznymi czy międzynarodowymi, posiadaniem jedynej recepty na dobrobyt itd.

O ile radykał “ekspansjonista” potrzebuje jednak jakieś współpracy, szuka porozumień międzynarodowych, przynajmniej doraźnych, o tyle “fetyszysta” u władzy będzie się izolował. W najbliższym kręgu będzie chciał mieć ludzi o identycznej ideologii, ale bez ambicji związanej z przejęciem władzy. Będą więc to ludzi bezwzględnie posłuszni i jednakowo myślący. Ich kompetencje mają znaczenie trzeciorzędne. Wskutek tego, rządzący “fetyszysta” nie będzie w stanie ustępować, a nie potrafiąc zawierać kompromisów, otaczając się ludźmi bez kompetencji, ale silnie umotywowanymi ideologicznie, będzie się kompromitował.

Jednakże sam fakt że władzę przejął, świadczy o inteligencji. Potrafi przekonać do siebie wystarczającą do wygrywania wyborów część społeczeństwa, za pomocą najlepiej dobranego zestawu haseł, których wygląd – brzmienie, mają być związane z własną ideologią, ale w istocie sens polityczny czy gospodarczy nie mają żadnego znaczenia. “Fetyszysta” sądzi,  że jego inteligencja wystarczy za kompetencje podwładnych na kluczowych stanowiskach związanych z utrzymaniem władzy a więc związanych z resortami siłowymi (przede wszystkim wywiad, wojsko i policja) oraz wymiarem sprawiedliwości. Szuka za to fachowców w tych resortach, które mogą przeciągnąć do jego obozu większą grupę społeczeństwa ale nie zagrażają jego władzy.

“Fetyszystę” u władzy demaskuje:

  1. brak kompetentnych ludzi na kluczowych stanowiskach (siłowe i szeroko rozumiany wymiar sprawiedliwości) – bowiem trudno jest znaleźć wielu absolutnie wiernych i wyznających tą samą ideologię ludzi o najwyższych kompetencjach.
  2. brak realnej skłonności do zawierania kompromisów, co zawęża pole współpracy do ludzi gorliwie wyznających tą samą ideologię, ale bez ambicji i ludzi gotowych przyjąć każdą ideologię dla kariery, a więc konformistów bez tzw. kręgosłupa, gotowych na wykonanie każdego polecenia.
  3. brak realnego dialogu ze społeczeństwem co przejawia się “przykrywaniem” wszystkich niepowodzeń propagandą sukcesu lub przemilczaniem niewygodnych faktów w usłużnych mediach.
  4. łatwo ten rodzaj władzy rozpoznać po mediach, w których ma kontrolę. Radykał-ekspansjonista  mający szersze cele (jak wspomniano szuka kompromisów) w mediach będzie dopuszczał do innych zdań i przekonywał, że sam ma rację (przykład Russia Today). “Fetyszysta” zawęzi przekaz do (najlepiej) własnej osoby lub osób absolutnie mu wiernych.
  5. obawa, że ludzie spoza najbliższego kręgu  nie rozumieją w pełni ideologii. Będzie więc im mówił do jakich treści mają się ograniczać. W polityce nazywa się to “przekazem dnia”, ale tenże przekaz może być wyjaśnieniem strategii, założeń czy treści z posiedzenia, a może też zwyczajnie zawężać pole wypowiedzi do wybranych tez przywódcy “fetyszysty”.

Rozpoznanie przywódcy “fetyszysty” przez społeczeństwo kończy jego władzę.

Dobro wspólne: czy się opłaca?

image_gallery

Współpraca vs interes własny

Jednym z najczęściej podejmowanych problemów jakimi zajmuje się filozofia, jest pytanie o sens życia. W tym rozważaniu bardzo istotne miejsce zajmują pojęcia dobra i zła. To co służy realizacji celu jednego człowieka, może komuś innemu uniemożliwiać realizację jego zamierzeń. Biorąc pod uwagę mechanizmy rządzące światem, warto zadać pytanie, czy zasadnym jest w ogóle rozpatrywanie kwestii dobra i zła?

Może znaczenie ma tylko to, ile zyskam i czy będę w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo i rozwój, nie bacząc na los “innych”. Czy “ja” w tym znaczeniu to jednostka, rodzina (klan), naród czy grupa wyznaniowa, nie ma zasadniczego znaczenia. Chodzi o postrzeganie dobra jako “mojej” korzyści, albo jako dobra ogółu. Jednakże w istocie zdecydowanie częściej w świecie dominują postawy nastawione na interes partykularny. Już sofiści w starożytnej Grecji uczyli, jak manipulować przekazem społecznym, aby wydawało się, że naszym celem jest dobro ogółu, podczas gdy prawdziwy cel pozostawał nieprzenikniony. Dopiero w razie uzyskania poparcia społecznego i np. objęcia jakiegoś ważnego stanowiska okazywało się do czego w istocie taka osoba zmierza.

Z jednej więc strony w nauce przewija się motyw wspólnego dobra, ale w praktyce politycznej, jest on zwykle pomijany. Szczególnie dzieje się tak na szczeblu międzynarodowym. Mimo więc, że posługujemy się wielorakimi teoriami dowodzącymi korzyści płynących z partnerskiej współpracy, to jednak w najważniejszych kręgach politycznych niepodzielnie króluje myśl Niccolo Machiavellego. Dlatego taka organizacja jak ONZ jest nieefektywna w realizacji swojego pierwotnego i fundamentalnego celu, jakim jest “zapewnienie pokoju i bezpieczeństwa międzynarodowego[1].

Powstało wiele opracowań, koncepcji religijnych czy zasad etycznych związanych z humanitarnym postrzeganiem świata i mówiących, że trzeba być po prostu dobrym dla drugiego człowieka nie dlatego że to się opłaca, ale dlatego, że to jest właściwe. Całe systemy religijne zostały uporządkowane tak, aby nie krzywdzić w ogóle lub tylko w akcie obrony przed agresją. Systemy etyczne i prawne mają przecież ten sam cel w założeniu. A jednak znajdujemy tysiące furtek, które pozwalają nam na uzasadnienie agresji i czynienie zła.

Liderzy

Dlatego tak ważna jest rola liderów (nie wodzów), którzy rozumieją szerszy kontekst – widzą kilka kroków dalej. Innymi słowy potrafią posługiwać się strategią, a nie tylko taktyką. Nauka nie jest więc w błędzie dowodząc, że współpraca jest lepsza niż walka o interes partykularny, ale aby to zrozumieć i zastosować umiejętnie, potrzeba ludzi kompetentnych w dziedzinie leadership. Jim Collins wyszczególnia pięć poziomów leadership. Od dołu są to cztery w pewnym sensie tradycyjne ujęcia tej kwestii:

  1. Naturalny przywódca stanowiący przykład dla własnego otoczenia.
  2. Lider niewielkiego zespołu.
  3. Sprawny manager w organizacji.
  4. Lider przełamujący schematy i wyznaczający nowe.

Poziom piąty leadership to lider, który ma wszystko to co na poziomie czwartym, ale też potrafi budować struktury, zespoły zadaniowe, motywować i budować współpracę zarówno wewnątrz jak i z partnerami. Taki lider potrafi przenieść przedsiębiorstwo na zupełnie inny poziom funkcjonowania. Niezbędnym fundamentem takiego leadership jest zbudowanie zespołu złożonego z liderów trzech pierwszych poziomów, a więc ludzi potrafiących samodzielnie działać zgodnie z dyscypliną strategiczną wprowadzaną przez przywódcę. Fundamentem jest jednak swoboda działania pozostawiana członkom zespołu i wzajemne zaufanie.

Bardzo istotne jest tu poczynienie jednego zastrzeżenia wynikającego z moich rozmów w portalach społecznościowych gdzie często mylnie rozumie się współpracę lub porozumienie a nawet dialog. Współpraca nie oznacza zawsze pełnej zgody, całkowitej akceptacji, porozumienie nie oznacza jednomyślności a dialog nie oznacza że trzeba sobie jedynie przytakiwać. Czasem potrzeba nawet trudnych kompromisów. Jednak wytworzenie atmosfery zaufania (choć względnego) pozwoli później przekuć kompromis w win-win. Bez tak rozumianego dialogu, porozumienia i współpracy nie ma społeczeństwa a jest tylko wojna.

Rola lidera w państwie 

W przestrzeni państwowej społeczeństwa dobrze rozwinięte cywilizacyjnie posiadają wielu takich liderów poziomu co najmniej pierwszego. Tacy ludzie są w dużej mierze impregnowani na partyjną propagandę i potrafią dostrzec nieprawidłowości także w stronnictwie, które sami popierają. To sprawia, że politycy podlegają społecznej kontroli. Najbardziej wartościowa i efektywna kontrola społeczna płynie z obozu popierającego daną partię.

Społeczeństwa pozbawione liderów, szukają jasnych kwantyfikatorów prawdy/fałszu, przyjaciela/wroga co jest skwapliwie wykorzystywane przez politycznych wodzów. Polityczny wódz nie jest przywódcą, ponieważ nie zdaje sobie sprawy, że dzieląc lub wykorzystując podziały społeczne powoduje nieuchronne i duże straty dla całego państwa ale też regionu, organizacji itd.  Ich interes partykularny jest także często bardzo doraźny i dla nich samych często sytuacja staje się dramatem. Wojna wzmacnia radykalizmy a te postrzegają interes bardzo specyficznie zawężając go do najbardziej lojalnych bliskich współpracowników. Prędzej czy później w tak wąskim i radykalnym środowisku ostrze konfliktu kieruje się w stronę wodza lub jego środowisko. Takie społeczeństwa bez liderów dając się łatwo podzielić na plemiona toczą nieustanną walkę. Nie może nie być wroga. Jeśli nie ma go realnego to szybko się go tworzy za pomocą propagandy. Najlepiej w jakiejś grupie słabszej, aby łatwo zaakcentować dominację. Potrzeba też wrogów permanentnych i potężnych aby stan mobilizacji był nieustanny. To nie daje poczucia bezpieczeństwa (wszechobecne spiski i podstępy) ale daje poczucie siły i dumy oraz misji związanej z “heroicznym” zwalczaniem potężnych sił wrogich.

Wnioski

Jim Collins zauważa, że liderem nie musi być postać z pierwszych stron gazet,czy znana z mediów. Takie dobrze znane osoby to często celebryci sprawnie posługujący się PRem, a nie realni liderzy, choć wśród nich także liderzy mogą się pojawiać. Liderem może też być każdy kto jest otwarty na naukę oraz na rozmowę. Lider zawsze się uczy, ale i też zawsze rozmawia. Nie zamyka się przed innymi opiniami a wręcz przeciwnie, zawsze szuka w nich sensu, którego sam nie rozumie i zastanawia się dlaczego inaczej postrzega rzeczywistość. Natomiast wódz w tym miejscu po prostu mówi o spisku, złej woli lub przekupstwie. Oczywiście ludzie kierują się różnymi motywami ale bez rozmowy nie dowiemy się tego, a więc zamykanie możliwości dialogu – nawet niewygodnego świadczy o braku kompetencji lidera, a co za tym idzie braku kompetencji do działania politycznego. Wszyscy powinniśmy odrzucać proste rozwiązania podzielone na czarno-białe strony konfliktu, podsuwane przez politycznych wodzów i szukać tych polityków, którzy widzą szarą przestrzeń pomiędzy nimi i potrafią dyskutować.

Dobrem więc będzie tylko dobro wspólne. Szukanie win-win ma wielki sens także dla silniejszego. Win-lose zwykle w perspektywie strategicznej zmienia się w lose-lose. Oczywiście od każdej zasady można znaleźć wyjątki, ale zawsze warto postarać się odrzucić propagandę, a poznamy ją po tym że zwykle mówi, iż “inni”muszą przegrać by “nasi” mogli wygrać. Arystoteles określał politykę jako rodzaj sztuki rządzenia państwem, której celem jest dobro wspólne. A więc win-win.

[1]     Charter of the United Nations, Principles, art. 1, pkt. 1, 1945.

Dlaczego dzieci nie chcą chodzić do szkoły?

Tekst zamieszczony także na portalu mPolska24.pl: Link

Obserwując szkołę jako miejsce do którego uczęszczają moje dzieci, rozmawiając ze znajomymi, których dzieci są w innych szkołach – również w innych polskich miastach, a także zapoznając się z opiniami osób których nie znam osobiście, obraz przeciętnej polskiej szkoły jawi mi się bardzo ponuro. Dzieci są wystraszone potwornym hałasem już od pierwszego dnia szkoły – z resztą rodzice często nie mniej, z ulgą wymykając się z jazgotu zaraz gdy dziecko zniknie za drzwiami klasy. Nauczyciele, którzy najczęściej bardzo się starają, niestety dokładają się do tego, że dzieci nabywają szeregu kompleksów. Przykładem jest zupełnie dla mnie niezrozumiałe dopingowanie dzieci do jak najszybszego spakowania się po zakończonej lekcji. Po co? Dlaczego dziecko od pierwszych dni w szkole musi się uczyć nieustannego pośpiechu? Pani uczy maluchy, by jak najszybciej przepisywały bo już pierwsze zapisane na tablicy słowa ściera. Dziecko pisze jak potrafi… jedno zdąży, a wiele innych nie. Uczą się więc gryzmolić albo odpisywać od tych, które piszą szybciej. Dlaczego szkoła musi zadawać tak wiele zadań do domu? Może nie da się inaczej bo godzin lekcyjnych jest za mało? Może dzieci muszą być szybko mądrzejsze i lepsze? My dorośli też tak mieliśmy więc o to autorowi chodzi? 😉 A jednak w wielu szkołach zachodnich zadań domowych nie zadaje się w ogóle lub bardzo mało. Z dumą… a może butą odpowiadamy na to, że u nas poziom jest wyższy i nasze dzieci mądrzejsze… Niestety nie ma to pokrycia w faktach. Szkołę trzeba widzieć jako zestaw wielu elementów, a nie tylko zbioru lekcji. Świetne warunki świetlicowe, cały system zajęć pozalekcyjnych, a przede wszystkim otwartość na różnego rodzaju programy i innowacje z nawiązką rekompensują w systemach zachodnich “niższy” poziom lekcji. Niższy jest w cudzysłowie, bowiem cały system edukacji ma tam inaczej rozłożone akcenty. Początki są dość łatwe, ale możliwości rozwoju zgodnego z zainteresowaniami (a więc znacznie bardziej motywującego i satysfakcjonującego) wraz z zaawansowaniem jest bardzo wiele. Dlatego nasza duma z tego, że program już od pierwszej klasy jest przeładowany zakrawa na zupełny absurd graniczący z masochizmem.

         Wszyscy przecież (każdy z czytających z pewnością też) narzekamy, że życie jest zbyt szybkie. Wiemy jakie to miało konsekwencje w Japonii, gdzie dopiero fala samobójstw ludzi totalnie sfrustrowanych mających za sobą nieudane małżeństwa, nie wiedzących co to wypoczynek i nie potrafiących pomyśleć o czymś takim jak urlop, zmieniła nastawienie władz oraz przeobraziła wewnętrznie społeczeństwo. To właśnie ciągły pośpiech – pęd do kariery, podwyżki, lepszej pozycji społecznej powoduje maksymalny stres prowadzący do wypalenia zawodowego. Niszczy podstawowe więzi społeczne, dramatycznie kaleczy psychicznie dzieci często bardzo szybko uzależniające się od gier komputerowych, a potem pornografii, używek itd. Często jest to wynikiem braku rodziców. Wprawdzie rodzice fizycznie są obok, ale myślami wciąż analizują wydarzenia z pracy lub po prostu siedzą do późna w firmie. Rodzice odreagowują stres z pracy przekazując ów stres bogu ducha winnym dzieciom. Dzieci zestresowane często nie mogą w szkole jeść. Rodzice co dzień pytają – zjadłeś obiad? Gdy pada odpowiedź “Nie”, zaczyna się dochodzenie, czy nie dobry, czy coś przeszkadza, aż wreszcie pada często stwierdzenie, że skoro płacimy za obiady to dziecko MUSI je zjadać. Dziecko nie potrafi zrozumieć, że to stres powoduje, że nie mogą jeść. Nie może więc precyzyjnie odpowiedzieć. Rodzic pogrążony w problemach z pracy nie potrafi też wyciągnąć wniosków z wypowiedzi (lub milczenia) dziecka. W domu dziecko rzuca się na wszystko co im damy – szkolny stres minął. Innym problemem jest wspomniany już hałas na przerwach. Toczy się debata, jak obniżyć poziom hałasu… Jednym z pomysłów jest puszczanie muzyki relaksacyjnej na przerwach;-) Ciekawe czy pomysłodawca zastanowił się jak dzieci mają tej relaksacji zaznać, jeśli tej muzyki zwyczajnie nie usłyszą właśnie z powodu hałasu! Hałas jest także powodowany stresem i chęcią… nie, nie chęcią – koniecznością wyładowania się! Jedne dzieci wrzeszczą ile sił w płucach, a inne już znieczulone i obojętne chcą przetrwać.

      Dlaczego więc uczymy dzieci takich zachowań już od pierwszej klasy? Pewnie wytłumaczeń jest wiele: np. nauczyciel też człowiek, potrzebuje odpocząć, więc niech się dzieciaki pośpieszą, nauczyciele sami tak funkcjonują więc nie widzą nic złego by dzieci też tak działały, albo – niech się uczą potem będzie im lżej… Ale nie będzie im od tego lżej. Potem będzie im coraz trudniej. Jeśli nie nauczą się dystansu, myślenia i planowania oraz pozytywnej asertywności, wyrażania własnych opinii, nie nauczą się wierzyć we własne możliwości, to potem same w tą spiralę zaplanowaną i przygotowaną przez dorosłych wpadną.

         Jednocześnie powstaje wiele programów zupełnie zmieniających funkcjonowanie szkoły. Podam tutaj tylko dwa przykłady z którymi zetknąłem się osobiście i mam na ich temat wiedzę, piszę więc to z pełnym przekonaniem co do skuteczności – to ruch SLOW oraz program HIP. Nie są to magiczne happeningi z wykrzyczeniem swojej frustracji czy w mojej opinii fatalne w skutkach tzw. bezstresowe wychowanie. Opisywane tu programy są oparte na nauce – głównie psychologii oraz doświadczeniu. SLOW, to ruch, którego jestem wielkim miłośnikiem choć jego założyciela Carla Honore spotkałem tylko raz w 2015 roku na konferencji w Katowicach. Po wysłuchaniu wykładu i krótkiej rozmowie z tym człowiekiem który potrafił pięknie mówić i zachowywał się jak gwiazda show-biznesu jaką poniekąd pewnie jest, doskonale zobaczyłem wszystkie błędy jakie popełniane są wobec dzieci. Honore często posługiwał się własnym przykładem i był bardzo sugestywny, a to co mówił zapadało głęboko w pamięć i duszę. Mówił to co doskonale wiemy, że jest prawdą, ale często stanowi wyrzut sumienia – zarówno szkoły jak i rodzica. Jego ruch jest doskonałą odpowiedzią na bolączki szkoły. SLOW nie mówi o tym, aby żyć po prostu wolniej bo jasne jest, że trzeba utrzymać dobrą pracę, że trzeba zdążyć na czas itd. SLOW mówi o właściwym rozłożeniu akcentów i wygenerowaniu czasu na relaksację i odpoczynek. Przy odpowiednim zaplanowaniu dnia da się to uzyskać, nawet jeśli czytający kręci w tej chwili z niedowierzaniem głową. Szczególnie szkoła jest miejscem, gdzie można odpowiednio zaplanować harmonogram tak, by zyskać czas na to aby dzieci potrafiły na chwilę zwolnić. Honore uczy tego w ramach wprowadzanego przez siebie programu dla szkół i uczelni, ale też program wprowadzany jest w przedsiębiorstwach, służbach itd. Zgłaszają się do niego przedstawiciele największych szkół prosząc o implementację programu bowiem widzą jak szybko zmienia się ich wewnętrzne funkcjonowanie.

        Drugim programem, który znam bardzo dobrze to Heroic Imagination Project – czyli Projekt Bohaterskiej Wyobraźni, w całości opracowany przez prof. Philipa Zimbardo. Ma on zupełnie inny przebieg, ale założenia i efekty są w istocie podobne. HIP uczy dzieci otwartości, współczucia, odpowiedzialności, śmiałości w przełamywaniu barier, w tym np. efektu biernego widza. Uczy też, że bohaterem może zostać każdy i “wystarczy” do tego pomóc koledze, który zapomniał tornistra i koledzy w klasie się z niego śmieją, albo wskazać właściwą drogę koleżance, która po kilku dniach w szkole wciąż się gubi. To co dla czytającego te słowa może wydawać się zupełnie błahe, dla dziecka w opałach może być największym stresem w życiu, który spowoduje uraz na bardzo długo. Jak się postaramy, to każdy z nas przypomni sobie takie sytuacji z dzieciństwa, które właśnie dlatego pamięta, że wywarły bardzo duże i bardzo złe wrażenie. Projekt HIP ma swoje zastosowanie, podobnie jak SLOW w innych niż szkoła instytucjach. Część doświadczeń wykorzystanych do HIP pochodzi ze słynnego Stanfordzkiego Eksperymentu Więziennego prof. Zimbardo który ukazał, jak w ekstremalnych warunkach człowiek z dobrego staje się zły. Tego typu niesamowite doświadczenia i dorobek naukowy profesora Zimbardo powodują, że projekt HIP ma zastosowanie w firmach, korporacjach, służbach itp..

       W szkołach objętych programem SLOW oraz HIP, tylko w jego wyniku tych projektów, poziom hałasu obniża się samoczynnie. Dzieci są bardziej pewne siebie, ale nie aroganckie i co ważne są spokojniejsze. Z jednej strony wiedzą, ze mogą liczyć na pomoc i życzliwość klasy, ale i same chcą tej pomocy udzielać. Obniżając poziom stresu pozwalamy dzieciom na łatwiejsze uczenie się, dzieci się lepiej odżywiają. Nauczyciele mają znacznie bardziej aktywne. Szkoła natomiast jawi się jako nowoczesna i przyjazna dzieciom (i nie jest to slogan z programów partyjnych:-) ).

Informacja o aktualnie realizowanym projekcie HIP:

http://ibbn.wsiz.pl/pl/dzia%C5%82alno%C5%9B%C4%87-statutowa/cencroz/hip.html

Audycja Radia Rzeszów na temat HIP i CENCROZ:

http://www.radio.rzeszow.pl/tajemnice-laboratorium/43707/centrum-rozwiazywania-konfliktow-prof-zimbardo