StratLider nr 3/2018

Przedstawiam Wam już trzeci numer pisma StratLider!

StratLider nr 3_2018

Nowy obraz

Wewnątrz znajdziecie ujęcia i interpretacje kwestii przywództwa i strategii, w zupełnie różnych dziedzinach! Od poezji, filozofii i kosmosu po sport. Zachęcam do ściagania i czytania!

W numerze:

  • Wielki atraktor i atraktory w życiu,
  • Szansa reprezentacji na mundialu,
  • Szczyt geopolityczny Trump-Kim
  • Robert Lewandowski jako autorytet w blaskach i cieniach,
  • Szwecja i tamtejszy kryzys imigracyjny,
  • Syria i Proxy War
  • Francja za prezydentury Macrona
  • Sławek Ambroziak dołącza do StratLider,
  • Spotkanie z prof. Zimbardo,
  • Klub Obywatelski,
  • Atraktor w teorii i praktyce,
  • Wnętrze przywódcy,
  • Poezja, Film, Książka, Piosenka,
  • Sport: F1, Piłka, NHL.
Reklamy

Robert Kubica jako pozytywny wojownik

O Robercie Kubicy napisano już tony (albo gigabajty) prac różnego rodzaju. Dla mnie, jako pasjonata F1 od 36 lat (co często podkreślam bo to zainteresowanie sięga czasów Senny i Laudy), pojawienie się Roberta w stawce kierowców rywalizujących w tym sporcie było czymś niesamowitym. Na dodatek starty Roberta szybko pokazały, że nie przypadkiem tam trafił do tego elitarnego grona, że nie jest tzw. pay-driver, ani że nie został tam umieszczony z jakichś względów politycznych. Wszystkie te czynniki mają spore znaczenie w przypadku wielu kierowców F1.

Robert_Kubica_Kanada_2010_croppedO Robercie Kubicy napisano już tony (albo gigabajty) prac różnego rodzaju i słusznie, bowiem to wyjątkowy temat. Niemniej fenomen Roberta można analizować z różnych perspektyw. Dla mnie, jako pasjonata F1 od 36 lat (co często podkreślam bo to zainteresowanie sięga czasów Senny i Laudy), pojawienie się Roberta w stawce kierowców rywalizujących w tym sporcie było czymś niesamowitym. Na dodatek starty Roberta szybko pokazały, że nie przypadkiem trafił do tego elitarnego grona, że nie jest tzw. pay-driver, ani że nie został tam umieszczony z jakichś względów politycznych. Wszystkie te czynniki mają spore znaczenie w przypadku wielu kierowców F1.

Przez F1 przewinęło się wielu kierowców, ale tylko garstka jest uznawanych za ponadczasowych wojowników królowej sportów motorowych.  Na pewno za takich uważa się (piszę o czasach w których śledzę F1) Laudę, Sennę, Prosta, Mansela, Shumachera. Do tego grona współcześnie dołączają Vettel i Hamilton, a także Alonso. Oczywiście każdy kibic doda pewnie jakieś nazwisko, ale z pewnością, żadnego z tej listy nie wykreśli. Natomiast wielu, nawet mistrzów świata, nie zyskało takiej sławy najwybitniejszych kierowców F1. Nie działo się tak z uwagi na PR, czy wsparcie mediów lub koncernów. Historia osądza uczciwiej niż lokalne brukowce.

Lauda_McLaren_MP4-2_1984_Dallas_F1Ci kierowcy mieli w sobie to, co powodowało, że zawsze było wiadomo, że jeśli tylko jest cień szansy umożliwiającej walkę to będą walczyć. Nie zaś taranować pojazdy przed nimi, gdy jest sama wola walki – jak robił to np torpeda-Pietrow, ale także niedawno Kviat, (który rok temu w GP Rosji zrobił coś najdziwniejszego chyba w całej historiii F1, dwukrotnie uderzając potężnie w tył samochodu poprzedzającego go Vettela w odstępie kliku sekund) czasem Perez czy wielu innych. Tych wojowników trudno byłoby poprosić by stali się kierowcami numer dwa i grzecznie przepuszczali szybszego partnera z zespołu, jak w sezonie 2017 robi to Kimi Raikkonen i czasem nawet Bottas. To nie znaczy, że ci najwybitniejsi czasem też nie ustąpią w konkretnej sytuacji jak Hamilton Bottasowi oddając miejsce przed samą metą w tegorocznej (2017) GP Węgier. Nie znaczy też, że zawsze jeżdżą czysto, że nie powodują kolizji. Ale ich kolizje są wynikiem rywalizacji na najwyższym poziomie, w której nie odpuszczają mimo wielkiego ryzyka, a nie głupiej brawury przykrywającej braki (nie tylko w talencie).Gran_Premio_d'Italia_1975_-_Ferrari_-_Clay_Regazzoni_e_Niki_Lauda

Konflikty pomiędzy Laudą a Huntem, Senną i Prostem, Masela z Prostem i Piquetem polaryzowały kibiców, ale zdecydowana większość z nich szanowała tych wojowników. Do dziś ich pojedynki są wspominane z pasją i bez złości przez wielu. Formula_1,_GP_San_Marino_1989,_Imola,_Prost_e_SennaTak rywalizował też Robert do czasu pamiętnego wypadku. Zawsze na limicie, zawsze twardo, ale jednak z rozsądkiem. Gdy oglądało się Roberta, zawsze wiadomo było, że nie odpuści, nawet zdublowany potrafił wyprzedzić Hamiltona i próbować wrócić do walki (może przy okazji pomóc przeciwnikowi Hamiltona :-)). 800px-2009_Formula_1_Grand_Prix_of_China_-_Shanghai_Circuit_(3479015935)Robert miał też ostre starcia ze swoim przyjacielem Fernando Alonso, przez radio Hiszpan narzekał na Polaka, ale wcale nie zakończyło to ich przyjaźni. Zawsze się szanowali. 361902537_300476071f_b

W tekście w Naszym Czasopiśmie (nr wrześniowy), zestawiłem siłę charakteru i sposób pokonywania trudności przez Roberta z paradoksem Stockdale’a. Robert prezentuje postawę stoicką i dokładnie realizuje założenia Stockdale’a z niej wynikłe:

  1. Mieć świadomość przeszkód jakie przed nami stoją i aktualnej sytuacji (realizm)
  2. Zawsze i niezłomnie wierzyć w postawiony sobie cel, nawet jeśli w danym momencie wydaje się on nierealny (idealizm).21641206_1300593103384444_250007667_n

Ja w swoich tekstach często piszę, że najlepsi przywódcy (a nie wodzowie) zachowują postawę realistycznych idealistów (koncepcja Douglasa Conanta). Bez realizmu odrywamy się od codziennych przeszkód i problemów – daleko się tak nie zajdzie. Natomiast bez idealizmu utkniemy przy którejś z tych przeszkód nie wierząc, że da się pójść jeszcze dalej.

Spójrzmy na przykład Roberta po straszliwym wypadku w Ronde di Andora na początku 2011 roku. Bez świadomości sytuacji, własnych potężnych wówczas ograniczeń mógł mówić to czego chciały media: „wrócę za miesiąc”, „zdążę jeszcze na ten sezon” itp. Mijające kolejne terminy powodowałyby, że jego oświadczenia traciłyby wiarygodność, on sam traciłby wiarę… Natomiast bez wiary w sukces, nie miałby siły by nadludzkim wysiłkiem tak ciężko trenować, przechodzić dziesiątki zabiegów, samodzielnie krok po kroku budować swoją kondycję, sprawność i siłę psychiczną. Utknąłby przy którejś z przeszkód i został komentatorem lub właścicielem toru kartingowego.

Robert_Kubica_2007_Britain_2Robert zachował te dwie podstawowe cechy czyniące z niego postać ponadczasową. Te cechy były widoczne także wcześniej, gdy np w Singapurze w 2008 roku na 28 okrążeniu spadł na ostatnie miejsce. Pamiętam, że oglądając złościłem się, że jedzie tak spokojnie na końcu stawki. Wiem, w nim się gotowało zapewne, ale nie atakował szaleńczo by szybko odzyskiwać pozycje. Wiedział , że specyfika toru w zestawieniu z jego BMW Sauber F1.08 generuje uwarunkowania, w których trzeba zachować cierpliwość. Mimo, że miał przed sobą sporo wolniejszych kierowców to jechał za nimi przez wiele kółek atakując dopiero gdy pojawiał się cień szansy na wyprzedzenie. Nie zdobył wtedy punktów, ale dla mnie było jasne, że zrobił wszystko co się dało by je zdobyć. Nie wciskał się bez sensu ryzykując szybkie wypadnięcie z toru, nie taranował przeciwników wzorem bezradnego Kviata. Miałem za to zawsze pełne zaufanie, że jeśli jakiś cień szansy się pojawi, to on na pewno ją wykorzysta.

Kubica_Bahrain_Grand_Prix_2010Dlatego dziś, gdy Robert wraca do F1 (a jestem przekonany, że choć Renault popełniło w mojej opinii błąd, to Williams dokona trafnego wyboru), Robert cieszy się ogromną sympatią i zaufaniem. Pojawia się dosłownie garstka tych, którzy są przeciwni jego staraniom powrotu do F1 i często wynika to z osobistych animozji. Robert jest więc nie tylko przykładem stoickiego wojownika (o czym pisałem w Naszym Czasopiśmie), ale także świetnie odpowiada koncepcji Pozytywnego wojownika, o którym piszę w projekcie StratLider.  Rajd_Polski_2015_Robert_Kubica_3Pozytywny – nie oznacza idealny, nie oznacza zawsze dobry. Pozytywny wojownik pokonuje przeszkody, w drodze do wyznaczonego przez siebie celu. Jest w pełni świadom trudności, ale stara się przy tym nie czynić innym szkody. Dzięki temu otacza go powszechny szacunek, który w trudnym momencie okazuje się realną korzyścią.

Dlatego Robert uzyskał szansę testów w Renault, potężne wsparcie Nico Rosberga, a teraz realną szansę powrotu do ścigania w Williamsie. Na uwagę zasługuje to, że nawet sponsorów zaraża on pozytywną energią czego najlepszym wyrazem jest niesamowite  Oświadczenie grupy Lotos, w którym twierdzą, że „produkowane przez LOTOS najlepsze paliwa na pewno pomogłyby Williamsowi odzyskać mistrzostwo świata” oraz że „Grupa LOTOS nie ma i nie zamierza mieć żadnego wpływu na decyzje Williamsa w sprawie zatrudnienia najszybszego kierowcy świata„. te dwa zdania razem mówią wszystko.

Jakkolwiek ta sytuacja się zakończy (ten tekst pisałem w drugim dniu rywalizacji bezpośredniej z Paulem di Restą na torze Hungaroring, która miała zadecydować o miejscu w kokpicie Williamsa na sezon 2018), postawa pozytywnego wojownika z pewnością zapewni Robertowi dalsze możliwości realizacji jego celu. Tak jak po upadku pomysłu z Renault, natychmiast pojawiły się doniesienia o miejscu w Williamsie, tak w razie niepowodzenia tej koncepcji, pojawią się kolejne rozwiązania. Same pieniądze w perspektywie długofalowej nie zapewniają sukcesu sportowego, natomiast Pozytywny wojownik nie zapewnia pieniędzy od razu, ale dobrze skomponowana strategia wokół takiej postaci daje efekt synergii prowadzący do sukcesu w każdym wymiarze – także finansowym.

Do Blog

Are wars for oil inevitable?

hqdefaultIt’s just a suggestion. I can’t support it with scientific facts, or with exact figures as I’m unable to prove with certainty the participation of man in the global climate warming. Nevertheless, the claims of the outbreak of World War III, due to conflicts over access to areas rich in oil prompted me to reflect on this. So, if science and technology created electric engines, especially in the 21stc, such as trains running on magnetic levitation, wind power and solar energy, why is oil still so significant and what is more likely to escalate conflict? Why does the whole world still have to fight for something that is almost replaced already? Isn’t that absurd? When I write word „absurd”, what comes to my mind is politics, and then the lobbying, corporations, banks, politically correct slogans such as “1% vs 99%,” etc.

Aren’t we in the alleged global conflict of oil just because of large corporations that do not want and cannot come to terms with the changes? Isn’t the fact that the project DESERTEC has been “suspended” because of the lack of profitability? However, this project has not been calculated for profit or loss, but on the benefits of political stabilization of the region.

So today, there is inflammation and a departure from traditional energy sources and the gradual transition to renewable sources. If you count the profits from the exploitation of oil, but thrown into the balance sheet also the wars in the Middle East and Africa, and losses counted today amongst a country’s debt, the threat to Western societies resulting from the terrorism arising from these wars, and we consider the greater majority of the population that does not participate in direct profits from trading oil, it turns out that it is a source of very scarce supply for the vast majority of societies.

There are many socially beneficial but unprofitable projects- almost all basic science is like that. But a more unprofitable and so drastically conflicting and perhaps completely unnecessary enterprise than the “War of Oil” is hard to even imagine.

As an observer and researcher of world politics, I have a growing conviction that a lot of things that happen now are created for the needs of conflict and the struggle for influence, and therefore power and we – ordinary people are tools to create and participate in these conflicts.

Powerful corporations, having their entire structure built on the basis of various institutions and interests in one way or another, with the industry dependent on oil, are responsible for the fact that these terribly bloody and devastating conflicts are ongoing. Add to that politicians who are addicted to, bought by or not competent enough to fight negative lobbying. For this, banks related to the corporations and politicians take advantage of our money and finance the war for oil.

The whole system, thus created, is now impossible (as, unfortunately, I believe) to change in the short term, therefore the war for oil is under way and even now threatens global conflict.

Another problem is political leadership, whose country budget depends (at their own request) on oil – like Putin’s. They believe have no choice but to fight for oil, or for the higher price of it, and expand their sphere influence. Others are afraid of their unpredictability and try to limit those “opportunities” for them.

In the Middle East, where the axis of „Oil wars cross mostly, the Kurds are used as pawns in the „competition”. They also trying to use that situation and enter the scene as a state and for this purpose, they will do almost anything. Currently, the complicated “Kurdish issue” becomes the epicenter of the war, where the actual substrata is Oil. The problem is not, that Kurdish areas are richest in petroleum, but: 1. they are deeply in conflict with Turkey, 2. necessarily want to become a state, 3. the West is, as usual, very ambiguous and 4. Russia wants to use them against Turkey. 5. You can add more to this – ISIS, Iran, the war in Syria, GCC states seeking, as Iran is doing, for influence in the same places, and that Israel, which has weapons of mass destruction and would not hesitate to use it if they will predict seriously danger for their existence.

Thus we have presumption and conditions for World War III – now it is essential that the West starts to pursue a rational policy – not avoiding problems, but measuring them. The problem for now – is to bring Turkish and Kurdish leaders to negotiations, which would take over the main argument from the hands of Putin. That would provide a strong and stable –pro-Western- ally, significantly reduce tension in relations with Turkey, but also with Iraq, Iran and Syria. Finally, it would stem escalating violence and then we could look for a second step to decrease the conflicts. That would be the stabilization of the Middle East and settling the relations with Russia (with the general condition there has to be true independence of Ukraine).

But all that would be possible if we refuse to use oil and other energetic resources as a main bacground of all actions. There is a strong need for a good Strategy for security in the Middle East and for decreasing the terrorist threat in Europe. But we can create it and use it only when we choose reasonable politicians not depended on corporations and banks.

Donald Trump in the context of this article seams the worst possible choice.

For the correction I would like to thank to Sarah: