Eskalacja vs ignorancja konfliktu

Często słyszymy, że konflikt jest normą, więc nie należy się nim przejmować. Równie często słychać głosy, że konflikt trzeba rozwiązać, tak aby go nie było, wtedy dopiero można zająć się merytorycznymi kwestiami. Zarówno przyzwyczajanie się do ostrych konfliktów społecznych, jak i próby ich całkowitego usuwania z życia społeczeństw, prowadzą do poważnych kłopotów. 

Jak zatem mówić o konflikcie, żeby nie straszyć nim, ale i nie bagatelizować? Po pierwsze mówmy o konflikcie szukając jego istoty, a więc diagnozując przyczyny, ale jeszcze istotniejsze jest wypracowanie protokołu rozbieżności. A zatem ważne, by w trakcie trwania konfliktu strony nie trzymały się swoich stanowisk (początkowych), ale przechodziły do prezentacji interesów tak, aby szukać punktów wspólnych.

Łatwo napisać, ale trudniej uzyskać taki efekt w praktyce. Często doraźny interes, zysk finansowy czy polityczny zaślepiają nas tak dalece, że konflikt nastawiony na „wyniszczenie przeciwnika” pozostaje jedyną drogą. Taka droga, która przez większość uznana być musi za radykalną, w oczach radykałów jest jedyną racjonalna bowiem pasuje do ich możliwości/skłonności intelektualnych i ideologii.

Niestety przebiegły radykał potrafi poszerzać grono swoich zwolenników dowodząc, że jego sposób reakcji na konflikt jest jedynym właściwym. Wówczas osoby dotąd umiarkowane także się radykalizują. Im więcej umiarkowanych się radykalizuje tym większą pewność siebie ma też inspirator ekstremizmu, a do tego rośnie poczucie misji, dla której trzeba usunąć przeciwnika, aby konflikt zlikwidować.

Przykłady takie jak Rwanda, Wołyń, Srebrenica, Irak pokazują, że tych zradykalizowanych wcale nie musi być większość. Efekt Lucy Phere to powolna degradacja relacji społecznych, stopniowe poszerzanie się zasięgu oddziaływania radykałów po każdej ze stron. Jeśli ci ostatni mają odpowiednią siłę, wystarczy „iskra”, aby przystąpić do działania, a wówczas jakikolwiek sprzeciw umiarkowanych zostanie potraktowany jako ich opowiedzenie się po jednej ze stron.

Musimy mówić o tym co nas konfliktuje i dlaczego, zamiast na przeciwnych stronach osi konfliktu rozkładać argumenty stron w celu zwalczenia przeciwnika. Mówienie, pisanie, badanie konfliktu to nie straszenie nim, bowiem drugi aspekt tego tekstu, czyli normalizacja konfliktu sprawia, że przestajemy z kolei dociekać jego przyczyn, nie poszukujemy różnic, tylko przechodzimy nad tym wszystkim do porządku dziennego. Takie podejście ma też swoje uzasadnienie w krótkiej perspektywie czasu, zgodnie z porzekadłem, że „czas leczy rany”. Jednak równie często kolejne fazy konfliktu, jeśli okazuje się on długotrwały, np. wynikających z pobudek osobistych, pozostawiają trwałe ślady w psychice i w pewnym momencie może nastąpić „przelanie czary goryczy”, kiedy to pojawia się postanowienie działań radykalnych.

Świadomość nieuchronności konfliktów, a także ich druzgocących skutków w przypadku gdy te eskalują powyżej pewnej granicy, każe raczej spojrzeć na nie z odwagą oraz dostrzec ich naturę, ale jednocześnie szukać możliwości wykorzystania ich we współpracy na jakimś poziomie zanim te grace zostaną przekroczone.

Jeśli chodzi o rodzinę, konflikty pomiędzy małżonkami są nieuchronne, ale świadomość odmienności pokonywania trudności życiowych (co często konfliktuje), można przekuć we współpracę rodzinną dostrzegając te momenty w którym właśnie to drugie okazuje się skuteczniejsze. W firmie, różnice pomiędzy pracownikami, przy kompetentnym liderze okażą się bonusem ułatwiającym rozwój mimo, że będzie dochodziło do spięć. Natomiast w państwie, partie polityczne nie muszą się zgadzać, dążąc do dobrego wyniku wyborczego, ale muszą szanować wspólnotę państwową oraz interes państwa. Wówczas brutalizacja polityki (jako niestety nieodłączna cecha ludzkości) nie będzie czynnikiem szkodzącym strategicznie państwu ani grupom społecznym w nim zamieszkującym.

Opracowanie protokołu rozbieżności oraz katalogu interesów w każdym z tych przypadków, uświadomi, gdzie są istotne pola konfliktów, a gdzie można znaleźć punkty wspólne. Właśnie od tego trzeba zacząć wykorzystanie konfliktu do współpracy na rzecz dobra wspólnego.

Reklamy