Imigranci w Polsce: Audycja w rzeszowskim Radiu VIA

logoAudycja na temat imigrantów w Polsce. Audycja była bardzo krótka więc mowiłem szybko, jednak postaram się ten temat rozwinąć w tekście na blogu.

Link do archiwum. Audycja miała miejsce 3 września 2015 roku

http://www.radiovia.com.pl/program/archiwum/gosc-poranka

Prawo międzynarodowe w konfliktach politycznych na przykładzie wojen w Iraku (2003) i Ukrainie (2014)

Prawo międzynarodowe jest szczególnym rodzajem uregulowań prawnych, w których zasady nie są określane przez organy administracji centralnej (jak dzieje się to w państwie), lecz powstają w wyniku porozumień między uczestnikami stosunków międzynarodowych. Po II Wojnie Światowej to ONZ stał się organizacją sankcjonującą zasady prawa międzynarodowego i większość pozostałych organizacji regionalnych opierało podstawy legalności swoich działań właśnie na postanowieniach ONZ. Zasada ta ma zastosowanie także w najtrudniejszych sytuacjach jakimi są konflikty międzynarodowe, w tym wojny. W przypadku określania legalności użycia sił zbrojnych w celu rozpoczęcia konfliktu zbrojnego lub interwencji w konflikcie, wymagana jest jednomyślna decyzja Rady Bezpieczeństwa ONZ. Zasada ta jest uznawana zarówno przez Unię Europejską jak i NATO, ale też wiele innych organizacji na świecie uznających prymat ONZ w kwestii określania legalności działań zbrojnych. W XXI wieku Rada Bezpieczeństwa przyjęła rezolucję umożliwiającą NATO podjęcie działań zbrojnych w Afganistanie oraz Libii, ale nie uznała za legalne podejmowania działań w Iraku czy Syrii. Oczywiście decyzje rady bezpieczeństwa nie zawsze są uwarunkowane kwestiami zasadności interwencji zbrojnej, a często zależą od interesów geopolticznych czy geoekonomicznych mocarstw mających prawo veta w tym gremium. Tu pojawia się kolejny ważny czynnik prawa międzynarodowego, jakim jest wpływ mocarstw na stosunki międzynarodowe. Zbigniew Brzeziński w wydanej w latach 90-tych książce „Wielka Szachownica” określał mocarstwa – państwami kluczowymi dla bezpieczeństwa na świecie i wówczas zaliczył do nich Francję, Rosję, Chiny, Wielką Brytanię, USA oraz Niemcy i Indie (pierwsza piątka to członkowie stali Rady Bezpieczeństwa ONZ). Jednocześnie profesor Brzeziński uznawał USA za supermocarstwo, jako jedyne mające możliwość oddziaływania globalnego. W istocie pozycja Stanów Zjednoczonych powoduje też szczególny stosunek tego państwa do prawa międzynarodowego.

     Przykład zaangażowania w konflikt iracki w 2003, świadczy o tym, że USA stosują prawo międzynarodowe wtedy, gdy istnieje możliwość przekonania państw RB ONZ do jednomyślności (jak stało się w przypadku rezolucji w sprawie wojny w Afganistanie zimą 2001 roku). Jednak gdy w 2003 roku takiej jednomyślności nie udało się osiągnąć, nie okazało się to wystarczającą przeszkodą w rozpoczęciu działań zbrojnych. Przyznając sobie prawo do działań zbrojnych wyprzedzających (preventiv actions) niewątpliwie USA wykorzystały przy tym swoją pozycję supermocarstwa, samodzielnie próbując zmienić zasady prawa międzynarodowego. Niemniej jednak nikt na świecie nie kwestionował konieczności powstrzymania dyktatora Iraku od działań skierowanych przeciwko własnemu społeczeństwu, a także powszechnie obawiano się nieprzewidywalności reżimu w Bagdadzie. USA wciąż też szukały uzasadnienia, czy to rezolucją ONZ z I Wojny w Zatoce czy to wskazując na artykuł 5 traktatu NATO (jakkolwiek obie kwestie były dość absurdalne). Niemniej jednak reżim w Bagdadzie był przez społeczność międzynarodową uznany za zagrożenie bezpieczeństwa międzynarodowego co miało potwierdzenie w rezolucjach ONZ.

          Z drugiej strony agresja Rosji na Ukrainę, aneksja Krymu i dalsza destabilizacja słabszego sąsiada, w latach 2014-2015, były realizowane podobnie z zupełnym pogwałceniem prawa międzynarodowego. Jednakże podobieństwa w tej kwestii są jedynie iluzoryczne. Uzasadnienie jakie prezydent Putin wysuwał przy tej okazji było niewystarczające nawet dla niego samego, skoro nigdy nie przyznał się oficjalnie do wysyłania zorganizowanych jednostek i wysokich rangą dowódców na wschodnią Ukrainę. Także aneksja Krymu uzasadniana względami historycznymi nasuwa na myśl raczej działania Hitlerowskich Niemiec zajmujących Morawy czy żądających Gdańska niż działania USA w Iraku. Trudno za podstawę przyjąć oskarżanie przez przywódcę Rosji byłego I Sekretarza ZSRR o zdradę czy przekroczenie uprawnień! Szukanie uzasadnienia we własnym państwie i jego rzekomej słabości czy uległości do zaatakowania innego jest historycznym kuriozum.

            Obie sytuacje świadczą o tym, że prawo międzynarodowe jest wciąż kształtowane, bądź selektywnie respektowane przez największych (kluczowych) graczy na wielkiej szachownicy. Świadczy to o słabości możliwości egzekucji prawa międzynarodowego. Szczególnie w sytuacji agresji rosyjskiej na Ukrainę sytuacja taka nie wynika z potęgi agresora, ale raczej braku jednomyślności społeczności międzynarodowej wobec uczestnika stosunków międzynarodowych, w oczywisty sposób prawo łamiącego. Model prawa międzynarodowego opartego w głównej mierze na ONZ mimo wszystkich swoich niedoskonałości, i tak stanowi najlepsze osiągnięcie społeczności międzynarodowej (jako system wspólnotowy) w całej historii ludzkości. Można się spierać czy Pax Romana w czasach imperium Rzymskiego, czy też system oparty jedynie na dominacji mocarstw jak w XIX wieku, stanowił gwarancję stabilizacji i w jakim stopniu, jednak wspólnotowość obecnego systemu i jego jednak pacyfistyczny charakter, świadczą o tym, że mimo wszystko jest on oparty na najbardziej trwałym fundamencie prawnym wynikającym z ewolucji samego systemu stosunków międzynarodowych, jak i potrzeby zapewniania wzajemnego bezpieczeństwa. Kwestią dyskusyjną jest czy USA sprawdziły się jako gwarant stabilizacji globalnej, jednak skłonność części analityków (niestety także w Polsce) do zrównywania roli Rosji z USA, a nawet popierających jej roszczenia w tym względzie zakrawa na ignorancję bądź skłonność do autodestrukcji. Rosja ze swoim na wpół mafijnym systemem politycznym, skorumpowanymi lub zastraszonymi „elitami”, zasadniczo silną pozycją służb specjalnych oraz bardzo wpływową rolą generalicji oraz brakiem (lub słabością) własnej tożsamości kulturowej, jest państwem w dużej mierze nieprzewidywalnym i zasadniczo roszczeniowym. Takie państwo niestety (jak pokazuje doświadczenie ostatnich 10 lat) jest zdolne do bardzo niebezpiecznych działań, a jedynie własna słabość i siła potencjalnego przeciwnika mogą to niebezpieczeństwo zmniejszać. Prawo międzynarodowe nie ma tu żadnego zastosowania.

Czynniki umożliwiające wzrost roli Polski na arenie międzynarodowej

20150514_234819Niniejszy tekst stanowi uzupełnienie i rozwinięcie wcześniejszego artykułu: „Rola Polski w polityce międzynarodowej z perspektywy Strategii Bezpieczeństwa Narodowego 2014” (https://mmilczanowski.wordpress.com/2014/11/19/rola-polski-w-polityce-miedzynarodowej-z-perspektywy-strategii-bezpieczenstwa-narodowego-2014/). W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego z 2014 roku, nie zakładano znaczącego zwiększenia roli Polski na arenie międzynarodowej, poza próbami oddziaływania w sprawach związanych z agresją zbrojną Rosji przeciwko Ukrainie. Wynika to z charakteru samego dokumentu jakim jest strategia, bowiem powinien on stanowić zestaw zapisów, jakie przy dostępnym zestawie narzędzi i mechanizmów oraz w danych okolicznościach powinien być możliwy do realizacji. Niemniej we wspomnianym artykule przedstawiono kilka działań realizowanych bądź przewidzianych do realizacji, jakie wiążą się z rolą Polski w środowisku międzynarodowym. Natomiast możliwy wzrost roli Polski na arenie międzynarodowej powinien stanowić meritum założeń doktrynalnych, leżących przede wszystkim w kompetencjach Prezydenta RP i możliwych do wykorzystania przez Premiera. Oczywiście w ramach doktryny niezbędne byłoby też kształtowanie strategii metodycznie prezentującej konkretne etapy działań. Konieczne jest jednak, aby środowisko polityczne w otoczeniu Prezydenta RP było nadal zdolne do kształtowania dobrych i skutecznych relacji z aktorami stosunków międzynarodowych, na podstawie doświadczeń historycznych i zaangażowania współczesnego Polski w wiele wydarzeń na całym świecie.
Niniejszy tekst prezentuje jedynie kilka przykładów na których można oprzeć budowanie współpracy międzynarodowej.

Polityka-dyplomacja
Zasadniczo ważnym czynnikiem umożliwiającym zwiększenie roli Polski na arenie międzynarodowej jest bardzo dobry obraz kraju za granicą. Na ironię zakrawa fakt, że ten obraz, postrzegany jest znacznie gorzej w samej RP i stał się elementem walki politycznej. Obraz Polski za granicą, budowany jest na podstawie wskaźników ekonomicznych, wizyt dyplomatów lub turystów z za granicy w Polsce, czy też znaczącym udziałem polskich polityków w ważnych gremiach międzynarodowych – jak funkcja przewodniczącego Rady Europejskiej sprawowana przez Donalda Tuska, czy przewodniczący Parlamentu Europejskiego którym w latach 2009-2012 był Jerzy Buzek. Bardzo istotne znaczenie w tym aspekcie ma też sposób prezentowania się polityków sprawujących władzę w kontaktach zagranicznych. Ważne jest też to, aby polskie stanowisko wobec agresywnej polityki Rosji było twarde i stanowcze, co wynika z polskiego doświadczenia i obecnej sytuacji geopolitycznej, jednak by nie było jednocześnie odbierane jako histeryczne i prowokacyjne, co nieuchronnie powodowałoby umniejszenie autorytetu RP i zablokowało możliwości oddziaływania na arenie międzynarodowej. Właśnie racjonalna polityka Warszawy wobec agresji militarnej Rosji przeciwko Ukrainie, wspierająca jednoznacznie Ukrainę, domagająca się jej uzbrojenia przez państwa zachodnie, ale nie utyskująca na prowadzone negocjacje z Rosją oraz nie „wpychająca” się na pierwszy plan tych negocjacji, skoro jest jasne, że są to aspiracje nierealne, jest znów gwarancją wzrostu możliwości RP na arenie międzynarodowej. Domaganie się kwestii nierealnych nie wpływa dobrze na wizerunek państwa, chyba że stanowi to część „gry”, w wyniku której osiągane są inne cele. Z drugiej strony podniesienie poziomu finansowania obronności i sukcesywne uzupełnienie sprzętu jak i reforma organizacyjna systemu obrony RP, świadczą o Polsce jak najlepiej, szczególnie (niestety) na tle południowych sąsiadów, którzy w tej kwestii i politycznie i militarnie działają niezdecydowanie i niejednoznacznie. Duże znaczenie polityczne dla autorytetu RP mają też zakupy sprzętu wojskowego. Przykładem z pewnością mogą być wypowiedzi polskich dyplomatów o powiązaniu zakupów z decyzjami podejmowanymi w Pałacu Elizejskim, na temat sprzedaży okrętów desantowych typu Mistral. Również przetarg na śmigłowce bojowe, mimo kontrowersji dotyczących korzyści dla firm polskich, miał duże znaczenie polityczne dla współpracy z najbardziej aktywnym militarnie krajem Unii Europejskiej jakim jest Francja. Jednoczesne decyzja o zakupie amerykańskich systemów obrony powietrznej, kolejne plany zakupów u najbardziej wiarygodnego sojusznika RP, a także wypowiedzi Ministra Obrony Narodowej Tomasza Siemoniaka w USA: „Zależy nam żeby za plecami stał najsilniejszy partner na świecie, który nie boi się Iskanderów”, (https://twitter.com/krawcowizna/status/600676677040091136) świadczą o realizmie i właściwej strategii realizacji głównych założeń reformy systemu obronnego RP.  Bardzo ważne w tym aspekcie jest ożywienie Trójkąta Weimarskiego, co zostało zapoczątkowane jeszcze na kilka lat przed Rosyjską interwencją na Ukrainie. Z jednej strony był to efekt zabiegów władz RP ale też świadczyło o wzroście znaczenia Polski. Niestety zarówno Partnerstwo Wschodnie jak i Grupa Wyszehradzka nie spełniają pokładanych w nich nadziei. W obu przypadkach trudno za taki stan rzeczy winić władze w Warszawie. Mimo niewielkich szans na sukces całościowy obu formuł współpracy międzynarodowej, mogą one przynosić efekty doraźne i cząstkowe.

Wojsko20150514_234149
Wiele wydarzeń, od historycznych po współczesne mogłoby być kanwą dla nawiązywania dobrych relacji w obszarze Bliskiego Wschodu i Afryki. Wbrew pozorom, Polska ma mnóstwo świetnych możliwości do nawiązywania dobrych relacji międzynarodowych, przekładających się na działania biznesowe, kontakty dyplomatyczne czy naukowe. Dzieje się tak dlatego, że wielu Polaków rozsianych po całym świecie, reprezentuje Polskę z bardzo dobrym skutkiem.
Ogromnie ważnym i pozytywnym reprezentantem Polski jest wojsko. Chodzi tu zarówno o historyczne wydarzenia jak i współczesne, gdzie żołnierze pozostawiają trwałe wspomnienia. Polscy żołnierze z kontyngentu ONZ w Syrii doskonale znali opowieści miejscowych o drzewach zasadzonych przez żołnierzy gen. Andersa po obu stronach drogi z Damaszku do Kuneitry, czy szpitalu wybudowanym przez Polaków w samej Kuneitrze. Jednocześnie żołnierze kontyngentu ONZ na Wzgórzach Golan, zarówno w Syrii i Libii cieszyli się także dużą sympatią miejscowych. Nawet misja wojskowa w Iraku, która okazała się fatalna w skutkach dla samego Iraku, pokazała że Polski żołnierz może działać ze znacznie większym zrozumieniem dla miejscowej ludności niż wiele innych kontyngentów i dzięki temu także zaskarbiać sobie sympatię lokalnych społeczności (Misje humanitarne i wojsko w działaniach stabilizacyjnych na przykładzie interwencji w Iraku 2003-20… http://wp.me/p4y6QP-67). Slajd2Należy tu zaznaczyć, że nie była to wojna o zdobycie terytorium i pokonanie armii przeciwnika, ale misja stabilizacyjna w której właśnie jednym z warunków powodzenia było przekonanie społeczeństwa Iraku do współpracy w ramach nowych struktur państwowych. Co ważne także w Iraku istnieje pamięć o polskich inżynierach projektujących obiekty użyteczności publicznej co sprawia, że Polska ma pozytywne historyczne relacje z tym państwem.
Niewielkie kontyngenty wojskowe polskie pojawiły się też u boku sił francuskich w Mali i Republice Środkowej Afryki. Były to raczej gesty polityczne świadczące o wzmacnianiu współpracy z Francją niż realny udział w operacjach militarnych, niemniej jednak daje to możliwość oddziaływania w tych krajach, tym bardziej, że istnieją tam polskie placówki humanitarne i religijne.

Świat nauki

Rolę ambasadorów Polski pełnią  też polscy archeolodzy w Egipcie, Iranie czy kiedyś Iraku, a także ludzie nauki, którzy mimo bardzo niewielkich budżetów uczelnianych jeżdżą na stypendia, i inne programy naukowe reprezentując nasz kraj. Szczególnie dobrze znane są wykopaliska i sami badacze archeologii w Egipcie. Niezależnie od sytuacji politycznej, zagrożeń związanych z kolejnymi zmianami władzy w tym kraju, cały czas kontynuowane są tam prace i to zarówno w dużych miastach – jak Aleksandrii i Kairze, jak i na głębokiej prowincji jak starożytna Amarna czy rejony wschodniej Sahary z dala od zachodniego brzegu Nilu. Sukcesy polskich archeologów co raz pojawiają się w nagłówkach zachodnich gazet ale i w najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych a polscy archeolodzy stanowią czołówkę nauki światowej.

Wnioski
Bardzo mylnym jest sąd, jakoby na Bliskim Wschodzie swoje interesy mogły realizować państwa, które utrzymywały tam swoje kolonie, lub które posiadają strefy wpływów. Po pierwsze dawni koloniści często są postrzegani negatywnie i obecnie traktowani bardzo nieufnie bowiem są oskarżani o spowodowanie zapaści lub przynajmniej sporych zastojów ich gospodarek oraz o tendencje neo-kolonialne (oba zarzuty często nie są bezpodstawne). Po drugie państwa na Bliskim Wschodzie często szukają różnych możliwości i oczekują partnerskiej współpracy. Przykładem jest Egipt, który demonstracyjnie nawiązuje dobre relacje z Moskwą, ale nie zrywa relacji z Waszyngtonem, a wręcz przeciwnie zwiększa współpracę z USA także w obszarze militarnym. Podobnie państwa Zatoki Perskiej zrzeszone w GCC nawiązują dobre i obopólnie korzystne relacje z wieloma partnerami. Aby takie działania mogły przynosić możliwość trwałej współpracy i korzyści potrzeba jednak takiej doktryny, która zawierałaby różne etapy nawiązywania kontaktów i utrwalania współpracy, a nie jedynie doraźnych działań obliczonych na jednorazowe kontrakty. Wzorców jak takie dobre relacje wykorzystać jest wiele. Francuzie świetnie nagłaśniają działania swoich archeologów w Egipcie i wiążą z tym odpowiednie działania marketingowe i gospodarcze. Kontyngenty wojskowe pozwalają na nawiązywanie trwałych relacji z władzami kraju ale i regionów w danym państwie. Władza centralna nie zawsze ma mandat społeczeństwa i trzeba się liczyć ze zmianami, jednak dobre relacje z głowami rodów, przywódcami religijnymi w Iraku czy Afganistanie, mogą stać się dobrą podstawą kształtowania trwałej współpracy. Bardzo dynamicznie rozwija się obecnie Afryka i tam także są możliwości kształtowania dobrych relacji.

Misje humanitarne i wojsko w działaniach stabilizacyjnych na przykładzie interwencji w Iraku 2003-2011

Interwencja w Iraku, która rozpoczęła się w 2003 roku, okazała się zupełną klęską w każdym aspekcie. Operacja ta miała charakter misji stabilizacyjnej, która potem została przekształcona w misję szkoleniową. Niestety już w czasie jej trwania stało się jasne, że działania wojskowe nie doprowadzą do stabilizacji ani też nie będą miały pozytywnego wpływu na rekonstrukcję Państwa.

Co więc poszło nie tak, skoro zainwestowano olbrzymie kwoty finansowe, przez Irak przewinęły się setki tysięcy żołnierzy, z których wielu pozostało tam na zawsze i zaangażowało się tak wiele państw w tą operację?

W USA panują na ten temat dwie opinie. Republikanie twierdzą, że działania administracji Georga W. Busha doprowadziły do stabilizacji, jednak demokratyczny prezydent – Barack Obama zniweczył te wysiłki zbyt szybko wyprowadzając wojsko co doprowadziło ponownie do chaosu. Z drugiej strony, demokraci, od początku przeciwni interwencji, twierdzili, że sama decyzja o użyciu wojska do obalenia Saddama Husajna była błędem, natomiast Barack Obama zmniejszył rozmiary tej klęski wyprowadzając wojska koalicji.

 

Organizacja działań „stabilizacyjnych”

Przyczyny niepowodzenia głównego celu jakim była stabilizacja i odbudowa, wynikające z decyzji podejmowanych w pierwszych tygodniach i miesiącach od początku inwazji starałem się przedstawić w artykule So called Islamic State – the source or the effect of Iraqi drama. W artykule tym przedstawiłem polityczne uwarunkowania oraz postawiłem tezę o przyczynach klęski interwencji w Iraku, której konsekwencją jest powstanie i rozwój tzw. Państwa Islamskiego. Jednak sam proces polityczny i decyzyjny (z tragiczną rolą Paula Bremera) w Iraku nie wyjaśnia klęski polityki USA w tym kraju.

Innym fundamentalnym nieporozumieniem było powierzenie wojsku misji stabilizacji państwa, w którym zlikwidowano całą administrację i cały system bezpieczeństwa. Zadanie odbudowy kraju i stabilizacji politycznej nie jest czymś co wojsko w jakikolwiek sposób ćwiczy czy nawet w ogólnym zarysie standardowo realizuje. Nie jest też szkolone do tego nawet w okresie przygotowawczym do takiego wyjazdu. Wojsko nie posiada więc do tak zdefiniowanego celu ani narzędzi ani umiejętności.

W dywizjach i brygadach tworzono więc tzw. PRT (Provintional Reconstruction Teams) do których trafiali oficerowie logistyki lub współpracy cywilno-wojskowej. Działo się tak zapewne dlatego, że nazwy ich specjalności wojskowych mogły sugerować działania związane z odbudową. Jednak dla sprawnego niesienia pomocy zupełnie zdezorganizowanemu państwu, potrzeba specjalistycznej pomocy, obliczonej na konkretne rezultaty, nie zawsze efektownie prezentujące się w mediach.

PRT wyższego szczebla były złożone w części z pracowników cywilnych: przedstawiciele departamentów stanu, sprawiedliwości oraz rolnictwa, a także przedstawicieli organizacji pomocowych. Polskie PRT były złożone z oficerów sekcji cywilno-wojskowej ochranianiu przez żołnierzy z batalionów. Niestety praktyka pokazała, że w Brigade Combat Teams często sami wojskowi pod presją przełożonych planowali i wykonywali zadania, „bez oglądania się na cywilów”. O proporcjach rozkładanych na walkę z terroryzmem i odbudowę i stabilizację, najlepiej świadczy to, że ilość PRT wynosiła… 10, później w 2007 roku zwiększono do 20 (w polskiej Brygadowej Grupie Bojowej był jeden taki team).

Te kilkuosobowe zespoły mogły zrobić bardzo niewiele, choć głównym ich mankamentem było to, że ich członkowie w zdecydowanej większości nie mieli doświadczenia ani umiejętności potrzebnych dla działań zmierzających do odbudowy kraju. Innym fundamentalnym problemem było to, że to wojskowi decydowali o dysponowaniu środkami finansowymi w kwestiach o których nie mieli pojęcia (Robert M. Perito, Provincial Reconstruction Teams in Iraq, United States InsInsInstitute of Peace, Special Report 185, March 2007).

Wojsko mając postawione zadanie odbudowy i stabilizacji Iraku, działało w charakterystyczny dla siebie sposób, opierając zdecydowaną większość aktywności na działaniach stricte militarnych. Były to patrole mające służyć za pokaz siły i kontroli nad daną strefą, konwojach ochraniających transporty logistyczne i działaniach określanych jako „cordon & search operations”, których zadaniem było wykrywanie i unieszkodliwianie tzw. terrorystów. Do tego dochodzą działania wywiadowcze, operacje psychologiczne (PsychOps) itp.

Faktyczne działania związane z pomocą dla Irakijczyków, inną niż zwalczanie przemocy (choć jest kwestią dyskusyjną czy wojsko tą przemoc zwalczało czy prowokowało), były zupełnym marginesem i nie miały charakteru całościowego planu dla państwa, czy choćby prowincji, ale raczej były to działania doraźne, obliczone na przekaz medialny nagłaśniający „sukcesy”. Efekt był mierzony ilościami newsów i pozytywnych komentarzy w mediach, a nie sytuacją w rejonie działań i oceną wzrostu poziomu życia Irakijczyków.

Dla jasności należy dodać dwa zastrzeżenia. Po pierwsze sytuacja taka wynika ze specyfiki wojska i trudno winić dowódców za taką realizację działań. Po drugie to, że skupiano się na przekazie medialnym, nie znaczy, że nie pomagano Irakijczykom. Tzw. „Białe niedziele”, projekty odbudowy budynków, czy wyposażenia szkół, czy też instalacji siatek ochronnych i monitoringu w Babilonie były działaniami realnymi. Pomagały jakiejś grupie ludzi. Jednakże doraźność tych działań i brak planu pozwalającego na koordynację całości pomocy i sytuacji w kraju powodowały, że nie dawały one efektu stabilizacji i nie stanowiły w ogólnym rozrachunku o odbudowie państwa.

Pomoc taka, aby być efektywną, musi być stała i pozwalać na zaspokojenie najbardziej podstawowych potrzeb, ale też musi mieć charaktery zaplanowany i skoordynowany. Innymi słowy to pomoc humanitarna w rejonie konfliktu, jako meritum działań, może pozwolić na to, aby lokalna społeczność sama mogła zająć się odbudową kraju (zarówno w zakresie więzi społecznych, polityki jak i fizycznej odbudowy miast i wsi, budowy studni, doprowadzenia elektryczności itd.). Dopiero wówczas można liczyć, na poparcie społeczeństwa dla sił stabilizacyjnych. Zatem działania te muszą być zasadniczym elementem strategii i realizowane przez przywódców rozumiejących sens takich działań.

Dodatkowym warunkiem efektywności pomocy, odbudowy i stabilizacji jest doświadczenie kierujących takimi akcjami. Jeśli wziąć pod uwagę proces przygotowania wojska do misji w Iraku, polegał on na takim przygotowaniu, aby zminimalizować straty własne i „pokonać przeciwnika” za pomocą działań militarnych. Nawet szkolenia z kompetencji międzykulturowych, języka arabskiego, czy symulacji miejscowych zwyczajów na potrzeby patroli, miały na celu zwiększenie bezpieczeństwa żołnierzy, a nie zwiększyć ich zrozumienie dla lokalnej społeczności i spowodować niezbędną dla niesienia pomocy interakcję i dialog.

Natomiast nie szkolono wojska z tego jak nieść pomoc miejscowej ludności. Nie jest celem tego artykułu sugerowanie, że wojsko ma się zmienić w organizację humanitarną. Natomiast ma zwrócić uwagę, że same działania militarne nie mają nic wspólnego z odbudową państwa, a w konsekwencji stabilizacją. Odbudowa podstawowych struktur państwowych wymaga zaangażowania lokalnej społeczności.

 

PAH jako przykład brakującego elementu operacji stabilizacyjnej w Iraku

Do działań w których wojsku brakowało możliwości organizacyjnych i kompetencji, są przeznaczone organizacje humanitarne. Jedną z najbardziej znanych i zaangażowanych w wiele działań na Bliskim Wschodzie jest kierowana przez Panią Janinę Ochojską, Polska Akcja Humanitarna. Organizacja ta ma bezcenne doświadczenie nie tylko w niesieniu pomocy, ale też w selekcji potrzeb, organizacji i planowaniu niesienia pomocy, w taki sposób, aby nie tylko pomagać doraźnie, ale by nieść tzw. „dobrą pomoc” a więc taką, która pozwala społeczeństwu zaangażować się w proces odbudowy struktur społecznych, a co za tym idzie także państwowych.

Taka pomoc ma na celu umożliwienie usamodzielnienia się społeczeństwa regionu i państwa. PAH robi więc z powodzeniem dokładnie to, co założyły sobie wojska koalicji w Iraku, które poniosły klęskę. PAH organizuje działania pomocowe w skali regionu i przy odpowiednim dofinansowaniu byłby w stanie zrealizować takie działania w skali kraju. Problemem jest bardzo ograniczona pula środków finansowych, najczęściej pochodzących z dobrowolnych składek i często brak możliwości (np wskutek braku  nagłośnienia medialnego potrzebnego do organizacji zbiórek pieniędzy czy materiałów). Tym czasem w Iraku wojsko dysponowało potężnym budżetem na odbudowę kraju. Niestety w skutek opisanych wcześniej mankamentów większość tych środków, nawet jeśli była dobrze spożytkowana, nie przynosiła oczekiwanych efektów.

 

Zarys modelu współpracy organizacji humanitarnych z wojskiem

Spoglądając na charakterystykę obu instytucji (wojska i organizacji humanitarnych) dość jasno widać jak mógłby wyglądać podział kompetencji. Działania wojska, zamiast koncentrować się na pokazie siły i walce z terrorystami (którym to mianem często określano po prostu Irakijczyków posiadających dwie sztuki broni), powinny być skupione na ochronie konwojów organizacji humanitarnych i przygotowaniu miejsca dystrybucji środków pomocowych, ochrony obiektów odbudowywanych, a tylko w doraźnych sytuacjach realizacji działań bojowych.

Slajd1Takie działania byłyby też znacznie lepiej akceptowane przez żołnierzy realizujących działania poza bazami wojskowymi. Dało się wyraźnie odczuć zaangażowanie żołnierzy gdy wyjeżdżali np. na tzw. „Białą niedzielę”, czy nawet w celu ochrony prac na stanowiskach archeologicznych, w porównaniu z regularnie realizowanymi patrolami, na które czasem nawet odmawiali wyjazdu. Model takiej współpracy jest możliwy do opracowania. Istnieje tu jednak zasadnicza trudność.

W trakcie prowadzenia przeze mnie zajęć w Ośrodku Szkolenia do Misji Pokojowych w Kielcach w 2013 roku, przekonałem się jak wielu oficerów, którzy współpracowali z organizacjami humanitarnymi w Afganistanie jest przeciwnych takiej współpracy. Z drugiej strony także po stronie liderów organizacji humanitarnych wyraźnie daje się odczuć niechęć (łagodnie mówiąc) do współpracy z wojskiem. Wynika to jednak z braku organizacji takiej współpracy, niejasności priorytetów dla obu stron (powinny być zbieżne, a są zupełnie różne) czy systemu dowodzenia traktującego organizacje humanitarne jako balast w działaniach militarnych.

Obawy liderów organizacji humanitarnych polegają głównie na tym, że wojsko swoimi działaniami militarnymi dyskredytuje organizację humanitarną, dla której zaufanie lokalnej społeczności jest fundamentalną wartością. Niemniej jednak, Wojsko Polskie w Iraku pokazało że potrafi, mimo wszytko zyskać sympatię lokalnej społeczności wbrew kontekstowi politycznemu całej sytuacji. Sami żołnierze bez rozkazów często zabierali na patrole i konwoje dodatkowe butelki z wodą czy porcje żywności i podawali je Irakijczykom (nawet jeśli przełożeni tego zakazywali).

Duża część polskich żołnierzy wykazywała się wrażliwością na dramatycznie pogarszającą się sytuację Irakijczyków, a szczególnie na los dzieci. W razie odpowiedniego przygotowania wojska, uświadomienia celu takiej misji, którym było przecież odbudowanie Iraku, a nie usunięcie tych, którzy nie godzą się na obecność Sił Koalicji, a także uświadomienia roli i znaczenia organizacji humanitarnych, żołnierze mogliby funkcjonować z zupełnie innym nastawieniem i w inny sposób.

Nadal pełnili by zadania militarne – im przynależne (głównie do ochrony organizacji humanitarnych), ale rozumieliby zasadnicze znaczenie organizacji humanitarnych w budowaniu stabilizacji. Aby taki system mógł funkcjonować, konieczne byłoby ulokowanie osoby kierującej działaniami humanitarnymi na stanowisku równorzędnym z dowódcą w danym regionie. Taka osoba musiałaby odpowiadać przed cywilnym administratorem państwa.

 

Wnoski

Współpraca organizacji humanitarnych z Polskim Kontyngentem w Iraku na tak przedstawionych zasadach byłaby możliwa. Świadczy o tym podejście do tej misji wielu żołnierzy, jak i charakterystyka organizacji humanitarnych takich jak PAH. Potrzeba jednak przede wszystkim strategii dokładnie określającej zasady współpracy i autonomii obu stron oraz przywódców po obu stronach rozumiejących istotę zasady synergii jaką taka współpraca mogłaby wyzwolić. Stawką jednak byłoby życie setek tysięcy Irakijczyków, a także Syryjczyków (na których państwo rozlała się fala ekstremizmu islamskiego) a także osiągnięcie celów politycznych jakimi powinna być stabilizacja i odbudowa Iraku.