Pandemia Koronawirusa jako ciemna strona Księżyca

Koronawirus stworzył nam nową rzeczywistość, ale czy ona jest rzeczywiście nowa? Personel medyczny pracuje w szpitalach, przychodniach, dzieci uczą się z nauczycielami, w zajęciach organizowanych przez szkołę, ludzie pracują, a niektórzy tracą pracę, są wysyłani na urlopy bezpłatne, wierni uczestniczą w niedzielnych mszach, politycy kłócą się i walczą o władzę – to wszystko działo się także przed koronawirusem. Czy „ciemna strona” Księżyca różni się od „jasnej”?

„Jasna strona” Księżyca w istocie różniąca się od ciemnej ukształtowaniem powierzchni

Jest inaczej – medycy pracują pod ogromnym stresem i obciążeniem fizycznym, brakuje w szpitalach wszystkiego; dzieci uczą się zdalnie, co obciąża je i rodziców, a i nauczyciele mają ogromny kłopot, bo dotąd nikt nie zbudował sieci komunikacji szkolnej, na przykład po to by odciążyć szkolne tornistry; ludzie tracą pracę nie przez swoje zaniedbania czy normalne zmiany rynkowe, ale przez to, że znaleźli się branży która cierpi najmocniej w sytuacji lockoutu, wierni uczestniczą w mszach przez TV, nie mogą tradycyjnie obchodzić świąt Wielkiejnocy, ludzie pozamykani w „aresztach domowych” boją się choroby i zamknięcia. W zasadzie nie zmienia się tylko to co robią politycy… oprócz tego, że niektórzy noszą maseczki. 

Księżyc, zawsze obrócony jest do nas swoją jedną stroną, którą nazywamy jasną, bowiem tylko ją widzimy. Do takiego właśnie Księżyca się przyzwyczailiśmy, taki znamy, z takim czujemy się bezpiecznie. Ale jednocześnie zawsze ludzie zastanawiali się co znajduje się po jego drugiej, tzw. ciemnej stronie? Powstawały książki i filmy S-F, o różnych formach życia jakie miały tam istnieć, obawiano się nieznanego. Nawet gdy w radzieckim centrum kontroli lotów czekano z napięciem na zdjęcia z pierwszej sondy, która w 1959 roku miała fotografować „ciemną stronę”, czekano gorączkowo na transmisję obrazów, obawiano się czegoś więcej niż tylko zdjęć kraterów i mórz księżycowych. Ironią losu (a może znakiem czasu) jest też, że pierwszego lądowania na ciemnej stornie Księżyca dokonała sonda chińska… 

Ten „mrok” ciemnej strony, w postaci COVID-19 właśnie z Chin rozpostarł się dziś nad całym światem. Niby wszystko jest tak jak było, ale inaczej. Gdy epidemia jeszcze w styczniu i lutym powoli wyciągała swoje macki do coraz dalszych regionów świata, aby w końcu objąć całą kulę ziemską w swoim uścisku, wielu przypominało sobie filmy takie jak „Contagnion – epidemia strachu”. Film ten jak wyobrażenia ciemnej strony przez rokiem 1959, pokazywał co nas może spotkać. Kino w ogóle nie rozpieszcza nas w takich sytuacjach podsuwając obrazy apokaliptyczne, co w warunkach globalnego kryzysu także ma swoje znaczenie. 

Bardzo długo przyzwyczajeni byliśmy do „jasnej strony Księżyca”, sytuacji jakie znamy i rozumiemy, nawet jeśli nie zawsze są przyjemne. Są jednak częścią tego co znane i jakoś zrozumiałe. Oczywiście tej „ciemnej strony” doświadczamy indywidualnie, gdy ponosimy porażkę, z której nie potrafimy się dźwignąć, skutkuje to alkoholizmem, narkomanią, samobójstwami itp., poznali smak ciemnej strony Syryjczycy po 2011 roku, czy Jemeńczycy których świat zawalił się z dnia na dzień, choć wcześniej i tak nie było im lekko. Niemniej dziś cały świat znalazł się w strefie mroku i to powoduje też globalne zmiany. Jest coraz więcej analiz prognozujących długi czas, w którym ten mrok z nami pozostanie, a jednak zakazy, zdalne nauczanie itd. planowane są na dwa tygodnie, miesiąc… dlaczego tak się dzieje, czy chodzi tylko o to, by nie „siać paniki”?  

Po pierwsze nikt nie wie jak długo to potrwa, więc zakładamy warianty optymistyczne – nawet nierealne. Po drugie nikt nie wie jak ostatecznie koronawirus zmieni nasze życie. Niemniej warto zmienić perspektywę i szukać rozwiązań nie awaryjnych, ale permanentnych, a to w dużej mierze zależy od nas wszystkich. Nie możemy czekać na wyciągnięcie wniosków z pandemii po jej zakończeniu. To nie może być klasyczne „lessons learned”, bowiem sytuacja nie jest klasyczna. To nie jest kryzys podobny do powodzi, pożaru czy huraganu, których czas trwania z zasady jest stosunkowo krótki. 

Musimy się nauczyć żyć w tym „mroku” ciemnej strony i jeśli się tylko da zauważyć, że „ciemna strona” Księżyca jest taką tylko w perspektywie ziemskiej. Faktycznie tam nie jest ciemno, bowiem tak jak na stronę „jasną” świeci słońce. Ta strona nie jest ciemna, tylko była niewidoczna z Ziemi! Warunki życia w czasie pandemii są inne niż wcześniej, ale nie musi to być „koniec wszystkiego co znamy”. Jest więc inaczej, ale musimy nauczyć się z tym żyć i tutaj odpowiedzialność spada na państwo, rządy, ale i na wszystkich obywateli.  

Zakazy i rygory muszą uwzględniać coraz bardziej uświadamianą długotrwałość sytuacji. Trzeba znaleźć złoty środek pomiędzy podejściem w Wielkiej Brytanii z początku Pandemii, którą można podsumować hasłem „przechorujmy to”, szwedzkim „eksperymentem” miękkich ograniczeń, uświadamiania i przekonywania w miejsce zakazów, ale uwzględniając specyfikę Szwecji i szwedzkiego społeczeństwa i drakońskimi ograniczeniami takimi jak w Chinach czy Indiach. 

Z jednej strony ludzi nie da się trzymać przez pół roku w mieszkaniach, a z drugiej trzeba zmienić nasze codzienne przyzwyczajenia, sposoby witania się, komunikowania. Ogromną pomocą może tu być wykorzystanie środków informatycznych, które mogą zmniejszyć poczucie odosobnienia. Bardzo wiele rzeczy można robić „przez internet”, ale oczywiście nie wszystko. Warto teraz pomyśleć o tych dzieciach, które nagle wskutek wykluczenia cyfrowego (także z powodu braku urządzeń końcowych czy/i dostępu do Internetu) tracą zarówno możliwość edukacji z kontaktem ze szkołą, jak i wszelkie kontakty towarzyskie. Potrzebna jest pomoc państwa nie tylko rekompensująca „chwilowy zastój” części branż, gospodarki, ale i myśleć o bardziej długotrwałych zmianach. To wszystko przyda się, nawet gdy będzie już „po” kryzysie. 

Dla przyjęcia właściwej perspektywy kluczowe znaczenie ma rzetelność informacji zarówno ze strony WHO, rządów państw jak i ekspertów państwowych. Kłamstwa w celu „nie wywoływania paniki” niszczą autorytet kłamiącego (rozdźwięk reputacji) i mają fatalne oddziaływanie długofalowe. Ludzie nie mając autorytetów coraz mniej zważają na oficjalne komunikaty i (wskutek dysonansu poznawczego) wyjaśniają sobie sytuację sami „biorąc sprawy w swoje ręce”. 

Władze muszą rozumieć, że chaosu nie będą w stanie kontrolować, ta pokora wobec świata pozwala na przyjęcie najbardziej skutecznej perspektywy, polegającej na szukaniu „Złotego środka” pomiędzy ograniczeniami, a utrzymaniem kondycji psychicznej ludzi, co jest równie ważne.  Same zakazy, wzmocnione kontrolą wojska i policji, kary, są koniecznością, ale ich skuteczność jest realna tylko krótkoterminowo. Ograniczenie się do tego zdecydowanie NIE WYSTARCZY! 

A zatem potrzebna jest zmiana Perspektywy nam wszystkim! Po pierwsze „ciemna strona” nie zawsze jest ciemna, ale też jest inna od „jasnej”. Zmiana perspektywy zachodzi stopniowo w miarę jak uświadamiamy sobie nieuchronność kształtowania się „nowej rzeczywistości”. Jednak ta perspektywa jest potrzebna po to by zmiany wprowadzać Teraz! A nie czekać na „po pandemii”. Wszyscy musimy szukać „normalności” w inności tej nowej sytuacji, to tak samo ważne jak walka z samą chorobą, bo wygląda na to, że ta pozostanie z nami na dłużej, a zatem będzie wywoływać konsekwencje w różnych obszarach… umysłu.