Nie da się przebić szklanego sufitu? Jeszcze!

Kwestie dobra i zła, szczęścia i nieszczęścia, czynników sukcesu i porażki są podejmowane przez filozofów od wieków. Ostatnio jednak problem ten staje się domeną także innych uczonych, a przede wszystkim okazuje się kwestią interdyscyplinarną. Nowe możliwości badawcze pozwalają na wyciągnięcie bardzo interesujących wniosków, które powinny zmieniać nasze zachowanie, dbałość o rozwój oraz budowanie interakcji z otoczeniem, a w konsekwencji nowych i znacznie lepszych rozwiązań systemowych. 

Machiavelli pisał, że z natury jesteśmy raczej źli, a dopiero instytucje czynią nas dobrymi. Te instytucje jego zdaniem to Religia, Wojsko i Prawo. Uznawał więc, że różnie rozumiany system sprawia, że człowiek staje się dobry. Jednak słabym punktem tej tezy jest to, że system także tworzą ludzie. Oczywiście istotne jest dla kogo i o kim pisał Machiavelli, a wiedząc to, jasne staje się, dlaczego System (zarządzany przez „Księcia”) czyni dobrymi ludzi, którzy mu się podporządkowują.

Podobne przesłanie jest także fundamentem religii chrześcijańskiej, według której rodzimy się z grzechem pierworodnym (z natury źli), a dopiero religia (chrzest) czyni nas dobrymi i zmazuje nasz grzech. Co więcej zaraz potem i tak znów stajemy się grzeszni, bowiem religia zakłada, że wszyscy tacy jesteśmy nieustannie. W trakcie nabożeństwa, niezależnie czy ktoś zrobił coś złego czy nie, klęcząc i bijąc się w piersi powtarza trzykrotnie: „moja wina”, a nawet „moja bardzo wielka wina”. Budowane ciągłe poczucie winy jest tym samym co kształtował Machiavelli w swoim „Księciu”. Czyli poczuciem, że system jedynie może nas oczyścić w nagrodę za posłuszeństwo. Dlatego tak ważna jest (niezależnie wśród wierzących czy nie) wolność myśli, odpowiedni dystans, interpretacja, dociekanie przyczyn, a nie tylko akceptacja skutków!

Religia ma jednakże swój duchowy wymiar (oprócz instytucjonalnego) i warto na nią także spojrzeć z takiej perspektywy (pisałem o tym w tekście: Duchowość niejedno ma imię). Dla wielu jest ważnym fundamentem pozwalającym odnaleźć równowagę w życiu, niezależnie od naleciałości historycznych w Kościele.

Także Machiavelli miał sporo racji w swoim wywodzie, bowiem istotnie wiele czynników wpływa na to jak rozwija się nasze „wnętrze”. W marcowym numerze National Geographic (edycja polska), pojawił się świetny tekst opisujący zmiany w mózgu osób skłonnych do czynienia zła oraz ludzi empatycznych, altruistycznych. Okazuje się, że w rodzinach patologicznych rodzą się dzieci z mózgiem ukształtowanym tak, że „z natury” są bardziej skłonne do patologii. Część tych dzieci jednak zmienia swoje skłonności w trakcie życia, często osiągają sukces stając się autorytetami dla innych (o czym pisałem w dziale „Autorytet w blaskach i cieniach” w 2 numerze czasopisma StratLider).

W tekście w NG pojawia się określenie „społeczny mózg” i odniesienie do jego plastyczności. Tym samym dochodzimy do problematyki z pogranicza kilku (pozornie) zupełnie różnych dziedzin: psychologii, psychologii społecznej, socjologii, a nawet kardiologii. W tym momencie uczeni, którzy sprzeciwiają się interdyscyplinarności tracą grunt pod nogami, bowiem badania nad mózgiem, a zatem zachowaniami człowieka (psychologia) oraz wpływem grupy/społeczeństwa na jednostkę (psychologia społeczna) pozwala wyciągać wnioski dotyczące całych grup społecznych (socjologia), a także okazuje się mieć bezpośredni związek z kardiologią (świetny tekst na ten temat Agnieszki Flis-Plewik w czwartym numerze „Szczęście – podaj dalej”). Powstaje więc kwestia psychodynamiki grup społecznych, która jest z pogranicza socjologii i psychologii społecznej (czym zajmuję się w swojej książce (mam nadzieję na wydanie jej do końca 2018), a jednocześnie plastyczność odpowiednich sekcji mózgu może poprawiać nasze zdrowie fizyczne lub powodować poważne zaburzenia i w efekcie przedwczesną śmierć.

To co sprawia, że jednostki są w stanie zmieniać swoje nastawienie rozwojowe, a co za tym idzie całe społeczeństwa mogą ewoluować, nawet po traumatycznych przeżyciach i stagnacji rozwojowej, nazywa się neuroplastycznością. Odkryta dopiero początkach XX wieku, a potwierdzona ledwie kilka dekad temu neuroplastyczność powinna stać się obiektem refleksji całych społeczeństw i to niezależnie od kultury, religii, strefy klimatycznej itd. Neuroplastyczność dotyczy bowiem człowieka jako takiego, a nie jakiejś jednej grupy. O fenomenie neuroplastyczności pisałem już na blogu dwukrotnie (Duchowość niejedno ma imię, Znaczenie neuroplastyczności dla duchowości) a także miałem możliwość dyskutować o tym z prof. Zimbardo z którym prowadziłem (jako asystent) wykład na studiach doktoranckich, obejmujący tę problematykę.

Odkrycie neuroplastyczności powinno stać się nowym „kołem zamachowym” dla wielu dziedzin życia. Czynniki systemowe mogą kształtować szczęśliwe społeczeństwa (przykładem, choć nieco kontrowersyjnym może być książka „Duński przepis na szczęście”). Uświadomienie sobie potencjału neuroplastyczności, powinno dawać „zastrzyk adrenaliny” osobom, które straciły wiarę w swoje możliwości. To czy jesteśmy dobrzy czy źli, czy osiągamy sukces i szczęście, czy starzejemy się w poczuciu klęski i nieszczęścia, zależy w bardzo dużej mierze od nas samych. Oczywiście nie ma sensu negować czynników obiektywnych, które w sposób niejako mechaniczny ograniczają nasze możliwości, jednak jak uczy przykład Jamesa Stockdale’a (którego paradoks opisałem na przykładzie Roberta Kubicy „Robert Kubica jako pozytywny wojownik”) nawet w najtrudniejszych warunkach można pracować z sukcesem nad swoim nastawieniem. O tym pisałem też w trzecim numerze „Szczęście – podaj dalej w tekście pt. „Szczęście: gdzie (kiedy) go szukać?” 

A zatem nawet jeśli uznamy, że czegoś nie potrafimy, że jest jakiś „szklany sufit”, którego nie damy rady nigdy przebić, to zawsze dodajmy sobie krótkie słówko: „jeszcze” („yet” – wzorem Carrol Dweck, która proponuje zawsze dodawać to słowo myśląc o rzeczach pozornie niewykonalnych). Dzięki temu w swojej głowie nie zamykamy odpowiednich „furtek” do których możemy odnaleźć klucz w przyszłości. To zaś pozwala na to, aby nie przegapić kolejnych okazji, których zawsze dostarcza życie.

Reklamy

Znaczenie neuroplastyczności dla duchowości

Badania nad neuroplastycznością sięgają  połowy XX wieku, ale na dowody na plastyczność mózgu trzeba było poczekać aż do lat siedemdziesiątych tego samego stulecia. Co zupełnie niesamowite, jedne z najważniejszych badań nad neuroplastycznością przeprowadzono z wykorzystaniem technik medytacyjnych. Do tego celu przebadano mnichów tybetańskich, w co zaangażował się sam Dalai Lama.  Badania dowiodły tego, że mózg nie tylko może się rozwijać, ale też naprawiać i rekompensować straty zmysłów a nawet kończyn.

Badania nad neuroplastycznością sięgają  połowy XX wieku, ale na dowody na plastyczność mózgu trzeba było poczekać aż do lat siedemdziesiątych tego samego stulecia. Co zupełnie niesamowite, jedne z najważniejszych badań nad neuroplastycznością przeprowadzono z wykorzystaniem technik medytacyjnych. Do tego celu przebadano mnichów tybetańskich, w co zaangażował się sam Dalai Lama.  Badania dowiodły tego, że mózg nie tylko może się rozwijać, ale też naprawiać i rekompensować straty zmysłów a nawet kończyn.

Neuroplastyczność

Jak działa to coś co nazywamy neuroplastycznością? Otóż asystując w wykładzie Profesora Philipa Zimbardo dla studentów studiów doktoranckich we WSIiZ w Rzeszowie, miałem okazję uczestniczyć w wyjaśnianiu tego fenomenu. Profesor  ilustrował plastyczność mózgu za pomocą planu miasta. Idąc tym tropem, przedstawię moją interpretację tego przykładu. Przyjrzyjmy się poniższemu planowi śródmieścia pewnego dużego miasta leżącego „nad morzem ;-)” w najdalej na północny-zachód położonym skrawku Polski.

Slajd4

Przemierzając rutynowo trasę od Bramy Królewskiej, aż pod adres 5 lipca 2, mieszkania 4 (adres przypadkowy?), znajdujemy się w samym centrum miasta. Wyobraźmy sobie, że to trasa naszej codziennej wędrówki do i z pracy, z której nigdy nie zbaczamy. Z czasem zapominamy co dzieje się w innych częściach miasta i jak w ogóle wyglądają. Nasza wiedza nadal jest stosunkowo bogata bo znamy centrum jednego z najpiękniejszych miast w Polsce (imho najpiękniejszego 🙂 ), niemniej jednak moglibyśmy dowiedzieć się znacznie więcej, ale tego nie robimy. Gdyby przełamać ten schemat łatwiej byłoby nam dowiedzieć się o planowanych utrudnieniach na naszej trasie codziennego marszu, więcej też istotnych informacji budujących nasz obraz miasta i świata moglibyśmy zyskać. Co więcej chodząc wciąż tą samą drogą, narażamy się manipulacje, bowiem ktoś kto nasz zwyczaj zna będzie mógł na nas łatwo wpływać.

Slajd5

Teraz wyobraźmy sobie, że na naszej drodze pewnego dnia pojawia się blokada… hmm… dajmy na to jakiś ważny transport (powiedzmy że to 6 grudnia) ma się tędy przemieszczać dlatego zablokowany został Plac Rodła na cały dzień. Ta blokada powoduje, że musimy zejść z „utartej” ścieżki i siłą rzeczy wytyczyć nowe trasy marszu.

Budujemy nowe połączenia, uruchamiamy poznanie nowych rejonów miasta. Dowiadujemy się np., że w Szczecinie znajduje się pomnik Maciusia I, napotykamy Szkołę Szczęścia mojej wspaniałej znajomej Doroty Kościukiewicz-Markowskiej, a także Dom Kultury 13 muz, (swoją drogą to ciekawy „zbieg okoliczności” bo na podobny temat będę 14 grudnia br mówił w tymże Domu Muz w czasie promocji nowej niesamowitej książki Doroty). Natrafiamy też na Uniwersytet Szczeciński, gdzie możemy wziąć udział w konferencji bądź jakimś wykładzie otwartym oraz piękny obiekt Filharmonii Szczecińskiej…

To właśnie ilustracja neuroplastyczności – lub plastyczności mózgu. Podobnie jak nasza zmiana trasy (z uwagi na ważny transport 6 grudnia) tak samo mózg radzi sobie z blokadami. Mózg buduje NOWE POŁĄCZENIA! Budowa nowych połączeń nie musi wynikać z blokady. Wspomniany przykład badań nad medytacjami świadczy o tym, że jesteśmy w stanie sami trenować mózg, rozwijać jego możliwości. Metod na to jest wiele i nie ma potwierdzonych danych na dowód, że któraś z nich jest zdecydowanie lepsza od innych.

Drogi do duchowości

Do zatem nazywamy medytacjami? Istnieją różne formy medytacji. Chodzi w nich jednak zawsze o przywrócenie równowagi organizmu, zatrzymania i zmarginalizowania emocji w czym pomaga koncentracja na jakimś przedmiocie lub na własnym oddechu. W przypadku zaawansowanych medytacji pojawia się poczucie transcendencji, a więc spojrzenia na siebie, swoje życie, otoczenie niejako z zewnątrz, inni mają wrażenie rozmowy z istotą, która wyjaśnia kwestie sprawiające trudność. Trudno naukowo stwierdzić, czy faktycznie doradza im owa Istota czy znajdują odpowiedzi w głębi siebie. Naukowo za to stwierdzono, że jakkolwiek przebiega sam proces medytacji, umożliwia fizyczne zwiększanie własnych możliwości.

Teraz małe wytłumaczenie. W poprzednim tekście nt. „Duchowość w budowaniu siły wewnętrznej”, niepotrzebnie użyłem stwierdzenia: „niejeden ateista wierzy   w „Boga” bardziej niż katolik, który porzucił duchowość”. Zdanie to część czytelników potraktowała jako w jakimś sensie przekonywanie ateistów do tego, że „wierzą w Boga”. Taka sytuacja to wynik mojego braku precyzji. Chodziło mi o to, że faktycznym czynnikiem budującym siłę wewnętrzną jest duchowość,  a ta wynika albo z wiary, albo z medytacji, jogi i innych… Zatem nie chodziło mi o „wciskanie” ateistom wiary, ale o zwrócenie uwagi na w istocie zbieżny dla wszystkich (niemal) sens duchowości polegający na szukaniu szczęścia, miłości i dobra. Droga do tego stanu duchowości może wieść przez kościół, w którym wierny faktycznie się modli, a nie „klepie modlitwy”, przez medytacje czy jogę którym się oddajemy, a nie „chodzimy” dla mody.

Idąc dalej, duchowość odnajdziemy także słuchając muzyki poważnej, czy przeżywając uniesienie spotkania ze swoim intelektualnym idolem/mentorem (to daje wielką siłę i przekonanie o własnych możliwościach). Przeżył to mój dobry znajomy Krzysztof Wysocki spotykając Davida Allena, Michał Szafrański spotykając niedawno Pata Flynna. Już same wpisy na twitterze tych dwóch polskich blogerów i ekspertów, świadczą jak istotne to dla nich było przeżycie. Ja miałem taki moment gdy w Stanford i San Francisco spotykałem się na długie rozmowy z generałem USMC Jimem Mattisem i prof. Philipem Zimbardo. Po tych spotkaniach zupełnie inaczej spojrzałem na własną pracę naukową, powziąłem nowe postanowienia także w życiu prywatnym, nabrałem zupełnie nowego dystansu do otaczającego świata.

Dla wielu uczonych obcowanie z literaturą ma charakter duchowy. Czytanie dzieł Arystotelesa daje podobne efekty do opisanych wyżej medytacji. Niekonwencjonalnym sposobem na relaks i inne spojrzenie na świat daje astronomia. Pełna koncentracja na poszukiwaniu upragnionej komety czy zachwyt nad znalezioną mgławicą, czy pierścieniami Saturna dają poczucie dystansu do otaczającego nas świata codziennych trosk i problemów.

Możliwości mózgu zwiększają także formy aktywności fizycznej, takiej która wymaga koncentracji i nauki nowych funkcji.  Aktywność fizyczna jest w tym sensie pozyteczna, jeśli jest czymś co sprawia nam satysfakcję, pozwala także na swobodny dryf myśli. Zatem istotne jest jakiego to rodzaju aktywność fizyczna. Najlepszą będzie ta wynikająca z naszych pasji.

Reasumując jest wiele dróg do duchowości, ta z kolei umożliwia rozwój mózgu, dzięki czemu nie tylko  się odprężamy, ale fizycznie zwiększamy swoje możliwości. Zupełnie nie ma sensu wobec tego, licytowanie się, kto robi coś bardziej czy mniej sensownego. Wierny „rozmawiający z Bogiem” może przeżywać stan transcendentalnego uniesienia zbliżony do zaawansowanych medytacji. Młody karateka medytujący przed treningiem lepiej odnajdzie swoje możliwości, ale i  Sztuki Walki staną się jego drogą życiową. Meloman odnajdzie swoje możliwości w innych obszarach regularnie słuchając opery. Wreszcie poeta lub/i miłośnik poezji, ćwiczący z pasją karate, będzie potrafił odnajdywać właściwe drogi dla siebie pracując np. w Politechnice (zbieżność z osobami które znam zupełnie przypadkowa ;-)).

Od chaosu do fraktali poprzez duchowość

fractal-1764082_960_720Odkrycie fenomenu neuroplastyczności powinno dodatkowo zmotywować nas do poszukiwania własnej drogi do duchowości. Lepsze zrozumienie siebie i otaczającego nas świata, pozwala inaczej postrzegać chaos w jakim żyjemy. Zamiast zupełnego nieporządku, powodującego brak stabilizacji, poczucie zagrożenia, co z kolei wywołuje strach i/lub agresję, widzimy chaos zmierzający do swoich (różnego rodzaju) atraktorów, układający się w pewne schematy nazywane w nauce fraktalami. Fraktale to nadal chaos, ale już nie powodujący przerażenia, bo rozumiemy schemat w jakim się zamyka. Poznanie Szczecina nie spowoduje, że będziemy kontrolowali wszystko co się w nim dzieje, ale da nam poczucie zrozumienia toczących się w nim procesów, znajomości wydarzeń. Dzięki temu nie tylko poczujemy się bezpieczniej, ale też znajdziemy szereg bodźców, okazji, szans na rozwój. Inaczej mówiąc zupełny chaos zmieni się w szereg fraktali dzięki atraktorom, które w Szczecinie odnajdziemy.

Prezentacja krótka

 To właśnie spojrzenie wynikające z różnego rodzaju duchowości, umożliwia takie postrzeganie chaosu, a zatem mimo, że nadal nie wiemy (wszystkiego) to dzięki temu wiemy czego nie wiemy, a to pozwala na osiągnięcie spokoju wewnętrznego, co z kolei znów pomaga w pogłębianiu własnej duchowości.

Zakończenie

Neuroplastyczność to nie całkiem to samo co uczenie się. Nie chodzi o magazynowanie większej ilości danych, ale o fizyczny rozwój mózgu, dzięki czemu zwiększamy swoje możliwości, swój potencjał, swoją szansę na sukces. Zatem medytacja (w różnych postaciach) pozwala nie tylko na uspokojenie organizmu, ale także umożliwia lepsze i pełniejsze poznanie natury rzeczy dzięki fizycznemu rozwojowi mózgu człowieka. Stan duchowości nazywany jest wyższym poziomem świadomości – w kontekście neuroplastyczności stwierdzenie to nabiera nowego znaczenia. Wyższy stan świadomości wynika z większych możliwości mózgu.

Do Blog