Tag Archives: NATO

Atak USA na Syrię 7 kwietnia 2017, jako rozgrywka geopolityczna

Od razu zastrzegam, że nie mam pojęcia kto użył broni chemicznej w Syrii, być może to się wyjaśni, a może nie. Wszystkie przypadki użycia tego typu broni w Syrii po 2011 roku były, są i będą przedmiotem sporu co do ich autorstwa. Chcę krótko zająć się grą geo-politytczną między USA a Rosją w kontekście tego ataku, ponieważ od tego będzie zależał dalszy los Syryjczyków, a w konsekwencji także reszty świata. 

Niewątpliwie po niepowodzeniu zacieśnienia współpracy między USA a Rosją, nowy prezydent Stanów Zjednoczonych szukał innych możliwości dla uczynienia “America great again” także na polu międzynarodowym. Gdy odsunął gen Michaela Flynna, a w jego miejsce powołał gen. McMastera, jasne się stało, że w jego obozie zaczynają dominować zwolennicy tradycyjnej polityki USA, nakierowanej na budowanie sojuszy, ale w taki sposób by zagwarantować utrzymywanie dominującej roli USA.

W międzyczasie doszło do fatalnej operacji w Jemenie, która uświadomiła prezydentowi, że musi słuchać doradców i nie działać pochopnie i impulsywnie. Atak na bazę Syryjską został właśnie tak zaplanowany.

Biały Dom poinformował Rosję o planowanym ataku, ale na tyle późno, by ta nie zdążyła przygotować ewakuacji bazy syryjskiej. Stąd Rosja raz potwierdza, a raz zaprzecza, że taką informację od USA otrzymała. Rosja wielokrotnie wcześniej wyraźnie sugerowała, że wszelkie działania względem Syrii, nie tylko wymagają negocjacji z Kremlem, ale nawet jego akceptacji. Konferencja w Astanie była tego jasnym świadectwem, gdy USA zostały tam zaproszone do udziału (niejako w roli obserwatora), a nie jako współorganizator. Trump musiał odmówić. O pozostałych sygnałach z Rosji świadczących o chęci względnej dominacji Rosji w “sojuszu” z USA pisałem już 26 styczni br.: “Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA” 

Trump zrozumiał wówczas, że podział wpływów na Bliskim Wschodzie może być tylko efektem twardej gry geopolitycznej i politycznej, a nie “biznesowej” współpracy z Rosją.  Stąd odsunięcie Flynna oraz żądanie zwrotu Krymu. Oba te ruchy raczej wzbudzały rozbawienie na Kremlu. Jednak Putin chyba nie przewidział, że to tylko zapowiedź kolejnych kroków. Dzisiejszy atak w Syrii o tym świadczy. Odpowiedzią Rosji obecnie, będzie zapewne wzmożenie ataków przeciw rebeliantom popieranym przez USA, znów przemieści Iskandery M do Kaliningradu (nie wiem który już raz), dokona jakiejś liczby lotów “patrolowych” strategicznymi bombowcami w pobliżu terytorium NATO. Niebezpieczne byłoby natomiast gdyby Rosja postanowiła uaktywnić tzw. “rebeliantów” w Donbasie.

Osoby, które znały Trumpa zanim został prezydentem przestrzegały, że jeśli deal między Rosją i USA się nie powiedzie, to Trump stanie się dla Kremla bardzo twardym graczem. Myślę, że ten moment właśnie nastąpił. Atak w Syrii pokazał, że USA prawdopodobnie opracowały nową strategię bezpieczeństwa (lub przynajmniej zarys) , której autorami mogą być gen Mattis wraz z gen McMasterem. Zapewne Rex Tillerson ją akceptował, a Trump przyjął do realizacji. USA posiadają też tzw. Wielką strategię (choć za czasów Obamy chyba była mocno zaniedbana), która ma wpływać na mechanizmy geo-polityczne.

Problemem jednak jest to kto po Asadzie mógłby rządzić Syrią. Sam Trump w kampanii twierdził że w Syrii nie ma rebelii, którą USA mogłyby popierać. Teraz jego administracja żąda odsunięcia Asada. Kto więc miałby tam przejąć władzę? Budowanie rządu jedności narodowej od zera jest to proces na dekady. Amerykanie to wiedzą przynajmniej od 2003 roku. Wie o tym na pewno gen Mattis, z którym dokładnie o tym rozmawiałem. Na wiele pytań brak jest dziś odpowiedzi.

Być może więc powstająca strategia polega na tym, że USA za pomocą operacji takich jak dziś przyciskają Asada “do ściany”, demonstrują, że sprawy już nie wrócą do stanu z czasów Obamy, po czym proponują mu pozostanie na stanowisku w zamian za marginalizację Rosji i Iranu. Jednocześnie zmuszają opozycję do negocjacji a tych którzy nie przystąpią do współpracy traktują jak terrorystów. Scenariusz niebezpieczny i trudny, ale możliwy.

USA będą starały się ograniczyć gwałtowny wzrost wpływów Iranu na Bliskim Wschodzie oraz mniejszy, ale istotny Rosji. Syria to oba te cele naraz. Oczywiście Syria jest też państwem tranzytowym dla przesyłu surowców energetycznych, a więc ma także znaczenie geo-ekonomiczne. Dlatego też Syria jest dziś tak ważnym miejscem. Stała się ważnym “sworzniem” geopolitycznym dla państw kluczowych. Od 6 lat na tej walce o wpływy cierpią głównie cywile.

Oczywiście można głosić konieczność pojednania w imię dobra ludzkości, ale takie hasła nie działają gdy funkcjonuje “geopolityczne urządzenie mechaniczne”. Dlatego trzeba rozpatrywać wydarzenia pod kątem realnych scenariuszy, acz nie można rezygnować z wzywania do przestrzegania zasad etyki, humanitaryzmu, i wartości.

Jak zwykle postuluję idealizm, ale oparty o na realizmie.

W co “gra” Erdogan?

502700e62a9d6f5311b2ef941274fa5fRozumienie strategicznego znaczenia zmian zachodzących w Turcji jest bardzo ważne dla przyszłości Europy i całego Zachodu. Skutki nieudanego przewrotu w Turcji, obecnie niemal stu procentach zależą od samego prezydenta Recepa Erdogana. Ma on w ręku wszystkie atuty i może swobodnie modelować sytuację zarówno wewnątrz kraju jak i do pewnego stopnia w kwestii roli Turcji w przestrzeni międzynarodowej. W zależności od decyzji jakie teraz podejmie, sytuacja może się zmienić diametralnie, ale może pozostać w zasadzie taka jaką była dotychczas jeśli idzie o kwestie międzynarodowe. Niewątpliwie natomiast ogromne zmiany zajdą w samej Turcji.

W tekście pt. “Próba przewrotu wojskowego w Turcji – przyczyny realizacji i fiaska“, przedstawiłem najbardziej prawdopodobne źródła inspiracji nieudanego zamachu, a także przyczyny jego niepowodzenia. Nie podejmowałem się natomiast o przedstawianie wniosków, bowiem tak szybko po opisywanych wydarzeniach wydaje mi się, że byłoby to mało wiarygodne. Niemniej jednak, można pokusić się o pewne wnioski na podstawie dotychczasowej polityki prezydenta Erdogana oraz nieudanego zamachu.

To czy zamach był zainscenizowany przez samego prezydenta czy był faktycznie realizowany przez buntowników czy nawet inspirowany (jak twierdzi prezydent) przez Fetullaha Gullena nie ma w moim przeświadczeniu zasadniczego znaczenia dla dalszej polityki międzynarodowej Ankary. Istotne znaczenie może mieć tylko taka opcja, w której rzeczywiście za zamachem stałaby CIA. Wówczas współpraca Turcji z USA stanęłaby pod wielkim znakiem zapytania a to byłaby zmiana o ogromnym znaczeniu geopolitycznym (co staram się wyjaśnić poniżej). Oczywiście nadal trudno byłoby Turcji tak po prostu zerwać stosunki z USA, jednak przy odpowiednich okolicznościach Erdogan mógłby do tego doprowadzić.

O tym w jaką stronę pójdzie teraz Turcja decydują uwarunkowania wewnętrzne i międzynarodowe, jednak zasadniczym znaczenie mają teraz zamiary samego Erdogana. Jego plany są zapewne kontynuacją tego co zamierzał przez zamachem (jeśli zamach nie przyniósł mu jakichś szczególnie istotnych nowych informacji na temat stosunku państw do Turcji) tyle że teraz z pewnością nastąpi przyspieszenie działań i pełna mobilizacja jego środowiska politycznego. Porażająca skala czystek jakie obecnie następują w całej Turcji, przy ogromnym i spontanicznie wyrażanym poparciu społecznym, po ustabilizowaniu sytuacji, pozwoli prezydentowi na stanowcze działania także w przestrzeni międzynarodowej .

Trzy opcje

Można więc przedstawić kilka scenariuszy strategicznych decyzji jakie może planować prezydent Erdogan. Scenariusze te są uporządkowane od najbardziej do najmniej prawdopodobnego (zdaniem autora). Zasadniczo istnieją w mojej opinii trzy realne scenariusze działań Ankary w obecnej sytuacji:

  1. Multilateralizm w koalicji z NATO i US. Przyśpieszenie budowania pozycji lidera na Bliskim Wschodzie ale w ramach NATO i we w strategicznej współpracy z USA. Erdogan rozumie że Turcja w izolacji straci na znaczeniu, a zaostrzanie kursu względem USA (widoczne sporo przed zamachem) ma zmusić USA do wsparcia aspiracji Turcji do odgrywania roli lidera na Bliskim Wschodzie.
  2. Izolacjonizm. Próba budowania roli lidera regionalnego z pozycji izolacjonistycznej. Prezydent Erdogan  stawia na względną izolację Turcji wierząc w jej potęgę i nie uwzględniając już realnych uwarunkowań sytuacji międzynarodowej.
  3. Multilateralizm z odwróceniem sojuszy. Prezydent zmierza do odwrócenia sojuszy i budowy nowego układu sił w którym USA byłyby stopniowo odpychane z Bliskiego Wschodu a częściowo ich miejsce przejmowałyby Rosja i Chiny.

Powyższe opcje należy traktować indywidualnie lub łącznie 1 z 2, albo 2 z 3. Nie można natomiast połączyć 1 z 3, chyba że w formie stopniowej transformacji układu międzynarodowego. Warto zauważyć, że wszystkie scenariusze mieszczą się w formule tzw. “Wielkiej szachownicy” (pojęcie użyte przez prof. Zbigniewa Brzezińskiego) i nie są niczym niezwykłym zarówno w historii. Nasze przyzwyczajenie do obecnie istniejącego układu sił może dawać zupełnie mylne poczucie odrealnienia opcji dla nas bardzo niekorzystnych. Jest to bardzo niebezpieczne i należy brać pod uwagę nawet scenariusze, jakie jeszcze przed nieudanym zamachem w Turcji mogły być pozbawione podstaw.

Multilateralizm we współpracy z NATO i USA – kontynuacja

Pierwszy scenariusz jest najbardziej racjonalny i nie wykracza bardzo poza dotychczasowy układ sił, przy jedynie zwiększonych aspiracjach Turcji. W takiej sytuacji międzynarodowe status quo pozostaje niemal nienaruszone, a Turcja jako nadal najbardziej kłopotliwy członek NATO wciąż jest jednak istotnym uczestnikiem sojuszu. Jednakże wobec skali i bezwzględności wewnętrznych rozliczeń w Turcji oraz sposobu w jakim są przeprowadzane Turcja coraz bardzie obnaża swoje oblicze zupełnie nie pasujące do świata zachodnich demokracji. Tak jak zajęcie Krymu przez Rosję było określane w NATO mianem “opadnięcia masek”, tak podobnie można określić całą sytuację jaka ma miejsce w Turcji po 15 lipca 2016 roku.

Nie oznacza to że w państwach zachodnich nie zdawano sobie sprawy z odmienności kulturowej i politycznej Turcji, niemniej jednak z przyczyn geopolitycznych i gospodarczych starano się widzieć demokratyczne, lub prodemokratyczne maski na twarzach liderów tego państwa. Niewątpliwie działania Turcji będą skrajnie brutalne wobec własnego społeczeństwa co będzie wywoływać protesty Zachodu. To z kolei pogłębi rozłam między Turcją a strukturami NATO. Dalsza współpraca będzie możliwa ale będzie jeszcze trudniejsza niż przed zamachem. Stopniowo więc taka sytuacja może prowadzić do opcji 2 lub nawet 3.

Izolacjonizm

Dużo więcej zmian zaszłoby przy opcjach 2 i/lub 3. Opcja 2 znana jest z historii nader dobrze. W ostatnich latach za przykład można podać prezydenta Egiptu Hosni Mubaraka lub Iraku Saddama Husaina. Obaj ci przywódcy stracili w dużej mierze kontakt z rzeczywistością nie zdając sobie sprawy  w jak niebezpiecznym są położeniu. Prezydent Egiptu w przeddzień utracenia władzy w rozmowach ze swoimi urzędnikami twierdził, że wszystko jest pod kontrolą, a Egipcjanie nigdy nie poważą się podnieść na niego ręki. Podobnie prezydent Husain nie do końca zdawał sobie sprawę z tego jak szybko zakończy się jego panowanie w Iraku.

Rządy autorytarne tym się właśnie charakteryzują, że lider po odniesieniu sukcesów czy to w wojnie czy na polu sprawowania władzy, czy wychodząc wzmocnieni po nieudanych zamachu – ciesząc się poparciem społecznym, stopniowo przestają przyjmować krytykę otaczając się pochlebcami. Sprzeniewierzają się więc jednej z fundamentalnych zasad wyłożonych przez Nicolo Machiavellego w jego dziele pt. Książę: “Mądry książę żeby ustrzec się przed pochlebcami musi wybrać na tyle mądrych doradców, ze, gdy mówią mu prawdę nawet najgorszą, jest wstanie przyjąć ją z godnością i nie obrażać się”.

Prezydent Erdogan po wygranych wyborach z początku lata w 2015 roku, był zmuszony zawiązać koalicję z Partią Kurdów. Zarządził więc powtórne wybory, a w tym czasie, do jesieni kiedy miały się one odbyć, celowo za cel akcji zbrojnych obrał właśnie ludność kurdyjską w Turcji. Kudowie odpowiadali przemocą na przemoc, wskutek czego byli oskarżani o zamachy terrorystyczne. W efekcie powtórzone wybory wygrała AKP – czyli partia prezydenta Erdogana w takim stosunku, który pozwalał jej samodzielnie sprawować władzę.

Ogromne poparcie społeczne samego prezydenta jak i AKP oraz sukces manewru politycznego z końca 2015 roku, mogły spowodować że prezydent traci kontakt z rzeczywistością. Jego ostre konflikty w otoczeniu międzynarodowym Turcji bardzo kontrastują z wcześniejszą polityką “0 konfliktów z sąsiadami”. Do tego dochodzi frustracja z powodu dwóch dekad negocjacji akcesyjnych do UE oraz skomplikowana sytuacja wewnętrzna Turcji.

Innym powodem oddalania się od Zachodu są z pewnością oskarżenia Turcji o świadome wspieranie terroryzmu. Z pewnością pojawia się poczucie zupełnego niezrozumienia problemów wewnętrznych Turcji, która przecież przyjęła ponad 2 miliony uchodźców z terenów ogarniętych wojną w tym wielu Kurdów. Uchodźcy jacy trafiają do Turcji to oczywiście podobnie jak sami Turcy głównie Sunnici. Często zostali zmuszeni do opuszczenia Iraku bądź Syrii przez brutalne milicje szyickie w Iraku lub nie mniej brutalny reżim Asada w Syrii. Po tym co przeszli w swoich krajach, często bardziej pozytywnie postrzegają tzw. Państwo Islamskie niż władze z Bagdadu czy Damaszku a także Ankary po przyłączeniu się Tursji do koalicji zwalczającej ISIS.

Na początku 2015 roku miałem okazję rozmawiać w Turcji z jednym z takich uchodźców (przedstawił się jako Ahmed i nie chciał podać prawdziwych personaliów ani też nie zgodził się na nagranie rozmowy) i w pełni potwierdził on moje przypuszczenia. Mnie samego traktował początkowo bardzo wrogo, gdy dowiedział się że jako żołnierz sił koalicji stacjonowałem w Iraku. Po przełamaniu początkowej niechęci udało nam się porozmawiać, ale za każdy razem gdy wspominałem o siłach koalicji czy szyitach Ahmed mocno się oburzał. Takich osób, które mają niejednoznaczny stosunek do ISIS jest wśród uchodźców w Turcji wiele, dlatego pozyskanie przez terrorystów osoby do przeprowadzenia zamachu jest bardzo łatwe. Być może jedną z przyczyn tego, że Turcja nie występowała zdecydowanie przeciw ISIS była chęć uniknięcia tego typu zagrożeń. Oczywiście nie ma wątpliwości że ISIS realizowała w części interesy tureckie na północy Syrii i Iraku zwalczając Kuródw, szyitów i Alawitów.

Odwrócenie sojuszy

Tak więc druga opcja, może z kolei prowadzić do trzeciej. Im mocniej izolowany jest prezydent Turcji i jednocześnie im silniejsze ma poparcie wewnętrzne, tym łatwiej mu będzie o radykalne działania. Takim właśnie może być chęć odwrócenia sojuszy.  Zainteresowanymi zbliżeniem z Ankarą przeciw Zachodowi z pewnością mogą być dyktatorzy sprawujący swą władzę w równie bezwzględny sposób co Erdogan. Pierwszym i najważniejszym takim liderem jest z Władimir Putin. Ten lider dysponujący potężną armią i arsenałem nuklearnym, ale z kulejącą gospodarką, z wielką radością powitałby współpracę z gospodarką turecką (np. w ramach Unii Euroazjatyckiej) szybko się przecież rozwijającą. To mogłoby zupełnie zmienić sytuację na Bliskim Wschodzie. Pozyskanie Chin byłoby jeszcze większym krokiem do fundamentalnej zmiany układu światowego. To ostatnie wydaje się mało realne, jednak przy stopniowych zmianach sytuacji i ewentualnej nieodpowiedzialnej polityce USA – jaką w mojej opinii może prowadzić Donald Trump jako nowy prezydent USA, taki scenariusz także jest możliwy (Trump vs Clinton z perspektywy interesów Europy Centralnej)

Należy wziąć pod uwagę że Turcja poza strukturami NATO i w konflikcie z Europą a za to w sojuszu z Rosją i Syrią (nie mówiąc już o przyłączeniu się Iranu i Chin) będzie mogła bardzo łatwo destabilizować sytuację w Europie. Razem z potężnym oddziaływaniem propagandy rosyjskiej będzie mogła swobodnie rozgrywać słabsze organizacyjnie demokracje europejskie za pomocą różnorodnych (i bardzo wielu) mechanizmów: od “generowania” kolejnych potężnych fal uchodźców instrumentalnie wykorzystywanych, aż po siatki terrorystów i a przede wszystkim komórki terrorystów tzw. uśpionych, których wielu w Europie już teraz przebywa.

Wnioski

Można stać na straży standardów demokratycznych i pięknych idei, jednak brutalna polityka międzynarodowa nie znosi próżni. Błędy trudno jest naprawić. Politykę Erdogana należy w pełni potępiać podobnie jak Ajatollaha Chamenei w Iranie czy króla Salmana w Arabii Saudyjskiej i prezydenta Rosji Władimira Putina. Jednak w mojej opinii, to co postuluje dziś wielu, a więc wyrzucanie Turcji z NATO – za karę, czy odsuwanie od współpracy z Europą, bez oceniania skutków takiego kroku – jedynie dla idei, może popchnąć Ankarę do bardzo radykalnych rozwiązań. Takie rozwiązania ogromnie zwiększają zagrożenia dla Europy. Nie chodzi tu tylko o znaczenie militarne Turcji ale geopolityczne. Skutków działań które dziś zostaną podjęte nie będzie się już dało odwrócić, tak jak nie da się ustabilizować Iraku czy Libii mimo, że operacje zbrojne zakończyły się w obu przypadkach pełnym sukcesem. Na fali populizmu jaki dominuje dziś w przekazie medialnym, łatwo o działania poprawiające sondaże liderom i ich partiom, który jednak może okazać się fatalny dla społeczeństw Zachodnich.

Trump vs Clinton z perspektywy interesów Europy Centralnej

Screen-Shot-2015-10-07-at-11.11.39-AM

Z pewnością jasne jest już, że do finałowej części wyścigu prezydenckiego w USA kwalifikuje się dwoje kandydatów: Donald Trump i Hilary Clinton. Po stronie Republikanów ostatni broń złożył już Ted Cruz, a po stronie Demokratów raczej pogodził się już z porażką Bernie Sanders. Różnice pomiędzy ostatnią parą kandydatów są jednak znacznie głębsze niż tradycyjny podział na Republikanów i Demokratów. Dorobek, wyrażane poglądy jak i styl zachowani obojga kandydatów powodują, że linie podziału i sposoby argumentacji w obu przypadkach są zupełnie inne niż przy wszystkich dotychczasowych wyborach.  Oczywiście jeśli wziąć pod uwagę tylko oficjalne wypowiedzi obojga kandydatów to Trump nieudolnie próbuje wpisywać się w retorykę GOP – a raczej neokonserwatywną, mówiąc o wzmożeniu tortur czy rozwiązaniu problemu ISIS poprzez drastyczne zwiększenie ilości nalotów. Z drugiej strony Hillary Clinton gwarantuje kontynuację polityki Baracka Obamy w niektórych kwestiach – jak odprężenie w relacjach z Iranem, kontynuacja ocieplania stosunków z Kubą, a nawet nie neguje bardzo kontrowersyjnej ustawy o powszechnym obowiązku ubezpieczeń zdrowotnych (choć nie wydaje się gorącą zwolenniczką tego pomysłu, który dzieli nawet demokratów). Niemniej jednak, jeśli poddać analizie wystąpienia obojga kandydatów i na przykład zestawić je z kandydatami z ich własnych partii, to okazuje się, że Hillary Clinton ma nastawienie znacznie bardziej “jastrzębie” niż Sanders a Trump jest zupełnym gołębiem w porównaniu do Teda Cruza a nawet łagodnego Marco Rubio.  Trump wydaje się być mistrzem populizmu, który wiedząc że Amerykanie są oburzeni na gigantyczne zadłużenie u Chińczyków, grozi zaostrzeniem relacji z tym państwem, a korzystając z rosnącej fali agresji wobec uchodźców proponuje budowę muru na granicy z Meksykiem. Jednocześnie jako biznesman z pewnością wie, że tak silne powiązanie finansowe Chin i USA wyklucza zaostrzanie kursu wobec państwa Środka (chyba że rozpocząłby otwarty konflikt z Chinami co oczywiście wydaje się niemożliwe).  Jednak “paplanie” o zmasowanych nalotach na Bliskim Wschodzie, czy torturach, nie czyni z niego jastrzębia. To stosunek do Rosji, Chin czy regionalenych potęg na Bliskim Wschodzie jest tu wskaźnikiem ukazującym prawdziwy charakter polityki międzynarodowej. To przecież nie Chiny dziś dokonują aneksji części sąsiedniego państwa wysyłając najemników i destabilizując resztę i nie Chiny niszczą pozostałości rebelii w Syrii wzmacniając reżim Baszara Asada i Państwo Islamskie. Rosja stała się obecnie najbardziej nieprzewidywalnym państwem w naszym regionie i polityka wobec tego państwa jest jedną z kluczowych kwestii istotnych dla całego świata. Struktury mafijne jakie dominują w Rosji wynikające z powiązań biznesu ze służbami wywiadowczymi, wojskiem i milicją tworzą taki układ, w którym zarówno prezydent Putin, aby utrzymać się przy władzy musi (wskutek obranego przez siebie kursu w 2014 roku) podejmować agresywne działania polityczne i militarne, jak i w razie odsunięcia go od władzy ewentualny nowy lider tego państwa może stanowić jeszcze poważniejsze zagrożenie dla Europy i świata. Donald Trump kilkukrotnie wyrażał się bardzo ciepło o prezydencie Rosji, natomiast co ciekawe, prezydent Putin rozpływa się w zachwytach nad Trumpem. Już samo to powinno dać sporo do myślenia Amerykanom, którzy za parę miesięcy będą głosować  w wyborach na najwyższe stanowisko w USA. Propagandowa tuba Kremla – Russia Today nie szczędzi pozytywnych komentarzy dla swojego kandydata. Jednocześnie istnieją przesłanki by sądzić, że Donald Trump korzystając z sankcji rozwija swoje interesy w Moskwie. Jeśli takie oskarżenia się potwierdzą, to może się okazać, że relacje biznesowe i chęć pomnożenia i tak wielkiego majątku w istocie przesłaniają kandydatowi Republikanów interes nie tylko narodowy USA, ale też kwestie polityki światowej i europejskiej.  Informacje o stanie armii niemieckiej, armiach skandynawskich, fatalne konflikty wewnętrzne w Polsce czy bardzo trudna sytuacja wewnętrzna we Francji, a z drugiej strony zdesperowana Grecja, kontrowersyjna polityka Orbana na Węgrzech, czy tradycyjnie konformistycznie nastawione do sytuacji politycznej Słowacja i Czechy – to wszystko w sytuacji wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA nabierze znacznie większego niż dziś znaczenia. Jeśli w ewentualnym następstwie do władzy we Francji doszłaby Marie LePen a w Niemczech ktoś z radykalnej prawicy, to świat jaki znaliśmy będzie przeszłością. Dla Cara na Kremlu szachownica ułoży się w sposób. Obecnie powstrzymywany sankcjami, rosnącą potęgą Chin i jednak potencjałem NATO Putin, straci  w takiej sytuacji większość z obecnych hamulców… co wówczas zrobi?

Z drugiej strony Hillary Clinton, jest dziś łatwym obiektem do atakowania. Fatalna afera z prywatną skrzynką e-mailową, którą wykorzystywała do przesyłania ściśle tajnych informacji, to rzecz nie do pomyślenia na najniższych szczeblach armii USA, a przydarzyła się Sekretarzowi Stanu. Bardzo wiele niejasności powstałych po śmierci ambasadora USA w Libii oraz raz po raz wyciągana kwestia jej pierwszego “sukcesu” jako młodego adwokata, gdy wybroniła osoby oskarżonej o gwałt po czym miała się z dumą przyznać, że obroniła osobę o której wiedziała że jest winna. To tylko trzy najbardziej widowiskowe sprawy, które będą do końca prezentowane przez media – nie tylko popierające Trumpa. Jednak, Hillary Clinton to bardzo doświadczony polityk. Już jako pierwsza dama w czasie prezydentury męża była bardzo aktywna – także w sprawach międzynarodowych. Często miała odmienne zdanie do Baracka Obamy i wyraźnie widać było jej chęć do działań gdy ten skupiał się jedynie na formie swoich (wspaniałych skądinąd) przemówień.  Jako Sekretarz Stanu odbyła rekordową ilość podróży zagranicznych i potrafiła przy tym świetnie się dogadywać z przywódcami europejskimi czym nie może pochwalić się sam obecny prezydent. Na uwagę zasługuje też fakt nieco zapomniany, ale istotny dla obecnej sytuacji międzynarodowej. Hillary Clinton w czasie przesłuchania przed komisją senacką do objęcia urzędu Sekretarza Stanu w 2009 roku, przedstawiła koncepcję Smart Power jako fundament polityki USA. Koncepcja ta została w sposób naukowy opracowana przez profesora Josepha Ney w 2003 roku. Niestety nie została zastosowana zgodnie z zaleceniami profesora pozostając raczej chwytnym zabiegiem marketingowym, za co trudno jednak winić jedynie Panią Clinton. Najważniejszy głos w kwestii polityki zagranicznej ma Prezydent, choć oczywiście część odpowiedzialności spada na Sekretarza Stanu. Wydaje się jednak, że tym razem ta koncepcja mogłaby znaleźć znacznie pełniejsze zastosowanie jeśli wygra Pani Clinton.

Podsumowując, nawet jeśli Donald Trump po wyborach zmieni swoje podejście do spraw międzynarodowych, to samo to co mówi w kampanii wyborczej spowoduje duże komplikacje na arenie międzynarodowej. Trzeba pamiętać, że słowa polityka takiego kalibru jak POTUS mają potężną siłę rażenia. Z kolei wybór Hillary Rhodam Clinton to po części kontynuacja polityki Baracka Obamy – w kwestii poszukiwania porozumienia z Iranem przy utrzymywaniu współpracy z Arabią Saudyjską i Izraelem, a także Turcją i wspieraniu Kurdów (co jest sporą ekwilibrystyką) ale i rozsądne zaostrzenie polityki wobec agresywnej Rosji. Trudno prognozować o krok dalej, jednak ewentualne uspokojenie sytuacji na Bliskim Wschodzie i wzmocnienie współpracy w Europie, spowodowałoby brak możliwości rozgrywania błędów Zachodu przez Rosję, co mogłoby ją skłonić do powrotu do kooperacji. Za takim rozwojem sytuacji z pewnością opowie się rosyjski biznes i część służb. Przeciw będzie wojsko i sam Putin, dla którego wzrost tendencji demokratycznych w obecnej sytuacji gospodarczej Rosji grozi nie tylko utratą władzy ale i życia. Wybory te są więc zasadniczo ważne dla samych Rosjan, którzy raczej nie chcą, tak jak przywódcy Kremla odbudowy imperium, ale raczej poprawy codziennej egzystencji, dalej dla Ukrainy targanej dramatycznymi konfliktami wzmacnianymi przez Rosję, aż wreszcie dla państw Bałtyckich z niepokojem wciąż spoglądających na kolejne ruchy Moskwy. Już nawet tylko z tych względów wybory te będą miały zasadniczy wpływ także na sytuację Polski.

Politycy wobec terroryzmu: ignorancja vs cynizm

Pisząc o przyczynach powstawania ekstremizmów, a w efekcie terroryzmu oraz sposobów ich neutralizacji (tekst: Zarys strategii... ), a także w rozmowach na te tematy zawsze dochodzę do tzw. ściany, którą jest brak woli politycznej by zmieniać sytuację. Niniejszym chcę tą lukę choć pobieżnie wypełnić, prezentując mój pogląd na temat przyczyn braku działań polityków na zwiększające się zagrożenia terrorystyczne, których pierwszymi  (niestety) przejawami są zamachy do jakich dochodziło w Paryżu czy Brukseli.

Postawy większości polityków w reakcji na zamachy można pogrupować na dwie kategorie:

  1. Ignoranci
  2. Cynicy

Ignoranci to politycy, którzy nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji, przyzwyczajeni do konsumpcyjnego stylu życia i sądzący, że mechanizmy demokratyczne, unijne, gospodarcze, działania militarne, służby specjalne – do wyboru lub wszystko razem – wystarczą do obrony europejskiego bezpieczeństwa. Brną więc w dotychczasowe schematy nie potrafiąc ich zmieniać i dostosowywać do nowych uwarunkowań. Ignorancja opierając się więc na fałszywym poczuciu bezpieczeństwa buduje je także u społeczeństwa i dopiero fakty (w postaci tragicznych w skutkach zamachów) uświadamiają jak bardzo to poczucie jest fałszywe. Uważają więc że nic innego się już nie da zrobić i sprawy muszą się jakoś ułożyć. Chętnie witają oni inicjatywy Rosji zwalczającej ISIS sądząc, że jeśli jedni “barbarzyńcy” zwalczają innych to dla “cywilizowanej” Europy jest to korzystne. Innymi słowy nic nie trzeba robić, co w przekazie tabloidowym brzmi: “Robimy co w naszej mocy by zapewnić bezpieczeństwo naszym obywatelom, ale przed terroryzmem nie da się w 100% zabezpieczyć”. 

Z kolei cynicy wiedzą dobrze “w co się gra”, zdając sobie sprawę z tego, jak wielkim zagrożeniem dla Europy jest utrzymujący się w niej chaos, istniejący pod szyldem swobód obywatelskich i demokracji przez innych nazywanymi fałszywą poprawnością polityczną. Politycy ci, nastawieni jedynie na wygrywanie wyborów i tak dalece uzależnieni od haseł absolutnej swobody wypowiedzi i wolności owych praw (z których wyjęte zostały tylko określenia związane z ekstremizmem z czasów II WŚ – czyli Faszyzmem) że nie chcą uwzględnić faktycznych zagrożeń, narażając całe społeczeństwo Europejskie na nieodwracalne zmiany. Zmiany te, to nie “najazd Muzułmanów”, ale przywyknięcie społeczeństw europejskich (zarówno Chrześcijan, laików jak i Muzułmanów) do negatywnych zmian obyczajowo-społecznych, przyzwyczajenie się do poczucia zagrożenia zmieniającego nasz sposób funkcjonowania, prowadzące do przyjmowania coraz gorszych i bardziej w istocie ingerujących w te swobody rozwiązań politycznych. Tak więc utrzymywanie iluzji bezwzględnych swobód (w tym wobec głoszących radykalne hasła Szariatu w Europie, czy niemal wprost inspirujące do działań terrorystycznych) powoduje, że poza oparami tej iluzji w istocie owe swobody szybciej tracimy.  Oczywiście nie tylko o głosy Muzułmanów chodzi cynikom. Istnieją fundacje, instytucje, korporacje, którym na rękę jest utrzymywanie poczucia zagrożenia ponieważ to pozwala na krótkowzroczne wprawdzie, ale bardzo dochodowe interesy i szybkie zyski. To że w dłuższej perspektywie powodują one potężne i nieodwracalne straty dla społeczeństw Europy nie ma przecież znaczenia, gdy można szybko zarobić (o jednym z aspektów takich procesów pisałem tu: Czy wojny o ropę są nieuniknione? ).   Z drugiej strony, jest też budzący się Niedźwiedź na wschodzie. Cynicy wiedzą doskonale, że ten chaos jest nie tylko na rękę Kremlowi, ale właśnie jest on celem kręgów rządzących w Moskwie. Ten kto czytał Aleksandra Dugina, doskonale wie, że rozbijanie jedności europejskiej, wzmacnianie chaosu i poczucia bezsilności w Europie, są świadomym celem działań współczesnej Rosji, warto tu przytoczyć tekst Wojtka Jakóbika: Jakóbik: Rosyjski ślad w belgijskich atakach? Niemniej bardzo często tacy politycy nie chcą podjąć stosownych działań, bowiem w ten czy inny sposób bardziej zależy im na utrzymywaniu dobrych relacji z Moskwą – przekładających się na zysk finansowy. Innymi słowy nic nie trzeba robić, co w przekazie tabloidowym brzmi: “Robimy co w naszej mocy by zapewnić bezpieczeństwo naszym obywatelom, ale przed terroryzmem nie da się w 100% zabezpieczyć”. 

Jak widać przekaz jest w obu przypadkach identyczny. Na dodatek oczywiście “vs” w tytule jest prowokacją bowiem politycy ignoranci często stają się cyniczni, a cynizm wynika często z ignorancji. Tak więc oczywiście, choć podział na polityków ignorantów i cyników może w jakiejś mierze istnieć, to jednak te dwie cechy zasadniczo i najczęściej się przenikają o czym m. in. świadczy tekst Piotra Wołejko: Belgia: Wirtualna ofiara terroru. Stąd biorą się hasła z jednej strony totalnej integracji bez względu na poglądy i ideologie, a z drugiej budowania muru i “wyrzucania” Muzułmanów. Oczywiście hipokryzja obu takich podejść jest jasna, ale szkody jakie takie głupoty (inaczej nie da się tego nazwać) wypowiadane przez polityków i drukowane w tabloidach wywołują, są dramatyczne. Oba bowiem tak samo zdecydowanie ułatwiają działania ekstremistom i budując nasze fałszywe poczucie bezpieczeństwa, w istocie bezpowrotnie niszczą bezpieczeństwo realne.

Faktycznie należy zauważyć, że działania skierowane przeciw ekstremistom muzułmańskim, z pewnością spowodują z ich strony próby mobilizacji całych grup społecznych gdzie będą próbowali oskarżać polityków o atak na Islam. Dlatego właśnie takie akcje muszą być planowane w sposób szczegółowy i interdyscyplinarny – z odpowiednią akcją informacyjną, powiązane z działaniami integracyjnymi wobec tych Muzułmanów, którzy są skłonni to integracji nie naruszającej Europejskiego porządku i systemu wartości. Konieczne są też inne działania opisane w Zarysie strategii…  ponieważ akcje doraźne są za zwyczaj elementem tzw. Wojny tabloidowej a nie realnego planu wzmacniania bezpieczeństwa europejskiego. Jednakże dalsze “trwanie w bezruchu” licząc że “jakoś się ułoży” będzie potęgowało zagrożenia w szybkim tempie. Jeśli ktoś na przykład bagatelizuje plany terrorystów dokonania eksplozji nuklearnej w Europie to lepiej żeby prześledził jak szybko zwiększają się możliwości terrorystów i na jak wiele źródeł finansowania i poparcia politycznego mogą liczyć.

Oczywiście dodajmy, że istnieją też politycy wymykający się z powyższego opisu i umiejący oraz chcący zmienić sytuację we właściwy sposób. Jednak nie są oni decydentami i zapewne nie będą w najbliższym czasie bowiem działania terrorystyczne jak i agresja Rosji powodują, że mechanizmy demokratyczne wyłaniają ludzi coraz bardziej radykalnych z przyczyny… ignorancji i/lub cynizmu, jakie ich cechują ale pozwalają na marketing polityczny ułatwiający wygrywanie wyborów.

islamic-terror

Middle East relations in 2003 and 2016

The relationships in the Middle East presented in these two illustrations do not include all the actors in international relations but only those who have the greatest importance to the ongoing conflict there. The first picture shows the situation at the start of the invasion of Coalition Forces against Iraq in 2003. Iraq did not have any strong allies then, but also the vast majority of the countries in the region – despite pressure from the United States, did not support this intervention. Blue lines indicate cooperation or strategic alliances, these cannot therefore be equated with support for US policy in the region, especially due to the war in Iraq. Also Turkish politics are essentially important there and these have dramatically changed. In 2003, on the one hand, it was called the policy of “zero conflict with neighbours” and on the other, the conflict with the Kurdish minority could be described ‘managed’ – both points changed afterwards.  Another critical difference is the lack of direct interaction of Russia in 2003. The USA therefore had a very comfortable situation in which they were able to use any variant of the operation against the Taliban and Saddam Hussein.

.

Slajd1

In 2016 relationships  are much more hidden in  the official fight against ISIS by Turkey, Russia and Saudi Arabia. In fact, all three countries use the existence of this organization for the achievement of their own goals. A very large impact on the complication and deterioration of the geopolitical situation is the emergence of Russia with its characteristic style of diplomacy and warfare. Russia is using Assad’s plight  to try to strengthen its influence in the region, and for this purpose, it is also looking for an alliance with the Syrian Kurds. Such an alliance would be extremely dangerous due to the likely actions of the Kremlin pushing the Kurds to a confrontation with Turkey, in which Russia will perform as a defender of the Kurds. Russia, playing its games with Kurdish hands could gain politically but that would cause dramatic problems for the Kurds themselves as a result of such involvement. Unfortunately, the dramatic change of Ankara’s policy against the Kurds, resulted from the internal political issues of Turkey itself, but effected both  the AKP, Erdogan and Kurds also. As both sides are still allies of the West, it is therefore the West’s obligation to force them to the negotiations (Kurds and Turkey).

On the other hand, another very negative signal for the West is the obvious cooperation of a large part of the FSA (Free Syrian Army) with Al-Nusra which is a faction of Al-Qaeda, supported by Turkey and Saudi Arabia, and which in turn cooperates with ISIS.

In both cases, the main axis of conflict is the relationship Iran – Saudi Arabia. Their rivalry for dominance in the region, fueling radicalism on the one hand and  shiites and sunnis on the other. Both groups are used by politicians for constant wars with each other from Yemen, to Iraq. Badly carried out intervention in Iraq, but also support of a coup in Libya and the destabilization of Syria have caused a series of open conflicts and increased tension in many relationships in the region. It is also essential to understand that the political plans of the Kurds living in four countries – Iraq: KRG (Kurdish Regional Government), YPG Syria, Turkey, the PKK and the Kurds in Iran are not the same. The strongest political representation and quasi-statehood are those of the Iraqi Kurds. However, in all parts of Kurdistan these organizations are not the only representatives of the Kurds, they also do not have a common political line.

While the government of President Heydar al-Abadi in Iraq is making an effort to win over Sunni and maintain the unity of the rest of Iraq (apart from the de facto already independent Iraqi Kurdistan), many Shiite militia under the control of Iran continue to conduct violent actions directed against the Sunnis. This situation is the main reason for Sunnis supporting ISIS, as previously the same was with Al-Qaeda. The same problem was one of the main reasons for which the previous Prime Minister of Iraq – Nouri al-Maliki was forced to leave the office.

.

Slajd2

 

Relacje na Bliskim Wschodzie w 2003 i 2016 roku

Przedstawione schematy relacji na Bliskim Wschodzie nie zawierają wszystkich aktorów stosunków międzynarodowych a jedynie tych, którzy mają największe znaczenie dla toczących się tam konfliktów. Pierwsza ilustracja pokazuje sytuację w momencie rozpoczęcia inwazji Sił Koalicji przeciw Irakowi. Irak nie miał wówczas zdecydowanych sojuszników, ale też państwa regionu w zdecydowanej większości – mimo presji ze strony USA, nie poparły tej interwencji. Niebieskie linie oznaczające współpracę bądź sojusze strategiczne,  nie mogą więc być utożsamiane z poparciem dla polityki USA w regionie, a szczególnie wojny w Iraku. Istotne jest też to jaką politykę wówczas prowadziła Turcja. Z jednej strony była to polityka nazwana “Zero konfliktów z sąsiadami”, a z drugiej udało się wówczas zażegnać (w dużej mierze) konflikt z mniejszością kurdyjską.

W regionie brak też było bezpośrednich oddziaływań Rosji. USA miały więc bardzo komfortową sytuację w której mogły wykorzystać każdy wariant operacji przeciwko Talibom jak i reżimowi Saddama Husajna.

Slajd1

2016 rok to znacznie więcej ukrytych relacji, jak oficjalne zwalczanie ISIS przez Turcję, Rosję i Arabię Saudyjską, podczas gdy w istocie wszystkie trzy kraje wykorzystują istnienie tej organizacji dla osiągania własnych celów. Bardzo duży wpływ na komplikację i pogorszenie sytuacji geopolitycznej ma pojawienie się Rosji z charakterystycznym dla siebie stylem dyplomacji, jak i działań wojennych. Rosja wykorzystując trudną sytuację Asada stara się umocnić swoje wpływy w regionie i do tego celu szuka także sojuszu z Kurdami syryjskimi. Taki sojusz byłby skrajnie niebezpieczny z uwagi na prawdopodobieństwo działań Kremla popychających Kurdów do konfrontacji z Turcją, w której Rosja wystąpi jako obrońca Kurdów. Rosja rozgrywając swoje kwestie rękami Kurdów znów mogłaby zyskać politycznie a sami Kurdowie mogą ponieść dramatyczne konsekwencje takiego zaangażowania. Niestety poważnie zmieniła się polityka Turcji wobec Kurdów, co wynikało z wewnętrznych kwestii politycznych samej Turcji, ale bardzo skomplikowało sytuację zarówno samej AKP i Erdogana jak i Kurdów. Bardzo istotna jest więc rola Zachodu, który musi doprowadzić do negocjacji między Kurdami i Turcją.

Z kolei innym bardzo negatywnym dla Zachodu sygnałem jest oczywista współpraca dużej części FSA (Free Syrian Army) z Al-Nusrą będącą odłamem Al-Kaidy, popieraną prze Turcję i Arabię Saudyjską, a która z kolei współpracuje z ISIS.

W obu przypadkach główną osią konfliktu są relacje Iran – Arabia Saudyjska. Ich rywalizacja o dominację w regionie napędza radykalizm z jednej strony szyitów, a z drugiej sunnitów. Obie grupy wykorzystywane przez polityków nieustannie toczą ze sobą wojny od Jemenu, aż po Irak. Fatalnie przeprowadzona interwencja w Iraku ale też wsparcie przewrotu w Libii oraz destabilizacja Syrii spowodowały serię otwartych konfliktów i wzrost napięcia w bardzo wielu relacjach w regionie. Duże znaczenie ma też niejednorodność politycznych planów Kurdów żyjących w czterech państwach – w Iraku: KRG (Kurdish Regional Government), Syrii YPG, Turcji PKK oraz Kurdowie w Iranie. Najsilniejszą reprezentację polityczną oraz quasi-państwowość posiadają Kurdowie iraccy. Niemniej jednak we wszystkich częściach Kurdystanu wymienione organizacje nie są jedynymi reprezentacjami Kurdów jak i nie posiadają wspólnej linii politycznej.

O ile rząd prezydenta Hajdara al-Abadiego czyni wysiłki by pozyskać sunnitów i utrzymać jedność pozostałej, po de facto już odłączonym Kurdystanie irackim, części Iraku, o tyle milicja szyickie pozostające pod kontrolą Iranu nadal prowadzą brutalne akcje skierowane przeciw sunnitom. Taka sytuacja jest głównym powodem popieranie ISIS, tak jak wcześniej Al-Kaidy, przez znaczną część sunnitów. Ten sam problem był jednym z głównych powodów dla których poprzedni premier Iraku – Nouri al-Maliki został zmuszony do opuszczenia tego urzędu i wypada wyrazić duże rozczarowanie że tak wiele lat pozostawał na tym stanowisku.

Slajd2

 

After Paris masarce I say: no WAR but good POLICY at last!!

686997efbbd43f522df7e7d2d1e6fbfeAfter 11/09, and the following the attacks in Madrid, London, Charlie Hebdo and today – after the massacre in Paris the same password is raised again: “We are at war!” “We must fight!” So I ask – Against whom? Where? Who is the enemy? I would like to remind, that George W. Bush declared the war already, 14 years ago – on the ruins of the World Trade Center the day after the attacks in 2001. This war continues, and is/was conduced in Afghanistan, Iraq, Libya, Syria, Yemen, Pakistan, Somalia, Mali, CAR and others. In this war we hit with full force, and hundreds of thousands of troops (Afghanistan and Iraq) or operate less formally, but equally deadly (Yemen, Syria) sometimes openly support those who supposedly are fighting against dictatorship (Libya and Syria, and there were those who wanted to help in Egypt but thankfully they didn’t decided that). The opponent, however, continually strengthens and hit us occasionally, but extremely accurately causing death, fear and doubt. Time to realize – against whom we conduct the war, and who runs it against us? Another cry: “We are at war!” or “You have to fight!” will lead to further ill-considered military action, the consequence of which will be to strengthen the real enemy. At our own request we incur further losses in the army – sent no sense to the Middle East, and civilians more easily attacked in our (European or US) cities, not to mention further victims in the places of conflict in the Middle East – but that, in this day, after the terrorist attacks in Paris, probably only a few interests.

Who and where is the enemy I tried to show in the text:

Charlie Hebdo: Islam vs. Islamism

Why it is easy for them to grow and take action here:

Decision making process in Iraq in 2003

and here:

Syria: searching of lesser evil

MOST IMPORTANT – How to fight it:

Outline of the International Security Strategy

and partly here:

Humanitarian missions int he stabilization operation

I also wrote that further policy based on “WAR” will lead to further the spiral of violence, which, by the crisis of refugees and terrorist attacks already reaches Europe and the USA. In this connection it should be remembered that the war on radicalism – rightly called Islamo-fascism did not begin on September 11, 2001, but the attacks on the WTC and the Pentagon were just the consequence of consistently wrong Western policy in the Middle East. The Middle Eastern societies at the end of the twentieth and the early twenty-first century is undergoing massive social changes, unnoticed by Western politicians or misinterpreted (as a sign of “explosion” of Western-style democracy). With no change in this policy, it is impossible to achieve peace and stability. These can only be achieved through wise (multi disciplinary and multi-level, varied – depending on the place etc.) international politics. Of course, also in case of such policy, military operations are a necessity, but they must be part of the policy and give results in the form of political progress, and not be objective or in response to enemy action. The war goes on and the opponent is getting better methods and tools to attack “us”. At the same time, many of us do not realize how many allies, we have the “other” side. I personally know many Syrians, Egyptians, Lebanese, Palestinians and Turks, who continuously demonstrate calling for “us”, that tolerating radicalism in the Western world, allowing the marches of Islamo-fascists calling for the overthrow of the democratic government and the establishment in the place of Sharia law, respecting freedom Citizens by not placing wiretaps in places where there is a promotion of hate, overthrowing the dictatorship in the Middle East – all that generate great risk! What’s more, the losses we get,  triggers our anger directed against those who are easy to reach (about which I wrote in the text of Charlie Hebdo). They are Muslims praying in the Mosque, Muslim children in school, women, often teachers, doctors, who like us are afraid of extremists and terrorists. The true enemy is the one who treats us as an enemy and   he is reachable despite the claims of the Politicians. We can not, however, see enemy between the dictators, groups not willing to cooperate with us or those who want to increase their influence in the region. Finally, we must separate the threat of extremism and terrorism from the economic interests, geopolitical influences etc. We hve to stop deciding for Middle Eastern societies and self-reliance of countries there, we have to treat them as partners. In that place we have to focus on the destruction of the actual centers of extremism and terrorism both in Middle East and West. We need partners and real allies against extremism and terrorism and for implementing a strategy similar to that which I suggested at the beginning of the text. If so, am sure that not more than six months would be enough to disappear: The so called Islamic State, Al-Qaeda, Al-Nusrah, Al-Qaeda of the Islamic Maghreb and al-Qaeda of the Arabian Peninsula and others. By doing this, the wealth of the West and the possibility of influencing policy would not have fall so badly as  Western leaders are worried.

                Of course, I also know well that this will not happen. The public want war and it will get it. “Tabloid War ” which will kill many “terrorists” – in fact the people living in the Middle East – not necessarily even a “bad” Muslims. between them they will get the persons related to the massacre in Paris. Nobody will say in Europe, that there are thousands of the same kind of people in the Middle East, so the threat will not be reduced even of half a percent. In this wa y “we will rebuild” sense of security for a while. It will grow with each killed a “terrorist” what will be presented by the politicians – just as the tabloids. In fact, we will prepare the ground for further attacks – more and more bloody, more easily conducted and more … provoking another wars. The extremists – as the name suggests live from extremes – chaos, war, injustice, poverty, geopolitical turmoil and , false image of the religion. This gives them the strengh and they get if from wars and again it threnghten their radicalism. More wars creates more radicals. Wars doesn’t kill radicals but create them!