Siedem grzechów PO w opozycji

Ostatni sondaż IBRIS (z 3-4 stycznia 2019), najbardziej w mojej opinii wiarygodnej instytucji tego rodzaju, pokazuje umocnienie się patii rządzącej o niemal 2%, osłabienie głównej partii opozycyjnej o potężne 5%, zniknięcie jej słynnego niegdyś koalicjanta (Nowoczesna poniżej 1% mieści się w granicach błędu statystycznego). W dyskusjach ze zwolennikami PO, często napotykam się na stanowisko zgodnie z którym partia ta nie popełnia i nie popełniała błędów, a to okoliczności niezależne od niej powodują, że nie może przebić tzw. szklanego sufitu, który nie tyle wyznacza jakaś wartość procentowa, co poziom poparcia PiSu. PO zyskuje lub traci, ale zawsze jest niżej w sondażach niż partia rządząca.

Zauważyć należy, że w systemie demokratycznym nieustanne liderowanie PiSu od trzech lat jest fenomenem, bowiem partie zwykle przeżywają kryzys po kilku miesiącach, lub na półmetku pierwszej kadencji, tymczasem w przypadku rządzących, kryzys oznacza liderowanie, tylko z mniejszą przewagą. Po wszystkich „nam się należy”, horrendalnych zarobkach w SSP, które przecież miały być przez „Dobrą zmianę” zracjonalizowane, kuriozalnych wypowiedziach byłego szefa MON i jego dziwacznych decyzjach, kumoterstwie, synekurach i nepotyzmie, gdy cena paliwa jest wyższa niż Niemczech, a cena prądu nie rośnie dzięki centralnemu sterowaniu (co musi mieć fatalne konsekwencje), chaosie w szkolnictwie, który z nieznanych mi przyczyn przez panią minister Zalewską jest nazywany „reformą”, opozycja dawno już powinna przeważać w sondażach zdecydowanie.

Zwalanie wszystkiego na to, że „Ciemny lud” dał się przekupić za 500+, jest zupełnie niepoważne i w samym PO chyba nikt w to nie wierzy. Dlaczego więc PO tak słabo wypada na tle PiS? Niezależnie od sympatii i antypatii politycznych lub też (co ostatnio coraz bardziej powszechne) wiary lub niewiary w danego lidera politycznego, warto analizować mechanizmy jakie prowadzą do sukcesu lub porażki politycznej.

Nie musicie się ze mną zgadzać, rozważcie jednak w spokoju i z dystansem siedem poniższych punktów:

  1. Nieskuteczność Anty-PiS.

„Jeśli liderzy PO mówią, że ich głównym celem jest pokonanie PiS, a liderzy PiS, że dla dobra Polski to oni muszą utrzymać się przy władzy, to przeciętny wyborca, który pochłonięty jest codziennymi obowiązkami, pracą, opiekuje się dziećmi, nie mając czasu na głębsze analizy potencjału partii politycznych, nie widzi między nimi różnicy.”

Gdy piszę o retoryce Anty-PiS stosowanej przez PO, to wielu jej zwolenników odpowiada „przecież mają program”, albo zwyczajnie „to nieprawda”. Ktoś nawet napisał, że słyszy co innego niż ja w wywiadach przedstawicieli PO. Oczywiście, że każdy słyszy to, co chce, ale ja akurat bardzo chcę słyszeć, co PO zamierza zrobić po wygranych wyborach, jak zamierza posprzątać konsekwencje „reformy” pani Zalewskiej i wreszcie faktycznie zreformować edukację, jak chce modernizować Armię, jak ułoży nasze sojusze międzynarodowe po bezprecedensowym zrujnowaniu wszystkich relacji poza USA (i Orbanem) przez PiS. Bardzo chcę o tym wszystkim słyszeć, nawet, jeśli co trzecie słowo ma być przytykiem do obecnie rządzących. Zamiast tego słyszę wciąż, że PiS źle rządzi. To wiem, ale chcę usłyszeć, czy ich następcy będą rządzili lepiej, tak samo, czy jeszcze gorzej.

2. Niemal zupełne ignorowanie własnego programu.

Ależ oczywiście, że PO ma własny program, można nie zgadzać się z jego tym czy innym założeniem, jednak w mojej ocenie to program najbardziej centrowy ze wszystkich partii, do tego o zabarwieniu konserwatywnym, co mi osobiście odpowiada. PO jest wstrzemięźliwa w kwestiach uznawanych za kontrowersyjne w społeczeństwie (jak relacje Państwo-Kościół) i znaczenie lepiej niż np. w N, zrozumiała potrzeby gorzej sytuowanych grup społecznych w Polsce. Nie wdając się w szczegóły, jest to program, który w mojej ocenie nieźle się broni. Wymyślono nawet dobrą i chwytliwą nazwę – PRową – „Sześciopak Koalicji Obywatelskiej”, określany jako „6 kroków do przyszłości”! Wszystkie sześć punktów, to konkretne sprawy, wpadające w ucho. Tylko, że gdy przedstawiciele PO udają się do mediów, to zdają się zapominać o tym programie! Powinni wszędzie od tego zaczynać swoje wypowiedzi, do nich nawiązywać, na nich kończyć, bo takim przekazem docieraliby do ludzi, z których część mogłaby poszukać więcej informacji… Dominacja retoryki „Anty-PiS” powoduje, że niczego nikt nie szuka, nie chce już słuchać, przełącza na inny program w TV i Radiu. Nie chodzi o to, aby nie wskazywać błędów, kolejnych afer, partii rządzącej, ale o to, by proporcje „anty-PiS w stosunku do przekazu nt przyszłości (planów, aktywności, rozwoju) były na korzyść tych drugich.

3. Lider bez zaufania.

Miałem okazję na żywo słuchać lidera PO, pana Grzegorza Schetyny. W jego wypowiedzi także było sporo Anty-PiS, ale poza tym to były bardzo rozsądne treści, z dystansem, bardzo pozytywny przekaz. Jednak, problem braku zaufania wynika z przeszłości. Lider PO nie potrafi się od tego oderwać i wielu mówi, że już tak być musi. Ja uważam inaczej. Gdyby on sam, ale i inni ważni politycy PO zaczęli więcej mówić o tym, co w pkt. 2, gdyby potrafili przyznać, że PiS ma rację w niektórych swoich postulatach, w mojej ocenie zyskaliby na tym, a sam szef PO oderwałby się od negatywnego wizerunku, jaki obecnie przeważa w ogromnej części społeczeństwa. Twierdzenia, że ten wizerunek jest bez znaczenia dla wyborów nie będę komentował, bowiem tak może mówić tylko ktoś, kto nie ma pojęcia o polityce.

4. Brak rozliczenia się z przyczynami porażki z 2015r

Teraz jest na to już za późno, a niestety w czasie powyborczym PO ten element zupełnie nie wyszedł. To bardzo ważne i gdyby liderzy PO rzetelnie do tego podeszli wkrótce po wyborach, zapewne spowodowałoby chwilowe straty w sondażach, ale jednocześnie położyłoby ważne i solidne fundamenty pod przyszłą retorykę prawdziwej zmiany w Partii, która wyciąga wnioski z błędów. Oczywiście przedstawiciele PO mówili o błędach, ale to były tezy na poziomie „byliśmy za mało agresywni”, „daliśmy się oszukać PiSowi”, „za mało chwaliliśmy się jacy jesteśmy wspaniali”. Takie wypowiedzi nie stanowią rozliczenia się z przyczyn porażki, ale raczej utrwalają i wzmacniają przekaz przeciwnika, który mówił o bucie i arogancji PO. Teraz, gdy partia rządząca nieustannie okazuje butę i arogancję, wyborca odrzuca obie partie, co powoduje wzrost znaczenia polityków spoza tych dwóch obozów (Kukiza, Biedronia, wzmacnia SLD). 

5. Niewypał KO

Zawiązanie Koalicji Obywatelskiej było w moim odczuciu bardzo dobrym krokiem, ale nie tyle na budowanie koalicji, co na PRową zmianę nazwy, którą odtąd mieli kojarzyć wyborcy. PO dla wielu kojarzyła się źle, więc KO może ten obraz nieco zmienić. Dawało to szansę na „nowy początek” dla polityków PO. Tak się nie stało. Moim zdaniem wiele złego dla KO wyrządziła szefowa N, która swoimi wypowiedziami tak drastycznie różniła się od szefa PO (szczególnie w kwestiach socjalnych, dotyczących Kościoła itp.), że cały projekt z daleka wyglądał na prowizoryczny i sztuczny, a przecież KO potrzeba było właśnie wiarygodności i naturalności! Z kolei styl w jakim spacyfikowano N, spowodował, że znów PO wpisała się w retorykę PiSu oskarżającą szefa platformy o autorytaryzm a nawet tyranię ;-). Oczywiście nie wolno bagatelizować tzw. bonusu za współpracę. Otwartość na współpracę, zdolności koalicyjne to przecież miały być znaki rozpoznawcze PO, tymczasem to PiS posiada obecnie koalicję (niezależnie od relacji w jej wnętrzu), a KO po pacyfikacji N pozostała koalicją tylko z nazwy. 

6. Rozmycie tożsamości.

Tożsamość PO jest ważnym punktem odniesienia, bowiem wielu Polaków docenia jak wiele za czasów tej partii zrobiono, niemniej PO popełniła też szereg poważnych błędów, z których nie chciała się rozliczyć w 2015 roku i później (punkt 4). Do tego zupełna rozbieżność wypowiedzi szefowej N i szefa PO metodycznie kompromitowały ciekawy pomysł KO. To powoduje, że przekonani pozostają przekonani, ale zawiedzeni, niezdecydowani, głosujący na PiS jako „mniejsze zło”, nie mają powodu by nawet zastanowić się nad propozycją PO, KO ani tym bardziej POKO. Wciąż pytają, czym jest dziś PO, czy może KO? A może trzeba mówić POKO? To trochę tak jak z Ryszardem Petru mylącym nazwę własnej partii, w przypadku PO też wielu nie wie, do którego bytu się odnosić. Ten chaos widoczny jest też w sondażach. Raz badana jest PO i N oddzielnie, innym razem jako KO, a teraz pojawia się nowy byt POKO i dla wielu obserwatorów sceny politycznej, którzy nie wgłębiają się meandry funkcjonowania klubów parlamentarnych, partii itd., taki stan rzeczy to właśnie rozmycie tożsamości. Do tego dochodzi retoryka „anty-PiS”, która buduje jakieś zręby tożsamości „wojennej”, za którą brak jest widocznej wizji przyszłości. Partia polityczna z samej istoty swego funkcjonowania musi mówić o przyszłości, o współpracy, o budowaniu, a nie tylko o walce, bowiem polityka to sztuka rządzenia, a nie samej walki o władzę. Na początku roku wyborczego, lider powinien zdecydować się na któryś z tych szyldów i zdecydowanie promować go obudowując pozytywnym przekazem. 

7. Aktywność w mediach społecznościowych.

Tutaj sporo się zmieniło. PiS rozleniwiony stale zwycięskimi sondażami zaniechał głębszych działań w sieci zadowalając się poparciem potężnych grup hejterów internetowych. Przekaz pozytywny w tej partii na TT niemal nie istnieje, oprócz propagandy sukcesu, co akurat jest tak toporne, że chyba nie działa nawet na żelaznych zwolenników, niemniej takie zestaw akcentów radykalizuje wielu zwolenników partii rządzącej. Jednocześnie PO wskutek retoryki wojennej zyskała także pokaźne grono hejterów, zwanych popularnie trollami, którzy sądząc, że wspierają swoją partię, tak naprawdę topią ją swoimi bezmyślnymi wpisami. Atakują wszystkich, którzy nie dość euforycznie wypowiadają się o PO i jej szefie. Nie różnią się oni niczym od hejterów partii rządzącej, ale sami się napędzają tym, że przecież są na „wojnie”. Dość zabawnie to wygląda, gdy ci „żołnierze” twitterowi, umazani elektronicznym błotem, unurzani w internetowej krwi, wciskają swoje przekonanie o własnym heroizmie np. żołnierzom, którzy faktycznie na wojnie byli i coś tam więcej niż ich „heroiczny” hejt widzieli. Oczywiście owi hejterzy sprawnie posługują się obelgami, choć nie są w stanie zrozumieć swojej śmieszności. Trudno tu całkiem winę zrzucać na PO, polaryzacja społeczeństwa i jego radykalizacja to efekt większej ilości czynników niż działania partii. Jednakże, jeśli PO chce odróżniać się od PiS, a nowoczesne media to obszar, w którym taka różnica byłaby najlepiej widoczna, politycy PO powinni traktować TT jako część swojej pracy, a nie zło konieczne. Potrzeba tu więcej pozytywnego przekazu, więcej wpisów merytorycznych. To, co mówią w mediach powinno być wzmacniane za pomocą mediów społecznościowych. W tym obszarze warto spojrzeć na działania szefa PSL i oficjalnego konta tej partii. Konta prowadzone z dystansem, humorem, ale też merytorycznie, nawet kampania o nadużyciach PiSu prowadzona przez PSL na TT, była modelowo realizowana. Okazuje się, że nawet „Anty-PiS”, można „uprawiać” lepiej niż robi to PO.

Siedem powyższych punktów wynika z obserwacji życia politycznego. Jest to, owszem krytyka, ale krytyka życzliwa, bowiem zależy mi na dobrej polityce w naszym kraju, na reformach, rozwoju, budowaniu racjonalnej współpracy międzynarodowej, ale też zasypywaniu podziałów w naszym społeczeństwie. O tym wszystkim politycy każdej partii mówią, oczywiście, jednak nie do końca robią cokolwiek w tej kwestii.

Reklamy