Eksperyment polityczny!

Eksperymenty robione są po to, abyśmy niejako w soczewce dowiedzieli się o nas wszystkich czegoś ważnego. Co jeszcze bardziej istotne, abyśmy wiedząc o procesach, jakie w wyniku badania są opisywane, potrafili zmienić nasze postępowanie i budować lepsze społeczeństwa, a w wymiarze indywidualnym osiągać satysfakcję w życiu rodzinnym i zawodowym, przez niektórych określaną mianem szczęścia.

Milgram

Większość słyszała o słynnym eksperymencie Milgrama. W skrócie polegał on na tym, że nauczyciel miał przepytywać ucznia, a w razie złych odpowiedzi razić go prądem. Miała to być nowatorska metoda nauczania, zapewniająca szybkie efekty. W istocie „uczeń” był podstawionym aktorem, który miał reagować na impulsy elektryczne w odpowiedni sposób, a „nauczyciel” – osoba na której eksperymentowano, nieświadoma prawdziwych założeń badania, miał zadawać pytania i wciskać impulsy, któe faktycznie nie raziły „ucznia”. W ten sposób Milgram sprawdził, jaką mamy podatność na wykonywanie poleceń zupełnie fikcyjnego autorytetu (prowadzący badanie przebywał w pomieszczeniu ubrany w biały kitel i wydawał polecenia kontynuowania pracy).

Skala impulsów zaczynała się od niewielkich napięć, aż po serię wysokich dawek powodujących ogromny ból, poważny uszczerbek na zdrowiu, a nawet śmierć. Badani po każdej nieprawidłowej odpowiedzi mieli zadać kolejny impuls silniejszy od poprzedniego, aż do końca skali.

Wyniki eksperymentu okazały się wstrząsające. Ponad 90% badanych, pomimo krzyków „ucznia” i jego błagań o zaprzestanie, dotarło do impulsów ze strefy powodującej poważne obrażenia, a przeszło 60% dotarło do ostatniego impulsu powodującego pewną śmierć. Oczywiście tak jak w przypadku eksperymentu profesora Zimbardo także ten poddano ostrej krytyce, co ciekawe ostatnio znów kilku dziennikarzy postanowiło „obalić” wyniki tych badań, ale wystarczy zagłębić się w istotę tych eksperymentów by jasno widzieć, że owo „obalanie” ma służyć tylko popularności „obalających”… w istocie „demaskatorzy” nie odkryli niczego nowego.

Nasz eksperyment

Teraz zróbmy nasz własny eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że jesteśmy częścią takiego badania na skalę krajową. Przywódcy polityczni pełnią rolę „autorytetu” i tak jak u Milgrama wierzymy im i mamy na to swoje powody. Jesteśmy jednocześnie „nauczycielem”, który jest motywowany przez swój „autorytet” ale i przeciwnik ma swoich „nauczycieli”, pełnimy zatem jednocześnie rolę ucznia rażonego prądem przez „nauczyciela” z przeciwnego obozu. Przypominam – to eksperyment!

Teraz wyobraźmy sobie, że przywódcy partyjni nakłaniają posłów, senatorów, swoich żelaznych zwolenników do bezwzględnego posłuszeństwa, tylko po to, aby sprawdzić jak wielu uda się doprowadzić do końca skali z eksperymentu Milgrama. Kilka lat temu doszło do zabójstwa Marka Rosiaka z PiS, a kilka dni temu prezydenta Adamowicza kojarzonego z PO. W obu przypadkach zabójcy wygłaszali kwestie polityczne. Z pewnością nikt nie chciał aby do tego doszło, można też doszukiwać się ich problemów psychicznych i w ten sposób wytłumaczyć sobie te wydarzenia, jednak warto zauważyć, że ludzi zradykalizowanych i niestabilnych emocjonalnie jest w społeczeństwie więcej!

Czy „autorytety” zatrzymały eksperyment? Czy powiedziały – już dość, za wiele to kosztuje? Otóż nie, badanie trwa dalej, a my jesteśmy popychani do wciskania kolejnych przycisków. „Autorytety” z przeciwnych obozów mówią, „jestem bez winy – to tamci są winni”, namawiani jesteśmy do oceny własnego przywódcy przez pryzmat podłości przeciwnika, co usprawiedliwia wszystko po „naszej” stronie. Kolejne polecenia musimy wykonywać, bo „autorytet” wyjaśnia, że inaczej przeciwnik razi nas jeszcze mocniej.

Pewnie tak jak u Milgrama część z nas odmawia rażenia prądem i nie uczestniczy w spirali agresji, przywracając „tradycyjny” dialog z „uczniem” (nawet jeśli postrzegamy go jako „zdrajcę narodowego” lub „ciemnotę”). Tacy szybko konstatują, jak bardzo eksperyment jest szkodliwy dla wszystkich. Część będzie wykonywać polecenia w bezwzględnej wierze, że sukces „autorytetu” będzie naszym wspólnym sukcesem edukacyjnym – nauczymy „ucznia” i nam za to podziękuje… o ile przeżyje.

Po środku zaś jest też grupa ludzi, którzy tak jak u Milgrama wiedzą, że postępują źle, że nic nie usprawiedliwia rażenia prądem, ale nie potrafią sobie poradzić z wpływem „autorytetu”. Rwąc włosy z głowy, złorzecząc i wściekając się, wciskają kolejne przyciski. W istocie ich frustracja popycha ich do jeszcze większej brutalności. Mechanizm jest prosty, skoro „autorytet” zmusza mnie do tak brutalnych działań to znaczy, że „uczeń” jest tak zły, że ja dla niego muszę się też upodlić. To zatem jego wina, że ja – dobry człowiek – muszę czynić zło! Może zatem „przywalić” mu za taką głupotę mocniej i szybciej skończyć ten wstrętny eksperyment?

Zauważmy też, że inaczej niż u Milgrama, „autorytet”, aby przekonać do swoich racji ma do dyspozycji pieniądze z budżetu (główne partie są z niego finansowane), media, specjalistów od socjotechniki, PRu itd., jest więc znacznie lepiej wyposażony niż Milgram. Nic dziwnego, że w tryby bezwzględnej walki „autorytetów” dają się wciągnąć kolejne instytucje, nawet Kościół podzielił sie na obozy i spośród duchownych najbardziej „medialnych” tylko garstka stara się nie wchodzić w rolę „nauczyciela” z eksperymentu. Oczywiście wielką motywacją są pieniążki, które szeroką rzeką płyną do tych, którzy naszą sprawę usprawiedliwiają, a przeciwnikowi potrafią słono „dowalić”.

Najlepszym tego dowodem, jest zatrudnianie znanych z hejtu w sieci osób w mediach… Za przykład podam też duchownego, który na twitterze napisał, że nie można poddawać się „terrorowi miłosierdzia”. Takie słowa stanowią odwrotność posługi, jaką powinien sprawować i patrząc kategoriami religijnymi duchowny ten stanowić może synonim Lucfyera raczej niż tego, co Kościół faktycznie głosi. Takich postaw jest niestety całe mnóstwo. Coraz więcej osób publicznych zapamiętale wysyłając kolejne impulsy elektryczne o coraz większym natężeniu boleśnie rażąc „ucznia”, sami pełnią rolę „autorytetu”. Stając na czele grup zradykalizowanych grup, wyznaczają nowe normy, kształtują nowe standardy.
Tu stanowczo dodam, że są też wspaniali duchowni, politycy, dziennikarze, potrafiący w tym całych zamęcie zachować i prezentować wyznawane Zasady i Wartości – pisane dużymi literami.

Przerwać eksperyment!

Jeśli w ramach eksperymentu uda nam się spojrzeć na ten proces oczyma osoby spoza pomieszczenia, w którym toczy się badanie, jeśli zaglądając przez okno, zobaczymy zasłonę odgradzającą „ucznia” od „nauczyciela”, dostrzeżemy rolę „autorytetu”, który zyskuje satysfakcję ze swojego bania, zapewne później sławę, może władzę i pieniądze, a poranieni „uczeń” i „nauczyciel” okażą się trybikami w jego karierze, to może łatwiej nam zrozumieć będzie spektakl który toczy się w naszym kraju.

Oczywiście, że „autorytetom” zależy na dalszej eskalacji, wszak wyliczyli sobie za pomocą sondażowni (tych usłużnych oraz tych obiektywnych, których wyniki są dostępne tylko liderom), własnych ekspertów, statystyk, że to przynosi wzrost poparcia społecznego. Oczywiście, że każdą tragedię przekalkulują i wykorzystają, aby zwiększyć szanse wyborcze. Jednak dopóki żyjemy w demokracji (nawet niedoskonałej i ograniczonej), wciąż to my – ludzie (We the People) decydujemy o tym, jak sytuacja w naszym kraju wygląda. Przerwijmy eksperyment!

Powiedzmy Milgramowi – „Nie będę raził prądem ucznia tylko dlatego że nie zna odpowiedzi na moje ptytania!”. Nie dajmy sobie wmówić, że wschód Polski jest zapóźniony cywilizacyjnie i dlatego głosuje na PiS, a na Zachodzie mieszkają oszołomy i zdrajcy czy inne „ukryte opcje niemieckie” i dlatego głosują na PO. Jedno i drugie ma z rzeczywistością tyle wspólnego, co nic. Zamiast razić się prądem, rozmawiajmy, a jak się nie da bo nas „krew zalewa”, to idźmy w inną stronę, ale nie wbijajmy wirtualnego noża przeciwnikowi dlatego, że popiera nie tego polityka, którego my popieramy. Tylko czy potrafimy? Parę osób nas za to niepolubi, kilku znajomych przestanie obserwować na TT lub Fb, może ktoś zarzucić zdradę… Czy dasz radę z tym żyć? PAmiętaj, że za swoje czyny SAM odpowiadasz, Twój „autorytet” nie wezmie ich na siebie!

Czy potrafisz przerwać eksperyment? Czy możesz swojemu „autorytetowi” powiedzieć NIE?! 

Reklamy

Cóż tam panie w polityce? Polacy mają zadyszkę…

Polska polityka ma zadyszkę. Nie chodzi o to, że wygrywają czy przegrywają konkretne partie, tylko o sposób zarządzania partiami, komunikowania się ze społeczeństwem, dbanie o interes narodowy. Te kwestie niestety schodzą na dalszy plan wobec „słupków poparcia”. 

Nie, nie będę narzekał, że polityka jest twarda, brutalna, brzydka. Zalecam też moim rozmówcom/czytelnikom/widzom, by na to nie narzekali, bo to nie ma zwyczajnie sensu. Polityka jest taka, jaka jest natura ludzka i na to poradzić nic nie można. Może nawet nie trzeba, bo być może polityka taka właśnie ma być. Jest zatem grą, w której wygrywa lepszy, a ten kto wygra ma szansę zrealizować swój projekt polityczny. I właśnie w tym stanie rzeczy polityka może być ideowa, łącząca, nakierowana na interes publiczny, ale też czysto pragmatyczna, dzieląca, partykularna – budująca silne i zdrowe państwo, albo opierać się na poparciu wąskiej, acz żelaznej grupy zwolenników i grać nieustannym konfliktem ze wszystkimi pozostałymi.

Nie chodzi też o to, że „słupki poparcia” w postaci sondaży nie mają znaczenia. Oczywiście, że świadczą (trochę jako tańsze referendum) o tzw. woli ludu (jakkolwiek to brzmi :-). Problemem jest to, jak i wśród kogo robi się te sondaże, które decydują o wyznaczaniu kierunków tzw. linii partyjnych. Sondaże te są robione zawsze wewnątrz tzw. żelaznego elektoratu danej partii oraz w szerszej grupie potencjalnych wyborców. Pytanie zatem, brzmi które z nich będą decydujące? A więc dla kogo dana partia zbuduje swój program? Do kogo skieruje swój przekaz?

Jeśli kierunek partii jest nakierowany na wąską, ale zdyscyplinowaną grupę społeczną, która pozwala zwiększyć szanse na zwycięstwo, to automatycznie pojawia się pokusa, by rezygnować z mechanizmów demokratycznych, bowiem po wyborach to tej grupie winna jest partia wdzięczność, a to z kolei wzmacnia determinację i ślepe posłuszeństwo grupy żelaznych wyborców. Ta wdzięczność kosztuje, a więc dobrze by nań złożyli się „przeciwnicy”.

Niemniej w skali państwa, dóbr nigdy nie starczy na tyle, żeby cała grupa „żelaznych” zyskiwała, oczywiście ten zysk stopniowo zawęża się do coraz mniej licznej grupy partyjnego aparatu. Grupy społeczne „przeciwników” obciążane kolejnymi regulacjami będą się oczywiście sprzeciwiały, a grupa „żelaznych” może zostać zdominowana zmasowaną propagandą, która usunie sprzed jej widoku to, że sama relatywnie także ponosi straty. Na przykład datek dla najbiedniejszych (hasło stare jak świat) rekompensuje się wzrostem podatku, który w wyniku samej jego struktury uderza właśnie w grupę beneficjentów datku najbardziej.

Jeśli w partii nie ma refleksji nt. interesu Państwa, konieczności współpracy z innymi (mimo konfliktów), znaczenia procesów globalizacyjnych wymuszających szeroką współpracę, zagrożeń lokalnych czy globalnych, to Państwo, jak wielki okręt, stopniowo zmierza w stronę mielizny, ale może też, niczym Titanic natrafić na górę lodową, kiedy to jego rzekoma niezatapialność zostanie poddana ciężkiej i ostatecznej próbie. Dopóki jednak okręt nie przechyli się i nie nabierze wody po tym jak osiądzie na mieliźnie, lub nie rozbije się gwałtownie, na tym niebezpiecznym kursie będzie go utrzymywać sprzężenie zwrotne pomiędzy partią i jej stosunkowo wąską (ale dającą szansę na wygraną) grupą wyborców. Co gorsza każde zwiększenie szybkości okrętu w stronę mielizny będzie wzmacniało taki „układ” i powodowało potraktowanie wszystkich innych sił w państwie i świecie jako totalnie wrogich, godnych pogardy, potępienia (przecież płyniemy szybciej).

Różne partie zawężają krąg swoich potencjalnych wyborców do grupy „pewniaków”. To zawsze działa, bo otaczając się takimi ludźmi szefostwo partii zyskuje twardy grunt polityczny. To buduje komfort pełnej zgodności – jedności ideowej, nie trzeba szukać kompromisów, nie trzeba zatrudniać specjalistów by ustawy były jak najlepiej opracowane – wszak swoi wszystko wybaczą. Oparcie na takiej grupie może być punkte wyjścia, ale z pewnością na ty nie może się kończyć polityka partyjna. Z tego „twardego jądra” trzeba szukać rozszerzenia zasięgu partii możliwie do jak najszerszej grupy odbiorców. Nie chodzi o rozmycie ideowe, o udawanie jednocześnie prawicy i lewicy itd. Chodzi o to, aby swoje idee przedstawić nawet przeciwnikom jako atrakcyjne. Partia centro-lewicowa może okazać się bardziej atrakcyjna dla konserwatysty niż prawicowa, bowiem wszystko zależy od stopnia radykalizacji, a co za tym idzie skłonności do konfliktowania i degenerowania relacji społecznych.

Same hasła są ważne, ale dopiero czyny świadczą o prawdziwym charakterze liderów partyjnych.  Niemniej partia, uzależniająca się od wąskiej – dogmatycznej grupy zwolenników (wyznawców?), albo niszczy siebie – upada, stopniowo opuszczają ją zawiedzeni brakiem sukcesów (dotąd żelaźni) zwolennicy, albo jeśli wygra dzięki sprawności propagandowej to jeszcze gorzej, bo gra konfliktem niszczy całe państwo. Brak zdolności koalicyjnej nie jest żadną oznaką ideowości, ale wręcz przeciwnie, świadczy o braku podstawowych kompetencji jej politycznych liderów.

Po wyborach, w krajach o ugruntowanej demokracji zwycięscy liderzy wyciągają rękę do przegranych, starają się (myśląc strategicznie) udowodnić, że ich priorytetem jest dobro wspólne, interes Państwa. W krajach zarządzanych wodzowsko, po wyborach następuje pogłębienie konfliktu. To dość łatwo widoczny wyznacznik pokazujący jakość władzy. Władza ma prawo popełniać błędy, zmieniać linię, odwoływać decyzje, ale nie ma prawa dzielić społeczeństwa, degradować jego wewnętrznych mechanizmów obniżać bezpieczeństwa i obronności.

Nie jestem zatem symetrystą, nie każda partia czyni tak samo wiele złego, ale naklejki partyjne niech czytelnik sam doda do tekstu wedle własnego oglądu rzeczywistości.

StratLider: Nowa nadzieja :-)

Pierwsze Video w projekcie StratLider w 2018 roku! Niech moc będzie z nami!

Pierwsze video w projekcie StratLider w 2018 roku! Niech moc będzie z nami!

Film StratLider: Nowa nadzieja, przedstawia z nieprzymrużeniem oka ważne kwestie.

W filmie nawiązałem do kilku tekstów przedstawionych w ramach projektu:

Video nt wykorzystania koncepcji przywódczych i strategicznych do prozaicznych: Vlog2: „Jeż bokser”: interpretacja koncepcji Jima Collinsa nt wyznaczania własnych celów strategicznych

TStratLider 0: Pozytywny wojownik – StratLider

TStratLider 37: Efekt Lucy Phere 11 kwietnia 2017

TStratLider 30: Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA 21 stycznia 2017

Zapraszam do lektury bloga i oglądania vloga 🙂

Powrót do Vloga

 

[VIDEO] O książce „Taktyka,strategia i przywództwo Aleksandra Wielkiego”

Do opisu książki dodałem dziś nagranie video, na którym przedstawiam motywację do napisania tej książki, jak również założenia jakie leżały u podstaw tej decyzji. Zatem znaczenie książki widzę w trzech obszarach:

1. Historyczno-militarnym,
2. Strategicznym i przywódczym,
3. Historia magistra vitae.

W książce przedstawiłem własne koncepcje struktury powstawania strategii a także jej składniki.

Nowe ilustracje

Kolejny schemat to koncepcja Versatile Leadership (opracowanie własne
na podstawie koncepcji Kaplana, Kaisera i Santorskiego):

Slajd2

Współczesne koncepcje są przedstawiane na przykładzie wyprawy Aleksandra, ale też jego dokonania są przedstawiane przez ich pryzmat.

Zapraszam do obejrzenia filmu.

 

Spotkanie autorskie w UR w Rzeszowie: „Taktyka, strategia i przywództwo Aleksandra Wielkiego”

21762795_271333350044569_6828407471648070229_oSerdecznie zapraszam na spotkanie autorskie w dniu 20 grudnia 2017 roku w Uniwersytecie Rzeszowskim. Spotkanie organizuje niezwykle aktywne Koło studentów i doktorantów Instytutu Historii UR.

Kilka słów o książce

Chętnych do uczestnictwa proszę uprzejmie o wypełnienie krótkiego formularza rejestracyjnego poniżej. Spotkanie odbędzie się w sali 226 w Instytucie Historii UR (al. Rejtana 16c).

Kolejne spotkania planuję już na przyszły rok w Rzeszowie, Warszawie i być może Szczecinie i Gdańsku.