Cóż tam panie w polityce? Polacy mają zadyszkę…

Polska polityka ma zadyszkę. Nie chodzi o to, że wygrywają czy przegrywają konkretne partie, tylko o sposób zarządzania partiami, komunikowania się ze społeczeństwem, dbanie o interes narodowy. Te kwestie niestety schodzą na dalszy plan wobec „słupków poparcia”. 

Nie, nie będę narzekał, że polityka jest twarda, brutalna, brzydka. Zalecam też moim rozmówcom/czytelnikom/widzom, by na to nie narzekali, bo to nie ma zwyczajnie sensu. Polityka jest taka, jaka jest natura ludzka i na to poradzić nic nie można. Może nawet nie trzeba, bo być może polityka taka właśnie ma być. Jest zatem grą, w której wygrywa lepszy, a ten kto wygra ma szansę zrealizować swój projekt polityczny. I właśnie w tym stanie rzeczy polityka może być ideowa, łącząca, nakierowana na interes publiczny, ale też czysto pragmatyczna, dzieląca, partykularna – budująca silne i zdrowe państwo, albo opierać się na poparciu wąskiej, acz żelaznej grupy zwolenników i grać nieustannym konfliktem ze wszystkimi pozostałymi.

Nie chodzi też o to, że „słupki poparcia” w postaci sondaży nie mają znaczenia. Oczywiście, że świadczą (trochę jako tańsze referendum) o tzw. woli ludu (jakkolwiek to brzmi :-). Problemem jest to, jak i wśród kogo robi się te sondaże, które decydują o wyznaczaniu kierunków tzw. linii partyjnych. Sondaże te są robione zawsze wewnątrz tzw. żelaznego elektoratu danej partii oraz w szerszej grupie potencjalnych wyborców. Pytanie zatem, brzmi które z nich będą decydujące? A więc dla kogo dana partia zbuduje swój program? Do kogo skieruje swój przekaz?

Jeśli kierunek partii jest nakierowany na wąską, ale zdyscyplinowaną grupę społeczną, która pozwala zwiększyć szanse na zwycięstwo, to automatycznie pojawia się pokusa, by rezygnować z mechanizmów demokratycznych, bowiem po wyborach to tej grupie winna jest partia wdzięczność, a to z kolei wzmacnia determinację i ślepe posłuszeństwo grupy żelaznych wyborców. Ta wdzięczność kosztuje, a więc dobrze by nań złożyli się „przeciwnicy”.

Niemniej w skali państwa, dóbr nigdy nie starczy na tyle, żeby cała grupa „żelaznych” zyskiwała, oczywiście ten zysk stopniowo zawęża się do coraz mniej licznej grupy partyjnego aparatu. Grupy społeczne „przeciwników” obciążane kolejnymi regulacjami będą się oczywiście sprzeciwiały, a grupa „żelaznych” może zostać zdominowana zmasowaną propagandą, która usunie sprzed jej widoku to, że sama relatywnie także ponosi straty. Na przykład datek dla najbiedniejszych (hasło stare jak świat) rekompensuje się wzrostem podatku, który w wyniku samej jego struktury uderza właśnie w grupę beneficjentów datku najbardziej.

Jeśli w partii nie ma refleksji nt. interesu Państwa, konieczności współpracy z innymi (mimo konfliktów), znaczenia procesów globalizacyjnych wymuszających szeroką współpracę, zagrożeń lokalnych czy globalnych, to Państwo, jak wielki okręt, stopniowo zmierza w stronę mielizny, ale może też, niczym Titanic natrafić na górę lodową, kiedy to jego rzekoma niezatapialność zostanie poddana ciężkiej i ostatecznej próbie. Dopóki jednak okręt nie przechyli się i nie nabierze wody po tym jak osiądzie na mieliźnie, lub nie rozbije się gwałtownie, na tym niebezpiecznym kursie będzie go utrzymywać sprzężenie zwrotne pomiędzy partią i jej stosunkowo wąską (ale dającą szansę na wygraną) grupą wyborców. Co gorsza każde zwiększenie szybkości okrętu w stronę mielizny będzie wzmacniało taki „układ” i powodowało potraktowanie wszystkich innych sił w państwie i świecie jako totalnie wrogich, godnych pogardy, potępienia (przecież płyniemy szybciej).

Różne partie zawężają krąg swoich potencjalnych wyborców do grupy „pewniaków”. To zawsze działa, bo otaczając się takimi ludźmi szefostwo partii zyskuje twardy grunt polityczny. To buduje komfort pełnej zgodności – jedności ideowej, nie trzeba szukać kompromisów, nie trzeba zatrudniać specjalistów by ustawy były jak najlepiej opracowane – wszak swoi wszystko wybaczą. Oparcie na takiej grupie może być punkte wyjścia, ale z pewnością na ty nie może się kończyć polityka partyjna. Z tego „twardego jądra” trzeba szukać rozszerzenia zasięgu partii możliwie do jak najszerszej grupy odbiorców. Nie chodzi o rozmycie ideowe, o udawanie jednocześnie prawicy i lewicy itd. Chodzi o to, aby swoje idee przedstawić nawet przeciwnikom jako atrakcyjne. Partia centro-lewicowa może okazać się bardziej atrakcyjna dla konserwatysty niż prawicowa, bowiem wszystko zależy od stopnia radykalizacji, a co za tym idzie skłonności do konfliktowania i degenerowania relacji społecznych.

Same hasła są ważne, ale dopiero czyny świadczą o prawdziwym charakterze liderów partyjnych.  Niemniej partia, uzależniająca się od wąskiej – dogmatycznej grupy zwolenników (wyznawców?), albo niszczy siebie – upada, stopniowo opuszczają ją zawiedzeni brakiem sukcesów (dotąd żelaźni) zwolennicy, albo jeśli wygra dzięki sprawności propagandowej to jeszcze gorzej, bo gra konfliktem niszczy całe państwo. Brak zdolności koalicyjnej nie jest żadną oznaką ideowości, ale wręcz przeciwnie, świadczy o braku podstawowych kompetencji jej politycznych liderów.

Po wyborach, w krajach o ugruntowanej demokracji zwycięscy liderzy wyciągają rękę do przegranych, starają się (myśląc strategicznie) udowodnić, że ich priorytetem jest dobro wspólne, interes Państwa. W krajach zarządzanych wodzowsko, po wyborach następuje pogłębienie konfliktu. To dość łatwo widoczny wyznacznik pokazujący jakość władzy. Władza ma prawo popełniać błędy, zmieniać linię, odwoływać decyzje, ale nie ma prawa dzielić społeczeństwa, degradować jego wewnętrznych mechanizmów obniżać bezpieczeństwa i obronności.

Nie jestem zatem symetrystą, nie każda partia czyni tak samo wiele złego, ale naklejki partyjne niech czytelnik sam doda do tekstu wedle własnego oglądu rzeczywistości.

Reklamy

StratLider: Nowa nadzieja :-)

Pierwsze Video w projekcie StratLider w 2018 roku! Niech moc będzie z nami!

Pierwsze video w projekcie StratLider w 2018 roku! Niech moc będzie z nami!

Film StratLider: Nowa nadzieja, przedstawia z nieprzymrużeniem oka ważne kwestie.

W filmie nawiązałem do kilku tekstów przedstawionych w ramach projektu:

Video nt wykorzystania koncepcji przywódczych i strategicznych do prozaicznych: Vlog2: „Jeż bokser”: interpretacja koncepcji Jima Collinsa nt wyznaczania własnych celów strategicznych

TStratLider 0: Pozytywny wojownik – StratLider

TStratLider 37: Efekt Lucy Phere 11 kwietnia 2017

TStratLider 30: Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA 21 stycznia 2017

Zapraszam do lektury bloga i oglądania vloga 🙂

Powrót do Vloga

 

[VIDEO] O książce „Taktyka,strategia i przywództwo Aleksandra Wielkiego”

Do opisu książki dodałem dziś nagranie video, na którym przedstawiam motywację do napisania tej książki, jak również założenia jakie leżały u podstaw tej decyzji. Zatem znaczenie książki widzę w trzech obszarach:

1. Historyczno-militarnym,
2. Strategicznym i przywódczym,
3. Historia magistra vitae.

W książce przedstawiłem własne koncepcje struktury powstawania strategii a także jej składniki.

Nowe ilustracje

Kolejny schemat to koncepcja Versatile Leadership (opracowanie własne
na podstawie koncepcji Kaplana, Kaisera i Santorskiego):

Slajd2

Współczesne koncepcje są przedstawiane na przykładzie wyprawy Aleksandra, ale też jego dokonania są przedstawiane przez ich pryzmat.

Zapraszam do obejrzenia filmu.

 

Spotkanie autorskie w UR w Rzeszowie: „Taktyka, strategia i przywództwo Aleksandra Wielkiego”

21762795_271333350044569_6828407471648070229_oSerdecznie zapraszam na spotkanie autorskie w dniu 20 grudnia 2017 roku w Uniwersytecie Rzeszowskim. Spotkanie organizuje niezwykle aktywne Koło studentów i doktorantów Instytutu Historii UR.

Kilka słów o książce

Chętnych do uczestnictwa proszę uprzejmie o wypełnienie krótkiego formularza rejestracyjnego poniżej. Spotkanie odbędzie się w sali 226 w Instytucie Historii UR (al. Rejtana 16c).

Kolejne spotkania planuję już na przyszły rok w Rzeszowie, Warszawie i być może Szczecinie i Gdańsku.

Komentarz nt filmu „Długa droga do domu” produkcji National Geographic

Zostałem poproszony o komentarz do filmu „Długa droga do domu” produkcji National Geographic. Miałem do obejrzenia tylko pierwszy odcinek, ale sądzę, że to wystarczy by wyrobić sobie opinię. Powiem szczerze, że już sama propozycja wywarła na mnie wrażenie, ponieważ zajmuję się tym tematem nie tylko sentymentalnie, z uwagi na uczestnictwo w OIF w 2005/6 roku, ale też naukowo. Projekt StratLider stanowi platformę popularyzacji tych badań, choć od września br. stał się czymś więcej.

Film wywarł na mnie duże wrażenie dlatego, że przedstawiał złożoność sytuacji w Iraku, a uproszczenia są jedynie wynikiem specyfiki kinowej. Ten film nie jest dokumentem, ma być atrakcyjny dla widza, ale w mojej opinii właśnie to jest istotą popularyzacji wiedzy. Dzięki ukazaniu obrazu w sposób atrakcyjny, NG przekazuje treści bardzo wartościowe.

Mój komentarz nie jest recenzją w pełnym rozumieniu tego słowa. Jest to zbiór skojarzeń i wspomnień, które ilustrują ukazane w filmie dylematy, procesy, wydarzenia.

Tekst o filmie pisałem zaraz po jego obejrzeniu. Niniejszy natomiast piszę w pociągu do Warszawy, gdzie w Polskiej Akademii Nauk będę mówił o wojnie w Iraku z wykorzystaniem Teorii Chaosu, elementów Filozofii Stoickiej oraz teorii przywództwa i strategii i psychologii społecznej.

To właśnie badania nad tym co wydarzyło się w Iraku, które prowadzę od 12 lat doprowadziły mnie do interdyscyplinarności, której odbiciem będzie mój referat w Pałacu Staszica. Prezentowanie wyników badań przed uczonymi z regionu w którym te wydarzenia miały miejsce jest wielkim wyzwaniem i wymaga połączenia teorii z praktyką. Generał Mattis kiedyś dobitnie określił teoretyków nie mających doświadczenia w danym konflikcie, siedzących w swoich pięknych gabinetach i doradzających wojskowym, czy mieszkańcom Iraku…

Dlatego w projekcie StratLider nie przekazuję samych teorii. Zawsze łączę teorię z praktyką, żeby pokazać uczciwie jak działa i jak może być wykorzystana ta czy inna teoria naukowa. Swoje przemyślenia weryfikuję naukowo i praktycznie. Konsultacje z gen Mattisem, prof. Zimbardo, gen Koziejem, Panem Georgem P. Schultzem, Charlesem Hillem, Kori Shake i wieloma innymi innymi osobami są ważnym elementem upewniajacym mnie w trafności kierunku badań.

Poniżej link do tekstu nt filmu z moim komentarzem (w dalszej części dodatkowy plik z pełnym tekstem komentarza).

http://mediapl-ngc.natgeotv.com/22887-dluga-droga-do-domu-historia-o-wojnie-i-emocjach-w-national-geographic

Paradoks Jake’a Sully: czyli dlaczego nie należy bać się wojskowych w polityce w demokracjach.

Postać Jake’a Sully w filmie Avatar prezentuje interesujący paradoks. Początkowo jest stereotypowym żołnierzem, który bezkrytycznie wierzy w wykonywanie rozkazów bez roztrząsania kontekstu sytuacji. Po przydzieleniu do zespołu naukowego nad tubylczymi formami życia Na’vi na planecie Pandora, stopniowo zaczyna widzieć racje drugiej strony konfliktu (Na’vi) oraz prawdziwy kontekst rozpoczynającej się wojny. Jego doświadczenie, wiedza nt realiów (realizm) oraz wiara w szczytne cele (idealizm) czynią go kluczowym „elementem” sytuacji polityczno-strategicznej konfliktu. Doświadczenie żołnierza, który dostrzega, że służba ojczyźnie nie zawsze równa się wykonywaniu rozkazów bezpośredniego przełożonego, który interesuje się kontekstem, rozwija się intelektualnie, stanowi unikalną wartość, której zarówno politycy jak i inne środowiska cywilne najczęściej nie dostrzegają.

Jake Sully

avatar-posterJake Sully to postać fikcyjna, stworzona na potrzeby scenariusza do filmu Avatar. Niemniej dzięki przerysowaniu, wyidealizowaniu ilustruje świetnie pewne procesy, które trudno przedstawić jednym przykładem realnym. Początkowo jako żołnierz marines, który odniósł kontuzję i porusza się na wózku inwalidzkim, jest nieufny wobec cywilnych naukowców. Ale też zespół naukowy do którego Jake zostaje przydzielony za grosz nie ufa jemu – „bo to żołnierz”.

Jako członek zespołu badawczego kierowanego przez dr Grace Augustine, od swojego faktycznego przełożonego płk Quaritha otrzymuje zadanie szpiegowania postępów prac naukowych i donoszenia o osiągnięciach. Pułkownik (podobnie jak Jake i wszyscy żołnierze) nie ufa cywilom i obawia się, że będą zatajać to co odkryją lub w inny sposób komplikować w istocie prostą misję polityków (których „narzędziem” są wojskowi), a która polega na przejęciu zasobów naturalnych planety.

Gdy dr Augustine przedstawia swoje wyniki badań prezentujące niezwykły obraz symbiozy Na’vi z ekosystemem planety, ze strony polityka i naukowca nie znajduje zrozumienia bowiem ci oczekują od zespołu Augustine tylko ułatwienia dostępu do surowców, a nie odkrywania istoty funkcjonowania planety. Kto by się spodziewał, że ranny marine zrozumie znacznie lepiej to o czym mówiła pani doktor.

4200341472_3e217ef4f3
Pandora
35836246471_d24598ed57_b
Pandora

Natomiast sama dr Augustine ma problem z nawiązaniem kontaktu z miejscowymi. Jej praca jest prowadzona w bardzo wolnym tempie bowiem działa metodycznie, bardzo ostrożnie, budując wiedzę o miejscowych i próbując stopniowo zyskać ich zaufanie. Jednocześnie nie uwzględnia kontekstu w którym jej badania są tylko dodatkiem do planu, nie widzi, że jej metodyczność niewiele da bowiem cierpliwość chciwej korporacji się wyczerpuje. To czego jej brakuje to wiedza o procesach społecznych, które tak samo trapią Na’vi jak i ludzi. Mimo, że domyśla się prawdziwych planów korporacji powiązanej z politykami, nie bardzo jest świadoma nieuchronności konfliktu zbrojnego. Zachwycając się pięknem tego co odkrywa, idealizuje Na’vi, co właściwie utrudnia zrozumienie ich.

24150166553_57637fca61_b
Na’vi

Jake Sully ma „doświadczenie bojowe”, ale to on nie trzymając się metodologii naukowych, przełamując schematy badawcze, natychmiast nawiązuje kontakt z Na’vi. Progres badań jest piorunujący i szokujący naukowców.

Jake jest też świadom metod działania polityków, korporacji i żołnierzy na ich usługach. Nie ma najmniejszych wątpliwości jaki los spotka Na’vi. Wie też, że Na’vi nie są idealni, jakkolwiek natura ich funkcjonowania, pierwotne mechanizmy są urzekające.

Generał Mattis

jm1
Gen Mattis sam nosi swoje bagaże, nawet jako Sekretarz Stanu USA

Słowa jakie wypowiadał w różnym kontekście gen marines Jim Mattis szokowały środowiska cywilne, np gdy zwracał się do głów rodów irackich podczas inwazji w 2003 roku:

Przychodzę w pokoju, nie mam ze sobą artylerii, ale błagam was ze łzami w oczach, jeśli ze mną zadrzecie, zabiję was wszystkich.

 Do żołnierzy:

Bądź grzeczny, bądź profesjonalny ale miej plan zabicia każdego kogo spotkasz”

Takie cytaty sprawiły, że zyskał przydomek „Mad Dog”. W czasie jego udziału w operacji Afgańskiej miał przydomek „Chaos”. Przybywając do Iraku wiosną 2004 mówiono na niego już raczej „Warrior Monk”, ale ma też podobiznę z aureolą, którą wykonali dla niego marines nazywający go „Świętym z Quantico”.

Wiosną w Iraku przyjął jako naczelną zasadę wobec zbuntowanej prowincji Al-Anbar:

„First do no harm”

Zakwestionował też powszechnie stosowaną zasadę działań wojskowych, ale także innych organizacji nazywaną EBO (Effect Based Operation):

„zgodnie z nauką, nie da się precyzyjnie przewidzieć efektów działań”

Mimo, że zarówno operacja w Iraku jak i Afganistanie potwierdziły że miał rację, koncepcja tak jako najbardziej „ekonomiczna” nadal jest stosowana.  O tej kwestii piszę dokładnie w swojej nowej książce.

Wielość kontekstów sprawiła, że stał się postacią wielowymiarową. Ale wynikało to z jego wiedzy (słynna prywatna biblioteka z tysiącami książek, zamiłowanie do filozofii itp.) oraz niezwykłego doświadczenia.

Każda z tych postaw wynikała z uwarunkowań – a więc kontekstu sytuacyjnego oraz celów strategicznych. Znajomość i rozumienie kontekstu oraz umiejętność zestawienia go z celami strategicznymi wymagają specyficznej postawy opartej na wiedzy i doświadczeniu.

21762795_271333350044569_6828407471648070229_o.jpgPodobnie zrozumienie kontekstu działań i sytuacji Aleksandra Wielkiego wymaga nie tylko analizy materiału źródłowego, ale też doświadczenia zbliżonego do tego czego doświadczali uczestnicy jego wyprawy, o czym pisałem w swojej ostatniej książce: Taktyka, strategia i przywództwo Aleksandra Wielkiego

14730545_187337241707092_2694406252351455232_n
Po mojej rozmowie z gen Jimem Mattisem

Gdy rozmawiałem z Jimem Mattisem na te tematy (latem 2015 roku), uderzało mnie to, że był bardzo wstrzemięźliwy w ocenianiu Aleksandra Wielkiego czy Marka Aureliusza, ale nie miał wątpliwości jeśli chodzi o błędną strategię USA w Iraku (2003-11). Nie miał też najmniejszych wątpliwości, że brak perspektywy strategicznej jest jedną z największych bolączek ówczesnych USA jak i Unii Europejskiej.

Nie tylko generałowie

Sam Jake Sully nie był generałem, ani nawet oficerem, ale potrafił doświadczenie wojskowe łączyć z otwartością umysłu, dzięki czemu wykorzystywał te atuty w różnych sytuacjach. Także w świecie realnym nie tylko generałowie odgrywali ważną rolę na styku wojskowości i polityki. Jednym z najwybitniejszych teoretyków – strategów był kapitan armii brytyjskiej sir Basil Liddell Hart. Prace tego oficera w połączeniu z teoriami generała Johna Fullera zostały wykorzystane przez Heinza Guderiana do opracowania koncepcji blietzkriegu.

Liddell Hart jest autorem szczególnego dzieła w teorii strategii: „Strategia, działania pośrednie”. Na podstawie doświadczeń historycznych oraz własnych przemyśleń zaproponował tam wiele fundamentalnych założeń strategicznych. Jednym z najważniejszych było stwierdzenie o tym, by w czasie działań zbrojnych „wyrządzić jak najmniejsze trwałe szkody, gdyż dzisiejszy nieprzyjaciel, jest jutro klientem, a sojusznikiem w przyszłości”. Myśl ta jest modelowy przykładem ilustrującym kwestie „der Zweck” vs „das Ziel” opisane przez Clausewitza, czyli konieczność nie tracenia z uwagi celu politycznego i/lub strategicznego w trakcie walki zbrojnej, gdy tzw. „mgła wojny” skłania do koncentracji na celach taktycznych i/lub operacyjnych.

Ważne jest by walki nie traktować tu wyłącznie w rozumieniu konfliktów zbrojnych. Każda walka (także polityczna, ekonomiczna) powoduje uwikłanie w doraźnym – ostrym etapie – konfliktu, podczas gdy cele polityczne można osiągnąć wykorzystując różnorodność sił i środków. Widać to szczególnie wśród polityków, zwykle skłonnych do kopiowania prostych metod walki politycznej, najczęściej nie potrafiących budować złożonych strategii.

 Paradoks Jake’a Sully i Polska

Podobnie wielu polskich oficerów ma ogromne doświadczenie, które wykracza daleko poza kwestie stricte wojskowe. W czasie operacji w Iraku, Afganistanie, Kosowie, czy na Wzgórzach Golan w Libanie, ale też w kraju, funkcjonując na styku wojska i polityki,  żołnierze muszą być nie tylko dowódcami, ale bardzo często podejmują decyzje zupełnie polityczne. Nie tylko rozumieją kontekst polityczny, ale też często mają decydujący wpływ na sytuację gospodarczą, polityczną, społeczną kraju, regionu w którym działają.

27507207346_9e716567ae_b
Gen Mirosław Różański

Dlatego właśnie gen Różański z rozgoryczeniem zadawał politykom pytanie:

czy wy nas się boicie? Dlaczego nie macie do nas odrobiny zaufania? Przecież cywile mają pełną kontrolę nad armią.

(Dziennik.pl wywiad z 31.10.2017).

Tu jest właśnie istota problemu! We współczesnych demokracjach, a na pewno w Polsce, trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym wojsko przejmuje siłą kontrolę nad państwem. Z bardzo wielu względów jest to nierealne. Nie staram się absolutnie kwestionować cywilnej kontroli nad armią, jest to ze wszechmiar uzasadnione i stanowi właśnie jeden z fundamentów demokracji.

27541818635_fb69bf4195_b
gen Mirosław Różański

Niemniej za tą regulacją idą obawy społeczeństwa wobec wojskowych w ogóle. Często dziennikarze mają dylemat czy wojskowy może być doradcą prezydenta czy premiera – czy to nie zbyt duży wpływ wojskowych na władzę cywilną. Pojawia się szereg innych, choć podobnej natury dylematów.

Tym sposobem marnuje się wielki potencjał wielu wojskowych, którzy swoim doświadczeniem, ale i często charakteryzującym ich tzw. realizmem idealistycznym mogliby zdecydowanie wesprzeć społeczeństwo, władze, polityków.

Dziś Gen Mirosław Różański ma niestety rację gdy mówi:

„Nie wydaje mi się, by społeczeństwo zaakceptowało generała jako kandydata w wyborach.”

Polish Ghazni PRT Members Surprise Locals
Gen Janusz Bronowicz

Podobnie warto wsłuchiwać się w wypowiedzi medialne innych generałów: Stanisława Kozieja, Waldemara Skrzypczaka czy Janusza Bronowicza, którzy krytykują decyzje, procesy, a nie personalnie osobyy polityków. Zauważmy, że wszyscy wymienieni krytyczne uwagi wyrażali wobec decydentów, niezależnie od barw politycznych aktualnej władzy.

Zakończenie

Jake Sully to postać fikcyjna, ale można wskazać na jego przykładzie ważny, acz nie zawsze dostrzegany paradoks. Żołnierz, który uczestniczył w konfliktach zbrojnych, brał udział w różnego rodzaju operacjach wojskowych, podejmował lub brał udział w podejmowaniu decyzji politycznych w rejonach konfliktów, ma inne doświadczenie niż większość społeczeństwa. Jest to wielka wartość, bowiem tacy wojskowi często są w stanie zweryfikować i zastosować/dostosować założenia teoretyczne wynikające z nauki.

Niezależnie od oceny samego prezydenta Donalda Trumpa (moja jest bardzo krytyczna) dobór zespołu doradców w postaci gen Mattisa i McMastera, gwarantuje wielki kredyt zaufania. To ludzie o olbrzymim i różnorodnym doświadczeniu, którzy mają dziś w wielu kwestiach głos decydujący w wielu sprawach. U nas wciąż boimy się, że wojskowi „skradną” demokrację.

Jeśli ktoś miałby „skraść” demokrację w Polsce, USA, Francji to na pewno nie żołnierze, prędzej od nich uczynią to partyjni politycy – wodzowie walczący tylko o własne wpływy, mediazapominające o zasadach oraz korporacje, jeśli uzyskają decydujący wpływ na polityków rządzących.

Wojskowi z doświadczeniem, którzy realizują kariery naukowe, zachowują pokorę pozwalającą wciąż się uczyć nowych kontekstów i uwarunkowań mogą stanowić podporę demokracji a nie jej zagrożenie.

Do Blog

Robert Kubica jako pozytywny wojownik

O Robercie Kubicy napisano już tony (albo gigabajty) prac różnego rodzaju. Dla mnie, jako pasjonata F1 od 36 lat (co często podkreślam bo to zainteresowanie sięga czasów Senny i Laudy), pojawienie się Roberta w stawce kierowców rywalizujących w tym sporcie było czymś niesamowitym. Na dodatek starty Roberta szybko pokazały, że nie przypadkiem tam trafił do tego elitarnego grona, że nie jest tzw. pay-driver, ani że nie został tam umieszczony z jakichś względów politycznych. Wszystkie te czynniki mają spore znaczenie w przypadku wielu kierowców F1.

Robert_Kubica_Kanada_2010_croppedO Robercie Kubicy napisano już tony (albo gigabajty) prac różnego rodzaju i słusznie, bowiem to wyjątkowy temat. Niemniej fenomen Roberta można analizować z różnych perspektyw. Dla mnie, jako pasjonata F1 od 36 lat (co często podkreślam bo to zainteresowanie sięga czasów Senny i Laudy), pojawienie się Roberta w stawce kierowców rywalizujących w tym sporcie było czymś niesamowitym. Na dodatek starty Roberta szybko pokazały, że nie przypadkiem trafił do tego elitarnego grona, że nie jest tzw. pay-driver, ani że nie został tam umieszczony z jakichś względów politycznych. Wszystkie te czynniki mają spore znaczenie w przypadku wielu kierowców F1.

Przez F1 przewinęło się wielu kierowców, ale tylko garstka jest uznawanych za ponadczasowych wojowników królowej sportów motorowych.  Na pewno za takich uważa się (piszę o czasach w których śledzę F1) Laudę, Sennę, Prosta, Mansela, Shumachera. Do tego grona współcześnie dołączają Vettel i Hamilton, a także Alonso. Oczywiście każdy kibic doda pewnie jakieś nazwisko, ale z pewnością, żadnego z tej listy nie wykreśli. Natomiast wielu, nawet mistrzów świata, nie zyskało takiej sławy najwybitniejszych kierowców F1. Nie działo się tak z uwagi na PR, czy wsparcie mediów lub koncernów. Historia osądza uczciwiej niż lokalne brukowce.

Lauda_McLaren_MP4-2_1984_Dallas_F1Ci kierowcy mieli w sobie to, co powodowało, że zawsze było wiadomo, że jeśli tylko jest cień szansy umożliwiającej walkę to będą walczyć. Nie zaś taranować pojazdy przed nimi, gdy jest sama wola walki – jak robił to np torpeda-Pietrow, ale także niedawno Kviat, (który rok temu w GP Rosji zrobił coś najdziwniejszego chyba w całej historiii F1, dwukrotnie uderzając potężnie w tył samochodu poprzedzającego go Vettela w odstępie kliku sekund) czasem Perez czy wielu innych. Tych wojowników trudno byłoby poprosić by stali się kierowcami numer dwa i grzecznie przepuszczali szybszego partnera z zespołu, jak w sezonie 2017 robi to Kimi Raikkonen i czasem nawet Bottas. To nie znaczy, że ci najwybitniejsi czasem też nie ustąpią w konkretnej sytuacji jak Hamilton Bottasowi oddając miejsce przed samą metą w tegorocznej (2017) GP Węgier. Nie znaczy też, że zawsze jeżdżą czysto, że nie powodują kolizji. Ale ich kolizje są wynikiem rywalizacji na najwyższym poziomie, w której nie odpuszczają mimo wielkiego ryzyka, a nie głupiej brawury przykrywającej braki (nie tylko w talencie).Gran_Premio_d'Italia_1975_-_Ferrari_-_Clay_Regazzoni_e_Niki_Lauda

Konflikty pomiędzy Laudą a Huntem, Senną i Prostem, Masela z Prostem i Piquetem polaryzowały kibiców, ale zdecydowana większość z nich szanowała tych wojowników. Do dziś ich pojedynki są wspominane z pasją i bez złości przez wielu. Formula_1,_GP_San_Marino_1989,_Imola,_Prost_e_SennaTak rywalizował też Robert do czasu pamiętnego wypadku. Zawsze na limicie, zawsze twardo, ale jednak z rozsądkiem. Gdy oglądało się Roberta, zawsze wiadomo było, że nie odpuści, nawet zdublowany potrafił wyprzedzić Hamiltona i próbować wrócić do walki (może przy okazji pomóc przeciwnikowi Hamiltona :-)). 800px-2009_Formula_1_Grand_Prix_of_China_-_Shanghai_Circuit_(3479015935)Robert miał też ostre starcia ze swoim przyjacielem Fernando Alonso, przez radio Hiszpan narzekał na Polaka, ale wcale nie zakończyło to ich przyjaźni. Zawsze się szanowali. 361902537_300476071f_b

W tekście w Naszym Czasopiśmie (nr wrześniowy), zestawiłem siłę charakteru i sposób pokonywania trudności przez Roberta z paradoksem Stockdale’a. Robert prezentuje postawę stoicką i dokładnie realizuje założenia Stockdale’a z niej wynikłe:

  1. Mieć świadomość przeszkód jakie przed nami stoją i aktualnej sytuacji (realizm)
  2. Zawsze i niezłomnie wierzyć w postawiony sobie cel, nawet jeśli w danym momencie wydaje się on nierealny (idealizm).21641206_1300593103384444_250007667_n

Ja w swoich tekstach często piszę, że najlepsi przywódcy (a nie wodzowie) zachowują postawę realistycznych idealistów (koncepcja Douglasa Conanta). Bez realizmu odrywamy się od codziennych przeszkód i problemów – daleko się tak nie zajdzie. Natomiast bez idealizmu utkniemy przy którejś z tych przeszkód nie wierząc, że da się pójść jeszcze dalej.

Spójrzmy na przykład Roberta po straszliwym wypadku w Ronde di Andora na początku 2011 roku. Bez świadomości sytuacji, własnych potężnych wówczas ograniczeń mógł mówić to czego chciały media: „wrócę za miesiąc”, „zdążę jeszcze na ten sezon” itp. Mijające kolejne terminy powodowałyby, że jego oświadczenia traciłyby wiarygodność, on sam traciłby wiarę… Natomiast bez wiary w sukces, nie miałby siły by nadludzkim wysiłkiem tak ciężko trenować, przechodzić dziesiątki zabiegów, samodzielnie krok po kroku budować swoją kondycję, sprawność i siłę psychiczną. Utknąłby przy którejś z przeszkód i został komentatorem lub właścicielem toru kartingowego.

Robert_Kubica_2007_Britain_2Robert zachował te dwie podstawowe cechy czyniące z niego postać ponadczasową. Te cechy były widoczne także wcześniej, gdy np w Singapurze w 2008 roku na 28 okrążeniu spadł na ostatnie miejsce. Pamiętam, że oglądając złościłem się, że jedzie tak spokojnie na końcu stawki. Wiem, w nim się gotowało zapewne, ale nie atakował szaleńczo by szybko odzyskiwać pozycje. Wiedział , że specyfika toru w zestawieniu z jego BMW Sauber F1.08 generuje uwarunkowania, w których trzeba zachować cierpliwość. Mimo, że miał przed sobą sporo wolniejszych kierowców to jechał za nimi przez wiele kółek atakując dopiero gdy pojawiał się cień szansy na wyprzedzenie. Nie zdobył wtedy punktów, ale dla mnie było jasne, że zrobił wszystko co się dało by je zdobyć. Nie wciskał się bez sensu ryzykując szybkie wypadnięcie z toru, nie taranował przeciwników wzorem bezradnego Kviata. Miałem za to zawsze pełne zaufanie, że jeśli jakiś cień szansy się pojawi, to on na pewno ją wykorzysta.

Kubica_Bahrain_Grand_Prix_2010Dlatego dziś, gdy Robert wraca do F1 (a jestem przekonany, że choć Renault popełniło w mojej opinii błąd, to Williams dokona trafnego wyboru), Robert cieszy się ogromną sympatią i zaufaniem. Pojawia się dosłownie garstka tych, którzy są przeciwni jego staraniom powrotu do F1 i często wynika to z osobistych animozji. Robert jest więc nie tylko przykładem stoickiego wojownika (o czym pisałem w Naszym Czasopiśmie), ale także świetnie odpowiada koncepcji Pozytywnego wojownika, o którym piszę w projekcie StratLider.  Rajd_Polski_2015_Robert_Kubica_3Pozytywny – nie oznacza idealny, nie oznacza zawsze dobry. Pozytywny wojownik pokonuje przeszkody, w drodze do wyznaczonego przez siebie celu. Jest w pełni świadom trudności, ale stara się przy tym nie czynić innym szkody. Dzięki temu otacza go powszechny szacunek, który w trudnym momencie okazuje się realną korzyścią.

Dlatego Robert uzyskał szansę testów w Renault, potężne wsparcie Nico Rosberga, a teraz realną szansę powrotu do ścigania w Williamsie. Na uwagę zasługuje to, że nawet sponsorów zaraża on pozytywną energią czego najlepszym wyrazem jest niesamowite  Oświadczenie grupy Lotos, w którym twierdzą, że „produkowane przez LOTOS najlepsze paliwa na pewno pomogłyby Williamsowi odzyskać mistrzostwo świata” oraz że „Grupa LOTOS nie ma i nie zamierza mieć żadnego wpływu na decyzje Williamsa w sprawie zatrudnienia najszybszego kierowcy świata„. te dwa zdania razem mówią wszystko.

Jakkolwiek ta sytuacja się zakończy (ten tekst pisałem w drugim dniu rywalizacji bezpośredniej z Paulem di Restą na torze Hungaroring, która miała zadecydować o miejscu w kokpicie Williamsa na sezon 2018), postawa pozytywnego wojownika z pewnością zapewni Robertowi dalsze możliwości realizacji jego celu. Tak jak po upadku pomysłu z Renault, natychmiast pojawiły się doniesienia o miejscu w Williamsie, tak w razie niepowodzenia tej koncepcji, pojawią się kolejne rozwiązania. Same pieniądze w perspektywie długofalowej nie zapewniają sukcesu sportowego, natomiast Pozytywny wojownik nie zapewnia pieniędzy od razu, ale dobrze skomponowana strategia wokół takiej postaci daje efekt synergii prowadzący do sukcesu w każdym wymiarze – także finansowym.

Do Blog