Ciemna strona księżyca: porażka jako szansa na sukces

Problem porażki jest bardziej skomplikowany niż się to pozornie wydaje. Niby wiemy, że jest nieuchronna (w jakimś momencie życia), niby wiemy, żeby „się nie przejmować”, staramy się aby sobie z nią poradzić, a jednak wywiera poważne piętno na naszych działaniach i życiu. Czasem jedna porażka zmienia nasz cały świat powodując, że po niej zaczynamy podejmować złe decyzje w panicznej obawie przed kolejną porażką. Samonapędzający się mechanizm autodestrukcji bywa nie do zatrzymania. W lżejszej odmianie powoduje stagnację na lata. Dlatego warto korzystać z doświadczeń i tych, którzy takie porażki potrafią wykorzystać i tych, którzy zrozumieli po latach, że porażka ich złamała. 

Wielu ekspertów, badaczy, powołuje się na  przykłady i cytaty największych liderów z tzw. pierwszych stron gazet, którzy odnieśli największe sukcesy. Pełno jest przykładów sukcesów, które inni próbują kopiować. Jest to uzasadnione. Niemniej jest także bardzo wiele osób pozostających w cieniu, którzy taki sukces odnieśli, ale potem wpadli w „otchłań porażki”. Ci drudzy też posiadali cechy charakteru, siłę woli, i doświadczenie, a jednak przegrali.

Warto zatem zestawić doświadczenia tych wielkich – medialnych osobistości, które jednak swoją pozycję budowały bazując na nauce z tymi pozostającymi w cieniu, których doświadczenie jest często nie tylko wartościowe, ale też bardzo pouczające dla innych. Samo kopiowanie wzorców sukcesu może paradoksalnie doprowadzić do katastrofy kogoś nie uwzględniającego możliwości porażki.

Do pierwszej grupy autorytetów, które stały się także gwiazdami mediów zaliczam profesora Philipa Zimbardo. Profesor jest postacią i kontrowersyjną, ale także bardzo popularną. Jest jednocześnie naukowcem, który wciąż prowadzi zaawansowane badania naukowe, publikuje zarówno prace naukowe, jak i popularne. Profesor w swoich wykładach przedstawia wyjaśnienie słowa porażka – FAIL jako: First – pierwsza, Attempt – próba, In – w, Learning – nauce. FAIL

Takie podejście do porażki, pozwala na jej wykorzystanie w procesie budowania własnego potencjału, a to sprawia, że jest ona nie tylko mniej bolesna, ale także przydatna. Służy jako nauka zarówno tego, że nie wszystko da się przewidzieć, ale też uczy jak sami reagujemy na porażkę. To pozwala przewidzieć negatywne skutki i reagować następnym razem tak, by je minimalizować.

W teorii jednak wszystko wydaje się proste. Łatwo napisać słowo FAIL, wytłumaczyć i polecić stosowanie się do zasady. Przykład niegdyś wybitnego kickboksera i boksera, mistrza świata, który poniósł w swojej karierze tylko dwie porażki na ringu – Marka Piotrowskiego pokazuje, jak trudno jest tą zasadę zastosować.

Piotrowski, jak sam opowiada w filmie dokumentalnym pt „Wojownik”, żył zwycięstwami, sukcesami i nie wyobrażał sobie możliwości porażki. Taka presja rzeczywiście dawała mu niesamowitą motywację. Wygrywał wszystko. Gdy jednak doszło do pierwszej porażki w rewanżowej walce z Rickiem Roufusem (czerwiec 1991 rok), Wojownikowi świat się zawalił. Marek  nie był przygotowany na to co się stało.

Pozostała niesamowita waleczność, ale kłopoty zaczęły się piętrzyć. Po kilku kolejnych zwycięstwach, półtora roku od porażki zakontraktowano walkę z Robem Kamanem, co okazało się fatalnym błędem. Drugi pogromca Marka rozmawiając z naszym kickbokserem w filmie „Wojownik” ogromnie chwali jego wielkie serce do walki. Marek nie mógł jednak tej walki wygrać, bowiem był do niej zupełnie nieprzygotowany, a sam Kaman był bardzo silnym i brutalnie walczącym przeciwnikiem w najtwardszej formule dopuszczającej tzw. low kick, czyli kopnięcie w udo. Na filmie można zobaczyć jak wyglądały nogi Marka po tej walce, a jednak się nie poddał i dopiero sędzia widząc, że walka może doprowadzić do kontuzji, a nawet kalectwa Piotrowskiego przerwał masakrowanie naszego Wojownika, przepraszając go. Po latach Kaman oprócz wyrazów podziwu dla męstwa Marka dodał też, że „to było niemądre”. Zarówno Marek, jak i jego ówczesny menadżer dziś przyznają, że ta walka była poważnym błędem.

Do tego doszedł tragiczny rozpad małżeństwa, gdy żona oznajmiła mu, że syn którego razem wychowywali nie jest jego, a zaraz potem doszła poważna choroba, która uniemożliwiła dalszą karierę. Trzy lata po drugiej porażce, Marek stoczył ostatnią walkę. Nigdy już nie przegrał w ringu, jednak jak sam mówi, po tych dwóch porażkach, rozpadzie rodziny i informacji o postępującej chorobie został złamany.

Marek przeżywał porażkę, ale potrafi też ją dziś zrozumieć. Używa do tego bardzo ciekawej analogii. Porównał możliwość porażki do ciemnej strony księżyca. A więc wiemy, że ona tam jest, ale widzimy tylko tę jasną. Ciemnej nie chcemy widzieć i wypieramy ją także z umysłu. Boimy się, bo jej nie znamy. Nie chcemy się „dołować” – po co skoro wszystko idzie dobrze? Dziś psycholodzy sportowi pomagają zrozumieć porażkę wielkim gwiazdom, jednak co z pozostałymi, których nie stać na „prywatnego psychologa”?

Marek PiotrowskiWracając do profesora Zimbardo, jego lekcja (FAIL) nie jest tylko ładnie wyglądającą zbitką słów. On też przeżył swoją porażkę. Już samo wychowanie w dzielnicy Bronx było  dla niego ciężkim przeżyciem o czym opowiada przy okazji swoich wykładów i o czym pisał w książce „Efekt Lucyfera”. Wielki eksperyment, który uczynił go sławnym (Stanfordzki Eksperyment Więzienny) stał się równocześnie jego przekleństwem. Sam o tym z profesorem rozmawiałem wielokrotnie i wiem jak trudne to doświadczenie. Nauka korzysta z tego eksperymentu, jednak wielu nie potrafił wybaczyć tego, w jaki sposób został on zrealizowany, ani też nieliczenia się z konsekwencjami dla młodych ludzi w nim uczestniczących. Sam Profesor mówi dziś, że kiedyś badał zło – także w sobie samym, a dziś niejako w formie rehabilitacji bada dobro oraz to jak w owo zło nie popadać.

Profesor tak jak Marek zobaczył swoją ciemną stronę księżyca, tyle że w odwrotnej kolejności. Marek długo widział tylko tą jasną choć wymagało to od niego wielu wyrzeczeń i poświęceń, natomiast Profesor doświadczył bardzo wcześnie ciemnej i wiedział z czym ma do czynienia.

Czy jednak myślenie o porażce nie osłabia? Pewnie że tak! Nie chodzi o to by kalkulować czy lub kiedy porażka się pojawi. Chodzi o to, by mieć w głowie taki wentyl bezpieczeństwa w postaci zasady FAIL. Inaczej mówiąc, korzystając znów z wykładu prof. Zimbardo, nie ma porażek! FAIL rozszyfrowane przez profesora to szansa na naukę, a nie porażka. Zamiast porażek trzeba widzieć kolejne lekcje!

Nie planuj porażki, ale wiedz, że gdy do niej dojdzie, otrzymasz ważną lekcję która zbuduje Twój potencjał do podejmowania kolejnych wyzwań. Nie myśl zatem o porażce, tylko o lekcji. Dopiero w 1959 roku udało się sfotografować drugą stronę księżyca – niewidoczną z ziemi. Poznanie jej udowodniło, że nie ma tam żadnej wrogiej nam cywilizacji, żadnych potworów o czym pisano wówczas w pismach S-F. Okazało się, że poznanie drugiej strony księżyca było dla nas cenną lekcją i kolejnym ważnym krokiem w badaniu kosmosu.

Zimbardo i Marek

 

Reklamy