Tag Archives: Syria

Efekt Lucy Phere

Efekt Lucyfera opisany przez prof. Philipa Zimbardo jest mechanizmem, który niepostrzeżenie wkrada się do życia społecznego niszcząc relacje stopniowo tak, że faktycznie przez większość jest zawsze niezauważalny. Nawet w czasie największych katastrof społecznych takich jak Holokaust, Wołyń 43, czy Rwanda 94, Srebrenica 95 itd. wielu uczestników tych zdarzeń mimo wszystko nie zdawało sobie sprawy ze zła w jakim uczestniczy. Cały sekret leży właśnie w stopniowym pojawianiu się tego efektu. Łatwo wówczas zaprzeczać, że: – my na pewno nie, – w naszym społeczeństwie to niemożliwe, – takie rzeczy to na Bałkanach albo na Bliskim Wschodzie, ale nie Polsce.  

Gdy usłyszałem piosenkę Muńka Staszczyka to w pierwszej chwili spodobała mi się melodia, tym bardziej, że lubię jego muzykę. Słowa wyrwane z kontekstu nie robiły wrażenia. Dopiero gdy wsłuchałem się w cały utwór – od początku do końca – zrozumiałem wielką mądrość tej piosenki.

Sam w swoich prezentacjach, szkoleniach, wykładach przedstawiam Efekt Lucyfera jako walkę zła z dobrem. Posługuję się przy tym moją ulubioną ilustracją tego problemu, na której Szatan siłuje się z Bogiem.

Nowy obraz (3)

To bardzo obrazowe i także ważne, ale jednak nieco mylące. Muniek przypomniał mi znów to o czym pisał Zimbardo. Właśnie to stopniowanie “Efektu Lucyfera” jest kluczowe. To na to trzeba zwracać szczególną uwagę. Dlatego tak ważne i mądre jest przedstawienie tego Efektu jako Lucy Phere w piosence Muńka. Istotne są słowa o budowaniu PRu, gdzie zwykle osoby, które to robią ubierają swoje cele w piękne ideały, ale w istocie często cel jest jeden – finanse… to znaczy zwykle tak jest, bowiem jest też część ludzi, którzy pieniądze traktują jak środek, a nie cel. W tym przypadku celem faktycznym jest władza.

Władza jako fetysz  to poważny problem ponieważ gdy pojawia się strategia “dziel i rządź”, to niezależnie, czy jest to wynikiem woli rządzącego czy nie, “Efekt Lucy Phere” pojawia się i szybko zdobywa pole.  Rządzący zawsze przeceniają swoje możliwości kontroli nad mechanizmami, których nie do końca (lub wcale) nie rozumieją. Nie są w stanie zrozumieć, że wywiad, wojsko, policja, propaganda, urzędy i sądy walczą z Efektem Lucyfera, ale nie stanowią wystarczających narzędzi do kontroli nad Efektem Lucy Phere.

To co wydaje się naszym sprzymierzeńcem bo pozwala władzę zdobyć i potem ją utrzymać, przedłużać, okazuje się “przyjacielem”, który ma własne cele i zaczyna przejmować kontrolę nad wszystkimi procesami w społeczeństwie. Drobna i niepozorna Lucy osiąga władzę nad tymi, którym wciąż jeszcze się zdaje że rządzą. Piękny PR, skrojony tak by wygrać władzę, okazuje się pułapką z której bardzo trudno się wyplątać.

2017-04-11 (3)

Clausewitz pisał, że der Zweck (cel polityczny) musi być zawsze głównym w wojnie. Cel działań zbrojnych – das Ziel musi mieć charakter podrzędny. Ale mgła wojny czasem powoduje, że widzimy tylko das Ziel. Nawet gdy walkę wygramy, mówimy że wciąż się toczy bo wszyscy chcą nam ją odebrać, spiskują i knują przeci nam i tylko my wiemy co jest dobre, właściwe. Nie jesteśmy w stanie przejść do der Zweck.  Tu właśnie kryje się i wychodzi z ukrycia wraz z całym swoim urokiem Lucy Phere. Ona żywi się walką, rośnie gdy łamiemy granice sporu, gdy konflikt nie jest merytoryczny, nie wynika z idei, ale jest osobisty i dąży do “zniszczenia” przeciwnika.

Powiecie, że przesadzam? Że w Polsce ten konflikt nie jest aż taki? Powiem, że Polska to piękny kraj, w którym żyją wspaniali ludzie. Ale “Efekt Lucy Phere” może to zniszczyć szybciej niż nam się zdaje. Dlatego trzeba go widzieć na poszczególnych etapach, gdy zaczyna dominować w mediach, na ulicy, a wreszcie w rodzinach, nawet szkołach… to znak, że Lucy Phere się rozkręca i działa coraz mocniej, ale my tego nie chcemy widzieć bo jej postać to śliczna dziewczynka o niebieskich oczach. Wszak walczymy w imię pięknych ideałów gromiąc zdrajców Ojczyzny, a w wyobraźni słyszymy szum piór przyczepionych do husarskiej zbroi. Musimy widzieć co Lucy Phere robi, a nie jak wygląda. Co się z nami dzieje, a nie jaki PR jest dziś stosowany (np. w postaci fatalnych “przekazów dnia”).

Poniżej jeszcze jeden slajd z mojej prezentacji. Zaznaczam, że obaj politycy są po środku w przeciwieństwie do żołnierzy wykorzystywanych jako narzędzie. Ludzie potrafią stać się w tym samym czasie bezwzględnymi oprawcami albo bohaterami ratującymi życie ludzkie. Musimy sobie uświadamiać “Efekt Lucy Phere” aby nie popaść w kłopoty i sytuację bez wyjścia.

Nowy obraz (4)

Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA

Warto analizować wydarzenia do jakich dochodzi w momencie w okresie przejsciowym w USA. Gdy odchodzący prezydent już faktycznie nie sprawuje wladzy, a nowa administracja dopiero obejmuje stanowiska, powstaje w grze geopolitycznej swoisty moment “dekoncentracji” jednej strony, który stwarza pole do bardzo aktywnych działań drugiej. Wszystko co się dzieje obecnie będzie miało ogromny wpływ na politykę nowej administracji USA.

323bcbd6-d6f4-11e6-bbb7-6a43a6f882fe_660x385

Dzień po wyborach pisałem o  nowej rzeczywistości, bowiem zwycięstwo Donalda Trumpa trzeba postrzegać nie tylko w kategoriach sukcesu republikanów nad demokratami w USA, ale jako konsekwencję przemian społecznych w całym świecie zachodnim („Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa”  https://mmilczanowski.wordpress.com/2016/11/09/nowa-rzeczywistosc-po-zwyciestwie-trumpa/).

Ta nowa rzeczywistość to wbrew jednak najczarniejszym wizjom roztaczanym przez ośrodki sprzyjające demokratom w USA, w mojej opinii nie będzie politycznym trzęsieniem ziemi. Oczywiście będzie starał się przeforsować w jakiejś formie nawet tak kontrowersyjne postulaty jak budowa muru na granicy z Meksykiem, ale zapewne okaże się, że po kilku działaniach (bardziej PRowych) skończy się utrzymaniem status quo w relacjach z Meksykiem. Donald Trump nie ma możliwości przeprowadzenia zmian tak, jak sam by tego chciał. Potężna machina polityczna USA generuje wiele różnych uwarunkowań uniemożliwiających działanie niezależne prezydentowi. Prezydent nie jest bowiem niezależnym człowiekiem, ale przedstawicielem całego narodu włączając w to opozycję. Właśnie dlatego uwarunkowania wewnętrzne muszą wpływać na linię polityczną lidera w każdym kraju. Jeśli tych mechanizmów kontrolnych ze strony instytucji, jak i społeczeństwa brak, jak dzieje się to często w młodych demokracjach, wówczas system pod przykrywką demokracji może przesuwać się w stronę dyktatury.

W przypadku nowej administracji USA i samego Donalda Trumpa, pojawia się też szereg sygnałów świadczących o tym, że Donald Trump powoli otrzymuje stosowną porcję wiedzy (by nie powiedzieć lekcję) na temat geopolityki ze strony samego Władymira Putina. Na pewno można już „rozczytać” trzy wyraźne sygnały pokazujące wyrafinowaną grę Rosji i przeliczenie się, a czasem bezradność nowej administracji USA (oby tylko doraźną – wynikającą z okresu transformacji a być może z błędnych założeń samego nowego prezydenta).

Informacje o wizytach D. Trumpa w Rosji

Pierwszym sygnałem było upublicznienie informacji o rzekomych materiałach, świadczących nie tylko o zażyłych relacjach Trumpa z wpływowymi Rosjanami, ale też kwestiach obyczajowych związanych z rzekomymi (znowu) wizytami biznesmena w Rosji. Te doniesienia nie znajdowały się w rękach wywiadu USA w trakcie kampanii, bo z pewnością ta czy inna frakcja w środowisku wywiadowczym umożliwiłaby wykorzystane ich przez obóz demokratów. Także moment ich upublicznienia nie wydaje się przypadkowy. A więc doszło do nich już po wyborach, gdy nie mogły zagrozić objęciu prezydentury przez Trumpa, a jednocześnie podkopywały jego pozycję jeszcze zanim został zaprzysiężony. Niewątpliwie stawiało go to w trudnej sytuacji, eskalując konflikty obozu prezydenta elekta z mediami w USA i narażając na ostre ataki polityczne oraz wzrost nieufności w Europie. Jednocześnie łatwo sobie wyobrazić, że obecnemu już prezydentowi musi bardzo zależeć, by jeśli takie materiały faktycznie istnieją, nie zostały jednak upublicznione w postaci twardych dowodów. Może być też tak, że takich dowodów zupełnie nie ma, a wszystko jest tylko elementem gry. Jakkolwiek jest, to wydarzenie powinno być wyraźnym sygnałem ostrzegawczym dla nowego prezydenta.

Wydanie Snowdena w prezencie

Drugą bardzo ważną kwestią, choć nieco przemilczaną przez media, było krótkie zamieszanie wokół Edwarda Snowdena. Mogłoby się wydawać, że jest zupełnym przypadkiem, iż pozwolenie na pobyt w Rosji upływa Snowdenowi akurat w okresie poprzedzającym zaprzysiężenie nowego prezydenta w USA. Jednak wiemy, że Rosja prowadzi grę geopolityczną w sposób znacznie bardziej przemyślany i rozsądny niż rozbite wewnętrznie i skłócone państwa zachodnie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że termin ten był tak zaplanowany by Snowden mógł odegrać jakąś rolę w tym właśnie momencie. Pamiętamy przedłużanie pobytu Snowdena na lotnisku w Rosji, gdy komentatorzy przywoływali słynny film z 2004 roku „Terminal” jako ilustrację tego zdarzenia. W sumie spędził na tym lotnisku ponad miesiąc, by w dniu 16 lipca 2013 roku otrzymać pozwolenie na pobyt w Rosji na rok.

Sugestia wydania Snowdena niejako w prezencie nowemu prezydentowi, padła z ust byłego dyrektora CIA (“Edward Snowden może zostać w Rosji na dłużej” – Wiadomości – WP.PL http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Edward-Snowden-moze-zostac-w-Rosji-na-dluzej,wid,18678031,wiadomosc.html ), niewątpliwie jednak taka publiczna wypowiedź była częścią gry na ocieplenie stosunków z Rosją, co potwierdziłoby zasadność stanowiska Trumpa z okresu kampanii wyborczej w tej kwestii. Odpowiedź Kremla była twarda i dosadna – jasno pokazując, że gra nie jest tak prosta, jak mógł sobie wcześniej wyobrażać Trump. To gra na znacznie wyższym poziomie – geopolitycznym, gdzie wszystkie chwyty są możliwe. Odpowiedź zawierała dwa stwierdzenie i oba były pozornie równie absurdalne (musiały wywołać uśmiech nawet na twarzach tych, którzy pozytywnie postrzegają wszystkie działania Rosji w ostatnich latach).

Mianowicie, po oświadczeniu, że Snowden otrzymuje pozwolenie na pobyt w Rosji na kolejne dwa lata, stwierdzono, że po pierwsze: przebywa tam z powodów humanitarnych, a po drugie, że nie kontaktuje się z żadną agencją wywiadowczą. Stwierdzenia te urągałyby inteligencji każdego obserwatora, gdyby nie wynikały właśnie z gry geopolitycznej. Pierwsze z nich miało pokazać nie tylko, że USA działają niehumanitarnie (stały motyw propagandowy Rosji pokazujący, że polityka USA jest zdegenerowana, a rosyjska ma być wzorem do naśladowania (sic!)), ale też, że nowy prezydent nie różni się w tej kwestii od poprzednika. Druga część oświadczenia Kremla może być różnie odbierana w kontekście sugestii CIA o tym, jakoby Snowden jeszcze przed ucieczką z USA miał mieć kontakty z wywiadem rosyjskim.

Konferencja w Astanie bez USA

Trzecim mocnym sygnałem z Kremla była konferencja w Astanie, zorganizowana przez Rosję, Turcję i Iran. Bardzo istotne jest miejsce tej konferencji – czyli stolica Kazachstanu, który jest bliskim sojusznikiem Rosji (polecam rozmowę na ten temat dr Zofii Sawickiej z moim udziałem u red Adama Głaczyńskiego w Polskim Radiu Rzeszów: „Konflikt w Syrii – jak wpływa na światową politykę?” http://www.radio.rzeszow.pl/dyskusyjny-klub-radiowy-aud/52843/konflikt-w-syrii-jak-wplywa-na-swiatowa-polityke).

Podobnie konferencje dotyczące Ukraniny odbywały się w Białorusi, której także w żadnym wypadku nie można nazwać neutralnym terytorium. To bardzo interesujące w jaki sposób zorganizowano przekaz do mediów na ten temat. To Rosja, Turcja i Iran organizują konferencję, na którą zaproszono ONZ i USA – w takiej właśnie kolejności (mówił o tym Sergey Ławrow). Nowa administracja USA dopiero się w tym momencie tworzyła. Daje to szereg możliwości Rosji, a niewiele USA. Trump przyjmując zaproszenie uznałby rolę USA jako aktora poza kręgiem decyzyjnym – gościa konferencji. Jako że administracja USA jest w fazie transformacji istniało duże prawdopodobieństwo, że wobec wyżej wymienionego niebezpieczeństwa USA zaproszenie odrzuci, co znów było na korzyść Rosji.

Pamiętajmy że zwalczanie ISIS jest dziś jednym z najważniejszych haseł polityki zagranicznej nowej administracji USA. Walka ta miała się toczyć na nowych zasadach  – współpracy USA z Rosją. Tymczasem Rosja wspólnie z Turcją i Iranem (których rola jest też złożona w rejonie Bliskiego Wschodu) razem rozwiązują konflikt w Syrii gdzie ISIS ma pozycję najmocniejszą, pozostawiając USA rolę obserwatora.

Trzy sygnały powinny teraz posłużyć samemu Trumpowi do rewizji jego założeń realizacji polityki międzynarodowej i skłonić go do zaufania nowemu sekretarzowi obrony („Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA” https://mmilczanowski.wordpress.com/2017/01/21/gen-jim-mattis-prywatnie-i-oficjalnie-poltora-roku-przed-mianowaniem-na-sekretarza-obrony-usa/), oraz nowemu sekretarzowi stanu.

Dlatego też Trump mimo fatalnych wpadek (jak rozmowa z prezydent Tajwanu) stara się nie zaostrzać relacji z Chinami. Wydaje się, że i w tej kwestii jego retoryka wyborcza pozostanie tylko retoryką wyborczą. W mojej ocenie pomijając kwestię wiarygodności polityków (opisaną w tekście „Dekadencja demokracji i jak jej przeciwdziałać” https://mmilczanowski.wordpress.com/2017/01/07/dekadencja-demokracji-i-jak-jej-przeciwdzialac/) to dobrze, że zmienił w tej sprawie zdanie, bowiem polityka USA nie może dziś być wymierzona przeciw jednemu zagrożeniu ignorując pozostałe.

W mechanizmach geopolitycznych sympatie i antypatie mogą odgrywać jakąś rolę, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że działają tam bezwzględne mechanizmy i albo potrafi się grać albo nie – a wówczas konsekwencje dla przegrywającego zawsze poważne.  Dlatego gra na poziomie geopolitycznym wymaga posiadania wielopoziomowej i rzetelnie zbudowanej koncepcji geostrategicznej. Musi ona opierać się na realizmie, aby dopiero na takiej podstawie budować założenia idealistyczne. Idealizm bez rozumienia realistycznych uwarunkowań jest bajką, która może uczynić wiele szkody. Tyczy się to nie tylko USA, mniejsze państwa także muszą umieć „czytać” geopolitykę, by w tej grze w jakiejś (nawet niewielkiej) roli uczestniczyć, ale też by nie dać się tym potężnym mechanizmom znieść (jak stało się z Irakiem, Libią, Syrią, Jemenem, wcześniej Somalią i wieloma innymi państwami w Afryce, częściowo Ukrainą i Gruzją, Czeczenią i innymi a historycznie i Polska boleśnie doświadczyła tego efektu). Polityka USA jest dla Polski bardzo ważna, ale właśnie dlatego nie można jej analizować tylko i wyłącznie z perspektywy naszych interesów. Aby nasze interesy osiągać, musimy rozumieć interesy i założenia geostrategiczne mocarstw – i to realistycznie.

Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA

14730545_187337241707092_2694406252351455232_n
Spotkanie z gen Jamesem Mattisem w jego biurze w Hoover Institution w lipcu 2015 roku

Generał Jim Mattis, jest osobą, która stała się już za życia legendą. Cytaty z jego wypowiedzi są wykorzystywane w opracowaniach naukowych, ale i grach komputerowych, powstają o nim filmy. Mianowanie osoby o tak silnej osobowości na stanowisko Sekretarza Obrony USA, ma zasadnicze znaczenie nie tylko dla USA, ale i dla całego świata – w tym bardzo istotne dla Polski.

Miałem tę wielką przyjemność i zaszczyt poznać generała Mattisa półtora roku temu, gdy przebywając na stypendium w Hoover Institution, zwróciłem się do niego z prośbą o konsultację mojej pracy naukowej dotyczącej tzw. „operacji stabilizacyjnej” Sił Koalicji pod przywództwem USA w Iraku po 2003 roku. Rozmowa wyszła znacznie poza założone ramy. W sumie potrwała dwie godziny i była niezwykle szczera. Konwersację mailową, natomiast prowadzimy do dziś. Stało się tak z kilku powodów. Przede wszystkim z uwagi na to, że spotkanie miało charakter prywatny, generał Mattis nie pełnił wówczas żadnej funkcji publicznej, a z drugiej strony bardzo cenił fakt odbycia przeze mnie służby w Iraku w latach 2005-6 na stanowisku oficera operacyjnego oraz pracy naukowej, której tematyka dotyczy kwestii strategii USA na Bliskim Wschodzie. Posiadałem też ze sobą rekomendacje od szefa BBN gen Stanisława Kozieja, który przedstawiał w nim moją rolę konsultanta w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego RP.  Inną okolicznością stanowiącą tzw. ice braker był fakt, że tym co nas łączy jest zamiłowanie do historii, w tym starożytnej. Generał jest miłośnikiem historii i filozofii, pasjonuje się postaciami takimi jak Aleksander Wielki czy Napolen, ale jego ulubionym tematem jest postać i prace Marka Aureliusza. Wiele cytatów znanych z mediów pochodzących z wypowiedzi generała Mattisa bazuje na filozofii stoickiej, której reprezentantem był Aureliusz. Generał tą wiedzę jednak pogłębia o własne przemyślenia, samemu stając się punktem odniesienia i źródłem wiedzy. Ja z kolei kwestiami przywództwa i strategii zajmuję się na płaszczyźnie naukowej od co najmniej 15 lat. Pisałem o tym w kontekście “Podbojów Aleksandra Wielkiego” (obecnie kończę prace nad drugim – rozszerzonym wydaniem), walk o władzę w imperium rzymskim po śmierci Cezara (książki: “Filippi, 23 X 42p.n.e.” i “W cieniu boskiego Juliusza”). Teraz o tym samym, czyli przywództwie i strategii, piszę w kontekście operacji stabilizacyjnej w  Iraku: Publikacje

Mimo mojego bardzo krytycznego stosunku do sposobu przeprowadzenia interwencji w Iraku przez siły koalicji pod przywództwem USA, generał poparł wszystkie tezy mojej pracy. Jednocześnie generał podzielił się kilkoma własnymi spostrzeżeniami. Przede wszystkim wskazał jako zasadniczy błąd brak części czwartej (phase 4) strategii w Iraku – czyli tego co dotyczy utrzymania i stabilizacji po podbiciu Iraku. Zgodził się też z tym, że przewaga jaką uzyskał Iran w wyniku inwazji sił koalicji, była jednym z największych problemów Iraku.

Co istotne jednak, nie poprzestawał na krytykowaniu polityki USA, ale miał też szereg bardzo istotnych spostrzeżeń na temat prowadzenia operacji stabilizacyjnych w sytuacji takiej, jak w Iraku. Przedstawiał na przykład rolę edukacji dzieci i młodzieży czego zupełnie nie dostrzeżono po 2003 roku z Białego Domu. Podkreślał, że dyktatorzy a więc i przywódcy organizacji terrorystycznych takich jak Al.-Kaida, Boko Haram czy ISIS przede wszystkim tępią inteligencję – boją się edukacji. Dlatego zajmując teren dokonują egzekucji administracji, nauczycieli i innych przedstawicieli inteligencji. W ich szkołach zamiast nauczania dokonuje się prania mózgów.

Edukacja powinna więc być jednym z najważniejszych elementów operacji stabilizacyjnej, co z pewnością w dużej mierze zmieniłoby Irak. Generał przedstawił koncepcję zakładającą zmniejszenie ilości wojsk o 20 tys., a z pieniędzy w ten sposób zaoszczędzonych zorganizowanie rocznych stypendiów dla dzieci i młodzieży irackiej realizowanych w państwach Europy i USA. Już w ciągu pierwszych lat okupacji tak wielka liczba młodzieży szkolnej przewinęłaby się przez państwa europejskie i amerykańskie, że miałyby one duży wpływ na sytuację w samym Iraku, zastępując stopniowo kadrę dydaktyczną, a później polityczną państwa. Oczywiście ten pomysł jest tylko jednym z wielu jakie można było wdrożyć zamiast stawiać jedynie na rozwiązania militarne.

Gen Mattis bardzo ciepło wyrażał się zarówno o polskich żołnierzach w Iraku, jak i w ogóle o Polsce. To człowiek zasad, co istotne w świecie polityki, w której obowiązuje dziś termin „post-prawda”. Jednocześnie widzi on politykę w płaszczyźnie strategicznej, czego brakuje bardzo wielu liderom. W kwestii problemów europejskich, generał Mattis wskazał na konieczność powstrzymywania Rosji, ale i współpracy z tym państwem. Tu także gen Mattis wskazał przykład błędnych rozwiązań. Tym co zdecydowanie szwankuje w polityce zachodniej, jest brak podejścia strategicznego. Działania są prowadzone doraźnie bez przewidywania konsekwencji i narzędzi radzenia sobie z nimi co przy potencjale Europy nie musi prowadzić do natychmiastowych klęsk, ale powoduje doraźne porażki.

Przykładem który gen Mattis przedstawił jest sytuacja Ukrainy. UE będąca w kryzysie ekonomicznym i politycznym, zaoferowała Ukrainie stopniową integrację ze swoimi strukturami. To spowodowało niepokój Rosji, a gdy ta weszła zbrojnie na Ukrainę, tak UE jak i NATO nie były w stanie przedstawić żadnej odpowiedzi. To pokazuje brak strategii, którą generał określa jako „atrofię strategiczną” całego zachodu.

Moim zdaniem atrofia ta nie wynika jednak z braku możliwości, ale braku wiedzy, kompetencji a często przywództwa najwyższego poziomu.  Operacji w takiej skali nie można prowadzić bez zrozumienia konsekwencji i posiadania narzędzi dla radzenia sobie z nimi. Problem Ukrainy z tej perspektywy wygląda bardzo podobnie do tego co stało się w Iraku. Przecież prezydent George W. Bush w książce „Decision Points” wspomina, że nie przewidziano, iż Iran tak bardzo skorzysta na sytuacji i że będzie miał aż tak duży wpływ na sytuację w Iraku. To przykład atrofii strategicznej USA, o której generał, także w kontekście Iraku wypowiedział się wyraźnie.

Generał Mattis uważa, że jedyną wojną jaką USA zrealizowały właściwie była operacja „Pustynna Burza”. Planem było wyrzucenie Iraku z Kuwejtu, ale ONZ nie dawała autoryzacji na prowadzenie operacji aż do obalenia władzy w Bagdadzie. Zrealizowano to co zostało zaplanowane zgodnie rezolucją z ONZ, nawet jeśli budziło to kontrowersje zarówno w świecie jak i w samym obozie republikańskim w USA.

nowy-obraz
Slajd z wystąpienia w Szkole Liderów Pana Jacka Santorskiego w ramach APPendix

Generał Mattis posiada trzy przydomki – najbardziej znany to „Mad Dog” wynikający z jego ostrych wypowiedzi typu: „I come in peace. I didn’t bring artilleryBut I’m pleading with you, with tears in my eyes: If you fuck with me, I’ll kill you all”. Ale był też przez żołnierzy nazywany “Chaos” oraz “Warrior monk” (mnich wojownik). Oba te przydomki raczej wynikają z jego natury filozofa i stylu przywództwa który Jim Collins określa jako “Level Five Leadership” (przywództwo poziomu piątego), a więc najwyższy poziom pozwalający nie tylko na przełamywanie schematów i wytyczanie nowych zasad, ale też na budowanie struktur, złożonych z liderów zmotywowanych do dążenia do wspólnego celu. Koncepcja ta jest zbieżna w dużej mierze z określaną przez podręcznik piechoty morskiej USA zasadą: „Mission command” (dowodzenie przez zrozumienie misji). Tekst o połączeniu tych dwóch koncepcji, napisany wspólnie przez Pana Jacka Santorskiego i przeze mnie ukaże się w marcowym numerze Coachingu. W szkole liderów Pana Santorskiego mówiłem o tym w ramach wykładu otwartego nagranego na platformie APPendix:

Zarządzanie konfliktem – Mission – oriented command (wymaga bezpłatnego logowania)

Taką też koncepcję gen. Mattis realizował w Iraku przygotowując swoich żołnierzy inaczej niż większość dowódców. Podczas gdy większość z nich nastawiała żołnierzy na takie działanie, w którym mieli przede wszystkim dbać o swoje bezpieczeństwo co narażało ludność cywilną, on mówił: „jeśli widzisz wroga, ale na linii strzału jest ktoś postronny, nie strzelaj bo zrobisz sobie dziesięciu nowych wrogów”. Ta zasada, niestety nie znalazła zastosowania powszechnego w siłach koalicji, co powodowało szereg poważnych problemów dla całego planu operacji (nie mówiąc nawet już o konsekwencjach dla mieszkańców). Jeśli więc wskutek innego stylu dowodzenia Mattis wydawał się niektórym żołnierzom chaotyczny, to raczej wynikało to z jego większej od innych dowódców zdolności przewidywania i wiedzy, a także wizji strategicznej, która na poziomie taktycznym nie zawsze była dobrze rozumiana. Przekazywał im więc treści nie do końca zgodne z systemem szkolenia, jaki przechodzili ci żołnierze w ośrodkach treningowych przez wyjazdem do Iraku. To musiało w nich budzić ambiwalentne wrażenia.

Wszystko to w mojej opinii czyni z gen Mattisa najlepszym możliwym kandydatem do stanowiska Sekretarza Obrony Stanów Zjednoczonych. Niemniej jednak, będzie miał on trudne zadanie z uwagi na samego prezydenta Donalda J. Trumpa. Już od momentu nominowania pomiędzy tzw. zespołem przejściowym (transition team) prezydenta elekta, a samym Mattisem doszło do szeregu konfliktów. Już w dniu przesłuchania przez komisję senacką generała, zespół Trumpa próbował nie dopuścić do tego (ogłoszono nawet, że się nie odbędzie), kalkulując, że generał zostanie i tak zaprzysiężony, ponieważ republikanie mają wystarczającą do tego większość w kongresie. Generał Mattis sprzeciwił się tym planom związanym z grami politycznymi raczej nie najwyższych lotów i sam ogłosił, że przed komisją stanie.

To właśnie przywiązanie do zasad  powodowało, że nie chciał wikłać się w tego typu zagrywki narażając swój autorytet. To kolejny przykład świadczący o bezkompromisowości i nie-sterowalności gen Mattisa. Każdy kto oglądał jego przesłuchanie przed komisją kongresu musiał zdać sobie sprawę z formatu generała, ale też niezwykłego szacunku jakim darzą go i republikanie i demokracji.

Pozytywnym za to faktem jest to, że już po pierwszej oficjalnej rozmowie Trumpa z Mattisem ten pierwszy publicznie przyznał, że generał przekonał go co do bezsensowności rozszerzania prawa o stosowaniu tzw. wzmożonych metod przesłuchań. Mattis kwestionował zupełnie stosowanie tortur. Pokazuje to, że Donald Trump jest w stanie zaufać osobie, która dość bezceremonialnie krytykowała go w kampanii wyborczej. Co więcej, że jest w stanie uczyć się od takich osób. Oby więc nowy prezydent USA, na temat strategii i geopolityki, czerpał wiedzę z takich właśnie źródeł. Skoro więc Donald J. Trump został 45 prezydentem USA, to narzekanie na jego wybór nie ma sensu. Nominacje na stanowiska bardzo istotne w administracji USA, są bardzo różne. Niemniej w samym gen. Mattisie pokładam pełne zaufanie.

Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

z19670178vdonald-trump-wygral-prawybory-w-nevadzieA więc wygrał Trump. I to miażdżącą większością co świadczy o tym jak mocny jest zwrot społeczny zrywający ze starym porządkiem i elitami… lub przynajmniej tak się społeczeństwu wydaje. Zwycięstwo Trumpa można oceniać przez pryzmat USA i relacji wewnętrznych, ale przecież jest to kontynuacja trendu zapoczątkowanego przez Orbana, zwycięstwo PiS w Polsce a następnie Brexit. A zatem dość łatwo wyrysować dalsze zmiany, które wydają się nieuchronne: Marie Le Pen we Francji ze swoim Ruchem Narodowym oraz AfD w Niemczech a w kolejce dalsze zmiany.

Co łączy wszystkie te zmiany? Hasło zrywania z dotychczasowym ładem, skorumpowanymi elitami, nowy ład, nowy porządek, zwane też czasem dobrą zmianą. Ale faktycznie pod tymi hasłami brzmiącymi interesująco, są kolejne, które są już bardziej kontrowersyjne. Jednak uwzględniając anatomię sukcesu takich czasopism jak Fakt czy The Sun wiemy, że to opakowanie wygrywa, to nagłówek decyduje i to hasło jedynie jest przyswajane. Na te treści, które są odrobinę głębiej wielu macha ręką “bo się nie znam”. Dlatego wielu zaklinało rzeczywistość twierdząc, że Trump nie mówił tego co mówił. Dochodziło do dziwnych sytuacji, gdy w rozmowach cytowałem Trumpa, a w odpowiedzi słyszałem, że to złe CNN tak powiedziało, a Trump nie. Zaprzeczamy faktom bo liczymy na cudowną zmianę. Samo myślenie tego typu nie jest niczym nowym. Od zawsze ludzkość liczyła na zmianę, która odmieni ich los. W ostatnich latach przed naszą erą czekano na narodzenie dziecka, które odmieni świat. Część elit widziała to dziecko w Oktawianie Auguście, a inna część społeczeństw w Chrystusie. To samo dążenie do zmiany powodowało powstawanie przepowiedni i zapowiedzi np po jakichś wydarzeniach astronomicznych lub kataklizmach. Chcemy zmiany na lepsze i o tym zapomniały elity myślące, że stabilizacja wygra z niepewnością jako konsekwencją rozbicia sytemu obietnicy “zmiany  na lepsze”. Stabilizacja wygrywa do pewnego momentu, ale procesy stagnacji się pogłębiają jednocześnie oddzielając wygodne elity od coraz bardziej głodnego społeczeństwa.

Nie zamierzam analizować czy Latynosi poszli do wyborów czy nie, czy KKK miał znaczenie dla wyniku itd. Nie sądzę aby to zaważyło. Zaważyła atmosfera awantury, permanentnego konfliktu w całym świecie zachodnim. Ale ten konflikt generowany przez polityków jest jednocześnie efektem frustracji społecznej i musi nieść zmianę realną. Pytanie tylko czy w dobrą stronę, bo na to społeczeństwo wpływu już może nie mieć. A więc znowu elity utraciły kontakt ze społeczeństwem, znowu przyzwyczaiły się do myśli że ład jest niezmienny, znowu społeczeństwa budzą się z letargu wywracając dotychczasowy system. Wcale nie sądzę, żeby Trump chciał ten system wywracać, ale on jest tylko efektem zmian, a nie ich powodem. Jednak to on i jego zapatrywania (wraz z grupą wpływowych ludzi którzy go popierają) nadadzą tym zmianom kierunek. To właśnie kluczowe – na kogo postawią społeczeństwa wymuszając zmianę, z wąskiego grona przedstawionego mu przez elity? To przecież elity decydują na kogo głosują tzw. demokratyczne społeczeństwa zachodnie. To efekt, który nazywam “Dekadencją demokracji”, bowiem faktycznie nie mamy wpływu na to kto będzie kandydował, wybieramy z już wybranych kandydatów. W Polsce Kukiz chciał to zmienić wprowadzając JOWy i nieco odświeżając naszą demokrację, ale chyba już mu przeszło. Dlatego Amerykanie wybierali między dwojgiem kandydatów, których w większości nie chcieli bowiem oboje mieli większy elektorat negatywny niż pozytywny.

Przejawem budzenia się były ruchy “We are 99%”, także “Arabska wiosna” – nawet jeśli nie chcemy tego przyznać bo przecież jesteśmy “wyższą cywilizacją”, ale też nawrót do fundamentów – czyli fundamentalizm przejawiający się nacjonalizmami w Europie, a jednocześnie w opozycji do nich rosnący fundamentalizm religijny – Islamski w postaci Salafizmu w Europie. Co gorsza każdy z tych ruchów widzi wroga nie tylko w elitach, ale w innych (konkurencyjnych) ruchach anty-establishmentowcyh. Konflikt jaki był metodą zarządzania dla elit rozlewa się na całe społeczeństwa zmieniając je bardzo poważnie i wpływając na kolejne wybory. A więc po zmianach Orbana na Węgrzech, zmianie w Polsce, już Brexit był mocnym sygnałem przeciw całemu dotychczasowemu systemowi, a wybór Trumpa jest kulminacją ważnych zmian globalnych.

Ok, zmiany nie będą rewolucyjne od razu, po wyborze Trumpa nie nastąpi trzęsienie ziemi. Ale ten wybór jako efekt zmiany społecznej będzie miał poważne skutki. Jeśli ktoś sądzi, że Trump rozbije te elity przeciwko którym został wybrany to jest w błędzie. Trump jest biznesmenem i jego interesem nie jest rozbijanie elit tylko dotąd lobbowanie, a dziś wymienianie ich na bliskie sobie, które zapewnią mu ważną pozycję trwale i sławę na zawsze 😉 .Niemniej część tych nowych elit będzie już pochodziła spoza dotychczasowego – stabilnego – układu. Nowy układ będzie miał zabarwienie takie jakie nada mu Trump i ludzie go wspierający. Właśnie w tym widzę największe zagrożenie.

Do dalszej części tekstu proszę o wyrozumiałość i ocenę pod kątem scenariuszy bardziej lub mniej możliwych. Istotą analizy sytuacji geopolitycznej mającej kluczowy wpływ na bezpieczeństwo państwa jest badanie konsekwencji wydarzeń i wyciąganie wniosków pozwalających na stawianie diagnoz ale i prognoz zasadniczych dla opracowywanych strategii. Czasem warto też pójść o kok dalej by ukazać absurdalność założeń, które są faktem a które mogą prowadzić do skutków katastrofalnych.

Co jeszcze łączy dotychczasowe i przyszłe zmiany opisane w pierwszym paragrafie? Oczywiście stosunek do Rosji. Oprócz PiS wszystkie wymienione “nowe – rewolucyjne” siły są otwarcie pro-rosyjskie. Zarówno Orban, Farage, Le Pen i AfD stanowią gwarancję zakończenia ograniczania Rosji. Trump jest w tej układance elementem najważniejszym. Prezydent USA jest faktycznym liderem NATO, Wojska USA – największej potęgi militarnej świata, jednocześnie baz i dowództw rozmieszonych na każdym kontynencie, a także monopolistą w dostępie do informacji dzięki systemom takim jak Eszelon, NSA i wielu innym mechanizmom.

 Te mechanizmy jako jedyne mogą skutecznie powstrzymywać Rosję, ale dziś wygrał człowiek, który nie neguje możliwości, dokonywania anschlussu w Europie gdy  na danym terytorium przeważa mniejszość danej nacji. Nie ma więc nic złego w tym że Rosja dokonała anschlussu Krymu, ale idąc dalej tym tropem, dlaczego nie można by teraz przeprowadzić referendum we wschodniej Łotwie? Podobnie dlaczego Polska nie miałaby przeprowadzić referendum w południowo-wschodniej Litwie w tym w części Wilna, tam też jest wielu Polaków, którzy woleli by by ich terytorium zostało włączone do Polski (tak Trump wypowiedział się na temat woli mieszkańców Krymu), a Rosja we wschodniej części tego państwa? Niechże Niemcy dokonają referendum w niektórych powiatach na Śląsku, gdzie mieszka mniejszość niemiecka, a Węgrzy w Słowacji. Niech Albania spokojnie anektuje Kosowo itd. Wreszcie Polska niech dokona aneksji części zachodniego Londynu lub części Chicago! Chyba nie damy rady… ale to siła znów ma o tym decydować? Czy na prawdę nie widać w tym sposobie myślenia niebezpiecznego szaleństwa?

Czy poparcie takiego sposobu rozwiązywania konfliktów, udzielone przez obecnie najpotężniejszego człowieka na świecie (Trump) liderowi, który boryka się z wielkimi kłopotami gospodarczymi i stawiającemu na odtworzenie dawnej strefy wpływów (Putin) niepokoi tylko nielicznych? Ahh zaraz, Trump przecież tak tylko mówił, ale tak nie myśli. Zapomniałem, że być może Trump nawet tak nie mówił tylko CNN podłożyła łudząco podobny głos oszukując społeczeństwo… Niestety w polityce każde zdanie się liczy. Szczególnie wypowiadane przez najpotężniejszego człowieka na świecie. Nic nie da oszukiwanie się, że nie słyszymy wypowiadanych przez Trumpa słów! A wiecie Państwo dlaczego? Bo słychać je świetnie na Kemlu, w Kairze, w Teheranie, w Bagdadzie, w Pekinie, w Rijadzie oraz w mieście Meksyk itd. Słowa mają znaczenie fizyczne – przekładają się na reakcje polityczne, finansowe, społeczne. Po wyborze Trumpa, Łotwa i Litwa powinny na wszelki wypadek wdrożyć plany awaryjne uniemożliwiające dokonanie referendum na ich terytorium. Przy możliwościach oddziaływania propagandowego Rosji (co Trump także otwarcie negował w przypadku wpływania na wybory w USA) w istocie jedynym sposobem jest wysiedlenie mniejszości Rosyjskiej do Rosji… ale czy to nie będzie stanowiło naruszenie jej praw? Czy taki krok nie byłby podstawą do interwencji zbrojnej?

Trump mówił że Art 5 NATO nie musi być obligatoryjny jeśli kraje członkowskie nie zmienią stosunku do swoich powinności względem NATO. Oczywiście dobrze to brzmi oceniając po “nagłówku”, aby pobudzić państwa w Europie do myślenia o obronności na poważnie. Ale z drugiej strony Trump nie powiedział czego oczekuje od tych państw. Nie określił co muszą zrobić dla NATO aby mieć gwarancję realizacji art 5. W każdej chwili można powiedzieć, że cokolwiek zrobią jednak nie wystarczy. Takie stawianie sprawy w kampanii przez Trumpa to w istocie relacje mafijne. Płaćcie za ochronę, ale jak ktoś zapłaci więcej to masz kłopot… zaraz czy to mafijne? A może to myślenie biznesowe (czy jak mawia obrońca Trumpa Max Kolonko – byznesowe), Trumpowi przecież bliskie? Każdy teraz stwierdzi, że przecież nigdy nie ma gwarancji wsparcia sojuszniczego – i to jest prawda, ale właśnie słowa mają znaczenie. Właśnie NATO jest tym co stanowi dla Rosji realną siłę powstrzymującą od ekspansji. Zmieniło się więc sporo bo z niepewności zastosowania art 5 mamy pewność, że nie zostanie zastosowany.

Nacjonaliści polscy powiedzą wreszcie, że to wszystko nieistotne bo przez ostatni rok staliśmy się potęgą z którą musi się liczyć Rosja… tu nie umiem w ogóle dyskutować, bowiem na moje pytania co sprawiło że staliśmy się potęgą odpowiedzi brak… Oczywiście proszę o sugestie, ale realnie przywiązane do faktów, a nie opowieści fantastyczne, które mogą się urealnić za 20 lat jak śmigłowiec naszej własnej produkcji (w kooperacji z Ukrainą).

Na koniec dodam, że mogę być w błędzie i Trump cały czas kłamał i oszukiwał. Oby tak było. Mam nadzieję, że w istocie nic się nie zmieni poza akcentami, bo establishment USA jest zbyt silny by pozwolić na stopniową, ale zdecydowaną zmianę kursu politycznego. Chcę w to wierzyć. Niestety moje kontakty w Departamencie Obrony USA mówią o potężnym nasyceniu USA rosyjską propagandą. O powszechnej sympatii do Putina i Rosji w dużej części kongresu – szczególnie republikańskiej. Dotąd okazywanie sympatii i przyzwalanie na działania Rosji nie były “poprawne politycznie”. Właśnie się to zmienia. Przecież chcemy zmiany. Zmiana to kolejny reset z Rosją, ale tym razem z podważonym zaufaniem do NATO i przyzwoleniem na aneksje w razie pozytywnego wyniku referendum. To istotna zmiana.

Z tej potrzeby zmian wynikają poważne konsekwencje. Czasem mimo tych wszystkich złych sygnałów jednak udaje się uniknąć najgorszego, o czym świadczy nasza historia w i po 1989 roku. Gra na wielkiej szachownicy jest znacznie bardziej skomplikowana niż te parę słów które przedstawiam wyżej. Istnieją potężne siły o których już pisałem na blogu w innym tekście, które pozycjonują różne procesy. W efekcie wypadkowa może okazać się mimo wszystko pozytywna. Jeśli w efekcie takich procesów, w których jednak świat się zmieni na lepsze, Trump zostanie uznany za bohatera to niezależnie od tego jak zły to w mojej opinii wybór będę się cieszył. Trzeba pamiętać też że USA to mimo wszystko nie tylko Prezydent. To także mocno niezależna CIA, to silny Pentagon zachowujący własne procesy decyzyjne i doboru kadr silna własność prywatna do której Trump nie będzie mógł ingerować w najmniejszym stopniu. Trump nie może walczyć ze wszystkimi bo procedura impeachmentu jest zarezerwowana właśnie na takie okoliczności. Jego zmiany będą wynikać z wypadkowej różnych sił i różnych interesów. Gra nigdy nie ma wyniku ustalonego z góry nawet gdy toczy się w złym kierunku. Dlatego trzeba dalej robić swoje, budować potencjał odstraszania w RP i robić to tym szybciej i szybciej zachodzą zmiany w świecie, ale i szukać współpracy dopóki jest jeszcze z kim współpracować.

Druga debata prezydencka w USA: fakty widziane z mojej perspektywy

ft-trump-clinton-1024x576Po pierwszej debacie, dość wyrównanej, choć w mojej opinii wygranej nieznacznie przez Hillary R. Clinton (HRC), druga debata toczyła się tuż po ujawnieniu nagrania, które ukazuje jak Donald Trump wypowiada się o kobietach. Nagranie jest z 2005 roku, ale w USA takie kwestie mają ogromne znaczenie. To, że Trump zdaje sobie z tego sprawę, aż zbyt dobrze widać od pierwszych sekund debaty.

Druga debata prezydencka fakty widziane z mojej perspektywy:

Wizerunkowo HRC vs Trump:

  1. HRC: skupiona na przeciwniku, odpowiada patrząc w oczy Trumpa lub pytających. Trump: w czasie odpowiedzi HRC robi pompki na krześle, cały czas ię kręci przerywa i docina. Jest w wyraźnej defensywie i chce nadrobić tym czym zawsze nadrabiał – braki wiedzy i umiejętności przykryć bezczelnością ale nerwowość powoduje że robi to kiepsko. 1:0
  2. Gdy HRC mówi o Rosji, Trump “chowa” się za krzesłem – to dobrze znany mechanizm psychologiczny człowieka niepewnego i zagubionego. Często nauczyciel nie radzący sobie z klasą staje za krzesłem tracąc resztki szans na opanowanie klasy. 2:0
  3. HRC gdy jej przerywają prowadzący mocnym głosem przekrzykuje ich ale nie za długo – tak by “pokazać” siłę. Gdy przerywają Trumpowi, skarży się że są nieuczciwi i go oszukują. Co to mówi o kandydatach? To chyba jasne kto lepiej wygląda. 3:0
  4. Nie przywitali się, dlaczego? W pierwszej debacie w czasie przywitania Trump “klepał” HRC protekcjonalnie po plecach – zabieg pokazujący jej słabość i potrzebę jego opieki. HRC wyciągnęła wnioski i wolała uprzejmie skinąć głową niż do tego dopuścić. Na końcu zrobił swoje ale ona trzymała dystans i nie pozwoliła by ją “klepał” dłużej. Punkt dla Trumpa ale na końcu bo zabieg udał się dopiero na końcu debaty. 3:1

W mojej opinii wizerunkowo zwycięstwo HRC jest absolutne. Trump powinien się pouczyć tego elementu – to nie tylko PR wyborczy, ale bardzo ważna kompetencja prezydenta i każdego prawdziwego przywódcy a także ważny element prezydentury. Osoby znające się na negocjacjach wiedzą, że tylko 15-25% informacji płynie kanałem werbalnym, a pozostałe 75-85% to kanały wizualny i wokalny. W tym aspekcie Trump o wiele lepiej prezentował się w pierwszej debacie. Każdy przywódca w czasie spotkań stosuje tego typu zabiegi i trzeba to wiedzieć i umieć reagować, a także samemu stosować. Nie wyobrażam sobie spotkania Trump-Putin w roli prezydentów. Trump wyszedłby wizerunkowo nie na kumpla, ale raczej jako podporządkowany Kremlowi i taką propagandą Putin by świetnie grał.

Merytorycznie HRC vs Trump:

  1. Sprawy obyczajowe – Oczywiście po piątkowych rewelacjach Trump nie tu ma szans. Po miażdżącym ataku, próbuje słabo mówić o mailach, o Billu Clintonie, ale to tylko pogarsza sprawę… kłamie też że to wszystko nieprawda, po czym przyznaje, że powiedział co powiedział… nos rośnie Trumpowi pierwszemu… Sprawa jest nie do obrony, powinien przytaknąć, przeprosić i jak najszybciej zmienić temat – powinien uczyć się od HRC, choć i ta popełnia błędy broniąc się przez zarzutami o aferę mailową. 1:0 ale to 1 ma znacznie większą wagę niż we Francji czy Włoszech. W USA to bardzo ważny punkt.
  2. E-maile – tu HRC mówi, że zarzuty Trumpa to same kłamstwa – buczenie na sali i to uzasadnione. Zaraz potem ponownie przeprasza. Oczywiście chodziło o detale ale nos Hillary także rośnie… Za to HRC potrafi zmienić temat mówiąc, że przecież nie można całej debaty poświęcić jednemu tematowi, na co Trump odpowiada, że to nieuczciwe, że prowadzący są stronniczy – innymi słowy mówi: rozmawiajmy tylko o e-mailach HRC bo nie mam nic innego do powiedzenia… E-maile to żelazny punkt dla Trumpa, ale na własne życzenie go osłabił. 1:1
  3. Rosja – HRC: mówi o Rosji ostro  i rosyjskim zaangażowaniu w Syrii, ale pokazuje znajomość tematu, Trump rozbrajająco na pytanie o związki z Putinem: “nic nie wiem o Rosji” (I know nothing about Russia). Oczywiście miał na myśli swoje związki z Putinem, ale wyszło to co faktycznie myśli o Putinie… nie ma pojęcia o możliwościach i grach prowadzonych przez Kreml. Sam został kiedyś przez Rosjan zignorowany i ośmieszony i teraz będzie tylko gorzej. 2:1
  4. Rosja – negocjacje – Trump zarzuca HRC, że chce wojny z Rosją, ale sam mówi tylko o współpracy z Kremlem, jeszcze tu, Trump mógłby ugrać punkt ale mówi – TYLKO o WSPÓŁPRACY! Nie podaje żadnych detali. Co na to HRC? Że na Rosję trzeba mieć “leverage” – dźwignię, argumenty – które zmuszą Rosję do prawdziwych negocjacji bo Putin to niebezpieczny człowiek. Znów wielki punkt dla HRC. 3:1
  5. Gdy HRC mówi o popieraniu rebelii w Syrii i obalaniu Asada, Trump odpowiada, że chyba “ona” nie wie czym jest rebelia. Punkt dla Trumpa, ale kto z oglądających wie ze ten punkt wygrał Trump i dlaczego? 3:2
  6. Podatki – Trump nie rozlicza się z podatków – to że ich nie płaci jest jasne, bo sam to powiedział w pierwszej debacie. Teraz mówi że jednak płaci… Teraz nos Trumpa rośnie mocno, ale i łatka oszusta lgnie coraz mocniej. 4:2
  7. Zmiany w gospodarce wewnętrznej. Trump: chcę obniżać podatki a HRC przez 30 lat nie zrobiła nic. Już już punkt dla Trumpa? Cóż może odpowiedzieć Hillary, przecież nie ma szans, ale co robi HRC? Mówi: Donald mówi że przez 30 lat mogłam to czy tamto ale w takim razie powiem Wam co zrobiłam przez 30 lat… i wymienia mnóstwo spraw których Trump nie może zaprzeczyć. Powinien to być znacznie lepszy. Po punkcie 5:3
  8. Imigranci – Pytanie od Muzułmanki stawia Trumpa w złej sytuacji. Stara się wskazać, że Muzułmanie muszą o złych rzeczach dziejących się dookoła nich “reporting” – jak to przetłumaczyć – zgłosić? A może donieść? Czy to dobra linia? Oczywiście ma rację ale nie wygląda dobrze. Za chwilę HRC jednak wpada w podobną pułapkę mówiąc, że Muzułmanie muszą mieć otwarte oczy i uszy… czyli też donosić? Od tego jest Policja, FBI, CIA, NSA i wiele innych. Oczywiście że o przygotowaniach terrorystycznych każdy powinien donieść na Policję, ale Imama radykalizującego młodych ludzi nikt nie zgłosi bo 1 – nie zdają sobie sprawy z tego co się dzieje, 2 – żadna grupa społeczna tego nie akceptuje. Najpierw prawo musi być egzekwowane, a potem można liczyć na takie postawy. W mojej opinii nikt tu nie wygrywa 5:3 

Całość wygrywa w mojej ocenie HRC 8:4, ale wrażenie porażki Trumpa jest chyba większe niż ten wynik. Dochodzą kolejne osoby silnie związane i reprezentujące Republikanów, które po piątkowej aferze, nie są w stanie już dłużej wspierać Trumpa. Paul Rayan – speaker Republikanów dopiero co poparł Trampa po olbrzymich naciskach z strony GOP, ale po ostatnim piątku dystansuje się wyraźnie i znów nie będzie występował wspólnie z kandydatem własnej partii. Jeszcze większą chyba stratą jest wystąpienie byłej sekretarz stanu i bardzo wpływowej kobiety – Condoleezzy Rice, reprezentując (w pewnym sensie) bastion republikanów – Stanford University, która otwarcie wzywa do tego, aby Republikanie nominowali kogoś innego mimo iż głosowanie już się formalnie rozpoczęło.

Zwolennicy nadal będą twierdzić, że Trump jest pokrzywdzony, że wszystkie jego wypowiedzi są manipulowane przez media, że HRC kłamie, ale ta linia obrony przestaje działać wobec ciężaru jego wypowiedzi, a szczególnie w trakcie debat. W mojej ocenie tylko jakiś kataklizm mógłby odwrócić sytuację…

Zdjęcie ze strony panampost.com

Wojna w Syrii: zawieszenie broni a kampania wyborcza

W ostatnim czasie mieliśmy do czynienia z kilkoma nagłymi metamorfozami w polityce międzynarodowej skoncentrowanej na konflikcie w Syrii. Widać było wyraźnie ożywienie USA w kwestii “schładzania” konfliktu w Syrii oraz rozmowy z Rosją w tej sprawie, a zaraz potem gwałtowne zerwanie zawieszenia broni i wzmożenie walk prowadzonych z jeszcze większą zaciętością i okrucieństwem. Nie oszczędzono nawet konwoju ONZ wiozącego pomoc humanitarną. Jeśli napiszę w tym momencie wprost, że za tym zamieszaniem stoją wybory prezydenckie w USA, to zapewne trudno będzie doszukać się tu związku, jednak łącząc fakty można taki wniosek na końcu odnaleźć i wcale nie potrzeba do tego teorii spiskowych. 

Pilniejszych obserwatorów musi dziwić, skąd tak nagłe ciśnienie w USA do zawieszenia broni w Syrii? Przecież o negocjacjach i możliwości wygaszania konfliktu sam Asad wypowiadał się wielokrotnie. Rosja nieco rzadziej z uwagi na własne interesy jakie zamierza osiągnąć w tym regionie, ale za cenę podniesienia jej statusu do rangi drugiego supermocarstwa (oczywiście tylko PRowo – ale to Putinowi zupełnie wystarcza) gotowa był do daleko idących porozumień w Syrii.

Znów za chwilę, gdy zawieszenie broni legło w gruzach, rozpoczyna się niezwykle wzmożona kampania Zachodu (głównie USA) uświadamiająca brutalność działań Rosyjskich, która wcale nie zwiększyła się ostatnio, bo rosyjskim zwyczajem zawsze była bezwzględna. Skąd bierze się nagłe zgłaszanie rezolucji w sprawie odsunięcia Asada od władzy w Syrii, skoro jest oczywiste, że Rosja taką rezolucję odrzuci (tradycyjnie wspólnie z Chinami), z resztą jedna taka rezolucja już miała miejsce i spotkał ją podobny los jak obecną. Nie żebym kwestionował samą rezolucję, ale warto zwrócić uwagę na czas i kontekst w jakim się pojawia. Przecież jeśli nie ma najmniejszych wątpliwości, że zostanie odrzucona, to cały wysiłek na jej wprowadzanie do prządku obrad ma raczej cel propagandowy niż jakikolwiek inny.

Aby zrozumieć tak nagłe zwroty akcji, trzeba spojrzenia geopolitycznego i bynajmniej nie skoncentrowanego li tylko na regionie Bliskiego Wschodu. Dla wyjaśnienia, trzeba spojrzeć na politykę USA od początku roku, a szczególnie od ostatniego orędzia Baraca Obamy. Właśnie w owym State of Union prezydent USA nakreślił nową koncepcję wojny z ISIS i wzywał sojuszników do wsparcia działań koalicji, za wyjątkiem Rosji, której nadal nie zamierzał włączać do tego grona (pisałem o rekomendacjach dla Polski w tym kontekście: http://pulaski.pl/nowa-strategia-walki-przeciw-is-rola-polski/). Słowa prezydenta zostały wzmocnione wypowiedziami oficerów Pentagonu, kreślących nieco bardziej precyzyjnie strategię walki z ISIS. Wystąpienie Pentagonu świadczyło, że to nie są kolejne puste słowa, ale że za nimi kryje się prawdziwa determinacja do działania.  Jednakże przecież taką strategię można było zbudować w 2012, 13, 14 i 15 a jednak powstała dopiero w 2016. Na dodatek w lecie 2015 roku Barack Obama rozbrajająco i otwarcie stwierdził, że nie ma strategii na zwalczanie ISIS. Samo takie stwierdzenie budziło wielki niepokój, ponieważ przyznanie tego publicznie bardzo mocno wpływało na sytuację w regionie pokazując brak woli USA do działania na rzecz pokoju.

To zwiększenie aktywności USA właśnie w początkach 2016 roku, wiązało się z dwoma przyczynami i obie są kwestią wewnętrzną Amerykanów. Po pierwsze chodzi o zwiększenie szans wyborczych kandydatki demokratów – Hillary Clinton (ten sam obóz polityczny co obecny prezydent, a więc jego sukces byłby dużym bonusem w wyścigu wyborczym dla Hillary). Po drugie (ważniejsze dla samego Obamy) w USA występuje silny imperatyw pośród prezydentów do tego, aby uczynić jedną rzecz tak ważną i ponadczasową, że pamięć o niej będzie wiązała się z byłym POTUSem na zawsze i czyniła z niego bohatera. Takim wydarzeniem miało być zabicie Osamy bin Ladena, ale okazało się to zupełnie wirtualnym sukcesem – nie wystarczającym do budowy ponadczasowej legendy Obamy. Dotąd więc ma opinię świetnego mówcy, zawarł kilka ciekawych kompromisów politycznych, ale media tyleż samo czasu poświęcały jego umiłowaniu do gry w golfa co do dealu z Iranem czy Kubą. Zniszczenie ISIS byłoby z pewnością czymś, dzięki czemu Obamę w książkach historii trzeba by wiązać z efektywnością i rozwiązywaniem trudnych spraw. Pomysł musiał się zrodzić pod koniec 2015 roku.Zniszczenie ISIS w samym Iraku byłoby kolejnym wirtualnym sukcesem, na dodatek sytuacja w tym państwie jest tak złożona, że zapewne trudno będzie ten sukces faktycznie udowodnić. Trzeba było zaplanować zniszczenie ISIS i w Iraku i w Syrii.

O ile jednak sytuacja w Iraku pozwalała na szybkie odzyskiwanie terenu przez rząd Iracki, jak również Kurdów na północy spod władzy ISIS, o tyle w Syrii popierana przez USA rebelia była nie dość że słaba, to jeszcze jej zapatrywania na przyszłość państwa były bardzo kontrowersyjne. Niestety jedyną poważną świecką siłą w Syrii pozostaje reżim Bashara al-Asada. Nawet zwolennicy wspierania rebelii mają duże problemy z negowaniem jej ekstremistycznego nastawienia – włącznie z planowaniem wprowadzenia szariatu po ewentualnym zwycięstwie. Do tego pomiędzy “rebeliantami”, a ugrupowaniami uznawanymi za terrorystyczne istnieje ciągły przepływ ludzi, a także handel sprzętem. Dlatego broń przerzucana przez Amerykanów dla rebeliantów najczęściej trafiała do Al-Nusry (obecnie Dżabhat asz-Shama) a nawet ISIS. Stąd niezdecydowane wspieranie rebelii przez USA przed 2016, a nawet  zupełna rezygnacja (choć chwilowa) z jej dozbrajania w 2014 i 2015 roku.

Najbardziej logicznie byłoby dogadać się z Asadem. Ale Obama rysował tyle czerwonych linii, tyle razy oskarżał (oczywiście słusznie) wojska rządowe Syrii o użycie broni chemicznej czy brutalnych masakr na ludności cywilnej, że zapewne administracja USA uznała, że takie porozumienie zbyt skompromitowałoby Amerykanów. Dlatego stworzona koalicja rebeliantów z Kurdami syryjskimi z YPG (sojusz ten nazwano SDF – Syrian Democratic Forces) przy wsparciu Amerykanów do końca lata próbowała zająć Aleppo i w perspektywie dojść do Al-Rakki (uznawana za “stolicę” ISIS), co jednak okazało się zupełnie nierealne. Jednocześnie YPG uznawane za śmiertelnego wroga Turcji było regularnie przez nich osłabiane odcinaniem dostaw, blokowaniem przepływu ludzi, a nawet bezpośrednimi akcjami militarnymi armii tureckiej. To samo YPG było też przekonywane przez Rosję do sojuszu z Asadem przeciw rebeliantom. Dlatego też część YPG toczyło walki z SDF z którym sprzymierzała się inna część syryjskich Kurdów. W tej sytuacji jakiekolwiek postępy rebelii trzeba uznac za wielki sukces.  Skoro więc rebelianci i SDF, okazali za słabi by zwyciężyć, zbyt podzieleni i zbyt radykalni, a z Asadem Obama nie mógł się przełamać by negocjować, pozostało “uśmiechnąć się” do Rosjan. Stąd jesienią br nagłe wzmożenie negocjacji z Rosją i próba zawarcia paktu o zawieszeniu broni między siłami rządowymi a “rebeliantami”.

Tyle że na Kremlu też obserwuje się kampanię w USA. Kreml stawia zdecydowanie na Trumpa, który nie krył do jesieni br sympatii do Putina (zmienia się to w końcówce kampanii bowiem PRowcy Trumpa przekonali go, że ma to fatalne skutki dla jego wizerunku w USA i w Europie). Dlatego też Obama musiałby zaoferować na prawdę wiele by Rosja sprawiła mu prezent na koniec prezydentury. Aż strach myśleć czego mógł żądać Kreml od zdesperowanych demokratów w USA. Tak czy inaczej do dealu nie doszło wskutek czego USA rozpoczęły kampanię propagandową (opartą z resztą na prawdzie) skoncentrowaną przeciw Rosji. Wykorzystują do tego media społecznościowe, rezolucję ONZ, prasę i telewizję. Rosja odpowiada planami utworzenia stałej bazy w Syrii, budowy bazy w Wietnamie i wznowieniem lotów strategicznych północnymi rubieżami Europy aż do wybrzeży Portugalii, a także nagłaśniając transport rakiet balistycznych Iskander-M do Kaliningradu.

Oczywiście każdy z tych ruchów obu stron ma także inne cele i uzasadnienia, ale  gówna oś strategicznej rozgrywki wyglądała tak jak to opisano. Z jednej więc strony USA gra na rzecz własnych interesów wewnętrznych aczkolwiek powstanie strategii zwalczania ISIS (nawet jeśli dalece nieidealnej) należy uznać za czynnik pozytywny, choć dobrze by poświęcono tej koncepcji więcej uwagi niż tylko opracowując plany militarne. Z drugiej Putin prowadzi bardzo skomplikowaną grę obliczoną na wprowadzenie Rosji do superligi mocarstw światowych (u boku USA) ale jednocześnie musi bardzo uważać na sytuację wewnętrzną w swoim kraju mocno dotkniętym sankcjami, z rozszalałą korupcją i układami mafijnymi w których rolę mafiozów pełnią ludzie z FSB i wojska. W takim państwie przywódca nigdy nie może czuć się zbyt pewnie. Pokazy siły służą także zwieraniu szeregów wewnętrznych.

Można się oburzać, że gra polityków jest tak bezwzględna. W Syrii giną dziesiątki ludzi każdego dnia, w Iraku wciąż trwają brutalne rozprawy ISIS z szyitami i szyitów z sunnitami, a Jemen pogrąża się w chaosie podobnym do syryjskiego.  Jednak oburzenie nie zmieni absolutnie niczego bowiem za tymi wojnami stoją siły tak potężne że życie ludzkie nie ma najmniejszego znaczenia. Trzeba jednak (mówiąc językiem piłkarskim) tę grę czytać, aby wiedzieć jak się zachować i samemu w niej nie znaleźć się na straconej pozycji. Siły geopolityczne są jak walec i miażdżą te pionki na szachownicy, które skupiając uwagę jedynie na wewnętrznych sprawach, konfliktując się wewnętrznie zapominają o polityce międzynarodowej.

syria-boy

Czynniki umożliwiające wzrost roli Polski na arenie międzynarodowej

20150514_234819Niniejszy tekst stanowi uzupełnienie i rozwinięcie wcześniejszego artykułu: “Rola Polski w polityce międzynarodowej z perspektywy Strategii Bezpieczeństwa Narodowego 2014” (https://mmilczanowski.wordpress.com/2014/11/19/rola-polski-w-polityce-miedzynarodowej-z-perspektywy-strategii-bezpieczenstwa-narodowego-2014/). W Strategii Bezpieczeństwa Narodowego z 2014 roku, nie zakładano znaczącego zwiększenia roli Polski na arenie międzynarodowej, poza próbami oddziaływania w sprawach związanych z agresją zbrojną Rosji przeciwko Ukrainie. Wynika to z charakteru samego dokumentu jakim jest strategia, bowiem powinien on stanowić zestaw zapisów, jakie przy dostępnym zestawie narzędzi i mechanizmów oraz w danych okolicznościach powinien być możliwy do realizacji. Niemniej we wspomnianym artykule przedstawiono kilka działań realizowanych bądź przewidzianych do realizacji, jakie wiążą się z rolą Polski w środowisku międzynarodowym. Natomiast możliwy wzrost roli Polski na arenie międzynarodowej powinien stanowić meritum założeń doktrynalnych, leżących przede wszystkim w kompetencjach Prezydenta RP i możliwych do wykorzystania przez Premiera. Oczywiście w ramach doktryny niezbędne byłoby też kształtowanie strategii metodycznie prezentującej konkretne etapy działań. Konieczne jest jednak, aby środowisko polityczne w otoczeniu Prezydenta RP było nadal zdolne do kształtowania dobrych i skutecznych relacji z aktorami stosunków międzynarodowych, na podstawie doświadczeń historycznych i zaangażowania współczesnego Polski w wiele wydarzeń na całym świecie.
Niniejszy tekst prezentuje jedynie kilka przykładów na których można oprzeć budowanie współpracy międzynarodowej.

Polityka-dyplomacja
Zasadniczo ważnym czynnikiem umożliwiającym zwiększenie roli Polski na arenie międzynarodowej jest bardzo dobry obraz kraju za granicą. Na ironię zakrawa fakt, że ten obraz, postrzegany jest znacznie gorzej w samej RP i stał się elementem walki politycznej. Obraz Polski za granicą, budowany jest na podstawie wskaźników ekonomicznych, wizyt dyplomatów lub turystów z za granicy w Polsce, czy też znaczącym udziałem polskich polityków w ważnych gremiach międzynarodowych – jak funkcja przewodniczącego Rady Europejskiej sprawowana przez Donalda Tuska, czy przewodniczący Parlamentu Europejskiego którym w latach 2009-2012 był Jerzy Buzek. Bardzo istotne znaczenie w tym aspekcie ma też sposób prezentowania się polityków sprawujących władzę w kontaktach zagranicznych. Ważne jest też to, aby polskie stanowisko wobec agresywnej polityki Rosji było twarde i stanowcze, co wynika z polskiego doświadczenia i obecnej sytuacji geopolitycznej, jednak by nie było jednocześnie odbierane jako histeryczne i prowokacyjne, co nieuchronnie powodowałoby umniejszenie autorytetu RP i zablokowało możliwości oddziaływania na arenie międzynarodowej. Właśnie racjonalna polityka Warszawy wobec agresji militarnej Rosji przeciwko Ukrainie, wspierająca jednoznacznie Ukrainę, domagająca się jej uzbrojenia przez państwa zachodnie, ale nie utyskująca na prowadzone negocjacje z Rosją oraz nie “wpychająca” się na pierwszy plan tych negocjacji, skoro jest jasne, że są to aspiracje nierealne, jest znów gwarancją wzrostu możliwości RP na arenie międzynarodowej. Domaganie się kwestii nierealnych nie wpływa dobrze na wizerunek państwa, chyba że stanowi to część “gry”, w wyniku której osiągane są inne cele. Z drugiej strony podniesienie poziomu finansowania obronności i sukcesywne uzupełnienie sprzętu jak i reforma organizacyjna systemu obrony RP, świadczą o Polsce jak najlepiej, szczególnie (niestety) na tle południowych sąsiadów, którzy w tej kwestii i politycznie i militarnie działają niezdecydowanie i niejednoznacznie. Duże znaczenie polityczne dla autorytetu RP mają też zakupy sprzętu wojskowego. Przykładem z pewnością mogą być wypowiedzi polskich dyplomatów o powiązaniu zakupów z decyzjami podejmowanymi w Pałacu Elizejskim, na temat sprzedaży okrętów desantowych typu Mistral. Również przetarg na śmigłowce bojowe, mimo kontrowersji dotyczących korzyści dla firm polskich, miał duże znaczenie polityczne dla współpracy z najbardziej aktywnym militarnie krajem Unii Europejskiej jakim jest Francja. Jednoczesne decyzja o zakupie amerykańskich systemów obrony powietrznej, kolejne plany zakupów u najbardziej wiarygodnego sojusznika RP, a także wypowiedzi Ministra Obrony Narodowej Tomasza Siemoniaka w USA: “Zależy nam żeby za plecami stał najsilniejszy partner na świecie, który nie boi się Iskanderów”, (https://twitter.com/krawcowizna/status/600676677040091136) świadczą o realizmie i właściwej strategii realizacji głównych założeń reformy systemu obronnego RP.  Bardzo ważne w tym aspekcie jest ożywienie Trójkąta Weimarskiego, co zostało zapoczątkowane jeszcze na kilka lat przed Rosyjską interwencją na Ukrainie. Z jednej strony był to efekt zabiegów władz RP ale też świadczyło o wzroście znaczenia Polski. Niestety zarówno Partnerstwo Wschodnie jak i Grupa Wyszehradzka nie spełniają pokładanych w nich nadziei. W obu przypadkach trudno za taki stan rzeczy winić władze w Warszawie. Mimo niewielkich szans na sukces całościowy obu formuł współpracy międzynarodowej, mogą one przynosić efekty doraźne i cząstkowe.

Wojsko20150514_234149
Wiele wydarzeń, od historycznych po współczesne mogłoby być kanwą dla nawiązywania dobrych relacji w obszarze Bliskiego Wschodu i Afryki. Wbrew pozorom, Polska ma mnóstwo świetnych możliwości do nawiązywania dobrych relacji międzynarodowych, przekładających się na działania biznesowe, kontakty dyplomatyczne czy naukowe. Dzieje się tak dlatego, że wielu Polaków rozsianych po całym świecie, reprezentuje Polskę z bardzo dobrym skutkiem.
Ogromnie ważnym i pozytywnym reprezentantem Polski jest wojsko. Chodzi tu zarówno o historyczne wydarzenia jak i współczesne, gdzie żołnierze pozostawiają trwałe wspomnienia. Polscy żołnierze z kontyngentu ONZ w Syrii doskonale znali opowieści miejscowych o drzewach zasadzonych przez żołnierzy gen. Andersa po obu stronach drogi z Damaszku do Kuneitry, czy szpitalu wybudowanym przez Polaków w samej Kuneitrze. Jednocześnie żołnierze kontyngentu ONZ na Wzgórzach Golan, zarówno w Syrii i Libii cieszyli się także dużą sympatią miejscowych. Nawet misja wojskowa w Iraku, która okazała się fatalna w skutkach dla samego Iraku, pokazała że Polski żołnierz może działać ze znacznie większym zrozumieniem dla miejscowej ludności niż wiele innych kontyngentów i dzięki temu także zaskarbiać sobie sympatię lokalnych społeczności (Misje humanitarne i wojsko w działaniach stabilizacyjnych na przykładzie interwencji w Iraku 2003-20… http://wp.me/p4y6QP-67). Slajd2Należy tu zaznaczyć, że nie była to wojna o zdobycie terytorium i pokonanie armii przeciwnika, ale misja stabilizacyjna w której właśnie jednym z warunków powodzenia było przekonanie społeczeństwa Iraku do współpracy w ramach nowych struktur państwowych. Co ważne także w Iraku istnieje pamięć o polskich inżynierach projektujących obiekty użyteczności publicznej co sprawia, że Polska ma pozytywne historyczne relacje z tym państwem.
Niewielkie kontyngenty wojskowe polskie pojawiły się też u boku sił francuskich w Mali i Republice Środkowej Afryki. Były to raczej gesty polityczne świadczące o wzmacnianiu współpracy z Francją niż realny udział w operacjach militarnych, niemniej jednak daje to możliwość oddziaływania w tych krajach, tym bardziej, że istnieją tam polskie placówki humanitarne i religijne.

Świat nauki

Rolę ambasadorów Polski pełnią  też polscy archeolodzy w Egipcie, Iranie czy kiedyś Iraku, a także ludzie nauki, którzy mimo bardzo niewielkich budżetów uczelnianych jeżdżą na stypendia, i inne programy naukowe reprezentując nasz kraj. Szczególnie dobrze znane są wykopaliska i sami badacze archeologii w Egipcie. Niezależnie od sytuacji politycznej, zagrożeń związanych z kolejnymi zmianami władzy w tym kraju, cały czas kontynuowane są tam prace i to zarówno w dużych miastach – jak Aleksandrii i Kairze, jak i na głębokiej prowincji jak starożytna Amarna czy rejony wschodniej Sahary z dala od zachodniego brzegu Nilu. Sukcesy polskich archeologów co raz pojawiają się w nagłówkach zachodnich gazet ale i w najbardziej prestiżowych czasopismach naukowych a polscy archeolodzy stanowią czołówkę nauki światowej.

Wnioski
Bardzo mylnym jest sąd, jakoby na Bliskim Wschodzie swoje interesy mogły realizować państwa, które utrzymywały tam swoje kolonie, lub które posiadają strefy wpływów. Po pierwsze dawni koloniści często są postrzegani negatywnie i obecnie traktowani bardzo nieufnie bowiem są oskarżani o spowodowanie zapaści lub przynajmniej sporych zastojów ich gospodarek oraz o tendencje neo-kolonialne (oba zarzuty często nie są bezpodstawne). Po drugie państwa na Bliskim Wschodzie często szukają różnych możliwości i oczekują partnerskiej współpracy. Przykładem jest Egipt, który demonstracyjnie nawiązuje dobre relacje z Moskwą, ale nie zrywa relacji z Waszyngtonem, a wręcz przeciwnie zwiększa współpracę z USA także w obszarze militarnym. Podobnie państwa Zatoki Perskiej zrzeszone w GCC nawiązują dobre i obopólnie korzystne relacje z wieloma partnerami. Aby takie działania mogły przynosić możliwość trwałej współpracy i korzyści potrzeba jednak takiej doktryny, która zawierałaby różne etapy nawiązywania kontaktów i utrwalania współpracy, a nie jedynie doraźnych działań obliczonych na jednorazowe kontrakty. Wzorców jak takie dobre relacje wykorzystać jest wiele. Francuzie świetnie nagłaśniają działania swoich archeologów w Egipcie i wiążą z tym odpowiednie działania marketingowe i gospodarcze. Kontyngenty wojskowe pozwalają na nawiązywanie trwałych relacji z władzami kraju ale i regionów w danym państwie. Władza centralna nie zawsze ma mandat społeczeństwa i trzeba się liczyć ze zmianami, jednak dobre relacje z głowami rodów, przywódcami religijnymi w Iraku czy Afganistanie, mogą stać się dobrą podstawą kształtowania trwałej współpracy. Bardzo dynamicznie rozwija się obecnie Afryka i tam także są możliwości kształtowania dobrych relacji.