Tag Archives: UE

Władza jako fetysz

a0549117249_10Do władzy można dążyć z różnych pobudek. Państwowiec będzie chciał za jej pomocą prowadzić politykę, zarówno wewnętrzną i zewnętrzną na jak najwyższym poziomie, dla dobra własnego, jak i wspólnego. Dlaczego? Bo państwowiec wie, że dobro wspólne jest korzystne dla niego samego – długofalowo, strategicznie. Bywa (rzadko) państwowiec altruista, ale to inna kwestia i trudno, aby taka osoba osiągnęła władzę na poziomie państwowym.

Radykał natomiast, we władzy będzie widział narzędzie do zawężania przestrzeni politycznej do własnych ideologii i “wtłaczania” w nią całego społeczeństwa. Radykał mający władzę w swojej grupie (sekta, partia, ruch), może wykluczać z niej osoby nie utożsamiające się z tą grupą ideologicznie, co jest w pełni zrozumiałe.  Problem pojawia się wtedy, gdy radykał przejmuje władzę w państwie, ponieważ wtedy zawęża swoje postrzeganie dobra wspólnego do tej części społeczeństwa, która podziela jego ideologię i tam zaczyna upatrywać “prawdziwych patriotów”.

W takim razie dąży do podziału na tych, których można przekonać, że ta jedna ideologia jest właściwa i wykluczenia ze swojej grupy tych, których się “wtłoczyć” do takiej grupy nie uda. Tylko że w tym przypadku, jako grupę, postrzega całe państwo nie bacząc na mniejszości, inne ideologie, opozycję polityczną itd. Tak określony radykał, nie jest więc z pewnością państwowcem, ponieważ nie dostrzega możliwości funkcjonowania różnorodności, w tym mniejszości narodowych. Co więcej nie jest też narodowcem, bowiem Naród, bez politycznych manipulacji, nie jest jednolity ideologicznie, a z pewnością politycznie.

Także w przypadku radykałów można pokusić się o kolejne rozróżnienie. To zawężanie może radykałowi służyć do ekspansji (np Hitler w czasie II WŚ) lub do po prostu posiadania władzy “po wsze czasy”. W tym drugim przypadku brak jest głębszych ideologii, a wszystko podporządkowane jest utrzymaniu władzy. Wszystko co może zagrozić temu celowi (utrzymanie władzy) jest atakowane za pomocą wszelkich możliwych środków. Władza staje się więc fetyszem – wszystko inne traci znaczenie. Oczywiście, jest w stanie uzasadniać konieczność utrzymania władzy we własnych rękach rzekomymi spiskami – wewnętrznymi czy międzynarodowymi, posiadaniem jedynej recepty na dobrobyt itd.

O ile radykał “ekspansjonista” potrzebuje jednak jakieś współpracy, szuka porozumień międzynarodowych, przynajmniej doraźnych, o tyle “fetyszysta” u władzy będzie się izolował. W najbliższym kręgu będzie chciał mieć ludzi o identycznej ideologii, ale bez ambicji związanej z przejęciem władzy. Będą więc to ludzi bezwzględnie posłuszni i jednakowo myślący. Ich kompetencje mają znaczenie trzeciorzędne. Wskutek tego, rządzący “fetyszysta” nie będzie w stanie ustępować, a nie potrafiąc zawierać kompromisów, otaczając się ludźmi bez kompetencji, ale silnie umotywowanymi ideologicznie, będzie się kompromitował.

Jednakże sam fakt że władzę przejął, świadczy o inteligencji. Potrafi przekonać do siebie wystarczającą do wygrywania wyborów część społeczeństwa, za pomocą najlepiej dobranego zestawu haseł, których wygląd – brzmienie, mają być związane z własną ideologią, ale w istocie sens polityczny czy gospodarczy nie mają żadnego znaczenia. “Fetyszysta” sądzi,  że jego inteligencja wystarczy za kompetencje podwładnych na kluczowych stanowiskach związanych z utrzymaniem władzy a więc związanych z resortami siłowymi (przede wszystkim wywiad, wojsko i policja) oraz wymiarem sprawiedliwości. Szuka za to fachowców w tych resortach, które mogą przeciągnąć do jego obozu większą grupę społeczeństwa ale nie zagrażają jego władzy.

“Fetyszystę” u władzy demaskuje:

  1. brak kompetentnych ludzi na kluczowych stanowiskach (siłowe i szeroko rozumiany wymiar sprawiedliwości) – bowiem trudno jest znaleźć wielu absolutnie wiernych i wyznających tą samą ideologię ludzi o najwyższych kompetencjach.
  2. brak realnej skłonności do zawierania kompromisów, co zawęża pole współpracy do ludzi gorliwie wyznających tą samą ideologię, ale bez ambicji i ludzi gotowych przyjąć każdą ideologię dla kariery, a więc konformistów bez tzw. kręgosłupa, gotowych na wykonanie każdego polecenia.
  3. brak realnego dialogu ze społeczeństwem co przejawia się “przykrywaniem” wszystkich niepowodzeń propagandą sukcesu lub przemilczaniem niewygodnych faktów w usłużnych mediach.
  4. łatwo ten rodzaj władzy rozpoznać po mediach, w których ma kontrolę. Radykał-ekspansjonista  mający szersze cele (jak wspomniano szuka kompromisów) w mediach będzie dopuszczał do innych zdań i przekonywał, że sam ma rację (przykład Russia Today). “Fetyszysta” zawęzi przekaz do (najlepiej) własnej osoby lub osób absolutnie mu wiernych.
  5. obawa, że ludzie spoza najbliższego kręgu  nie rozumieją w pełni ideologii. Będzie więc im mówił do jakich treści mają się ograniczać. W polityce nazywa się to “przekazem dnia”, ale tenże przekaz może być wyjaśnieniem strategii, założeń czy treści z posiedzenia, a może też zwyczajnie zawężać pole wypowiedzi do wybranych tez przywódcy “fetyszysty”.

Rozpoznanie przywódcy “fetyszysty” przez społeczeństwo kończy jego władzę.

Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA

Warto analizować wydarzenia do jakich dochodzi w momencie w okresie przejsciowym w USA. Gdy odchodzący prezydent już faktycznie nie sprawuje wladzy, a nowa administracja dopiero obejmuje stanowiska, powstaje w grze geopolitycznej swoisty moment “dekoncentracji” jednej strony, który stwarza pole do bardzo aktywnych działań drugiej. Wszystko co się dzieje obecnie będzie miało ogromny wpływ na politykę nowej administracji USA.

323bcbd6-d6f4-11e6-bbb7-6a43a6f882fe_660x385

Dzień po wyborach pisałem o  nowej rzeczywistości, bowiem zwycięstwo Donalda Trumpa trzeba postrzegać nie tylko w kategoriach sukcesu republikanów nad demokratami w USA, ale jako konsekwencję przemian społecznych w całym świecie zachodnim („Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa”  https://mmilczanowski.wordpress.com/2016/11/09/nowa-rzeczywistosc-po-zwyciestwie-trumpa/).

Ta nowa rzeczywistość to wbrew jednak najczarniejszym wizjom roztaczanym przez ośrodki sprzyjające demokratom w USA, w mojej opinii nie będzie politycznym trzęsieniem ziemi. Oczywiście będzie starał się przeforsować w jakiejś formie nawet tak kontrowersyjne postulaty jak budowa muru na granicy z Meksykiem, ale zapewne okaże się, że po kilku działaniach (bardziej PRowych) skończy się utrzymaniem status quo w relacjach z Meksykiem. Donald Trump nie ma możliwości przeprowadzenia zmian tak, jak sam by tego chciał. Potężna machina polityczna USA generuje wiele różnych uwarunkowań uniemożliwiających działanie niezależne prezydentowi. Prezydent nie jest bowiem niezależnym człowiekiem, ale przedstawicielem całego narodu włączając w to opozycję. Właśnie dlatego uwarunkowania wewnętrzne muszą wpływać na linię polityczną lidera w każdym kraju. Jeśli tych mechanizmów kontrolnych ze strony instytucji, jak i społeczeństwa brak, jak dzieje się to często w młodych demokracjach, wówczas system pod przykrywką demokracji może przesuwać się w stronę dyktatury.

W przypadku nowej administracji USA i samego Donalda Trumpa, pojawia się też szereg sygnałów świadczących o tym, że Donald Trump powoli otrzymuje stosowną porcję wiedzy (by nie powiedzieć lekcję) na temat geopolityki ze strony samego Władymira Putina. Na pewno można już „rozczytać” trzy wyraźne sygnały pokazujące wyrafinowaną grę Rosji i przeliczenie się, a czasem bezradność nowej administracji USA (oby tylko doraźną – wynikającą z okresu transformacji a być może z błędnych założeń samego nowego prezydenta).

Informacje o wizytach D. Trumpa w Rosji

Pierwszym sygnałem było upublicznienie informacji o rzekomych materiałach, świadczących nie tylko o zażyłych relacjach Trumpa z wpływowymi Rosjanami, ale też kwestiach obyczajowych związanych z rzekomymi (znowu) wizytami biznesmena w Rosji. Te doniesienia nie znajdowały się w rękach wywiadu USA w trakcie kampanii, bo z pewnością ta czy inna frakcja w środowisku wywiadowczym umożliwiłaby wykorzystane ich przez obóz demokratów. Także moment ich upublicznienia nie wydaje się przypadkowy. A więc doszło do nich już po wyborach, gdy nie mogły zagrozić objęciu prezydentury przez Trumpa, a jednocześnie podkopywały jego pozycję jeszcze zanim został zaprzysiężony. Niewątpliwie stawiało go to w trudnej sytuacji, eskalując konflikty obozu prezydenta elekta z mediami w USA i narażając na ostre ataki polityczne oraz wzrost nieufności w Europie. Jednocześnie łatwo sobie wyobrazić, że obecnemu już prezydentowi musi bardzo zależeć, by jeśli takie materiały faktycznie istnieją, nie zostały jednak upublicznione w postaci twardych dowodów. Może być też tak, że takich dowodów zupełnie nie ma, a wszystko jest tylko elementem gry. Jakkolwiek jest, to wydarzenie powinno być wyraźnym sygnałem ostrzegawczym dla nowego prezydenta.

Wydanie Snowdena w prezencie

Drugą bardzo ważną kwestią, choć nieco przemilczaną przez media, było krótkie zamieszanie wokół Edwarda Snowdena. Mogłoby się wydawać, że jest zupełnym przypadkiem, iż pozwolenie na pobyt w Rosji upływa Snowdenowi akurat w okresie poprzedzającym zaprzysiężenie nowego prezydenta w USA. Jednak wiemy, że Rosja prowadzi grę geopolityczną w sposób znacznie bardziej przemyślany i rozsądny niż rozbite wewnętrznie i skłócone państwa zachodnie. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że termin ten był tak zaplanowany by Snowden mógł odegrać jakąś rolę w tym właśnie momencie. Pamiętamy przedłużanie pobytu Snowdena na lotnisku w Rosji, gdy komentatorzy przywoływali słynny film z 2004 roku „Terminal” jako ilustrację tego zdarzenia. W sumie spędził na tym lotnisku ponad miesiąc, by w dniu 16 lipca 2013 roku otrzymać pozwolenie na pobyt w Rosji na rok.

Sugestia wydania Snowdena niejako w prezencie nowemu prezydentowi, padła z ust byłego dyrektora CIA (“Edward Snowden może zostać w Rosji na dłużej” – Wiadomości – WP.PL http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Edward-Snowden-moze-zostac-w-Rosji-na-dluzej,wid,18678031,wiadomosc.html ), niewątpliwie jednak taka publiczna wypowiedź była częścią gry na ocieplenie stosunków z Rosją, co potwierdziłoby zasadność stanowiska Trumpa z okresu kampanii wyborczej w tej kwestii. Odpowiedź Kremla była twarda i dosadna – jasno pokazując, że gra nie jest tak prosta, jak mógł sobie wcześniej wyobrażać Trump. To gra na znacznie wyższym poziomie – geopolitycznym, gdzie wszystkie chwyty są możliwe. Odpowiedź zawierała dwa stwierdzenie i oba były pozornie równie absurdalne (musiały wywołać uśmiech nawet na twarzach tych, którzy pozytywnie postrzegają wszystkie działania Rosji w ostatnich latach).

Mianowicie, po oświadczeniu, że Snowden otrzymuje pozwolenie na pobyt w Rosji na kolejne dwa lata, stwierdzono, że po pierwsze: przebywa tam z powodów humanitarnych, a po drugie, że nie kontaktuje się z żadną agencją wywiadowczą. Stwierdzenia te urągałyby inteligencji każdego obserwatora, gdyby nie wynikały właśnie z gry geopolitycznej. Pierwsze z nich miało pokazać nie tylko, że USA działają niehumanitarnie (stały motyw propagandowy Rosji pokazujący, że polityka USA jest zdegenerowana, a rosyjska ma być wzorem do naśladowania (sic!)), ale też, że nowy prezydent nie różni się w tej kwestii od poprzednika. Druga część oświadczenia Kremla może być różnie odbierana w kontekście sugestii CIA o tym, jakoby Snowden jeszcze przed ucieczką z USA miał mieć kontakty z wywiadem rosyjskim.

Konferencja w Astanie bez USA

Trzecim mocnym sygnałem z Kremla była konferencja w Astanie, zorganizowana przez Rosję, Turcję i Iran. Bardzo istotne jest miejsce tej konferencji – czyli stolica Kazachstanu, który jest bliskim sojusznikiem Rosji (polecam rozmowę na ten temat dr Zofii Sawickiej z moim udziałem u red Adama Głaczyńskiego w Polskim Radiu Rzeszów: „Konflikt w Syrii – jak wpływa na światową politykę?” http://www.radio.rzeszow.pl/dyskusyjny-klub-radiowy-aud/52843/konflikt-w-syrii-jak-wplywa-na-swiatowa-polityke).

Podobnie konferencje dotyczące Ukraniny odbywały się w Białorusi, której także w żadnym wypadku nie można nazwać neutralnym terytorium. To bardzo interesujące w jaki sposób zorganizowano przekaz do mediów na ten temat. To Rosja, Turcja i Iran organizują konferencję, na którą zaproszono ONZ i USA – w takiej właśnie kolejności (mówił o tym Sergey Ławrow). Nowa administracja USA dopiero się w tym momencie tworzyła. Daje to szereg możliwości Rosji, a niewiele USA. Trump przyjmując zaproszenie uznałby rolę USA jako aktora poza kręgiem decyzyjnym – gościa konferencji. Jako że administracja USA jest w fazie transformacji istniało duże prawdopodobieństwo, że wobec wyżej wymienionego niebezpieczeństwa USA zaproszenie odrzuci, co znów było na korzyść Rosji.

Pamiętajmy że zwalczanie ISIS jest dziś jednym z najważniejszych haseł polityki zagranicznej nowej administracji USA. Walka ta miała się toczyć na nowych zasadach  – współpracy USA z Rosją. Tymczasem Rosja wspólnie z Turcją i Iranem (których rola jest też złożona w rejonie Bliskiego Wschodu) razem rozwiązują konflikt w Syrii gdzie ISIS ma pozycję najmocniejszą, pozostawiając USA rolę obserwatora.

Trzy sygnały powinny teraz posłużyć samemu Trumpowi do rewizji jego założeń realizacji polityki międzynarodowej i skłonić go do zaufania nowemu sekretarzowi obrony („Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA” https://mmilczanowski.wordpress.com/2017/01/21/gen-jim-mattis-prywatnie-i-oficjalnie-poltora-roku-przed-mianowaniem-na-sekretarza-obrony-usa/), oraz nowemu sekretarzowi stanu.

Dlatego też Trump mimo fatalnych wpadek (jak rozmowa z prezydent Tajwanu) stara się nie zaostrzać relacji z Chinami. Wydaje się, że i w tej kwestii jego retoryka wyborcza pozostanie tylko retoryką wyborczą. W mojej ocenie pomijając kwestię wiarygodności polityków (opisaną w tekście „Dekadencja demokracji i jak jej przeciwdziałać” https://mmilczanowski.wordpress.com/2017/01/07/dekadencja-demokracji-i-jak-jej-przeciwdzialac/) to dobrze, że zmienił w tej sprawie zdanie, bowiem polityka USA nie może dziś być wymierzona przeciw jednemu zagrożeniu ignorując pozostałe.

W mechanizmach geopolitycznych sympatie i antypatie mogą odgrywać jakąś rolę, ale trzeba sobie zdawać sprawę, że działają tam bezwzględne mechanizmy i albo potrafi się grać albo nie – a wówczas konsekwencje dla przegrywającego zawsze poważne.  Dlatego gra na poziomie geopolitycznym wymaga posiadania wielopoziomowej i rzetelnie zbudowanej koncepcji geostrategicznej. Musi ona opierać się na realizmie, aby dopiero na takiej podstawie budować założenia idealistyczne. Idealizm bez rozumienia realistycznych uwarunkowań jest bajką, która może uczynić wiele szkody. Tyczy się to nie tylko USA, mniejsze państwa także muszą umieć „czytać” geopolitykę, by w tej grze w jakiejś (nawet niewielkiej) roli uczestniczyć, ale też by nie dać się tym potężnym mechanizmom znieść (jak stało się z Irakiem, Libią, Syrią, Jemenem, wcześniej Somalią i wieloma innymi państwami w Afryce, częściowo Ukrainą i Gruzją, Czeczenią i innymi a historycznie i Polska boleśnie doświadczyła tego efektu). Polityka USA jest dla Polski bardzo ważna, ale właśnie dlatego nie można jej analizować tylko i wyłącznie z perspektywy naszych interesów. Aby nasze interesy osiągać, musimy rozumieć interesy i założenia geostrategiczne mocarstw – i to realistycznie.

Gen Jim Mattis prywatnie, półtora roku przed mianowaniem na Sekretarza Obrony USA

14730545_187337241707092_2694406252351455232_n
Spotkanie z gen Jamesem Mattisem w jego biurze w Hoover Institution w lipcu 2015 roku

Generał Jim Mattis, jest osobą, która stała się już za życia legendą. Cytaty z jego wypowiedzi są wykorzystywane w opracowaniach naukowych, ale i grach komputerowych, powstają o nim filmy. Mianowanie osoby o tak silnej osobowości na stanowisko Sekretarza Obrony USA, ma zasadnicze znaczenie nie tylko dla USA, ale i dla całego świata – w tym bardzo istotne dla Polski.

Miałem tę wielką przyjemność i zaszczyt poznać generała Mattisa półtora roku temu, gdy przebywając na stypendium w Hoover Institution, zwróciłem się do niego z prośbą o konsultację mojej pracy naukowej dotyczącej tzw. „operacji stabilizacyjnej” Sił Koalicji pod przywództwem USA w Iraku po 2003 roku. Rozmowa wyszła znacznie poza założone ramy. W sumie potrwała dwie godziny i była niezwykle szczera. Konwersację mailową, natomiast prowadzimy do dziś. Stało się tak z kilku powodów. Przede wszystkim z uwagi na to, że spotkanie miało charakter prywatny, generał Mattis nie pełnił wówczas żadnej funkcji publicznej, a z drugiej strony bardzo cenił fakt odbycia przeze mnie służby w Iraku w latach 2005-6 na stanowisku oficera operacyjnego oraz pracy naukowej, której tematyka dotyczy kwestii strategii USA na Bliskim Wschodzie. Posiadałem też ze sobą rekomendacje od szefa BBN gen Stanisława Kozieja, który przedstawiał w nim moją rolę konsultanta w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego RP.  Inną okolicznością stanowiącą tzw. ice braker był fakt, że tym co nas łączy jest zamiłowanie do historii, w tym starożytnej. Generał jest miłośnikiem historii i filozofii, pasjonuje się postaciami takimi jak Aleksander Wielki czy Napolen, ale jego ulubionym tematem jest postać i prace Marka Aureliusza. Wiele cytatów znanych z mediów pochodzących z wypowiedzi generała Mattisa bazuje na filozofii stoickiej, której reprezentantem był Aureliusz. Generał tą wiedzę jednak pogłębia o własne przemyślenia, samemu stając się punktem odniesienia i źródłem wiedzy. Ja z kolei kwestiami przywództwa i strategii zajmuję się na płaszczyźnie naukowej od co najmniej 15 lat. Pisałem o tym w kontekście “Podbojów Aleksandra Wielkiego” (obecnie kończę prace nad drugim – rozszerzonym wydaniem), walk o władzę w imperium rzymskim po śmierci Cezara (książki: “Filippi, 23 X 42p.n.e.” i “W cieniu boskiego Juliusza”). Teraz o tym samym, czyli przywództwie i strategii, piszę w kontekście operacji stabilizacyjnej w  Iraku: Publikacje

Mimo mojego bardzo krytycznego stosunku do sposobu przeprowadzenia interwencji w Iraku przez siły koalicji pod przywództwem USA, generał poparł wszystkie tezy mojej pracy. Jednocześnie generał podzielił się kilkoma własnymi spostrzeżeniami. Przede wszystkim wskazał jako zasadniczy błąd brak części czwartej (phase 4) strategii w Iraku – czyli tego co dotyczy utrzymania i stabilizacji po podbiciu Iraku. Zgodził się też z tym, że przewaga jaką uzyskał Iran w wyniku inwazji sił koalicji, była jednym z największych problemów Iraku.

Co istotne jednak, nie poprzestawał na krytykowaniu polityki USA, ale miał też szereg bardzo istotnych spostrzeżeń na temat prowadzenia operacji stabilizacyjnych w sytuacji takiej, jak w Iraku. Przedstawiał na przykład rolę edukacji dzieci i młodzieży czego zupełnie nie dostrzeżono po 2003 roku z Białego Domu. Podkreślał, że dyktatorzy a więc i przywódcy organizacji terrorystycznych takich jak Al.-Kaida, Boko Haram czy ISIS przede wszystkim tępią inteligencję – boją się edukacji. Dlatego zajmując teren dokonują egzekucji administracji, nauczycieli i innych przedstawicieli inteligencji. W ich szkołach zamiast nauczania dokonuje się prania mózgów.

Edukacja powinna więc być jednym z najważniejszych elementów operacji stabilizacyjnej, co z pewnością w dużej mierze zmieniłoby Irak. Generał przedstawił koncepcję zakładającą zmniejszenie ilości wojsk o 20 tys., a z pieniędzy w ten sposób zaoszczędzonych zorganizowanie rocznych stypendiów dla dzieci i młodzieży irackiej realizowanych w państwach Europy i USA. Już w ciągu pierwszych lat okupacji tak wielka liczba młodzieży szkolnej przewinęłaby się przez państwa europejskie i amerykańskie, że miałyby one duży wpływ na sytuację w samym Iraku, zastępując stopniowo kadrę dydaktyczną, a później polityczną państwa. Oczywiście ten pomysł jest tylko jednym z wielu jakie można było wdrożyć zamiast stawiać jedynie na rozwiązania militarne.

Gen Mattis bardzo ciepło wyrażał się zarówno o polskich żołnierzach w Iraku, jak i w ogóle o Polsce. To człowiek zasad, co istotne w świecie polityki, w której obowiązuje dziś termin „post-prawda”. Jednocześnie widzi on politykę w płaszczyźnie strategicznej, czego brakuje bardzo wielu liderom. W kwestii problemów europejskich, generał Mattis wskazał na konieczność powstrzymywania Rosji, ale i współpracy z tym państwem. Tu także gen Mattis wskazał przykład błędnych rozwiązań. Tym co zdecydowanie szwankuje w polityce zachodniej, jest brak podejścia strategicznego. Działania są prowadzone doraźnie bez przewidywania konsekwencji i narzędzi radzenia sobie z nimi co przy potencjale Europy nie musi prowadzić do natychmiastowych klęsk, ale powoduje doraźne porażki.

Przykładem który gen Mattis przedstawił jest sytuacja Ukrainy. UE będąca w kryzysie ekonomicznym i politycznym, zaoferowała Ukrainie stopniową integrację ze swoimi strukturami. To spowodowało niepokój Rosji, a gdy ta weszła zbrojnie na Ukrainę, tak UE jak i NATO nie były w stanie przedstawić żadnej odpowiedzi. To pokazuje brak strategii, którą generał określa jako „atrofię strategiczną” całego zachodu.

Moim zdaniem atrofia ta nie wynika jednak z braku możliwości, ale braku wiedzy, kompetencji a często przywództwa najwyższego poziomu.  Operacji w takiej skali nie można prowadzić bez zrozumienia konsekwencji i posiadania narzędzi dla radzenia sobie z nimi. Problem Ukrainy z tej perspektywy wygląda bardzo podobnie do tego co stało się w Iraku. Przecież prezydent George W. Bush w książce „Decision Points” wspomina, że nie przewidziano, iż Iran tak bardzo skorzysta na sytuacji i że będzie miał aż tak duży wpływ na sytuację w Iraku. To przykład atrofii strategicznej USA, o której generał, także w kontekście Iraku wypowiedział się wyraźnie.

Generał Mattis uważa, że jedyną wojną jaką USA zrealizowały właściwie była operacja „Pustynna Burza”. Planem było wyrzucenie Iraku z Kuwejtu, ale ONZ nie dawała autoryzacji na prowadzenie operacji aż do obalenia władzy w Bagdadzie. Zrealizowano to co zostało zaplanowane zgodnie rezolucją z ONZ, nawet jeśli budziło to kontrowersje zarówno w świecie jak i w samym obozie republikańskim w USA.

nowy-obraz
Slajd z wystąpienia w Szkole Liderów Pana Jacka Santorskiego w ramach APPendix

Generał Mattis posiada trzy przydomki – najbardziej znany to „Mad Dog” wynikający z jego ostrych wypowiedzi typu: „I come in peace. I didn’t bring artilleryBut I’m pleading with you, with tears in my eyes: If you fuck with me, I’ll kill you all”. Ale był też przez żołnierzy nazywany “Chaos” oraz “Warrior monk” (mnich wojownik). Oba te przydomki raczej wynikają z jego natury filozofa i stylu przywództwa który Jim Collins określa jako “Level Five Leadership” (przywództwo poziomu piątego), a więc najwyższy poziom pozwalający nie tylko na przełamywanie schematów i wytyczanie nowych zasad, ale też na budowanie struktur, złożonych z liderów zmotywowanych do dążenia do wspólnego celu. Koncepcja ta jest zbieżna w dużej mierze z określaną przez podręcznik piechoty morskiej USA zasadą: „Mission command” (dowodzenie przez zrozumienie misji). Tekst o połączeniu tych dwóch koncepcji, napisany wspólnie przez Pana Jacka Santorskiego i przeze mnie ukaże się w marcowym numerze Coachingu. W szkole liderów Pana Santorskiego mówiłem o tym w ramach wykładu otwartego nagranego na platformie APPendix:

Zarządzanie konfliktem – Mission – oriented command (wymaga bezpłatnego logowania)

Taką też koncepcję gen. Mattis realizował w Iraku przygotowując swoich żołnierzy inaczej niż większość dowódców. Podczas gdy większość z nich nastawiała żołnierzy na takie działanie, w którym mieli przede wszystkim dbać o swoje bezpieczeństwo co narażało ludność cywilną, on mówił: „jeśli widzisz wroga, ale na linii strzału jest ktoś postronny, nie strzelaj bo zrobisz sobie dziesięciu nowych wrogów”. Ta zasada, niestety nie znalazła zastosowania powszechnego w siłach koalicji, co powodowało szereg poważnych problemów dla całego planu operacji (nie mówiąc nawet już o konsekwencjach dla mieszkańców). Jeśli więc wskutek innego stylu dowodzenia Mattis wydawał się niektórym żołnierzom chaotyczny, to raczej wynikało to z jego większej od innych dowódców zdolności przewidywania i wiedzy, a także wizji strategicznej, która na poziomie taktycznym nie zawsze była dobrze rozumiana. Przekazywał im więc treści nie do końca zgodne z systemem szkolenia, jaki przechodzili ci żołnierze w ośrodkach treningowych przez wyjazdem do Iraku. To musiało w nich budzić ambiwalentne wrażenia.

Wszystko to w mojej opinii czyni z gen Mattisa najlepszym możliwym kandydatem do stanowiska Sekretarza Obrony Stanów Zjednoczonych. Niemniej jednak, będzie miał on trudne zadanie z uwagi na samego prezydenta Donalda J. Trumpa. Już od momentu nominowania pomiędzy tzw. zespołem przejściowym (transition team) prezydenta elekta, a samym Mattisem doszło do szeregu konfliktów. Już w dniu przesłuchania przez komisję senacką generała, zespół Trumpa próbował nie dopuścić do tego (ogłoszono nawet, że się nie odbędzie), kalkulując, że generał zostanie i tak zaprzysiężony, ponieważ republikanie mają wystarczającą do tego większość w kongresie. Generał Mattis sprzeciwił się tym planom związanym z grami politycznymi raczej nie najwyższych lotów i sam ogłosił, że przed komisją stanie.

To właśnie przywiązanie do zasad  powodowało, że nie chciał wikłać się w tego typu zagrywki narażając swój autorytet. To kolejny przykład świadczący o bezkompromisowości i nie-sterowalności gen Mattisa. Każdy kto oglądał jego przesłuchanie przed komisją kongresu musiał zdać sobie sprawę z formatu generała, ale też niezwykłego szacunku jakim darzą go i republikanie i demokracji.

Pozytywnym za to faktem jest to, że już po pierwszej oficjalnej rozmowie Trumpa z Mattisem ten pierwszy publicznie przyznał, że generał przekonał go co do bezsensowności rozszerzania prawa o stosowaniu tzw. wzmożonych metod przesłuchań. Mattis kwestionował zupełnie stosowanie tortur. Pokazuje to, że Donald Trump jest w stanie zaufać osobie, która dość bezceremonialnie krytykowała go w kampanii wyborczej. Co więcej, że jest w stanie uczyć się od takich osób. Oby więc nowy prezydent USA, na temat strategii i geopolityki, czerpał wiedzę z takich właśnie źródeł. Skoro więc Donald J. Trump został 45 prezydentem USA, to narzekanie na jego wybór nie ma sensu. Nominacje na stanowiska bardzo istotne w administracji USA, są bardzo różne. Niemniej w samym gen. Mattisie pokładam pełne zaufanie.

Nowa rzeczywistość po zwycięstwie Trumpa

z19670178vdonald-trump-wygral-prawybory-w-nevadzieA więc wygrał Trump. I to miażdżącą większością co świadczy o tym jak mocny jest zwrot społeczny zrywający ze starym porządkiem i elitami… lub przynajmniej tak się społeczeństwu wydaje. Zwycięstwo Trumpa można oceniać przez pryzmat USA i relacji wewnętrznych, ale przecież jest to kontynuacja trendu zapoczątkowanego przez Orbana, zwycięstwo PiS w Polsce a następnie Brexit. A zatem dość łatwo wyrysować dalsze zmiany, które wydają się nieuchronne: Marie Le Pen we Francji ze swoim Ruchem Narodowym oraz AfD w Niemczech a w kolejce dalsze zmiany.

Co łączy wszystkie te zmiany? Hasło zrywania z dotychczasowym ładem, skorumpowanymi elitami, nowy ład, nowy porządek, zwane też czasem dobrą zmianą. Ale faktycznie pod tymi hasłami brzmiącymi interesująco, są kolejne, które są już bardziej kontrowersyjne. Jednak uwzględniając anatomię sukcesu takich czasopism jak Fakt czy The Sun wiemy, że to opakowanie wygrywa, to nagłówek decyduje i to hasło jedynie jest przyswajane. Na te treści, które są odrobinę głębiej wielu macha ręką “bo się nie znam”. Dlatego wielu zaklinało rzeczywistość twierdząc, że Trump nie mówił tego co mówił. Dochodziło do dziwnych sytuacji, gdy w rozmowach cytowałem Trumpa, a w odpowiedzi słyszałem, że to złe CNN tak powiedziało, a Trump nie. Zaprzeczamy faktom bo liczymy na cudowną zmianę. Samo myślenie tego typu nie jest niczym nowym. Od zawsze ludzkość liczyła na zmianę, która odmieni ich los. W ostatnich latach przed naszą erą czekano na narodzenie dziecka, które odmieni świat. Część elit widziała to dziecko w Oktawianie Auguście, a inna część społeczeństw w Chrystusie. To samo dążenie do zmiany powodowało powstawanie przepowiedni i zapowiedzi np po jakichś wydarzeniach astronomicznych lub kataklizmach. Chcemy zmiany na lepsze i o tym zapomniały elity myślące, że stabilizacja wygra z niepewnością jako konsekwencją rozbicia sytemu obietnicy “zmiany  na lepsze”. Stabilizacja wygrywa do pewnego momentu, ale procesy stagnacji się pogłębiają jednocześnie oddzielając wygodne elity od coraz bardziej głodnego społeczeństwa.

Nie zamierzam analizować czy Latynosi poszli do wyborów czy nie, czy KKK miał znaczenie dla wyniku itd. Nie sądzę aby to zaważyło. Zaważyła atmosfera awantury, permanentnego konfliktu w całym świecie zachodnim. Ale ten konflikt generowany przez polityków jest jednocześnie efektem frustracji społecznej i musi nieść zmianę realną. Pytanie tylko czy w dobrą stronę, bo na to społeczeństwo wpływu już może nie mieć. A więc znowu elity utraciły kontakt ze społeczeństwem, znowu przyzwyczaiły się do myśli że ład jest niezmienny, znowu społeczeństwa budzą się z letargu wywracając dotychczasowy system. Wcale nie sądzę, żeby Trump chciał ten system wywracać, ale on jest tylko efektem zmian, a nie ich powodem. Jednak to on i jego zapatrywania (wraz z grupą wpływowych ludzi którzy go popierają) nadadzą tym zmianom kierunek. To właśnie kluczowe – na kogo postawią społeczeństwa wymuszając zmianę, z wąskiego grona przedstawionego mu przez elity? To przecież elity decydują na kogo głosują tzw. demokratyczne społeczeństwa zachodnie. To efekt, który nazywam “Dekadencją demokracji”, bowiem faktycznie nie mamy wpływu na to kto będzie kandydował, wybieramy z już wybranych kandydatów. W Polsce Kukiz chciał to zmienić wprowadzając JOWy i nieco odświeżając naszą demokrację, ale chyba już mu przeszło. Dlatego Amerykanie wybierali między dwojgiem kandydatów, których w większości nie chcieli bowiem oboje mieli większy elektorat negatywny niż pozytywny.

Przejawem budzenia się były ruchy “We are 99%”, także “Arabska wiosna” – nawet jeśli nie chcemy tego przyznać bo przecież jesteśmy “wyższą cywilizacją”, ale też nawrót do fundamentów – czyli fundamentalizm przejawiający się nacjonalizmami w Europie, a jednocześnie w opozycji do nich rosnący fundamentalizm religijny – Islamski w postaci Salafizmu w Europie. Co gorsza każdy z tych ruchów widzi wroga nie tylko w elitach, ale w innych (konkurencyjnych) ruchach anty-establishmentowcyh. Konflikt jaki był metodą zarządzania dla elit rozlewa się na całe społeczeństwa zmieniając je bardzo poważnie i wpływając na kolejne wybory. A więc po zmianach Orbana na Węgrzech, zmianie w Polsce, już Brexit był mocnym sygnałem przeciw całemu dotychczasowemu systemowi, a wybór Trumpa jest kulminacją ważnych zmian globalnych.

Ok, zmiany nie będą rewolucyjne od razu, po wyborze Trumpa nie nastąpi trzęsienie ziemi. Ale ten wybór jako efekt zmiany społecznej będzie miał poważne skutki. Jeśli ktoś sądzi, że Trump rozbije te elity przeciwko którym został wybrany to jest w błędzie. Trump jest biznesmenem i jego interesem nie jest rozbijanie elit tylko dotąd lobbowanie, a dziś wymienianie ich na bliskie sobie, które zapewnią mu ważną pozycję trwale i sławę na zawsze 😉 .Niemniej część tych nowych elit będzie już pochodziła spoza dotychczasowego – stabilnego – układu. Nowy układ będzie miał zabarwienie takie jakie nada mu Trump i ludzie go wspierający. Właśnie w tym widzę największe zagrożenie.

Do dalszej części tekstu proszę o wyrozumiałość i ocenę pod kątem scenariuszy bardziej lub mniej możliwych. Istotą analizy sytuacji geopolitycznej mającej kluczowy wpływ na bezpieczeństwo państwa jest badanie konsekwencji wydarzeń i wyciąganie wniosków pozwalających na stawianie diagnoz ale i prognoz zasadniczych dla opracowywanych strategii. Czasem warto też pójść o kok dalej by ukazać absurdalność założeń, które są faktem a które mogą prowadzić do skutków katastrofalnych.

Co jeszcze łączy dotychczasowe i przyszłe zmiany opisane w pierwszym paragrafie? Oczywiście stosunek do Rosji. Oprócz PiS wszystkie wymienione “nowe – rewolucyjne” siły są otwarcie pro-rosyjskie. Zarówno Orban, Farage, Le Pen i AfD stanowią gwarancję zakończenia ograniczania Rosji. Trump jest w tej układance elementem najważniejszym. Prezydent USA jest faktycznym liderem NATO, Wojska USA – największej potęgi militarnej świata, jednocześnie baz i dowództw rozmieszonych na każdym kontynencie, a także monopolistą w dostępie do informacji dzięki systemom takim jak Eszelon, NSA i wielu innym mechanizmom.

 Te mechanizmy jako jedyne mogą skutecznie powstrzymywać Rosję, ale dziś wygrał człowiek, który nie neguje możliwości, dokonywania anschlussu w Europie gdy  na danym terytorium przeważa mniejszość danej nacji. Nie ma więc nic złego w tym że Rosja dokonała anschlussu Krymu, ale idąc dalej tym tropem, dlaczego nie można by teraz przeprowadzić referendum we wschodniej Łotwie? Podobnie dlaczego Polska nie miałaby przeprowadzić referendum w południowo-wschodniej Litwie w tym w części Wilna, tam też jest wielu Polaków, którzy woleli by by ich terytorium zostało włączone do Polski (tak Trump wypowiedział się na temat woli mieszkańców Krymu), a Rosja we wschodniej części tego państwa? Niechże Niemcy dokonają referendum w niektórych powiatach na Śląsku, gdzie mieszka mniejszość niemiecka, a Węgrzy w Słowacji. Niech Albania spokojnie anektuje Kosowo itd. Wreszcie Polska niech dokona aneksji części zachodniego Londynu lub części Chicago! Chyba nie damy rady… ale to siła znów ma o tym decydować? Czy na prawdę nie widać w tym sposobie myślenia niebezpiecznego szaleństwa?

Czy poparcie takiego sposobu rozwiązywania konfliktów, udzielone przez obecnie najpotężniejszego człowieka na świecie (Trump) liderowi, który boryka się z wielkimi kłopotami gospodarczymi i stawiającemu na odtworzenie dawnej strefy wpływów (Putin) niepokoi tylko nielicznych? Ahh zaraz, Trump przecież tak tylko mówił, ale tak nie myśli. Zapomniałem, że być może Trump nawet tak nie mówił tylko CNN podłożyła łudząco podobny głos oszukując społeczeństwo… Niestety w polityce każde zdanie się liczy. Szczególnie wypowiadane przez najpotężniejszego człowieka na świecie. Nic nie da oszukiwanie się, że nie słyszymy wypowiadanych przez Trumpa słów! A wiecie Państwo dlaczego? Bo słychać je świetnie na Kemlu, w Kairze, w Teheranie, w Bagdadzie, w Pekinie, w Rijadzie oraz w mieście Meksyk itd. Słowa mają znaczenie fizyczne – przekładają się na reakcje polityczne, finansowe, społeczne. Po wyborze Trumpa, Łotwa i Litwa powinny na wszelki wypadek wdrożyć plany awaryjne uniemożliwiające dokonanie referendum na ich terytorium. Przy możliwościach oddziaływania propagandowego Rosji (co Trump także otwarcie negował w przypadku wpływania na wybory w USA) w istocie jedynym sposobem jest wysiedlenie mniejszości Rosyjskiej do Rosji… ale czy to nie będzie stanowiło naruszenie jej praw? Czy taki krok nie byłby podstawą do interwencji zbrojnej?

Trump mówił że Art 5 NATO nie musi być obligatoryjny jeśli kraje członkowskie nie zmienią stosunku do swoich powinności względem NATO. Oczywiście dobrze to brzmi oceniając po “nagłówku”, aby pobudzić państwa w Europie do myślenia o obronności na poważnie. Ale z drugiej strony Trump nie powiedział czego oczekuje od tych państw. Nie określił co muszą zrobić dla NATO aby mieć gwarancję realizacji art 5. W każdej chwili można powiedzieć, że cokolwiek zrobią jednak nie wystarczy. Takie stawianie sprawy w kampanii przez Trumpa to w istocie relacje mafijne. Płaćcie za ochronę, ale jak ktoś zapłaci więcej to masz kłopot… zaraz czy to mafijne? A może to myślenie biznesowe (czy jak mawia obrońca Trumpa Max Kolonko – byznesowe), Trumpowi przecież bliskie? Każdy teraz stwierdzi, że przecież nigdy nie ma gwarancji wsparcia sojuszniczego – i to jest prawda, ale właśnie słowa mają znaczenie. Właśnie NATO jest tym co stanowi dla Rosji realną siłę powstrzymującą od ekspansji. Zmieniło się więc sporo bo z niepewności zastosowania art 5 mamy pewność, że nie zostanie zastosowany.

Nacjonaliści polscy powiedzą wreszcie, że to wszystko nieistotne bo przez ostatni rok staliśmy się potęgą z którą musi się liczyć Rosja… tu nie umiem w ogóle dyskutować, bowiem na moje pytania co sprawiło że staliśmy się potęgą odpowiedzi brak… Oczywiście proszę o sugestie, ale realnie przywiązane do faktów, a nie opowieści fantastyczne, które mogą się urealnić za 20 lat jak śmigłowiec naszej własnej produkcji (w kooperacji z Ukrainą).

Na koniec dodam, że mogę być w błędzie i Trump cały czas kłamał i oszukiwał. Oby tak było. Mam nadzieję, że w istocie nic się nie zmieni poza akcentami, bo establishment USA jest zbyt silny by pozwolić na stopniową, ale zdecydowaną zmianę kursu politycznego. Chcę w to wierzyć. Niestety moje kontakty w Departamencie Obrony USA mówią o potężnym nasyceniu USA rosyjską propagandą. O powszechnej sympatii do Putina i Rosji w dużej części kongresu – szczególnie republikańskiej. Dotąd okazywanie sympatii i przyzwalanie na działania Rosji nie były “poprawne politycznie”. Właśnie się to zmienia. Przecież chcemy zmiany. Zmiana to kolejny reset z Rosją, ale tym razem z podważonym zaufaniem do NATO i przyzwoleniem na aneksje w razie pozytywnego wyniku referendum. To istotna zmiana.

Z tej potrzeby zmian wynikają poważne konsekwencje. Czasem mimo tych wszystkich złych sygnałów jednak udaje się uniknąć najgorszego, o czym świadczy nasza historia w i po 1989 roku. Gra na wielkiej szachownicy jest znacznie bardziej skomplikowana niż te parę słów które przedstawiam wyżej. Istnieją potężne siły o których już pisałem na blogu w innym tekście, które pozycjonują różne procesy. W efekcie wypadkowa może okazać się mimo wszystko pozytywna. Jeśli w efekcie takich procesów, w których jednak świat się zmieni na lepsze, Trump zostanie uznany za bohatera to niezależnie od tego jak zły to w mojej opinii wybór będę się cieszył. Trzeba pamiętać też że USA to mimo wszystko nie tylko Prezydent. To także mocno niezależna CIA, to silny Pentagon zachowujący własne procesy decyzyjne i doboru kadr silna własność prywatna do której Trump nie będzie mógł ingerować w najmniejszym stopniu. Trump nie może walczyć ze wszystkimi bo procedura impeachmentu jest zarezerwowana właśnie na takie okoliczności. Jego zmiany będą wynikać z wypadkowej różnych sił i różnych interesów. Gra nigdy nie ma wyniku ustalonego z góry nawet gdy toczy się w złym kierunku. Dlatego trzeba dalej robić swoje, budować potencjał odstraszania w RP i robić to tym szybciej i szybciej zachodzą zmiany w świecie, ale i szukać współpracy dopóki jest jeszcze z kim współpracować.

Politycy wobec terroryzmu: ignorancja vs cynizm

Pisząc o przyczynach powstawania ekstremizmów, a w efekcie terroryzmu oraz sposobów ich neutralizacji (tekst: Zarys strategii... ), a także w rozmowach na te tematy zawsze dochodzę do tzw. ściany, którą jest brak woli politycznej by zmieniać sytuację. Niniejszym chcę tą lukę choć pobieżnie wypełnić, prezentując mój pogląd na temat przyczyn braku działań polityków na zwiększające się zagrożenia terrorystyczne, których pierwszymi  (niestety) przejawami są zamachy do jakich dochodziło w Paryżu czy Brukseli.

Postawy większości polityków w reakcji na zamachy można pogrupować na dwie kategorie:

  1. Ignoranci
  2. Cynicy

Ignoranci to politycy, którzy nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji, przyzwyczajeni do konsumpcyjnego stylu życia i sądzący, że mechanizmy demokratyczne, unijne, gospodarcze, działania militarne, służby specjalne – do wyboru lub wszystko razem – wystarczą do obrony europejskiego bezpieczeństwa. Brną więc w dotychczasowe schematy nie potrafiąc ich zmieniać i dostosowywać do nowych uwarunkowań. Ignorancja opierając się więc na fałszywym poczuciu bezpieczeństwa buduje je także u społeczeństwa i dopiero fakty (w postaci tragicznych w skutkach zamachów) uświadamiają jak bardzo to poczucie jest fałszywe. Uważają więc że nic innego się już nie da zrobić i sprawy muszą się jakoś ułożyć. Chętnie witają oni inicjatywy Rosji zwalczającej ISIS sądząc, że jeśli jedni “barbarzyńcy” zwalczają innych to dla “cywilizowanej” Europy jest to korzystne. Innymi słowy nic nie trzeba robić, co w przekazie tabloidowym brzmi: “Robimy co w naszej mocy by zapewnić bezpieczeństwo naszym obywatelom, ale przed terroryzmem nie da się w 100% zabezpieczyć”. 

Z kolei cynicy wiedzą dobrze “w co się gra”, zdając sobie sprawę z tego, jak wielkim zagrożeniem dla Europy jest utrzymujący się w niej chaos, istniejący pod szyldem swobód obywatelskich i demokracji przez innych nazywanymi fałszywą poprawnością polityczną. Politycy ci, nastawieni jedynie na wygrywanie wyborów i tak dalece uzależnieni od haseł absolutnej swobody wypowiedzi i wolności owych praw (z których wyjęte zostały tylko określenia związane z ekstremizmem z czasów II WŚ – czyli Faszyzmem) że nie chcą uwzględnić faktycznych zagrożeń, narażając całe społeczeństwo Europejskie na nieodwracalne zmiany. Zmiany te, to nie “najazd Muzułmanów”, ale przywyknięcie społeczeństw europejskich (zarówno Chrześcijan, laików jak i Muzułmanów) do negatywnych zmian obyczajowo-społecznych, przyzwyczajenie się do poczucia zagrożenia zmieniającego nasz sposób funkcjonowania, prowadzące do przyjmowania coraz gorszych i bardziej w istocie ingerujących w te swobody rozwiązań politycznych. Tak więc utrzymywanie iluzji bezwzględnych swobód (w tym wobec głoszących radykalne hasła Szariatu w Europie, czy niemal wprost inspirujące do działań terrorystycznych) powoduje, że poza oparami tej iluzji w istocie owe swobody szybciej tracimy.  Oczywiście nie tylko o głosy Muzułmanów chodzi cynikom. Istnieją fundacje, instytucje, korporacje, którym na rękę jest utrzymywanie poczucia zagrożenia ponieważ to pozwala na krótkowzroczne wprawdzie, ale bardzo dochodowe interesy i szybkie zyski. To że w dłuższej perspektywie powodują one potężne i nieodwracalne straty dla społeczeństw Europy nie ma przecież znaczenia, gdy można szybko zarobić (o jednym z aspektów takich procesów pisałem tu: Czy wojny o ropę są nieuniknione? ).   Z drugiej strony, jest też budzący się Niedźwiedź na wschodzie. Cynicy wiedzą doskonale, że ten chaos jest nie tylko na rękę Kremlowi, ale właśnie jest on celem kręgów rządzących w Moskwie. Ten kto czytał Aleksandra Dugina, doskonale wie, że rozbijanie jedności europejskiej, wzmacnianie chaosu i poczucia bezsilności w Europie, są świadomym celem działań współczesnej Rosji, warto tu przytoczyć tekst Wojtka Jakóbika: Jakóbik: Rosyjski ślad w belgijskich atakach? Niemniej bardzo często tacy politycy nie chcą podjąć stosownych działań, bowiem w ten czy inny sposób bardziej zależy im na utrzymywaniu dobrych relacji z Moskwą – przekładających się na zysk finansowy. Innymi słowy nic nie trzeba robić, co w przekazie tabloidowym brzmi: “Robimy co w naszej mocy by zapewnić bezpieczeństwo naszym obywatelom, ale przed terroryzmem nie da się w 100% zabezpieczyć”. 

Jak widać przekaz jest w obu przypadkach identyczny. Na dodatek oczywiście “vs” w tytule jest prowokacją bowiem politycy ignoranci często stają się cyniczni, a cynizm wynika często z ignorancji. Tak więc oczywiście, choć podział na polityków ignorantów i cyników może w jakiejś mierze istnieć, to jednak te dwie cechy zasadniczo i najczęściej się przenikają o czym m. in. świadczy tekst Piotra Wołejko: Belgia: Wirtualna ofiara terroru. Stąd biorą się hasła z jednej strony totalnej integracji bez względu na poglądy i ideologie, a z drugiej budowania muru i “wyrzucania” Muzułmanów. Oczywiście hipokryzja obu takich podejść jest jasna, ale szkody jakie takie głupoty (inaczej nie da się tego nazwać) wypowiadane przez polityków i drukowane w tabloidach wywołują, są dramatyczne. Oba bowiem tak samo zdecydowanie ułatwiają działania ekstremistom i budując nasze fałszywe poczucie bezpieczeństwa, w istocie bezpowrotnie niszczą bezpieczeństwo realne.

Faktycznie należy zauważyć, że działania skierowane przeciw ekstremistom muzułmańskim, z pewnością spowodują z ich strony próby mobilizacji całych grup społecznych gdzie będą próbowali oskarżać polityków o atak na Islam. Dlatego właśnie takie akcje muszą być planowane w sposób szczegółowy i interdyscyplinarny – z odpowiednią akcją informacyjną, powiązane z działaniami integracyjnymi wobec tych Muzułmanów, którzy są skłonni to integracji nie naruszającej Europejskiego porządku i systemu wartości. Konieczne są też inne działania opisane w Zarysie strategii…  ponieważ akcje doraźne są za zwyczaj elementem tzw. Wojny tabloidowej a nie realnego planu wzmacniania bezpieczeństwa europejskiego. Jednakże dalsze “trwanie w bezruchu” licząc że “jakoś się ułoży” będzie potęgowało zagrożenia w szybkim tempie. Jeśli ktoś na przykład bagatelizuje plany terrorystów dokonania eksplozji nuklearnej w Europie to lepiej żeby prześledził jak szybko zwiększają się możliwości terrorystów i na jak wiele źródeł finansowania i poparcia politycznego mogą liczyć.

Oczywiście dodajmy, że istnieją też politycy wymykający się z powyższego opisu i umiejący oraz chcący zmienić sytuację we właściwy sposób. Jednak nie są oni decydentami i zapewne nie będą w najbliższym czasie bowiem działania terrorystyczne jak i agresja Rosji powodują, że mechanizmy demokratyczne wyłaniają ludzi coraz bardziej radykalnych z przyczyny… ignorancji i/lub cynizmu, jakie ich cechują ale pozwalają na marketing polityczny ułatwiający wygrywanie wyborów.

islamic-terror