I po Mattisie. Zmiana na stanowisku Sekretarza Obrony USA

Jak ważna jest zmiana na stanowisku Sekretarza Obrony? Jakie ma to znaczenie dla Polski, a jakie dla ładu światowego? Co spowodowało rezygnację gen Mattisa? W jakim kierunku zmierza administracja Trumpa? To pytania ważne fundamentalnie nie tylko dla Prezydenta i Premiera RP, ale także dla mieszkańca Stuposian w Podkarpackiem. 

Reklamy

Jak ważna jest zmiana na stanowisku Sekretarza Obrony? Jakie ma to znaczenie dla Polski, a jakie dla ładu światowego? Co spowodowało rezygnację gen Mattisa? W jakim kierunku zmierza administracja Trumpa? To pytania ważne fundamentalnie nie tylko dla Prezydenta i Premiera RP, ale także dla mieszkańca Stuposian w Podkarpackiem. 

Niemal dwa lata temu pisałem na #StratLider o nominacji gen Jamesa Mattisa na stanowisko Sekretarza Obrony USA, przedstawiłem jego sylwetkę w tekście, a także pisałem o tym dla „Polska the Times”, mówiłem w TV i Radiu. To był ważny moment dla świata i dla Polski. W Wiadomościach TVP moja wypowiedź na ten temat została zatytułowana: „Wściekły pies na czele Pentagonu” opatrzona paskiem o treści, która sugerowała, że nominacja gen Mattisa to dobra wiadomość dla Polski. To była prawda.

Moja praca naukowa koncentruje się na działaniach Sił koalicji w Iraku, piszę o strategii i przywództwie, jakie USA tam zaprezentowały i problem ten jest znacznie bardziej złożony niż się to najczęściej przedstawia (książka już prawie ukończona). W ramach tych badań uczestniczyłem w stypendium naukowym w Hoover Institution, które jest częścią Uniwersytetu Stanforda, gdzie poznałem gen Mattisa, jeszce przed nominacją do administracji prezydenta Trumpa. Wskutek powyższych przyczyn śledziłem bardzo uważnie poczynania administracji USA i szczególnie działania gen Mattisa, jako Sekretarza Obrony, gospodarza potężnego „państwa w państwie”, jakim jest Pentagon.

Aktywność Sekretarza Obrony

Te niespełna dwa lata gen Mattis spędził niezwykle aktywnie, niemal zawsze był w jakiejś podróży, a to do Azji wschodniej, na Bliski Wschód, Europy, itd. Nie wypowiadał się zbyt często dla mediów, choć także nie unikał kontaktu, gdy było trzeba. Ja w tym czasie miałem z nim sporadyczny kontakt mailowy i choć były to krótkie wiadomości, to jednak także dawały mi pewne pojęcie o jego postawie. Z tych wszystkich powodów wydaje mi się, że w dniu ogłoszenia rezygnacji gen Mattisa z funkcji Sekretarza Obrony, (gdy piszę te słowa, w USA jest wciąż ten sam dzień) należy przedstawić kilka wniosków.

Generał, Mattis przez ostatnie dwa lata był ogromnie aktywny. Kiedyś napisałem do niego, że gdy obserwuję jego aktywność mam wrażenie, że z dwóch frontów, na których się prowadzi działania (wewnętrzny i zewnętrzny wg koncepcji Józefa Piłsudskiego), to ten wewnętrzny zdaje się trudniejszy. W odpowiedzi wcale nie spodziewałem się narzekania, wszystko, co wiem o Generale utwierdza mnie zawsze w przekonaniu jak wielki to patriota, jak niezłomne zasady wyznaje. Odpowiedział, że „All’s well on the Potomac front, no problem” (wszystko dobrze na froncie Potomak, nie ma problemu).

Tarcia pomiędzy SecDef i POTUSem

Niemniej z każdym miesiącem nie tylko widać było coraz więcej tarć, ale też działania i wypowiedzi prezydenta nie zawsze korespondowały z wypowiedziami gen Mattisa. Można było odnieść wrażenie, że obaj panowie prowadzą własną politykę, co nie znaczy, że nie było koordynacji. Z moich obserwacji wyciągam wniosek, że gen Mattis nie zaprzeczając słowom i czynom prezydenta, starał się je wykorzystywać tak, by ich skutki nie zakłócały jego działań realizowanych zgodnie ze strategią, którą zresztą uzgodnił z prezydentem.

Dlatego też, gdy Trup mówił o UE jako wrogu, gdy podważał artykuł 5 traktatu NATO, gen Mattis zapewniał o współpracy i całkowitym poświęceniu USA dla sojuszników. Gdy Trump zdawał się mówić „America First – and only”, Matis zmieniał to w „America First – for world’s good”, Gdy Trump ogłaszał sukces rozmów z Kim Dzong Unem, twierdząc, że problem zbrojeń nuklearnych Korei Płn. jest rozwiązany, Mattis ostrzegał przed tym, jak złożone są relacje wewnętrzne w tym małym państwie. Gdy zaś Donald Trump wikłał się w rozmowy z Władimirem Putinem, po jednej z nich twierdząc, że lubi swój wywiad, ale ufa Putinowi w kwestii wpływu Rosji na wybory w USA, Mattis prezentował zawsze jednolite stanowisko wobec Rosji, polegające na tym by rozmawiać, ale jedynie w twardy sposób. Nigdy nie wykluczył też wpływu Kremla na wybór Trumpa.

Fort Trump

Pochlebstwa, które tak działały na Trumpa, nie robiły najmniejszego rażenia na Mattisie, a wręcz wzbudzały jego ostrożność. Gdy więc pojawił się temat „Fort Trump”, jak nietrudno się domyślić, Prezydent okazywał swoją satysfakcję z faktu, iż baza US w Polsce miałaby być tez jego pomnikiem, a gen Mattis, odpowiadał, że sprawdzimy, policzymy, pomówimy oraz, że nazwa nie jest tu najważniejsza. W dealu pt. „Fort Trump” administracji polskiej chodzi o przekonanie takim pochlebstwem i 2 mld dolarów, by baza była permanentna, podczas gdy Mattis przekonuje, że US odchodzą od takich rozwiązań, że bazy rotacyjne są znacznie bardziej korzystne dla sprawności wojsk US, które muszą się przenosić, co jakiś czas, ćwiczyć w różnych środowiskach, nabierać nowego doświadczenia, a także trenować przemieszczanie wojsk, rozbudowywać logistykę itd. Jednocześnie takie bazy mają identyczne oddziaływanie odstraszające wobec Rosji. Innymi słowy zdawał się sugerować, by nie wyrzucać ogromnych pieniędzy w błoto, a zamiast tego rozbudowywać własny potencjał zbrojny.

Rezygnacja Mattisa

Senator Nancy Pelosi zaraz po infromacji o rezygnacji gen Mattisa powiedziała dla ABCNews: „Yes, I am shaken by the resignation of Gen. Mattis, for what it means to our country, for the message it sends to our troops and for the indication of what his view is of the commander-in-chief.” Można zarzucić, że to demokratka, a oceniając po konflikcie w naszym kraju, to musi oznaczać, że rządzący i opozycja nie potrafią zgadzać się na żadnej kwestii, jednak w przypadku gen Mattisa, głosy krytyczne były bardzo sporadyczne zarówno wśród republikanów jak i demokratów. Oskarżać go mogli jedynie skrajni pacyfiści.

Gra pomiędzy Trumpem i Mattisem musiała jednak dobiec końca, bowiem ani prezydent nie mógł nie słyszeć rozdźwięku pomiędzy jego twittami i wypowiedziami Sekretarza Obrony, ani też Mattis nie był w stanie wszystkich, często bardzo chaotycznych działań Trumpa odpowiednio „zagospodarować”. Stopniowo tarcia były coraz większe, czego potwierdzeniem jest wpis na twitterze prezydenta sprzed kilku tygodni, o tym, jakoby Mattis miał być kimś jakby demokratą – „I think he’s sort of a Democrat, if you want to know the truth.”

Konsekwencje rezygnacji dla Polski

Tak jak rezygnacja Mattisa jest ważnym znakiem zarówno dla republikanów jak i demokratów, tak samo powinna być bardzo istotnym sygnałem do refleksji nad Wisłą, bowiem o ile nad Potomakiem mogą się obawiać kłopotów, które co najwyżej nieco obniżą PKB USA, czy osłabią relacje z Meksykiem i na Bliskim Wschodzie, o tyle pomiędzy Zachodem, a Rosją, mamy do stracenia znacznie więcej. Rosja z pewnością od miesięcy, a w zasadzei od trzech lat miała swoje warianty działania na tę okoliczność. Teraz gdy Mattis przestanie mieć jakikolwiek wpływ na Trumpa, Putin z pewnością będzie chciał przetestować nowy układ sił w USA.

Nie twierdzę, że to, co się stało jest jakąś katastrofą dla Polski, ale to, jak zmieni to naszą sytuację zależy od naszych polityków podejmujących kluczowe decyzje. Od ich doświadczenia i wiedzy o sprawach międzynarodowych, od ich umiejętności myślenia strategicznego, umiejętności negocjacyjnych, ale i koncyliacyjnych, od ich sprytu i mądrości zależeć będzie czy polskie bezpieczeństwo ucierpi, czy polska obronność pozostanie na niskim poziomie czy będziemy potrafili w tej nowej sytuacji się odnaleźć.

W tekście sprzed dwóch lat, pisałem, że ważne jest także by decydenci polscy, zamiast pochlebcami (otrzymującymi dotacje na własne media) otaczali się ekspertami i specjalistami znającymi różne płaszczyzny funkcjonowania administracji USA i potrafiącymi zachować bezstronny krytycyzm. W ten sposób budowanie relacji jest znacznie łatwiejsze, ale też trzeba się zmierzyć z krytyką, co nie każdy jest w stanie przełknąć. Tu jednak kwestie partyjne nie mogą być przeszkodą. Interes Polski wymaga myślenia ponadpartyjnego i to jest sprawa fundamentalna! Tak jest w USA w pewnej mierze, gdzie republikanie nie mają problemu z krytykowaniem własnej administracji, podobnie jak w czasach Obamy wielu demokratów otwarcie krytykowało tamtego prezydenta. Taka postawa jest prawdziwym patriotyzmem, bo zmusza prezydentów, ministrów, urzędników do najlepszej pracy, a nie rozleniwia, gdy „żelazny elektorat” i tak „nas” popiera niezależnie, co robimy.

Zakończenie

Zapewne teraz (niezależnie kto zastąpi Mattisa), prezydent będzie jeszcze bardziej podatny na pochlebstwa, ale wcale nie znaczy to, że tym sposobem doprowadzi się do dealu, który będzie korzystny dla partnera USA. Trzeba mieć stale na uwadze „podejście biznesowe” Donalda Trumpa. Stopniowa wymiana kluczowych osób administracji USA, poczynając od Rexa Tillersona (potem wpisy na twitterze prezydenta o „głupocie byłego Sekretarza Stanu), McMastera i teraz Mattisa każą zachowywać szczególną uwagę w relacjach z USA.

Konieczne jest też odbudowanie relacji z zachodnimi partnerami Polski tak, aby nasza pozycja negocjacyjna nie cierpiała na podejściu ukierunkowanym na jednego tylko partnera i to nieproporcjonalnie silniejszego. Trzeba pamiętać, że dla USA nigdy nie byliśmy i nie będziemy priorytetem, to nasza postawa i umiejętność „Gry na wielkiej szachownicy”, może zapewnić nam powodzenie i rozwój lub zepchnąć nas ponownie w poczet narodów bez własnego państwa…

Trump zdobywca szczytów

Kiedyś, w trakcie kampanii wyborczej nad Sekwaną, Marine Le Pen wyraziła opinię, że jeśli Francuzi wybiorą ją prezydentem, to ona razem z Putinem i Trumpem poukładają świat na nowo. Całe szczęście wygrał niezwykle zdolny, wyważony, inteligentny i świetnie wykształcony Emmanuel Macron. Niemniej plan kandydatki „prorosyjskiej” jest realizowany, tylko w innym składzie. 

Trump PutinPo szczycie w Helsinkach zdania są oczywiście podzielone. Jak zwykle część obserwatorów chwali Trumpa za podjęcie rozmów z Puinem, ale krytyka dość wyraźnie przeważa. Trump w swojej niezdarności, znów powiedział coś, co nie mieści się w głowach tak demokratów, jak i republikanów. Otóż mimo zapewnień, że ufa ludziom od wywiadu USA, to jednak wyszło na to, że Putinowi ufa bardziej. To nie jest skandal, to zamach na amerykańskie wartości, patriotyzm, a poważne osobistości świata polityki USA mówią o zdradzie.

Jak w biznesie

Zaledwie kilka tygodni temu miał miejsce inny szczyt. Także przełomowy, także kontrowersyjny. Trump spotykał się z Kim Dzong Unem. Oczywiście, że to dobrze, że liderzy się spotykają. Nawet z najbardziej zbrodniczym przywódcą trzeba rozmawiać, by uniknąć wojny. Niemniej niepokoiło to, co Trump mówił przed i po spotkaniu. Najpierw twierdził, że kilka minut wystarczy mu na „rozpracowanie” Kima. Za to po spotkaniu uznał, że odtąd Korea Północna nie jest już zagrożeniem dla świata. Mówiąc to, swoim wyrazem twarzy krzyczał: „Ja wam to załatwiłem”.

W końcu jest biznesmenem, więc zdolności negocjacyjne, oceny sytuacji, przeciwnika, może posiadać. Tyle, że za Kimem stoi potężna machina polityczno-wojskowa od której sam lider jest uzależniony. To nie jest tak, że nawet największy przywódca, jest władcą jednoosobowym. Nie jest nim ani Putin, ani Kim, ani Xi Jingping, ani Erdogan, ani z pewnością nie jest i nie będzie nim Trump. To właśnie uwiera Donalda Trumpa. On chce samodzielnie podejmować decyzje. W Białym Domu chciałby, aby byli tylko pochlebcy, tacy, którzy każdy jego ruch pochwalą i zachęcą go do kolejnych. Bardzo się złości, gdy krytykują go media, gdy nie zgadza się z nim Sąd Najwyższy USA. Ale coraz bardziej jest świadom, że na tym polega demokracja, i że nic na to nie poradzi.

Zdobywca szczytów

Zapewne dlatego w trakcie obu szczytów zamykał się z przywódcami Korei i Rosji, żeby sam na sam ustalać i potem ogłaszać co ustalił. Gdy proszono go o harmonogram denukleryzacji Korei, odmówił, bowiem on sam z Kimem o tym będą decydować. Oczywiście Kim szybko wrócił do starej gry prowokowania USA, wskutek czego Trump musiał uznać, że Korea jednak wciąż jest problemem. Putin miał jeszcze łatwiejsze zadanie. Chwalił Trumpa, mówił mu to co ten lubi słyszeć, na konferencji prasowej bronił go przed amerykańskimi dziennikarzami. Stąd może prezydent USA zapędził się w swoim oświadczeniu o tak wielkim zaufaniu do prezydenta Rosji, że przewyższa zaufanie do własnego wywiadu.

Donald Trump może myśleć, że „zdobywając” kolejne szczyty, buduje ład światowy oparty na porozumieniach liderów, ale ten świat tak nie działa. Doradcy mówią mu o tym, ale on ma na ich rady coraz większą alergię. Widać musi się przekonać w sposób brutalny. Wielu Republikanów miało go już dość w czasie kampanii prezydenckiej. Ta liczba stale rośnie. Nie sądzę, by impeachment był realnie użyty, ale jako straszak będzie z pewnością wykorzystywany coraz częściej. Samo wszczęcie procedury byłoby dla Trumpa dramatem.

Co dalej?

Trump ma świetny zespół, doskonałych, doświadczonych ludzi ze świetnymi kontaktami. Jeśli uda się go nakłonić do gry zespołowej (jaką jest przecież polityka), to będzie to z pożytkiem dla USA, świata i z pewnością także dla Polski. Ale jeśli pozostanie w swym uporze, to może spowodować poważne zagrożenie… nie dla USA, ale dla małych i średnich państw, które odcinają się od innych swoich partnerów i wiążą wszystkie nadzieje tylko ze Stanami Zjednoczonymi. Świat się globalizuje, wiele takich państw już nie ma, ale jedno wciąż słabo uczy się ze swojej historii…

[Video] Szczyt USA-Korea Płn

Zapraszam do nowego Vloga, w którym krótko podsumowuję swoje wrażenia na temat tego „brejk niusa”;-). To ważne wydarzenie, ale jego faktyczną wagę poznamy dopiero za jakiś czas.

Podsumowując:

  • Czy jest szansa na odprężenie? Na pewno jest to możliwe w krótkiej perspektywie czasu, tak jak to od lat ma miejsce i bez szczytów, ale czy w dłuższej perspektywie jest na to szansa, to z pewnością więcej czynników odegra rolę.
  • Czy jest szansa na denuklearyzację? Nie sądzę, choć wszystko jest pewni możliwe. Jednak malutka Korea, ma wokół siebie potęgi: militarną USA, ekonomiczno-militarną Chiny, militarną Rosja, gospodarczą Japonia, gospodarczą Korea płd a do tego dwie ostatnie tworzą militarny sojusz z USA i z tego względu tak archaiczny reżim jak Kim Dzong Una musi grać bronią nuklearną bo tylko dzięki temu utrzymuje się przy władzy.
  • Czy to gra geopolityczna? To na pewno! To gra w której wiele elementów się liczy, a to spotkanie jest jednym z nich. Może okazać się kluczowe, ale może też być epizodem o niewielkim znaczeniu.

Zapraszam do Vloga oraz trzeciego numeru czasopisma StratLider, które za chwilę będzie dostępne.

 

StratLider nr 2

Screenshot 2018-04-30 01.42.51

2 StratLider nr 2_2018

Drugi numer czasopisma StratLider zawiera nieco zmieniony układ w stosunku do numeru pierwszego. Zmiany wynikają z uwag jakie spływały po wydaniu pierwszego numeru czasopisma. W obecnym pojawiły się następujące działy:

Strona 2: Geopolityka – czyli wydarzenia ze świata.

Strona 3: Najważniejsze działania StratLider.

Strona 4: Strategia – dział zawierający dwie koncepcje opisane tak by zaprezentować ich znaczenie zarówno przez pryzmmat wielkich organizacji jak i pojedynczych ludzi.

Strona 5: Podobnie jak wyżej, uniwersalne przedstawienie koncepcji przywódczej. Jednej z fundamentalnych a jednocześnie często nie donienanych, czyli front zewnętrzny i front wewnętrzny.

Strona 6: Autorytet w blaskach i cieniach – Postać gen Jamesa Mattisa.

Strona 7: Opowiadanie – drugi odcinek. Ciekaw jestem jak zostanie odebrany, bowie w tej dziedzinie nie mmam doświadczenia. Jedstem gotów zrezygnować z opowiadania, jeśli okaże się, że nie jest to pisarstwo wystarczające dla zaitneresowania czytelnika 🙂

Strona statnia: zawiera opis filmu istotnego z perspektywy StratLider. Ty razem film o Eksperymencie profesora Zimbardo z 1971 roku.

Komentarz nt filmu „Długa droga do domu” produkcji National Geographic

Zostałem poproszony o komentarz do filmu „Długa droga do domu” produkcji National Geographic. Miałem do obejrzenia tylko pierwszy odcinek, ale sądzę, że to wystarczy by wyrobić sobie opinię. Powiem szczerze, że już sama propozycja wywarła na mnie wrażenie, ponieważ zajmuję się tym tematem nie tylko sentymentalnie, z uwagi na uczestnictwo w OIF w 2005/6 roku, ale też naukowo. Projekt StratLider stanowi platformę popularyzacji tych badań, choć od września br. stał się czymś więcej.

Film wywarł na mnie duże wrażenie dlatego, że przedstawiał złożoność sytuacji w Iraku, a uproszczenia są jedynie wynikiem specyfiki kinowej. Ten film nie jest dokumentem, ma być atrakcyjny dla widza, ale w mojej opinii właśnie to jest istotą popularyzacji wiedzy. Dzięki ukazaniu obrazu w sposób atrakcyjny, NG przekazuje treści bardzo wartościowe.

Mój komentarz nie jest recenzją w pełnym rozumieniu tego słowa. Jest to zbiór skojarzeń i wspomnień, które ilustrują ukazane w filmie dylematy, procesy, wydarzenia.

Tekst o filmie pisałem zaraz po jego obejrzeniu. Niniejszy natomiast piszę w pociągu do Warszawy, gdzie w Polskiej Akademii Nauk będę mówił o wojnie w Iraku z wykorzystaniem Teorii Chaosu, elementów Filozofii Stoickiej oraz teorii przywództwa i strategii i psychologii społecznej.

To właśnie badania nad tym co wydarzyło się w Iraku, które prowadzę od 12 lat doprowadziły mnie do interdyscyplinarności, której odbiciem będzie mój referat w Pałacu Staszica. Prezentowanie wyników badań przed uczonymi z regionu w którym te wydarzenia miały miejsce jest wielkim wyzwaniem i wymaga połączenia teorii z praktyką. Generał Mattis kiedyś dobitnie określił teoretyków nie mających doświadczenia w danym konflikcie, siedzących w swoich pięknych gabinetach i doradzających wojskowym, czy mieszkańcom Iraku…

Dlatego w projekcie StratLider nie przekazuję samych teorii. Zawsze łączę teorię z praktyką, żeby pokazać uczciwie jak działa i jak może być wykorzystana ta czy inna teoria naukowa. Swoje przemyślenia weryfikuję naukowo i praktycznie. Konsultacje z gen Mattisem, prof. Zimbardo, gen Koziejem, Panem Georgem P. Schultzem, Charlesem Hillem, Kori Shake i wieloma innymi innymi osobami są ważnym elementem upewniajacym mnie w trafności kierunku badań.

Poniżej link do tekstu nt filmu z moim komentarzem (w dalszej części dodatkowy plik z pełnym tekstem komentarza).

http://mediapl-ngc.natgeotv.com/22887-dluga-droga-do-domu-historia-o-wojnie-i-emocjach-w-national-geographic