Trump zdobywca szczytów

Kiedyś, w trakcie kampanii wyborczej nad Sekwaną, Marine Le Pen wyraziła opinię, że jeśli Francuzi wybiorą ją prezydentem, to ona razem z Putinem i Trumpem poukładają świat na nowo. Całe szczęście wygrał niezwykle zdolny, wyważony, inteligentny i świetnie wykształcony Emmanuel Macron. Niemniej plan kandydatki „prorosyjskiej” jest realizowany, tylko w innym składzie. 

Trump PutinPo szczycie w Helsinkach zdania są oczywiście podzielone. Jak zwykle część obserwatorów chwali Trumpa za podjęcie rozmów z Puinem, ale krytyka dość wyraźnie przeważa. Trump w swojej niezdarności, znów powiedział coś, co nie mieści się w głowach tak demokratów, jak i republikanów. Otóż mimo zapewnień, że ufa ludziom od wywiadu USA, to jednak wyszło na to, że Putinowi ufa bardziej. To nie jest skandal, to zamach na amerykańskie wartości, patriotyzm, a poważne osobistości świata polityki USA mówią o zdradzie.

Jak w biznesie

Zaledwie kilka tygodni temu miał miejsce inny szczyt. Także przełomowy, także kontrowersyjny. Trump spotykał się z Kim Dzong Unem. Oczywiście, że to dobrze, że liderzy się spotykają. Nawet z najbardziej zbrodniczym przywódcą trzeba rozmawiać, by uniknąć wojny. Niemniej niepokoiło to, co Trump mówił przed i po spotkaniu. Najpierw twierdził, że kilka minut wystarczy mu na „rozpracowanie” Kima. Za to po spotkaniu uznał, że odtąd Korea Północna nie jest już zagrożeniem dla świata. Mówiąc to, swoim wyrazem twarzy krzyczał: „Ja wam to załatwiłem”.

W końcu jest biznesmenem, więc zdolności negocjacyjne, oceny sytuacji, przeciwnika, może posiadać. Tyle, że za Kimem stoi potężna machina polityczno-wojskowa od której sam lider jest uzależniony. To nie jest tak, że nawet największy przywódca, jest władcą jednoosobowym. Nie jest nim ani Putin, ani Kim, ani Xi Jingping, ani Erdogan, ani z pewnością nie jest i nie będzie nim Trump. To właśnie uwiera Donalda Trumpa. On chce samodzielnie podejmować decyzje. W Białym Domu chciałby, aby byli tylko pochlebcy, tacy, którzy każdy jego ruch pochwalą i zachęcą go do kolejnych. Bardzo się złości, gdy krytykują go media, gdy nie zgadza się z nim Sąd Najwyższy USA. Ale coraz bardziej jest świadom, że na tym polega demokracja, i że nic na to nie poradzi.

Zdobywca szczytów

Zapewne dlatego w trakcie obu szczytów zamykał się z przywódcami Korei i Rosji, żeby sam na sam ustalać i potem ogłaszać co ustalił. Gdy proszono go o harmonogram denukleryzacji Korei, odmówił, bowiem on sam z Kimem o tym będą decydować. Oczywiście Kim szybko wrócił do starej gry prowokowania USA, wskutek czego Trump musiał uznać, że Korea jednak wciąż jest problemem. Putin miał jeszcze łatwiejsze zadanie. Chwalił Trumpa, mówił mu to co ten lubi słyszeć, na konferencji prasowej bronił go przed amerykańskimi dziennikarzami. Stąd może prezydent USA zapędził się w swoim oświadczeniu o tak wielkim zaufaniu do prezydenta Rosji, że przewyższa zaufanie do własnego wywiadu.

Donald Trump może myśleć, że „zdobywając” kolejne szczyty, buduje ład światowy oparty na porozumieniach liderów, ale ten świat tak nie działa. Doradcy mówią mu o tym, ale on ma na ich rady coraz większą alergię. Widać musi się przekonać w sposób brutalny. Wielu Republikanów miało go już dość w czasie kampanii prezydenckiej. Ta liczba stale rośnie. Nie sądzę, by impeachment był realnie użyty, ale jako straszak będzie z pewnością wykorzystywany coraz częściej. Samo wszczęcie procedury byłoby dla Trumpa dramatem.

Co dalej?

Trump ma świetny zespół, doskonałych, doświadczonych ludzi ze świetnymi kontaktami. Jeśli uda się go nakłonić do gry zespołowej (jaką jest przecież polityka), to będzie to z pożytkiem dla USA, świata i z pewnością także dla Polski. Ale jeśli pozostanie w swym uporze, to może spowodować poważne zagrożenie… nie dla USA, ale dla małych i średnich państw, które odcinają się od innych swoich partnerów i wiążą wszystkie nadzieje tylko ze Stanami Zjednoczonymi. Świat się globalizuje, wiele takich państw już nie ma, ale jedno wciąż słabo uczy się ze swojej historii…

Reklamy

[Video] Szczyt USA-Korea Płn

Zapraszam do nowego Vloga, w którym krótko podsumowuję swoje wrażenia na temat tego „brejk niusa”;-). To ważne wydarzenie, ale jego faktyczną wagę poznamy dopiero za jakiś czas.

Podsumowując:

  • Czy jest szansa na odprężenie? Na pewno jest to możliwe w krótkiej perspektywie czasu, tak jak to od lat ma miejsce i bez szczytów, ale czy w dłuższej perspektywie jest na to szansa, to z pewnością więcej czynników odegra rolę.
  • Czy jest szansa na denuklearyzację? Nie sądzę, choć wszystko jest pewni możliwe. Jednak malutka Korea, ma wokół siebie potęgi: militarną USA, ekonomiczno-militarną Chiny, militarną Rosja, gospodarczą Japonia, gospodarczą Korea płd a do tego dwie ostatnie tworzą militarny sojusz z USA i z tego względu tak archaiczny reżim jak Kim Dzong Una musi grać bronią nuklearną bo tylko dzięki temu utrzymuje się przy władzy.
  • Czy to gra geopolityczna? To na pewno! To gra w której wiele elementów się liczy, a to spotkanie jest jednym z nich. Może okazać się kluczowe, ale może też być epizodem o niewielkim znaczeniu.

Zapraszam do Vloga oraz trzeciego numeru czasopisma StratLider, które za chwilę będzie dostępne.

 

StratLider nr 2

Screenshot 2018-04-30 01.42.51

2 StratLider nr 2_2018

Drugi numer czasopisma StratLider zawiera nieco zmieniony układ w stosunku do numeru pierwszego. Zmiany wynikają z uwag jakie spływały po wydaniu pierwszego numeru czasopisma. W obecnym pojawiły się następujące działy:

Strona 2: Geopolityka – czyli wydarzenia ze świata.

Strona 3: Najważniejsze działania StratLider.

Strona 4: Strategia – dział zawierający dwie koncepcje opisane tak by zaprezentować ich znaczenie zarówno przez pryzmmat wielkich organizacji jak i pojedynczych ludzi.

Strona 5: Podobnie jak wyżej, uniwersalne przedstawienie koncepcji przywódczej. Jednej z fundamentalnych a jednocześnie często nie donienanych, czyli front zewnętrzny i front wewnętrzny.

Strona 6: Autorytet w blaskach i cieniach – Postać gen Jamesa Mattisa.

Strona 7: Opowiadanie – drugi odcinek. Ciekaw jestem jak zostanie odebrany, bowie w tej dziedzinie nie mmam doświadczenia. Jedstem gotów zrezygnować z opowiadania, jeśli okaże się, że nie jest to pisarstwo wystarczające dla zaitneresowania czytelnika 🙂

Strona statnia: zawiera opis filmu istotnego z perspektywy StratLider. Ty razem film o Eksperymencie profesora Zimbardo z 1971 roku.

Komentarz nt filmu „Długa droga do domu” produkcji National Geographic

Zostałem poproszony o komentarz do filmu „Długa droga do domu” produkcji National Geographic. Miałem do obejrzenia tylko pierwszy odcinek, ale sądzę, że to wystarczy by wyrobić sobie opinię. Powiem szczerze, że już sama propozycja wywarła na mnie wrażenie, ponieważ zajmuję się tym tematem nie tylko sentymentalnie, z uwagi na uczestnictwo w OIF w 2005/6 roku, ale też naukowo. Projekt StratLider stanowi platformę popularyzacji tych badań, choć od września br. stał się czymś więcej.

Film wywarł na mnie duże wrażenie dlatego, że przedstawiał złożoność sytuacji w Iraku, a uproszczenia są jedynie wynikiem specyfiki kinowej. Ten film nie jest dokumentem, ma być atrakcyjny dla widza, ale w mojej opinii właśnie to jest istotą popularyzacji wiedzy. Dzięki ukazaniu obrazu w sposób atrakcyjny, NG przekazuje treści bardzo wartościowe.

Mój komentarz nie jest recenzją w pełnym rozumieniu tego słowa. Jest to zbiór skojarzeń i wspomnień, które ilustrują ukazane w filmie dylematy, procesy, wydarzenia.

Tekst o filmie pisałem zaraz po jego obejrzeniu. Niniejszy natomiast piszę w pociągu do Warszawy, gdzie w Polskiej Akademii Nauk będę mówił o wojnie w Iraku z wykorzystaniem Teorii Chaosu, elementów Filozofii Stoickiej oraz teorii przywództwa i strategii i psychologii społecznej.

To właśnie badania nad tym co wydarzyło się w Iraku, które prowadzę od 12 lat doprowadziły mnie do interdyscyplinarności, której odbiciem będzie mój referat w Pałacu Staszica. Prezentowanie wyników badań przed uczonymi z regionu w którym te wydarzenia miały miejsce jest wielkim wyzwaniem i wymaga połączenia teorii z praktyką. Generał Mattis kiedyś dobitnie określił teoretyków nie mających doświadczenia w danym konflikcie, siedzących w swoich pięknych gabinetach i doradzających wojskowym, czy mieszkańcom Iraku…

Dlatego w projekcie StratLider nie przekazuję samych teorii. Zawsze łączę teorię z praktyką, żeby pokazać uczciwie jak działa i jak może być wykorzystana ta czy inna teoria naukowa. Swoje przemyślenia weryfikuję naukowo i praktycznie. Konsultacje z gen Mattisem, prof. Zimbardo, gen Koziejem, Panem Georgem P. Schultzem, Charlesem Hillem, Kori Shake i wieloma innymi innymi osobami są ważnym elementem upewniajacym mnie w trafności kierunku badań.

Poniżej link do tekstu nt filmu z moim komentarzem (w dalszej części dodatkowy plik z pełnym tekstem komentarza).

http://mediapl-ngc.natgeotv.com/22887-dluga-droga-do-domu-historia-o-wojnie-i-emocjach-w-national-geographic

Paradoks Jake’a Sully: czyli dlaczego nie należy bać się wojskowych w polityce w demokracjach.

Postać Jake’a Sully w filmie Avatar prezentuje interesujący paradoks. Początkowo jest stereotypowym żołnierzem, który bezkrytycznie wierzy w wykonywanie rozkazów bez roztrząsania kontekstu sytuacji. Po przydzieleniu do zespołu naukowego nad tubylczymi formami życia Na’vi na planecie Pandora, stopniowo zaczyna widzieć racje drugiej strony konfliktu (Na’vi) oraz prawdziwy kontekst rozpoczynającej się wojny. Jego doświadczenie, wiedza nt realiów (realizm) oraz wiara w szczytne cele (idealizm) czynią go kluczowym „elementem” sytuacji polityczno-strategicznej konfliktu. Doświadczenie żołnierza, który dostrzega, że służba ojczyźnie nie zawsze równa się wykonywaniu rozkazów bezpośredniego przełożonego, który interesuje się kontekstem, rozwija się intelektualnie, stanowi unikalną wartość, której zarówno politycy jak i inne środowiska cywilne najczęściej nie dostrzegają.

Jake Sully

avatar-posterJake Sully to postać fikcyjna, stworzona na potrzeby scenariusza do filmu Avatar. Niemniej dzięki przerysowaniu, wyidealizowaniu ilustruje świetnie pewne procesy, które trudno przedstawić jednym przykładem realnym. Początkowo jako żołnierz marines, który odniósł kontuzję i porusza się na wózku inwalidzkim, jest nieufny wobec cywilnych naukowców. Ale też zespół naukowy do którego Jake zostaje przydzielony za grosz nie ufa jemu – „bo to żołnierz”.

Jako członek zespołu badawczego kierowanego przez dr Grace Augustine, od swojego faktycznego przełożonego płk Quaritha otrzymuje zadanie szpiegowania postępów prac naukowych i donoszenia o osiągnięciach. Pułkownik (podobnie jak Jake i wszyscy żołnierze) nie ufa cywilom i obawia się, że będą zatajać to co odkryją lub w inny sposób komplikować w istocie prostą misję polityków (których „narzędziem” są wojskowi), a która polega na przejęciu zasobów naturalnych planety.

Gdy dr Augustine przedstawia swoje wyniki badań prezentujące niezwykły obraz symbiozy Na’vi z ekosystemem planety, ze strony polityka i naukowca nie znajduje zrozumienia bowiem ci oczekują od zespołu Augustine tylko ułatwienia dostępu do surowców, a nie odkrywania istoty funkcjonowania planety. Kto by się spodziewał, że ranny marine zrozumie znacznie lepiej to o czym mówiła pani doktor.

4200341472_3e217ef4f3
Pandora
35836246471_d24598ed57_b
Pandora

Natomiast sama dr Augustine ma problem z nawiązaniem kontaktu z miejscowymi. Jej praca jest prowadzona w bardzo wolnym tempie bowiem działa metodycznie, bardzo ostrożnie, budując wiedzę o miejscowych i próbując stopniowo zyskać ich zaufanie. Jednocześnie nie uwzględnia kontekstu w którym jej badania są tylko dodatkiem do planu, nie widzi, że jej metodyczność niewiele da bowiem cierpliwość chciwej korporacji się wyczerpuje. To czego jej brakuje to wiedza o procesach społecznych, które tak samo trapią Na’vi jak i ludzi. Mimo, że domyśla się prawdziwych planów korporacji powiązanej z politykami, nie bardzo jest świadoma nieuchronności konfliktu zbrojnego. Zachwycając się pięknem tego co odkrywa, idealizuje Na’vi, co właściwie utrudnia zrozumienie ich.

24150166553_57637fca61_b
Na’vi

Jake Sully ma „doświadczenie bojowe”, ale to on nie trzymając się metodologii naukowych, przełamując schematy badawcze, natychmiast nawiązuje kontakt z Na’vi. Progres badań jest piorunujący i szokujący naukowców.

Jake jest też świadom metod działania polityków, korporacji i żołnierzy na ich usługach. Nie ma najmniejszych wątpliwości jaki los spotka Na’vi. Wie też, że Na’vi nie są idealni, jakkolwiek natura ich funkcjonowania, pierwotne mechanizmy są urzekające.

Generał Mattis

jm1
Gen Mattis sam nosi swoje bagaże, nawet jako Sekretarz Stanu USA

Słowa jakie wypowiadał w różnym kontekście gen marines Jim Mattis szokowały środowiska cywilne, np gdy zwracał się do głów rodów irackich podczas inwazji w 2003 roku:

Przychodzę w pokoju, nie mam ze sobą artylerii, ale błagam was ze łzami w oczach, jeśli ze mną zadrzecie, zabiję was wszystkich.

 Do żołnierzy:

Bądź grzeczny, bądź profesjonalny ale miej plan zabicia każdego kogo spotkasz”

Takie cytaty sprawiły, że zyskał przydomek „Mad Dog”. W czasie jego udziału w operacji Afgańskiej miał przydomek „Chaos”. Przybywając do Iraku wiosną 2004 mówiono na niego już raczej „Warrior Monk”, ale ma też podobiznę z aureolą, którą wykonali dla niego marines nazywający go „Świętym z Quantico”.

Wiosną w Iraku przyjął jako naczelną zasadę wobec zbuntowanej prowincji Al-Anbar:

„First do no harm”

Zakwestionował też powszechnie stosowaną zasadę działań wojskowych, ale także innych organizacji nazywaną EBO (Effect Based Operation):

„zgodnie z nauką, nie da się precyzyjnie przewidzieć efektów działań”

Mimo, że zarówno operacja w Iraku jak i Afganistanie potwierdziły że miał rację, koncepcja tak jako najbardziej „ekonomiczna” nadal jest stosowana.  O tej kwestii piszę dokładnie w swojej nowej książce.

Wielość kontekstów sprawiła, że stał się postacią wielowymiarową. Ale wynikało to z jego wiedzy (słynna prywatna biblioteka z tysiącami książek, zamiłowanie do filozofii itp.) oraz niezwykłego doświadczenia.

Każda z tych postaw wynikała z uwarunkowań – a więc kontekstu sytuacyjnego oraz celów strategicznych. Znajomość i rozumienie kontekstu oraz umiejętność zestawienia go z celami strategicznymi wymagają specyficznej postawy opartej na wiedzy i doświadczeniu.

21762795_271333350044569_6828407471648070229_o.jpgPodobnie zrozumienie kontekstu działań i sytuacji Aleksandra Wielkiego wymaga nie tylko analizy materiału źródłowego, ale też doświadczenia zbliżonego do tego czego doświadczali uczestnicy jego wyprawy, o czym pisałem w swojej ostatniej książce: Taktyka, strategia i przywództwo Aleksandra Wielkiego

14730545_187337241707092_2694406252351455232_n
Po mojej rozmowie z gen Jimem Mattisem

Gdy rozmawiałem z Jimem Mattisem na te tematy (latem 2015 roku), uderzało mnie to, że był bardzo wstrzemięźliwy w ocenianiu Aleksandra Wielkiego czy Marka Aureliusza, ale nie miał wątpliwości jeśli chodzi o błędną strategię USA w Iraku (2003-11). Nie miał też najmniejszych wątpliwości, że brak perspektywy strategicznej jest jedną z największych bolączek ówczesnych USA jak i Unii Europejskiej.

Nie tylko generałowie

Sam Jake Sully nie był generałem, ani nawet oficerem, ale potrafił doświadczenie wojskowe łączyć z otwartością umysłu, dzięki czemu wykorzystywał te atuty w różnych sytuacjach. Także w świecie realnym nie tylko generałowie odgrywali ważną rolę na styku wojskowości i polityki. Jednym z najwybitniejszych teoretyków – strategów był kapitan armii brytyjskiej sir Basil Liddell Hart. Prace tego oficera w połączeniu z teoriami generała Johna Fullera zostały wykorzystane przez Heinza Guderiana do opracowania koncepcji blietzkriegu.

Liddell Hart jest autorem szczególnego dzieła w teorii strategii: „Strategia, działania pośrednie”. Na podstawie doświadczeń historycznych oraz własnych przemyśleń zaproponował tam wiele fundamentalnych założeń strategicznych. Jednym z najważniejszych było stwierdzenie o tym, by w czasie działań zbrojnych „wyrządzić jak najmniejsze trwałe szkody, gdyż dzisiejszy nieprzyjaciel, jest jutro klientem, a sojusznikiem w przyszłości”. Myśl ta jest modelowy przykładem ilustrującym kwestie „der Zweck” vs „das Ziel” opisane przez Clausewitza, czyli konieczność nie tracenia z uwagi celu politycznego i/lub strategicznego w trakcie walki zbrojnej, gdy tzw. „mgła wojny” skłania do koncentracji na celach taktycznych i/lub operacyjnych.

Ważne jest by walki nie traktować tu wyłącznie w rozumieniu konfliktów zbrojnych. Każda walka (także polityczna, ekonomiczna) powoduje uwikłanie w doraźnym – ostrym etapie – konfliktu, podczas gdy cele polityczne można osiągnąć wykorzystując różnorodność sił i środków. Widać to szczególnie wśród polityków, zwykle skłonnych do kopiowania prostych metod walki politycznej, najczęściej nie potrafiących budować złożonych strategii.

 Paradoks Jake’a Sully i Polska

Podobnie wielu polskich oficerów ma ogromne doświadczenie, które wykracza daleko poza kwestie stricte wojskowe. W czasie operacji w Iraku, Afganistanie, Kosowie, czy na Wzgórzach Golan w Libanie, ale też w kraju, funkcjonując na styku wojska i polityki,  żołnierze muszą być nie tylko dowódcami, ale bardzo często podejmują decyzje zupełnie polityczne. Nie tylko rozumieją kontekst polityczny, ale też często mają decydujący wpływ na sytuację gospodarczą, polityczną, społeczną kraju, regionu w którym działają.

27507207346_9e716567ae_b
Gen Mirosław Różański

Dlatego właśnie gen Różański z rozgoryczeniem zadawał politykom pytanie:

czy wy nas się boicie? Dlaczego nie macie do nas odrobiny zaufania? Przecież cywile mają pełną kontrolę nad armią.

(Dziennik.pl wywiad z 31.10.2017).

Tu jest właśnie istota problemu! We współczesnych demokracjach, a na pewno w Polsce, trudno wyobrazić sobie scenariusz, w którym wojsko przejmuje siłą kontrolę nad państwem. Z bardzo wielu względów jest to nierealne. Nie staram się absolutnie kwestionować cywilnej kontroli nad armią, jest to ze wszechmiar uzasadnione i stanowi właśnie jeden z fundamentów demokracji.

27541818635_fb69bf4195_b
gen Mirosław Różański

Niemniej za tą regulacją idą obawy społeczeństwa wobec wojskowych w ogóle. Często dziennikarze mają dylemat czy wojskowy może być doradcą prezydenta czy premiera – czy to nie zbyt duży wpływ wojskowych na władzę cywilną. Pojawia się szereg innych, choć podobnej natury dylematów.

Tym sposobem marnuje się wielki potencjał wielu wojskowych, którzy swoim doświadczeniem, ale i często charakteryzującym ich tzw. realizmem idealistycznym mogliby zdecydowanie wesprzeć społeczeństwo, władze, polityków.

Dziś Gen Mirosław Różański ma niestety rację gdy mówi:

„Nie wydaje mi się, by społeczeństwo zaakceptowało generała jako kandydata w wyborach.”

Polish Ghazni PRT Members Surprise Locals
Gen Janusz Bronowicz

Podobnie warto wsłuchiwać się w wypowiedzi medialne innych generałów: Stanisława Kozieja, Waldemara Skrzypczaka czy Janusza Bronowicza, którzy krytykują decyzje, procesy, a nie personalnie osobyy polityków. Zauważmy, że wszyscy wymienieni krytyczne uwagi wyrażali wobec decydentów, niezależnie od barw politycznych aktualnej władzy.

Zakończenie

Jake Sully to postać fikcyjna, ale można wskazać na jego przykładzie ważny, acz nie zawsze dostrzegany paradoks. Żołnierz, który uczestniczył w konfliktach zbrojnych, brał udział w różnego rodzaju operacjach wojskowych, podejmował lub brał udział w podejmowaniu decyzji politycznych w rejonach konfliktów, ma inne doświadczenie niż większość społeczeństwa. Jest to wielka wartość, bowiem tacy wojskowi często są w stanie zweryfikować i zastosować/dostosować założenia teoretyczne wynikające z nauki.

Niezależnie od oceny samego prezydenta Donalda Trumpa (moja jest bardzo krytyczna) dobór zespołu doradców w postaci gen Mattisa i McMastera, gwarantuje wielki kredyt zaufania. To ludzie o olbrzymim i różnorodnym doświadczeniu, którzy mają dziś w wielu kwestiach głos decydujący w wielu sprawach. U nas wciąż boimy się, że wojskowi „skradną” demokrację.

Jeśli ktoś miałby „skraść” demokrację w Polsce, USA, Francji to na pewno nie żołnierze, prędzej od nich uczynią to partyjni politycy – wodzowie walczący tylko o własne wpływy, mediazapominające o zasadach oraz korporacje, jeśli uzyskają decydujący wpływ na polityków rządzących.

Wojskowi z doświadczeniem, którzy realizują kariery naukowe, zachowują pokorę pozwalającą wciąż się uczyć nowych kontekstów i uwarunkowań mogą stanowić podporę demokracji a nie jej zagrożenie.

Do Blog

Efekt Lucy Phere

Efekt Lucyfera opisany przez prof. Philipa Zimbardo jest mechanizmem, który niepostrzeżenie wkrada się do życia społecznego niszcząc relacje stopniowo tak, że faktycznie przez większość jest zawsze niezauważalny. Nawet w czasie największych katastrof humanitarnych, takich jak Holokaust, Wołyń 43, czy Rwanda 94, Srebrenica 95 itd. wielu uczestników tych zdarzeń mimo wszystko nie zdawało sobie sprawy ze zła w jakim uczestniczy. Cały sekret leży właśnie w stopniowym pojawianiu się tego efektu. Łatwo wówczas zaprzeczać, że: – my na pewno nie, – w naszym społeczeństwie to niemożliwe, – takie rzeczy to na Bałkanach albo na Bliskim Wschodzie, ale nie Polsce.  

Gdy usłyszałem piosenkę Muńka Staszczyka to w pierwszej chwili spodobała mi się melodia, tym bardziej, że lubię jego muzykę. Słowa wyrwane z kontekstu nie robiły wrażenia. Dopiero gdy wsłuchałem się w cały utwór – od początku do końca – zrozumiałem wielką mądrość tej piosenki.

Sam w swoich prezentacjach, szkoleniach, wykładach przedstawiam Efekt Lucyfera jako walkę zła z dobrem. Posługuję się przy tym moją ulubioną ilustracją tego problemu, na której Szatan siłuje się z Bogiem.

Nowy obraz (3)

To bardzo obrazowe i także ważne, ale jednak nieco mylące. Muniek przypomniał mi znów to o czym pisał Zimbardo. Właśnie to stopniowanie „Efektu Lucyfera” jest kluczowe. To na to trzeba zwracać szczególną uwagę. Dlatego tak ważne i mądre jest przedstawienie tego Efektu jako Lucy Phere w piosence Muńka. Istotne są słowa o budowaniu PRu, gdzie zwykle osoby, które to robią ubierają swoje cele w piękne ideały, ale w istocie często cel jest jeden – finanse… to znaczy zwykle tak jest, bowiem jest też część ludzi, którzy pieniądze traktują jak środek, a nie cel. W tym przypadku celem faktycznym jest władza.

Władza jako fetysz  to poważny problem ponieważ gdy pojawia się strategia „dziel i rządź”, to niezależnie, czy jest to wynikiem woli rządzącego czy nie, „Efekt Lucy Phere” pojawia się i szybko zdobywa pole.  Rządzący zawsze przeceniają swoje możliwości kontroli nad mechanizmami, których nie do końca (lub wcale) nie rozumieją. Nie są w stanie zrozumieć, że wywiad, wojsko, policja, propaganda, urzędy i sądy walczą z Efektem Lucyfera, ale nie stanowią wystarczających narzędzi do kontroli nad Efektem Lucy Phere.

To co wydaje się naszym sprzymierzeńcem bo pozwala władzę zdobyć i potem ją utrzymać, przedłużać, okazuje się „przyjacielem”, który ma własne cele i zaczyna przejmować kontrolę nad wszystkimi procesami w społeczeństwie. Drobna i niepozorna Lucy osiąga władzę nad tymi, którym wciąż jeszcze się zdaje że rządzą. Piękny PR, skrojony tak by wygrać władzę, okazuje się pułapką z której bardzo trudno się wyplątać.

2017-04-11 (3)

Clausewitz pisał, że der Zweck (cel polityczny) musi być zawsze głównym w wojnie. Cel działań zbrojnych – das Ziel musi mieć charakter podrzędny. Ale mgła wojny czasem powoduje, że widzimy tylko das Ziel. Nawet gdy walkę wygramy, mówimy że wciąż się toczy bo wszyscy chcą nam ją odebrać, spiskują i knują przeci nam i tylko my wiemy co jest dobre, właściwe. Nie jesteśmy w stanie przejść do der Zweck.  Tu właśnie kryje się i wychodzi z ukrycia wraz z całym swoim urokiem Lucy Phere. Ona żywi się walką, rośnie gdy łamiemy granice sporu, gdy konflikt nie jest merytoryczny, nie wynika z idei, ale jest osobisty i dąży do „zniszczenia” przeciwnika.

Powiecie, że przesadzam? Że w Polsce ten konflikt nie jest aż taki? Powiem, że Polska to piękny kraj, w którym żyją wspaniali ludzie. Ale „Efekt Lucy Phere” może to zniszczyć szybciej niż nam się zdaje. Dlatego trzeba go widzieć na poszczególnych etapach, gdy zaczyna dominować w mediach, na ulicy, a wreszcie w rodzinach, nawet szkołach… to znak, że Lucy Phere się rozkręca i działa coraz mocniej, ale my tego nie chcemy widzieć bo jej postać to śliczna dziewczynka o niebieskich oczach. Wszak walczymy w imię pięknych ideałów gromiąc zdrajców Ojczyzny, a w wyobraźni słyszymy szum piór przyczepionych do husarskiej zbroi. Musimy widzieć co Lucy Phere robi, a nie jak wygląda. Co się z nami dzieje, a nie jaki PR jest dziś stosowany (np. w postaci fatalnych „przekazów dnia”).

Poniżej jeszcze jeden slajd z mojej prezentacji. Zaznaczam, że obaj politycy są po środku w przeciwieństwie do żołnierzy wykorzystywanych jako narzędzie. Ludzie potrafią stać się w tym samym czasie bezwzględnymi oprawcami albo bohaterami ratującymi życie ludzkie. Musimy sobie uświadamiać „Efekt Lucy Phere” aby nie popaść w kłopoty i sytuację bez wyjścia.

Nowy obraz (4)

Do Blog

Atak USA na Syrię 7 kwietnia 2017, jako rozgrywka geopolityczna

Od razu zastrzegam, że nie mam pojęcia kto użył broni chemicznej w Syrii, być może to się wyjaśni, a może nie. Wszystkie przypadki użycia tego typu broni w Syrii po 2011 roku były, są i będą przedmiotem sporu co do ich autorstwa. Chcę krótko zająć się grą geo-politytczną między USA a Rosją w kontekście tego ataku, ponieważ od tego będzie zależał dalszy los Syryjczyków, a w konsekwencji także reszty świata. 

Niewątpliwie po niepowodzeniu zacieśnienia współpracy między USA a Rosją, nowy prezydent Stanów Zjednoczonych szukał innych możliwości dla uczynienia „America great again” także na polu międzynarodowym. Gdy odsunął gen Michaela Flynna, a w jego miejsce powołał gen. McMastera, jasne się stało, że w jego obozie zaczynają dominować zwolennicy tradycyjnej polityki USA, nakierowanej na budowanie sojuszy, ale w taki sposób by zagwarantować utrzymywanie dominującej roli USA.

W międzyczasie doszło do fatalnej operacji w Jemenie, która uświadomiła prezydentowi, że musi słuchać doradców i nie działać pochopnie i impulsywnie. Atak na bazę Syryjską został właśnie tak zaplanowany.

Biały Dom poinformował Rosję o planowanym ataku, ale na tyle późno, by ta nie zdążyła przygotować ewakuacji bazy syryjskiej. Stąd Rosja raz potwierdza, a raz zaprzecza, że taką informację od USA otrzymała. Rosja wielokrotnie wcześniej wyraźnie sugerowała, że wszelkie działania względem Syrii, nie tylko wymagają negocjacji z Kremlem, ale nawet jego akceptacji. Konferencja w Astanie była tego jasnym świadectwem, gdy USA zostały tam zaproszone do udziału (niejako w roli obserwatora), a nie jako współorganizator. Trump musiał odmówić. O pozostałych sygnałach z Rosji świadczących o chęci względnej dominacji Rosji w „sojuszu” z USA pisałem już 26 styczni br.: „Trzy wydarzenia okresu przejsciowego, istotne dla nowej administracji USA” 

Trump zrozumiał wówczas, że podział wpływów na Bliskim Wschodzie może być tylko efektem twardej gry geopolitycznej i politycznej, a nie „biznesowej” współpracy z Rosją.  Stąd odsunięcie Flynna oraz żądanie zwrotu Krymu. Oba te ruchy raczej wzbudzały rozbawienie na Kremlu. Jednak Putin chyba nie przewidział, że to tylko zapowiedź kolejnych kroków. Dzisiejszy atak w Syrii o tym świadczy. Odpowiedzią Rosji obecnie, będzie zapewne wzmożenie ataków przeciw rebeliantom popieranym przez USA, znów przemieści Iskandery M do Kaliningradu (nie wiem który już raz), dokona jakiejś liczby lotów „patrolowych” strategicznymi bombowcami w pobliżu terytorium NATO. Niebezpieczne byłoby natomiast gdyby Rosja postanowiła uaktywnić tzw. „rebeliantów” w Donbasie.

Osoby, które znały Trumpa zanim został prezydentem przestrzegały, że jeśli deal między Rosją i USA się nie powiedzie, to Trump stanie się dla Kremla bardzo twardym graczem. Myślę, że ten moment właśnie nastąpił. Atak w Syrii pokazał, że USA prawdopodobnie opracowały nową strategię bezpieczeństwa (lub przynajmniej zarys) , której autorami mogą być gen Mattis wraz z gen McMasterem. Zapewne Rex Tillerson ją akceptował, a Trump przyjął do realizacji. USA posiadają też tzw. Wielką strategię (choć za czasów Obamy chyba była mocno zaniedbana), która ma wpływać na mechanizmy geo-polityczne.

Problemem jednak jest to kto po Asadzie mógłby rządzić Syrią. Sam Trump w kampanii twierdził że w Syrii nie ma rebelii, którą USA mogłyby popierać. Teraz jego administracja żąda odsunięcia Asada. Kto więc miałby tam przejąć władzę? Budowanie rządu jedności narodowej od zera jest to proces na dekady. Amerykanie to wiedzą przynajmniej od 2003 roku. Wie o tym na pewno gen Mattis, z którym dokładnie o tym rozmawiałem. Na wiele pytań brak jest dziś odpowiedzi.

Być może więc powstająca strategia polega na tym, że USA za pomocą operacji takich jak dziś przyciskają Asada „do ściany”, demonstrują, że sprawy już nie wrócą do stanu z czasów Obamy, po czym proponują mu pozostanie na stanowisku w zamian za marginalizację Rosji i Iranu. Jednocześnie zmuszają opozycję do negocjacji a tych którzy nie przystąpią do współpracy traktują jak terrorystów. Scenariusz niebezpieczny i trudny, ale możliwy.

USA będą starały się ograniczyć gwałtowny wzrost wpływów Iranu na Bliskim Wschodzie oraz mniejszy, ale istotny Rosji. Syria to oba te cele naraz. Oczywiście Syria jest też państwem tranzytowym dla przesyłu surowców energetycznych, a więc ma także znaczenie geo-ekonomiczne. Dlatego też Syria jest dziś tak ważnym miejscem. Stała się ważnym „sworzniem” geopolitycznym dla państw kluczowych. Od 6 lat na tej walce o wpływy cierpią głównie cywile.

Oczywiście można głosić konieczność pojednania w imię dobra ludzkości, ale takie hasła nie działają gdy funkcjonuje „geopolityczne urządzenie mechaniczne”. Dlatego trzeba rozpatrywać wydarzenia pod kątem realnych scenariuszy, acz nie można rezygnować z wzywania do przestrzegania zasad etyki, humanitaryzmu, i wartości.

Jak zwykle postuluję idealizm, ale oparty o na realizmie.