I po Mattisie. Zmiana na stanowisku Sekretarza Obrony USA

Jak ważna jest zmiana na stanowisku Sekretarza Obrony? Jakie ma to znaczenie dla Polski, a jakie dla ładu światowego? Co spowodowało rezygnację gen Mattisa? W jakim kierunku zmierza administracja Trumpa? To pytania ważne fundamentalnie nie tylko dla Prezydenta i Premiera RP, ale także dla mieszkańca Stuposian w Podkarpackiem. 

Reklamy

Jak ważna jest zmiana na stanowisku Sekretarza Obrony? Jakie ma to znaczenie dla Polski, a jakie dla ładu światowego? Co spowodowało rezygnację gen Mattisa? W jakim kierunku zmierza administracja Trumpa? To pytania ważne fundamentalnie nie tylko dla Prezydenta i Premiera RP, ale także dla mieszkańca Stuposian w Podkarpackiem. 

Niemal dwa lata temu pisałem na #StratLider o nominacji gen Jamesa Mattisa na stanowisko Sekretarza Obrony USA, przedstawiłem jego sylwetkę w tekście, a także pisałem o tym dla „Polska the Times”, mówiłem w TV i Radiu. To był ważny moment dla świata i dla Polski. W Wiadomościach TVP moja wypowiedź na ten temat została zatytułowana: „Wściekły pies na czele Pentagonu” opatrzona paskiem o treści, która sugerowała, że nominacja gen Mattisa to dobra wiadomość dla Polski. To była prawda.

Moja praca naukowa koncentruje się na działaniach Sił koalicji w Iraku, piszę o strategii i przywództwie, jakie USA tam zaprezentowały i problem ten jest znacznie bardziej złożony niż się to najczęściej przedstawia (książka już prawie ukończona). W ramach tych badań uczestniczyłem w stypendium naukowym w Hoover Institution, które jest częścią Uniwersytetu Stanforda, gdzie poznałem gen Mattisa, jeszce przed nominacją do administracji prezydenta Trumpa. Wskutek powyższych przyczyn śledziłem bardzo uważnie poczynania administracji USA i szczególnie działania gen Mattisa, jako Sekretarza Obrony, gospodarza potężnego „państwa w państwie”, jakim jest Pentagon.

Aktywność Sekretarza Obrony

Te niespełna dwa lata gen Mattis spędził niezwykle aktywnie, niemal zawsze był w jakiejś podróży, a to do Azji wschodniej, na Bliski Wschód, Europy, itd. Nie wypowiadał się zbyt często dla mediów, choć także nie unikał kontaktu, gdy było trzeba. Ja w tym czasie miałem z nim sporadyczny kontakt mailowy i choć były to krótkie wiadomości, to jednak także dawały mi pewne pojęcie o jego postawie. Z tych wszystkich powodów wydaje mi się, że w dniu ogłoszenia rezygnacji gen Mattisa z funkcji Sekretarza Obrony, (gdy piszę te słowa, w USA jest wciąż ten sam dzień) należy przedstawić kilka wniosków.

Generał, Mattis przez ostatnie dwa lata był ogromnie aktywny. Kiedyś napisałem do niego, że gdy obserwuję jego aktywność mam wrażenie, że z dwóch frontów, na których się prowadzi działania (wewnętrzny i zewnętrzny wg koncepcji Józefa Piłsudskiego), to ten wewnętrzny zdaje się trudniejszy. W odpowiedzi wcale nie spodziewałem się narzekania, wszystko, co wiem o Generale utwierdza mnie zawsze w przekonaniu jak wielki to patriota, jak niezłomne zasady wyznaje. Odpowiedział, że „All’s well on the Potomac front, no problem” (wszystko dobrze na froncie Potomak, nie ma problemu).

Tarcia pomiędzy SecDef i POTUSem

Niemniej z każdym miesiącem nie tylko widać było coraz więcej tarć, ale też działania i wypowiedzi prezydenta nie zawsze korespondowały z wypowiedziami gen Mattisa. Można było odnieść wrażenie, że obaj panowie prowadzą własną politykę, co nie znaczy, że nie było koordynacji. Z moich obserwacji wyciągam wniosek, że gen Mattis nie zaprzeczając słowom i czynom prezydenta, starał się je wykorzystywać tak, by ich skutki nie zakłócały jego działań realizowanych zgodnie ze strategią, którą zresztą uzgodnił z prezydentem.

Dlatego też, gdy Trup mówił o UE jako wrogu, gdy podważał artykuł 5 traktatu NATO, gen Mattis zapewniał o współpracy i całkowitym poświęceniu USA dla sojuszników. Gdy Trump zdawał się mówić „America First – and only”, Matis zmieniał to w „America First – for world’s good”, Gdy Trump ogłaszał sukces rozmów z Kim Dzong Unem, twierdząc, że problem zbrojeń nuklearnych Korei Płn. jest rozwiązany, Mattis ostrzegał przed tym, jak złożone są relacje wewnętrzne w tym małym państwie. Gdy zaś Donald Trump wikłał się w rozmowy z Władimirem Putinem, po jednej z nich twierdząc, że lubi swój wywiad, ale ufa Putinowi w kwestii wpływu Rosji na wybory w USA, Mattis prezentował zawsze jednolite stanowisko wobec Rosji, polegające na tym by rozmawiać, ale jedynie w twardy sposób. Nigdy nie wykluczył też wpływu Kremla na wybór Trumpa.

Fort Trump

Pochlebstwa, które tak działały na Trumpa, nie robiły najmniejszego rażenia na Mattisie, a wręcz wzbudzały jego ostrożność. Gdy więc pojawił się temat „Fort Trump”, jak nietrudno się domyślić, Prezydent okazywał swoją satysfakcję z faktu, iż baza US w Polsce miałaby być tez jego pomnikiem, a gen Mattis, odpowiadał, że sprawdzimy, policzymy, pomówimy oraz, że nazwa nie jest tu najważniejsza. W dealu pt. „Fort Trump” administracji polskiej chodzi o przekonanie takim pochlebstwem i 2 mld dolarów, by baza była permanentna, podczas gdy Mattis przekonuje, że US odchodzą od takich rozwiązań, że bazy rotacyjne są znacznie bardziej korzystne dla sprawności wojsk US, które muszą się przenosić, co jakiś czas, ćwiczyć w różnych środowiskach, nabierać nowego doświadczenia, a także trenować przemieszczanie wojsk, rozbudowywać logistykę itd. Jednocześnie takie bazy mają identyczne oddziaływanie odstraszające wobec Rosji. Innymi słowy zdawał się sugerować, by nie wyrzucać ogromnych pieniędzy w błoto, a zamiast tego rozbudowywać własny potencjał zbrojny.

Rezygnacja Mattisa

Senator Nancy Pelosi zaraz po infromacji o rezygnacji gen Mattisa powiedziała dla ABCNews: „Yes, I am shaken by the resignation of Gen. Mattis, for what it means to our country, for the message it sends to our troops and for the indication of what his view is of the commander-in-chief.” Można zarzucić, że to demokratka, a oceniając po konflikcie w naszym kraju, to musi oznaczać, że rządzący i opozycja nie potrafią zgadzać się na żadnej kwestii, jednak w przypadku gen Mattisa, głosy krytyczne były bardzo sporadyczne zarówno wśród republikanów jak i demokratów. Oskarżać go mogli jedynie skrajni pacyfiści.

Gra pomiędzy Trumpem i Mattisem musiała jednak dobiec końca, bowiem ani prezydent nie mógł nie słyszeć rozdźwięku pomiędzy jego twittami i wypowiedziami Sekretarza Obrony, ani też Mattis nie był w stanie wszystkich, często bardzo chaotycznych działań Trumpa odpowiednio „zagospodarować”. Stopniowo tarcia były coraz większe, czego potwierdzeniem jest wpis na twitterze prezydenta sprzed kilku tygodni, o tym, jakoby Mattis miał być kimś jakby demokratą – „I think he’s sort of a Democrat, if you want to know the truth.”

Konsekwencje rezygnacji dla Polski

Tak jak rezygnacja Mattisa jest ważnym znakiem zarówno dla republikanów jak i demokratów, tak samo powinna być bardzo istotnym sygnałem do refleksji nad Wisłą, bowiem o ile nad Potomakiem mogą się obawiać kłopotów, które co najwyżej nieco obniżą PKB USA, czy osłabią relacje z Meksykiem i na Bliskim Wschodzie, o tyle pomiędzy Zachodem, a Rosją, mamy do stracenia znacznie więcej. Rosja z pewnością od miesięcy, a w zasadzei od trzech lat miała swoje warianty działania na tę okoliczność. Teraz gdy Mattis przestanie mieć jakikolwiek wpływ na Trumpa, Putin z pewnością będzie chciał przetestować nowy układ sił w USA.

Nie twierdzę, że to, co się stało jest jakąś katastrofą dla Polski, ale to, jak zmieni to naszą sytuację zależy od naszych polityków podejmujących kluczowe decyzje. Od ich doświadczenia i wiedzy o sprawach międzynarodowych, od ich umiejętności myślenia strategicznego, umiejętności negocjacyjnych, ale i koncyliacyjnych, od ich sprytu i mądrości zależeć będzie czy polskie bezpieczeństwo ucierpi, czy polska obronność pozostanie na niskim poziomie czy będziemy potrafili w tej nowej sytuacji się odnaleźć.

W tekście sprzed dwóch lat, pisałem, że ważne jest także by decydenci polscy, zamiast pochlebcami (otrzymującymi dotacje na własne media) otaczali się ekspertami i specjalistami znającymi różne płaszczyzny funkcjonowania administracji USA i potrafiącymi zachować bezstronny krytycyzm. W ten sposób budowanie relacji jest znacznie łatwiejsze, ale też trzeba się zmierzyć z krytyką, co nie każdy jest w stanie przełknąć. Tu jednak kwestie partyjne nie mogą być przeszkodą. Interes Polski wymaga myślenia ponadpartyjnego i to jest sprawa fundamentalna! Tak jest w USA w pewnej mierze, gdzie republikanie nie mają problemu z krytykowaniem własnej administracji, podobnie jak w czasach Obamy wielu demokratów otwarcie krytykowało tamtego prezydenta. Taka postawa jest prawdziwym patriotyzmem, bo zmusza prezydentów, ministrów, urzędników do najlepszej pracy, a nie rozleniwia, gdy „żelazny elektorat” i tak „nas” popiera niezależnie, co robimy.

Zakończenie

Zapewne teraz (niezależnie kto zastąpi Mattisa), prezydent będzie jeszcze bardziej podatny na pochlebstwa, ale wcale nie znaczy to, że tym sposobem doprowadzi się do dealu, który będzie korzystny dla partnera USA. Trzeba mieć stale na uwadze „podejście biznesowe” Donalda Trumpa. Stopniowa wymiana kluczowych osób administracji USA, poczynając od Rexa Tillersona (potem wpisy na twitterze prezydenta o „głupocie byłego Sekretarza Stanu), McMastera i teraz Mattisa każą zachowywać szczególną uwagę w relacjach z USA.

Konieczne jest też odbudowanie relacji z zachodnimi partnerami Polski tak, aby nasza pozycja negocjacyjna nie cierpiała na podejściu ukierunkowanym na jednego tylko partnera i to nieproporcjonalnie silniejszego. Trzeba pamiętać, że dla USA nigdy nie byliśmy i nie będziemy priorytetem, to nasza postawa i umiejętność „Gry na wielkiej szachownicy”, może zapewnić nam powodzenie i rozwój lub zepchnąć nas ponownie w poczet narodów bez własnego państwa…

Nacjonalizm a Patriotyzm

W związku z moimi częstymi odniesieniami do ekstremizmu w postaci nacjonalizmu bądź tzw. radykalizmu religijnego, pragnę wyjaśnić jak widzę tę kwestię. W mojej wypowiedzi dla TVP Info z dn. 18.09.2016 stwierdziłem, że radykalizm narodowy tak samo jak islamski jest niebezpieczną drogą, degenerującą wewnętrzne i zewnętrzne funkcjonowanie państwa. Od razu zastrzegam się, że nie deprecjonuję zagrożenia ze strony terroryzmu islamskiego, a jedynie odnoszę się do tezy jakoby nacjonalizm polski był lepszy od nacjonalizmów innych narodów.

 Zacznę od przytoczenia cytatu z Jana Pawła II, który stanowi wyznacznik wartościujący pojęcia patriotyzmu i nacjonalizmu lepiej niż słowniki: „Należy ukazać zasadniczą różnicę, jaka istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszącym pogardę dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest godziwą miłością do własnej ojczyzny. Prawdziwy patriota nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem innych. To bowiem przyniosłoby ostatecznie szkody także jego własnemu krajowi, prowadząc do negatywnych konsekwencji zarówno dla napastnika, jak i dla ofiary. Nacjonalizm, zwłaszcza w swoich bardziej radykalnych postaciach, stanowi antytezę prawdziwego patriotyzmu i dlatego dziś nie możemy dopuścić, aby skrajny nacjonalizm rodził nowe formy totalitarnych aberracji. To zadanie pozostaje oczywiście w mocy także wówczas, gdy fundamentem nacjonalizmu jest zasada religijna, jak się to niestety dzieje w przypadku pewnych form tak zwanego «fundamentalizmu»”.

(Jan Paweł II, Przemówienie Ojca Świętego do Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Nowy Jork, 5 października 1995, w: L’Osservatore Romano (edycja polska), 11-12/1995, s. 7.)

Często spotykam się ze stwierdzeniem, że tylko radykalizm prawicowy może się „pozbyć” radykalizmu islamskiego, ponieważ wszelkie inne drogi już zawiodły. W związku z tym każdy kto nie jest nacjonalistą, musi być lewakiem planującym zniszczyć kulturę narodową albo islamskim terrorystą. Nie ma być już miejsca na patriotów o innym niż nacjonalistyczne nastawieniu.

Taki konstrukt myślowy jest czystą demagogią, niemal wprost przeszczepianą do  świadomości społeczeństw za pomocą politycznych propagandzistów. Zdecydowana większość naszego dorobku kulturowego, wiedza i edukacja będąca konsekwencją myśli filozoficznej, socjologicznej czy psychologicznej w takiej narracji traci zupełnie na znaczeniu, bowiem jest wrzucana do „worka” z napisem „zła poprawność polityczna”. Ja nie mam pewności, czy ten proces prowadzący w prostej linii do ostatecznych podziałów na radykałów różnych odcieni i otwartej konfrontacji (czytaj wojny domowej w skali europejskiej) jest odwracalny czy już nie, jednak dopóki otwarta wojna między „prawakami”, „lewakami” i „islamistami” i Bóg wie kim jeszcze nie wybuchła, trzeba wołać o rozsądek, ponieważ cała nasza wiedza cywilizacyjna opiera się na nauce, która mówi że radykalizm jest przyczyną nieszczęść. Niestety jak widać ani faszyzm, komunizm ani czystki etniczne w byłej Jugosławii niczego nie nauczyły części społeczeństwa, która niebezpiecznie rośnie w siłę.

Znów słyszę z ust Pana Terlikowskiego, (w programie red Pospieszalskiego sprzed kilku dni), że nasz – polski nacjonalizm nie jest porównywalny z hitlerowskim, bo jest oparty na patriotyzmie i chrześcijaństwie. Jest więc pozytywny, choć sam redaktor Terlikowski szybko dodaje że go nie popiera. Dlaczego nie popiera skoro widzi same pozytywy? Czy to przejaw poprawności politycznej? Może jednak wie, że Hitlerowcy całą swoją ideologię opierali właśnie na uskrajnionym patriotyzmie – który przerodził się w faszyzm. Red Terlikowski jest zbyt inteligentnym człowiekiem, aby nie wiedzieć jak mroczne i niebezpieczne demony wywołuje. Zapewne po prostu, tak jak większość polityków na świecie jest przekonany, że ta właśnie – „dobra” władza utrzyma ogień radykalizmu pod kontrolą. Jednak trzeba wiedzieć, że tego ognia kontrolować się nie da i może on przynieść zgubę narodom i państwom. Zofia Posmysz, która przeżyła pobyt w obozie Auschwitz, obserwując wzrost agresji przestrzega, że Auschwitz może się powtórzyć. Ludzkość nie zmieniła się niestety wiele przez ostatnich sto lat.

Jeśli do tego dodać łatwość infiltracji najbardziej radykalnych środowisk przez czynniki wrogie z zewnątrz, obraz chaosu powodowanego przez nacjonalizm staje się bardziej klarowny. Im więcej konfliktów wewnętrznych i im ostrzejsze, tym łatwiej na nie wpływać z zewnątrz. To prawda tak oczywista, że niemal aksjomatyczna. Warto mieć tego świadomość nawet będąc w obozie radykalnym i dobrze rozeznać swoje otoczenie, a nie podchodzić do liderów bezkrytycznie.

Około rok temu na zaproszenie Pana Krzysztofa Bosaka, miałem okazję odbyć spotkanie z grupą Młodzieży Wszechpolskiej w Rzeszowie, które zapoczątkowałem wykładem o moim udziale w misji ONZ pomiędzy Izraelem i Syrią oraz w Iraku. Mimo iż zdaję sobie sprawę z postaw tej młodzieży, nasza rozmowa przebiegała w świetnej atmosferze. Nie zgadzaliśmy się, ale zachowaliśmy wzajemny szacunek. Dla wielu osób z zewnątrz, sama przynależność do MW świadczy o nacjonalizmie, gdy tymczasem wielu z tych młodych ludzi jest prawdziwymi patriotami. Nie widzą często innego sposobu manifestowania swojego przywiązania do Ojczyzny. Być może wcześniej nie powstawało wystarczająco dużo platform w których mogliby i młodzi ludzie manifestować swój patriotyzm. Może to jeden z grzechów rządzącej wcześniej PO? Natomiast przy niewłaściwych liderach łatwo jest ich popchnąć w stronę ekstremizmu, dlatego tak ważne kto z tą młodzieżą rozmawia i jakie treści jej wpaja.

Moja wypowiedź w TVPInfo dotyczyła zamachów w Nowym Yorku z 17 września 2016 roku. Wielu chciałoby wmówić społeczeństwu, że islamski terroryzm jest dziś jedynym prawdziwym zagrożeniem, a strona prawa – obojętne jak radykalna – jako jedyna może obronić społeczeństwo. Warto więc spojrzeć na statystyki zaczerpnięte z Washington Post (When should a shooting really be called ‘terrorism’?)

imrs-1

Takich statystyk jest bardzo dużo i trzeba sporej zręczności manipulatorskiej żeby odwrócić ten obraz i przyznać palmę pierwszeństwa radykałom islamskim. Organizacji neo-faszystowskich, rasistowskich i wszelkiego typy innych skrajnych radykalizmów jest w USA bardzo wiele.

Jednocześnie wiele jest też organizacji radykalnych islamskich. O Salafitach w Europie pisałem także (Państwo Islamskie: wojna ideologii, a nie religii) i uważam, że to oni i posiłkujące się ich ideologią organizacje terrorystyczne są największym zagrożeniem dla Europy jeśli chodzi o zamachy. Jednak radykalizm prawicowy (czytaj nacjonalizm) jest równie niebezpieczny bo dzieli społeczeństwa i nie szanuje innych grup społecznych. Nie cierpi tolerancji, jest ksenofobiczny.

A więc nacjonalizm TO NIE JEST PATRIOTYZM!

Patriotyzm to postawa ukierunkowana na dobro ojczyzny, a nie jednej grupy społecznej. Patriotyzm to postawa budująca dialog między partiami (zaznaczam że nie zgodę – tylko dialog) dla dobra całego kraju, a nie niszcząca opozycję – jak dzieje się to np. w Turcji, ale też na Węgrzech. Patriotyzm to też pokora, pozwalająca zrozumieć, że nie mam monopolu na rację, nie wiem wszystkiego, część racji mogą mieć przeciwnicy polityczni (tak zawsze jest), a więc trzeba rozmawiać, trzeba uśredniać poglądy, bo to istota demokracji. Ta średnia nie ma być arytmetyczna – a raczej polegająca na „Złotym środku” Arystotelesa, i to demokratycznie wybrana władza w wyniku dialogu ze społeczeństwem i opozycją podejmuje ostateczne decyzje.

Wreszcie patriotyzm to zdolność do samokrytycyzmu pozwalającego na ciągłe doskonalenie. Oczywiście już słyszę, i czuję złość prawicowych czytelników, że przecież samobiczujemy się ciągle i stąd nasze kompleksy. I to racja! Jesteśmy zakompleksieni przez edukację i myślenie o porażkach. Wychowani jesteśmy na martyrologii. Trzeba więcej husarii, więcej Sobieskiego pod Wiedniem, więcej Bitwy Warszawskiej, więcej zwycięstwa Solidarności kosztem porażek w lekcjach naszej historii. Ale też zakrzykując, negując własne winy historyczne, a jedynie z pełną siłą piętnując cudze wobec siebie, nie budujemy „Silnej Polski”, lecz małą, zakompleksioną, skłóconą i w dużej mierze śmieszną. Taka postawa, połączona z agresywnym hejtem pełnym przerzucania się linkami do najbardziej skrajnych stron internetowych (czym można udowodnić dokładnie każdą tezę) powoduje, że nasze awatary na twitterze czy facebooku z husarią a nawet marszałkiem Piłsudskim czy kotwicą urągają ich znaczeniu i pamięci. W oczywisty sposób wypaczając historię dajemy świadectwo naszej degeneracji cywilizacyjnej, a zatem urągamy samemu patriotyzmowi. Znów zaznaczam, że nikt tu nie mówi o równowadze. Jeśli z całą mocą zaakcentujemy nasze cechy narodowe, dzięki którym odnosiliśmy i wciąż odnosimy sukcesy, ale i potrafimy przyznać się do błędów to to dopiero będzie świadczyło o naszej wyjątkowości i wielkości. To prawdziwy PATRIOTYZM. Patriotyzm to szacunek dla symboli ale i polskiego munduru, to szacunek dla urzędu Prezydenta (niezależnie kto nim jest), szacunek dla Sejmu (niezależnie kto w nim zasiada). Szacunek oczywiście nie uniemożliwia krytyki – ale krytyki konkretnych działań i czynów, postaw a nie wynikającej z walki partyjnej.

Jeśli ktoś twierdzi, że polski naród jako jedyny na świecie i w całej historii nigdy nie dopuścił się niczego niegodnego, naraża się na śmieszność i ostracyzm. Ośmieszając własną ojczyznę nie stajemy się patriotami. Patriotyzm nie jest w kontrze do poziomu cywilizacyjnego – jest więc w takim sensie przeciwnością nacjonalizmu, bo ten neguje dorobek nauki promując mitologię – kosztem wiedzy i brutalizując relacje wewnętrzne kosztem dialogu.

Wśród zwolenników PiS jest wielu wspaniałych patriotów, z którymi nawet o najtrudniejszych tematach i bez zgody, można jednakże rozmawiać. Nie zgadzam się więc gdy ktoś ze środowisk tzw. liberalnych  twierdzi, że nie ma w PiS rozsądnych ludzi, podobnie jak nie zgadzam się z niektórymi zwolennikami PiS, że po stronie np PO są sami zdrajcy. Całe szczęście zdecydowana większość społeczeństwa to ci, którzy nie patrzą na Rzeczpospolitą tylko przez partyjne okulary choć przyznaję że radykałowie są najgłośniejsi.

Jeśli ktoś doczytał aż do tego miejsca to już jak sądzę jest świadectwo wystarczającej cierpliwości dla nawiązania dyskusji.

Na koniec przedstawię wpis na twitterze obecnego Prezydenta RP, Andrzeja Dudy: „Zadaniem polityków powinno być niedopuszczenie do tego, by krzywdzące stereotypy na temat imigrantów burzyły spokój i ład społeczny” – PAD.

Szczyt NATO znaczenie i konsekwencje

6308a209-2a8b-482c-83b2-add0425a97b1

elegaci na szczyt NATO w Warszawie zajmą się kilkoma z góry ustalonymi kwestiami, tożsamymi z zasadniczymi interesami i zagrożeniami tego sojuszu  obecnym czasie. Tak więc z uwagi na miejsce w jakim się odbywa, zasadniczą kwestią jest obrona wschodniej flanki NATO oraz relacje z Rosją. Drugi problem to sytuacja na Bliskim Wschodzie i kwestia imigracji z południa, a trzecia to wzmocnienie możliwości kolektywnej obrony i wydatków państw na obronność .

W każdej z tych kwestii istnieje wiele komplikacji, sprzecznych interesów wewnątrz NATO a także istotne znaczenie mają duże dysproporcje możliwości strategicznych i operacyjnych poszczególnych członków sojuszu. To powoduje, że każda aktywność polityczna NATO musi być realizowana „małymi kroczkami”. Bez jakiegoś wydarzenia o znaczeniu katastrofalnym (bo zasadnicze to za mało) – NATO nie będzie działało szybko. Jednak i tak to jedna z najbardziej zintegrowanych i „mobilnych” organizacji dzisiejszego świata. Jeśli bowiem narzekamy na UE to zwróćmy uwagę na jakie trudności napotyka Kreml budując Unię Euroazjatycką, jakie napięcia występują w  łonie BRICS nie mówiąc już o Lidze Arabskiej, OPEC czy GCC… NATO na tle tych organizacji, ale też na tle historii… jest tworem niezwykle skonsolidowanym i posiadającym jednak pewną wspólnotę interesów „za” a nie tylko „przeciw”. NATO było budowane w opozycji do UW, ale po 89 roku jest faktycznie układem bezpieczeństwa znacznie bardziej niż OBWE czy ONZ.

Szczyty NATO mają właśnie dlatego takie znaczenie, że są punktem kulminacyjnym negocjacji „pomiędzy-szczytowych”. Co więcej, najważniejsi członkowie NATO dbają o to, by finały tych negocjacji (Szczyty NATO), były ważne gatunkowo i propagandowo. To nie są negocjacje UE, z których przeciętny obywatel nic nie rozumie. Decyzje będące „wynikiem szczytu” brzmią jednoznacznie i jasno. To ma być sygnał dla przeciwników NATO, ale też dla członków tego sojuszu. Ci drudzy mają być przekonani, że to sojusz który ma znaczenie. Co nie zwalnia nikogo z budowania własnego potencjału obronnego – uzależnionego od sytuacji geopolitycznej. Oczywiście ustalanych jest też wiele decyzji szczegółowych o których się nie mówi.

A więc znaczenie musi być mocno symboliczne ale też podejmowane decyzje muszą mieć namacalne efekty. Nie ma więc lepszego symbolizmu niż organizacja szczytu w Warszawie, której nazwa widniała w sojuszu militarnym czasu zimnej wojny, w sytuacji gdy Rosja nawiązuje do tej zimnej wojny i próbuje odtworzyć układ sił jaki wówczas istniał. Warszawa nie tylko jest dziś w UE i NATO, ale jest to miejsce o kluczowym znaczeniu w ramach sojuszu Północnoatlantyckiego. To znaczenie może być faktycznie zasadnicze – nie tylko propagandowo (ale o tym dalej).

Decyzje jakie za tym wydźwiękiem polityczno-propagandowym idą to bataliony, które będą rozmieszczone w państwach bałtyckich i w Polsce, powrót do budowy tarczy antyrakietowej i zasadnicze zmiany w potencjałach obronnych państw – w tym powrót do koncepcji 2% budżetu na obronność. Niemniej jednak równie ważne są deklaracje o udziale NATO w konfliktach na Bliskim Wschodzie oraz udział w zarządzaniu kryzysem imigracyjnym. Niemniej jednak, o ile NATO ma zasadnicze znaczenie w kwestii odstraszania Rosji od prowadzenia działań szeroko określanych wojną hybrydową, potencjalnie w państwach Bałtyckich i/lub Polsce oraz osłabiania rosyjskich działań w Ukrainie, to jednak aktywność NATO na kierunku południowym jest znacznie słabsza. Tam zasadnicze znaczenie ma zaangażowanie USA, które nie do końca chcą aby sojusz mieszał się ich interesy. Dlatego to właśnie NATO „szuka swojej roli na Bliskim Wschodzie” – i nie może jej znaleźć. Ciekawe że słychać głosy o tym, że na Bliskim Wschodzie nie chcą NATO, ale nikt nie pyta czy chcą tam USA. NATO jako sojusz jest znacznie trudniej oskarżać o kolonizowanie państw i regionów, chęci czerpania zysków z ropy i inne kwestie konfliktogenne. A więc legitymizacja działań NATO byłaby znacznie większa niż koalicji do zwalczania ISIS pod przywództwem USA. NATO ma tu wielki potencjał i mogłoby stosować rozwiązania znacznie bardziej nawiązujące do Smart Power niż same USA. Także Polska wysyłając swoje 4 F-16 i 210 żołnierzy w ramach NATO, wyglądałaby lepiej z perspektywy społeczności międzynarodowej niż do koalicji.

Jaka w tym wszystkim jest rola Polski? Ta rola może dość szybko rosnąć, ale może i rozmyć się zupełnie. Zasadniczo ważne jest by umiejętnie rozdzielać kwestie wewnętrznej polityki w RP i sprawy NATO oraz nasz interes geopolityczny. Oczywiście kwestie wewnętrzne mogą odgrywać rolę wzmacniającą nasze miejsce w NATO, ale zasadniczą kwestią jest cel jaki mają władze RP. Ten cel musi być starannie dobierany i wyznaczany własnymi możliwościami i istniejącymi uwarunkowaniami. Trzeba więc uwzględniać pozycję Polski, ale i jej położenie i obecną sytuację geopolityczną. Tak więc dzielenie priorytetów i kładzenie nacisku na te które w danych okolicznościach są zasadnicze jest fundamentem.

Co więcej – niezależnie od opcji, która aktualnie rządzi czy jest w opozycji warto sobie uświadomić, że szczyt nie jest wydarzeniem władz ale całej Polski. Dlatego zarówno opozycja nie powinna zgłaszać wniosku o odwołanie ministra Obrony Narodowej w przeddzień szczytu, jak i władza powinna przełamać się i pójść na prawdziwy kompromis w kwestii TK. Jestem przekonany, że każdy czytający ten tekst, zależnie od popieranego stronnictwa oburzy się na jedną z części powyższego zdania. Nie mniej jednak właśnie na tym polega zrozumienie interesu narodowego w mojej opinii. Wbrew temu co wmawia się społeczeństwu poprzez media, zarówno Barack Obama jak i liderzy zachodni mają wiedzę i przegląd sytuacji w RP i działania doraźne – obliczone tylko na Szczyt, które nie mają znaczenia realnego są tam odpowiednio interpretowane.

Mimo więc że ustalenia szczytu były znane sporo przed nim, to jednak na tym wydarzeniu można sporo zyskać ale też i sporo stracić. Co więcej znaczenie Polski ma też duży wpływ na siłę całego sojuszu. Jest tak właśnie ze względu na położenie Polski, którą można obecnie określić (za profesorem Zbigniewem Brzezińskim) „państwem sworzniem”. USA zależy by Polska była silna i wewnętrzne skonsolidowana – z uwagi na kwestie geopolityczne i  regionalne.

W tekście wykorzystano zdjęcie ze strony www.polskieradio.pl

Przegląd zagrożeń przed ŚDM i szczytem NATO

Absolutnie niedopuszczalnym byłoby, gdyby organizatorzy zaniechali działań ukierunkowanych na przygotowanie społeczeństwa (wynikające ze specyfiki społeczeństwa obywatelskiego) powierzając całą odpowiedzialność służbom. Uczestnicy, jak i osoby znajdujące się w pobliżu obu wymienionych wydarzeń mają nie tylko prawo, ale także obowiązek (zgodnie z regułami społeczeństwa obywatelskiego) uczestniczyć w takim systemie zarządzania kryzysowego, bowiem od tego zależy ich własne bezpieczeństwo, a także bezpieczeństwo wielu innych ludzi. Nie wolno więc ukrywać zagrożeń licząc na większą frekwencję. Należy jasno mówić o zagrożeniach ale też, oprócz prezentowania raportów z przygotowań, przedstawiać sposoby postępowania, które mogą uczestnikom zapewnić bezpieczeństwo oraz  zwiększyć komfort udziału w obu wydarzeniach.

Niniejszy tekst w nieco powiększonej formie znalazł się na portalu ONET

Zbliżające się dwa wielkie wydarzenia o znaczeniu i zasięgu globalnym, Światowe Dni Młodzieży i szczyt NATO nasuwają pytania o stan przygotowań, przede wszystkim pod względem bezpieczeństwa. W warunkach gwałtownie zmieniającej się sytuacji zarówno politycznej, jak i stricte bezpieczeństwa, pora zmienić podejście do kwestii zabezpieczania tego typu wydarzeń. Mer Brukseli po zamachach w tym mieście stwierdził, że trzeba się pogodzić z tym, że kolejne zamachy są tylko kwestią czasu. Zabrzmiało to jak kapitulacja! Innymi słowy nie można już nic więcej zrobić i trzeba przywyknąć do zamachów terrorystycznych? Czy więc nie ma możliwości zabezpieczyć się przez terroryzmem lub innymi zagrożeniami?


Aby zmaksymalizować działania ukierunkowane na kształtowanie bezpieczeństwa przed tak ważnymi wydarzeniami jak Szczyt NATO (8-9 lipca 2016) i Światowe Dni Młodzieży (25-31 lipiec 2016 pod Krakowem), oprócz działań służb specjalnych, potrzeba kilku zasadniczych działań, mających wykorzystać potencjał tego czynnika, który określamy mianem społeczeństwa obywatelskiego. O ile zabezpieczenia i reagowanie realizowane przez służby są sferą, którą społeczeństwo może weryfikować jedynie na podstawie zapewnień polityków lub szefów tych służb, bądź z doniesień medialnych o wykrytych bądź też niestety czasem urzeczywistnionych zagrożeniach, o tyle działania skierowane do społeczeństwa z natury rzeczy zweryfikować łatwo.

Brussels_Security-_3600205b
Ochrona obiektów po zamachach w Brukseli

Oczywiste jest, że zdecydowana większość działań służb powinna, z natury rzeczy pozostać niejawna dla społeczeństwa, jednak także w oczywisty sposób te, które są kierowane do społeczeństwa muszą być bardzo dobrze widoczne i docierać do jak największej liczby ludzi. W niniejszym tekście nie będę odnosił się do zadań służb odpowiedzialnych za obie imprezy. Jestem przekonany, że wszelkie przedsięwzięcia zostaną świetnie przygotowane od tej strony. Pomijam więc kwestie takie jak ocena bezpieczeństwa miejsc wydarzeń, wytyczania dróg ewakuacji, rozmieszczania służb porządkowych, organizacji punktów medycznych czy projektowanie sektorów dla ŚDM czy też miejsca spotkań w ramach szczytu NATO i wiele innych kwestii. To wszystko należy służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

Niedopuszczalnym byłoby jednak, gdyby organizatorzy zaniechali działań ukierunkowanych na przygotowanie społeczeństwa (wynikające ze specyfiki społeczeństwa obywatelskiego) powierzając całą odpowiedzialność służbom. Szczególnie wobec tego, co w ostatnich latach dzieje się zarówno w naszym regionie, jak i na Bliskim Wschodzie, obu wymienionych wydarzeń nie można traktować tak jak dotychczas, poprzestając na odpowiedzialności służb. Uczestnicy, jak i osoby znajdujące się w pobliżu obu wymienionych wydarzeń mają nie tylko prawo, ale także obowiązek (zgodnie z regułami społeczeństwa obywatelskiego) uczestniczyć w takim systemie zarządzania kryzysowego, bowiem od tego zależy ich własne bezpieczeństwo, a także bezpieczeństwo wielu innych ludzi. Nie wolno więc ukrywać zagrożeń licząc na większą frekwencję.

Należy jasno mówić o zagrożeniach ale też, oprócz prezentowania raportów z przygotowań, przedstawiać sposoby postępowania, które mogą uczestnikom zapewnić bezpieczeństwo oraz  zwiększyć komfort udziału w obu wydarzeniach.

Społeczeństwo RP jak i przyjezdni, powinni nie tylko zostać najlepiej możliwie przygotowani do reagowania kryzysowego, ale wręcz powinni stać się częścią systemu ostrzegania lub reagowania kryzysowego. Ten właśnie czynnik jest zasadniczo ważny, ale często niedoceniany. Polska może wytyczyć nowy standard w organizacji tego typu imprez nie tylko korzystając z zachodnich wzorców ale stanowiąc nowy wzorzec postępowania. Ale aby tak się stało potrzeba ważnych działań, które podzieliłem na dwie grupy:

  1. Uświadamianie skali, różnorodności i złożoności zagrożeń jakie w takim okresie występują.
  2. Przedstawienia w zwięzłej formie możliwych działań profilaktycznych (także ratunkowych).

Postuluję to, o czym mówiłem w Polskim Radiu 24 i powtarzałem w innych mediach, by nie ukrywać zagrożeń, po to aby np. zwiększyć frekwencję. Aby nie bagatelizować zagrożeń, dlatego że z USA, czy Niemiec płyną uspokajające sygnały. Zagrożenia należy potraktować z całą powagą i zastosować przesadne środki ostrożności, aby uczynić wszystko dla zapewnienia maksymalnie bezpiecznych obrad w Warszawie i zabawy oraz modlitwy w Krakowie.

Realizując przedstawiony powyżej postulat, zaprezentuję w bardzo ogólny sposób, podstawowe problemy dotyczące zagrożeń, jakie mogą wystąpić w obu przypadkach oraz przykłady działań profilaktycznych, jakie mogą powstrzymać ewentualną katastrofę lub przynajmniej zminimalizować jej skutki. Zaznaczam, że celem tekstu nie jest straszenie, ale uświadomienie, na podstawie wielu doświadczeń, gdzie mogą kryć się zagrożenia, które dla wielu osób mogą być trudne do przewidzenia.

  1. Skala, różnorodność i złożoność zagrożeń.

O ile w znaczeniu strategicznym większość zagrożeń ma podłoże polityczno-finansowe, o tyle na poziomie taktycznym, a szczególnie operacyjnym trzeba rozpatrywać motywy religijne, psychologiczne, społeczne, czy też podłoże chorobowe albo nawet zwykłą pomyłkę, zły splot okoliczności, przypadek. Wbrew pozorom największe zagrożenie nie płynie jedynie z działań zorganizowanych przez terrorystów czy czynniki polityczne. Zagrożenia te mogą wręcz wynikać z przypadku i właśnie wtedy potrzeba najwięcej świadomości i wiedzy uczestników obu wydarzeń, aby nie doszło do nieszczęścia.

Postawienie jedynie na zagrożenia twarde, mające fizyczne źródło w środowisku geopolitycznym, byłoby dużym niedopatrzeniem.  Wbrew pozorom Państwo nie jest bezsilne wobec paniki, czy zamachu realizowanego przez szaleńca, ale potrzeba wielopłaszczyznowych i kreatywnych przygotowań, aby bezpieczeństwo zwiększyć maksymalnie wykorzystując społeczeństwo.

Największym zagrożeniem może nie być ewentualnie podłożona bomba, ale informacja o nieistniejącym ładunku lub ataku terrorystycznym.  Im więcej ludzi będzie tego faktu świadomymi, tym większa szansa, że ktoś o zdolnościach przywódczych będzie potrafił, zanim panika sięgnie zenitu, wpłynąć na tłum przestraszonych ludzi i uspokoić ich aby sami dla siebie nie stali się śmiertelnym niebezpieczeństwem. Trzeba więc mieć na uwadze, że informacja o zagrożeniu, mogąca wywołać panikę, może być wynikiem nieporozumienia, zbiegu okoliczności, przewrażliwienia lub też przemyślanej działalności kogoś, kto bez żadnych materiałów pirotechnicznych mógłby w ten sposób stać się sprawcą katastrofy. Nie trzeba dodawać, że taka osoba będzie niemal niemożliwa do powstrzymania przez służby i tylko uczestnicy wydarzenia będą w stanie właściwie zareagować i zdemaskować sprawcę (tak jak stało się w przypadku zamachu na Papieża Jana Pawła II gdy uczestnicy spotkania obezwładnili i pochwycili zamachowca).

Bardzo istotne jest to, aby nie pozostawać biernym na zachowania osób, budzących podejrzenia. W sytuacji obu wydarzeń lepiej, aby służby porządkowe miały pełne ręce roboty w wyniku ciągłych doniesień o zagrożeniach, niż by raz jedyny zbagatelizować widoczne sygnały.

MTA4MHg0NjMhY3JvcHwweDIyNngzMDAweDEyODY,pap_20150727_09e

Jednakże zagrożenia to nie tylko miejsce szczytu NATO i ŚDM. To także drogi dojazdu do nich, bądź ważne miejsca (węzły komunikacyjne bądź inne obiekty infrastruktury krytycznej) w miastach lub okolicy obu wydarzeń. Należy mieć na uwadze, że jeśli do katastrofy doszłoby tuż przed szczytem NATO – to z dużą dozą prawdopodobieństwa sam szczyt zostałby wstrzymany bądź nawet zupełnie odwołany. To właśnie stanowiłoby perfekcyjną realizację celów kilku co najmniej graczy na arenie międzynarodowej.

Warto też zwrócić uwagę na to, że uwaga służb skupiona na obiektach w których odbędą się oba wydarzenia, może pozostawić przestrzeń do działania w innych obiektach obu miast. Wystarczy przypomnieć sobie sposób przeprowadzenia zamachów przez Breivika aby uzmysłowić sobie jak łatwo odwrócić uwagę służb od zagrożeń. Z kolei ostatnie zamachy w Istambule czy wcześniej w Tunezji pokazują, że miejsca odwiedzane przez turystów, są także atrakcyjne dla tzw. samotnych wilków luźno tylko powiązanych (lub tylko przeszkolonych i pozostawionych jako uśpione komórki terrorystyczne) z organizacjami terrorystycznymi. A więc nie tylko Stadion Narodowy czy podkrakowskie Brzegi czy Błonia mogą stać się potencjalnymi celami ataków.

Inną płaszczyzną zagrożeń jest potężna sfera „Cyber”. Udany atak na obiekty informatyczne, może sparaliżować funkcjonowanie wielu obiektów infrastruktury krytycznej.  Także w tym obszarze społeczeństwo obywatelskie ma duże znaczenie bowiem z samej swojej natury sfera ta jest w dużej mierze tworzona przez społeczeństwo. Doniesienia po zamachach w Paryżu br., gdy okazało się, że w sieci było wiele informacji wskazujących na przygotowania a nawet na termin rozpoczęcia ataku terrorystycznego świadczą, że przy odpowiednich procedurach można było te zamachy powstrzymać.

0004ZM3ANIOVEABR-C438

  1. Działania profilaktyczne.

Można tu zastosować całą paletę różnorodnych działań uświadamiających formę zagrożeń oraz sposoby postępowania w celu ich neutralizacji. Najbardziej oczywiste to przygotowane materiały (informatory) ze schematycznymi sposobami zachowań. A więc coś co w wojsku nazywa się SOP – Standard Operational Procedures. Żołnierze na misjach w Iraku czy Afganistanie posiadali takie procedury odnośnie głównych rodzajów zagrożeń. Wypisane są one w prosty i bardzo schematyczny sposób, tak aby stanowić jasne mechanizmy postępowania. Takie mechanizmy, jakie mogą wydawać się oczywistością, ale w sytuacji zagrożenia nie ma możliwości aby samodzielnie postępować w sposób racjonalny.

Spotykam się z opinią, że takie „ulotki” nie mają sensu bo nikt ich nie czyta. Nie można się z takim założeniem zgodzić. Jeśli uczestnicy będą świadomi zagrożeń, ale mimo to będą chcieli pojawić się na ŚDM czy też nie będą mieli ochoty omijać kilometrowym łukiem Stadionu Narodowego w pierwszych tygodniach lipca, to będą chcieli wiedzieć co robić „w razie czego”. Wiele osób wstydzi się czytać takie ulotki z różnych względów (to nie jest cool dla młodych – o ile to słowo wciąż jest częścią młodzieżowego slangu),  ale nawet oni zapoznają się z nimi, gdy nikt nie będzie widział. Po kryjomu przejrzą taki poradnik – tak na wszelki wypadek. Ludzie są znacznie bardziej odpowiedzialni niż się to wielu decydentom wydaje, tyle że trzeba, aby Państwo wykorzystało ich potencjał.

Trzeba zauważyć (co dodam z własnego doświadczenia) że takie procedury i ich ogólna nawet znajomość dają poczucie świadomości i pewności własnych reakcji. Wiedząc co robić w różnych sytuacjach, wyzbywamy się najgorszego: chaosu, paniki, zagubienia. Szczególnie gdy zdarzy się katastrofa, wówczas świadomość tego, że ktoś zawczasu przygotował na spokojnie schemat postępowania jest nieoceniona.

Innym doskonały doświadczeniem wojskowym, łatwym do wdrożenia specjalnie na obe wymienione wydarzenia, jest procedura MEDAVAC – czyli dosłownie ewakuacja medyczna, jednak w istocie jest to system powiadamiania i udzielania pierwszej pomocy. To kolejna procedura, którą każdy żołnierz na misji miał wydrukowaną, zalaminowaną i zawsze przy sobie. Opracowanie schematu postępowania na wypadek zarówno eksplozji i pomocy rannym, ale także w przypadku zasłabnięcia, udaru słonecznego czy innych „błahych” wydarzeń byłaby dla wielu podstawą do udzielenia pierwszej pomocy, zamiast odwracania głowy w drugą stronę („bo jeszcze zrobię coś nie tak”).

Takie procedury nie zajmą uczestnikom wiele miejsca (znacznie mniej od najcieńszego smartfona), a dają poczucie bezpieczeństwa przy świadomości zagrożeń. Pamiętajmy że procedura Pierwszej Pomocy Medycznej  jest wciąż wielkim wyrzutem sumienia polskiego systemu edukacyjnego (zdecydowana większość absolwentów szkół średnich nie potrafi wykonać podstawowych czynności ratujących życie), a z pewnością w tak masowym wydarzeniu jak ŚDM znajdzie nie raz swoje zastosowanie.

Wiele dobrego w kwestii profilaktyki można też uczynić za pomocą mediów. Zarówno procedury (jeśli powstaną) jak i bardziej oczywiste sprawy jak drogi ewakuacyjne, rozlokowanie punktów informacyjnych, czy drogi dojazdu, powinny pojawiać się na ekranach telewizorów, być omawiane w stacjach radiowych czy w gazetach zamiast kolejnej reklamy garnków czy klocków Lego. Media masowe mają wielką siłę, o czym świadczy nakład gazet takich jak „Fakt”. Ta gazeta w typowy dla siebie sposób może na głównej stronie umieścić krzykliwy tytuł np. „Dbaj o bezpieczeństwo w czasie ŚDM” (spece od marketingu wymyślą znacznie lepsze hasło ode mnie), a w środku dodać wkładkę z wymienionymi materiałami. Do tego samego powinny poczuć się zobligowane inne media. Co więcej różne wersje językowe takich materiałów powinny być wydawane np. w powoływanych tymczasowych punktach wizowych wszędzie tam, gdzie są osoby planujące pojawić się w Krakowie i czy Warszawie.

Innym ważnym elementem systemu przygotowawczego powinno być przedstawienie przez specjalistów zachowań jakie mogą zostać uznane za podejrzane oraz sposób reakcji. Telefony alarmowe to tylko jedna z wielu kwestii jakie w tym kontekście można uczestnikom przypomnieć. O tym nie piszę, bowiem tak oczywista sprawa z pewnością zostanie zrealizowana (w co głęboko wierzę).

Służby nie są w stanie zweryfikować całej wymiany informacji jaka przetacza się przez sieć WWW. Nawet najbardziej rozbudowane algorytmy wykrywania zagrożeń przepuszczają wiele ważnych informacji jak pokazują przypadki ujawnione po zamachach w Paryżu (o czym wyżej). Także tutaj odpowiednie procedury ale też zwiększenie świadomości dotyczącej wspólnego bezpieczeństwa jak i właściwe przygotowanie dyspozytorów odbierających sygnały od internautów, może być kluczowe dla wczesnego wykrywania zagrożeń.


Wymienione elementy to tylko niewielki wycinek najbardziej oczywistych ale i efektywnych działań jakie mogą być decydujące w czasie obu wymienionych wydarzeń. Oczywiście pozornie to ŚDM wydają się bardziej niebezpiecznym momentem, ale pamiętajmy, że ze względów politycznych to szczyt NATO może być na celowniku wielu służb wywiadowczych.

Wnioski z raportu NIK w sprawie bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni

Nie będę się wypowiadać na temat audytu stanu państwa jaki został przeprowadzony w ubiegłym tygodniu bowiem uważam, że wnioski z każdego resortu były zupełnie różne i każdy obszar audytu trzeba by potraktować indywidualnie. Niemniej jeśli chodzi o raport NIKu w sprawie bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni, zbyt wiele kwestii jest dość dobrze widocznych, aby można go było potraktować jako kwestię gry politycznej.

Artykuł został opublikowany na portalu Onet: ONET Autorzy

CyberSecurityZagrożenia w cyberprzestrzeni dotyczą szerokiego zakresu problematyki. Po pierwsze elementy cyberprzestrzeni mogą stać się celem ataku, a po drugie cyberprzestrzeń może być wykorzystywana w różnym zakresie i na różnych etapach działań jedynie jako narzędzie do przygotowania lub realizacji działań. Wszystkie te aspekty są równie ważne dla bezpieczeństwa RP, choć często tylko pośrednio dotyczą strefy „Cyber”. Jednakże właśnie dlatego, że w dzisiejszym świecie w sferze „Cyber” niemal zawsze pojawiają się przynajmniej ślady działań wymierzonych w państwo, to właśnie ta strefa daje najlepsze możliwości w bardzo wielu przypadkach dla budowania realnego bezpieczeństwa.

Dlatego też lekceważenie cyberbezpieczeństwa jest bardzo dużym zaniedbaniem i może prowadzić do dramatycznych konsekwencji. W tej kwestii polityka powinna zostać odsunięta na plan boczny bowiem bezpieczeństwo w ogóle (w tym cyber) powinno być traktowane jako wartość ponad partyjna i niezależna od bieżącej polityki wewnętrznej.

Podejmowanie decyzji dotyczących zakupów kluczowych systemów obronnych dla Polski dopiero po interwencji zbrojnej Rosji w Ukrainie, świadczy o zaniedbaniach także w innych obszarach bezpieczeństwa – nie tylko „Cyber”. Mimo ostrzeżeń płynących z raportów i opracowań BBN, doświadczonych generałów jak Skrzypczak (który tutaj poruszył tylko część problemów: http://www.se.pl/technologie/nauka/rosjanie-w-trzy-dni-zdobeda-warszawe-gen-skrzypczak-straszy-iii-wojna-swiatowa-i-atakiem-putina_418935.html), zaniechano wielu działań, pozorując często inne, a w istocie reagując tylko doraźnie. Słuszne analizy i raporty spotykały się z objętością polityków podejmujących decyzje.

Raport NIK pokazał stan obecny bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni. Wiele wskazuje, że zaniedbano szereg kwestii włącznie z przygotowaniami do Światowych Dni Młodzieży i szczytu NATO, których organizacja w Polsce została przecież postanowiona za rządów koalicji PO-PSL. Zarówno kampania wyborcza jak i inne gry polityczne nie uzasadniają braku działań przygotowawczych do tych dwóch zasadniczo ważnych wydarzeń. Dlatego też obecnie działania przygotowawcze realizowane przez Ministerstwo Cyfryzacji muszą być prowadzone (i są) w szalonym tempie. Nie jest to sytuacja komfortowa dla osób budujących niemal od podstaw system bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni.

Jeśli przypomnimy sobie sprawę ACTA w 2012 roku i łatwość z jaką hakowano strony rządowe, a także bardzo nieprzemyślane działania ówczesnego premiera, który początkowo popierał wprowadzenie tej ustawy, a nawet twierdził, że nic nie zmieni jego decyzji (że nie da się zastraszyć), a potem informację o tym, że jednak ACTA nie jest w pełni dobrze przygotowana i decyzję zmienia, to źle to świadczy o działaniach władz w tej kwestii. Z ludzkiego punktu widzenia można docenić, że Premier uznał błąd i się wycofał, jednak stanowisko jakie piastował wymagało z jednej strony przemyślanej na wskroś decyzji, a z drugiej prowadzenia konsultacji społecznych, w tym konsultacji z ekspertami, którzy jasno przedstawiliby i konsekwencje systemowe i społeczne, jak i w obszarze bezpieczeństwa.

Anonymous_atakuje_stronę_Premiera_Donalda_Tuska

Problem szczególnie niebezpieczny dla bezpieczeństwa RP wynika z nowych uwarunkowań geopolitycznych. Tyle że te uwarunkowania nie pojawiły się w chwili aneksji Krymu. Z zagrożeniem ze strony Rosji należało się liczyć znacznie wcześniej co nie musiało zakłócać szukania możliwości normalizacji relacji z tym państwem i budowania współpracy (bardzo ogólnie o tych problemach pisałem już ponad dwa lata temu w jednym z pierwszych tekstów mojego bloga: https://mmilczanowski.wordpress.com/2014/04/23/kondycja-polskiego-systemu-obronnego-2/). Problem uchodźców z kolei uświadomił jak wiele trzeba zrobić w kwestii polityki międzykulturowej. Wbrew stereotypowemu mniemaniu, zarówno w Niemczech jak i Francji czy Wielkiej Brytanii, istnieje szereg świetnych rozwiązań w tej dziedzinie, ale też niestety fatalnych błędów i zaniedbań, skutkujących wydarzeniami takimi jak w miasteczku Rotheram w WB, buntem w podparyskich slumsach, czy zamachami w Paryżu czy Brukseli.

Problem polityki międzykulturowej to także kwestia bezpieczeństwa i cyberbezpieczeństwa – ale tylko jeśli potrafimy spojrzeć strategicznie na rozwój RP, a nie tylko doraźnie czy politycznie (od wyborów do wyborów). Obszar „Cyber” w dzisiejszym świecie musi być decydujący zarówno dla bezpieczeństwa rozumianego doraźnie, jak i dalekowzrocznych planów rozwoju RP. Ale aby tak się stało trzeba się kierować tylko interesem RP. „Cyber” może stać się obszarem dramatycznych zagrożeń jeśli nadal byłby pozostawiony na marginasie, ale może też być obszarem zasadniczym – fundamentem systemu wczesnego ostrzegania o zagrożeniach lub głównym elementem systemu bezpieczeństwa.

63416d08-4d94-4caa-a548-6a5b2c6cfc80

Problem z przyjęciem ACTA jak i łatwość dokonywanych ataków hackerskich (być może należałoby uznać ich autorów za haktywistów) obnażyły stan cyberbezpieczeństwa państwa w 2012 roku. Dzisiejsze informacje nie tylko z NIK, ale też problemy z jakimi mierzy się Ministerstwo Cyfryzacji musząc niemal od początku budować cały system pokazują, że były to kwestie, których poprzednia władza nie traktowała dostatecznie poważnie. To o czym mówiła Pani Minister Anna Streżyńska w Sejmie (https://www.youtube.com/watch?v=Wx0XUU-O8v8&ab_channel=PortalwPolityce) to kwestie, które bulwersują zarówno zwolenników PiS jak i dzisiejszej opozycji – także wielu polityków PO.

Każdy kto odwiedził w ostatnich latach urzędy publiczne chcąc zakończyć budowę, założyć firmę, czy zarejestrować w systemie nowo narodzone dziecko wie, że nie zrobiono nic, albo bardzo niewiele, żeby system był przyjazny dla obywatela. Dlatego właśnie dziś w Ministerstwie Cyfryzacji trwa „Rollecoster”, aby zdążyć z zabezpieczeniem przynajmniej dwóch głównych wydarzeń tego lata. Można być pewnym, że obecna Pani Minister tego resortu, gwarantuje szybkie nadrabianie zaległości także w dalszej perspektywie, czego nie kwestionują nawet przedstawiciele opozycji.