Nacjonalizm a Patriotyzm

Dzisiejsza wypowiedź Prezydenta zacytowana na załączonym obrazku, zainspirowała mnie do przypomnienia niniejszego tekstu sprzed roku:

W związku z moimi częstymi odniesieniami do ekstremizmu w postaci nacjonalizmu bądź tzw. radykalizmu religijnego, pragnę wyjaśnić jak widzę tę kwestię. W mojej wypowiedzi dla TVP Info z dn. 18.09.2016 stwierdziłem, że radykalizm narodowy tak samo jak islamski jest niebezpieczną drogą, degenerującą wewnętrzne i zewnętrzne funkcjonowanie państwa. Od razu zastrzegam się, że nie deprecjonuję zagrożenia ze strony terroryzmu islamskiego, a jedynie odnoszę się do tezy jakoby nacjonalizm polski był lepszy od nacjonalizmów innych narodów.

 Zacznę od przytoczenia cytatu z Jana Pawła II, który stanowi wyznacznik wartościujący pojęcia patriotyzmu i nacjonalizmu lepiej niż słowniki: „Należy ukazać zasadniczą różnicę, jaka istnieje między szaleńczym nacjonalizmem, głoszącym pogardę dla innych narodów i kultur, a patriotyzmem, który jest godziwą miłością do własnej ojczyzny. Prawdziwy patriota nie zabiega nigdy o dobro własnego narodu kosztem innych. To bowiem przyniosłoby ostatecznie szkody także jego własnemu krajowi, prowadząc do negatywnych konsekwencji zarówno dla napastnika, jak i dla ofiary. Nacjonalizm, zwłaszcza w swoich bardziej radykalnych postaciach, stanowi antytezę prawdziwego patriotyzmu i dlatego dziś nie możemy dopuścić, aby skrajny nacjonalizm rodził nowe formy totalitarnych aberracji. To zadanie pozostaje oczywiście w mocy także wówczas, gdy fundamentem nacjonalizmu jest zasada religijna, jak się to niestety dzieje w przypadku pewnych form tak zwanego «fundamentalizmu»”.

(Jan Paweł II, Przemówienie Ojca Świętego do Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Nowy Jork, 5 października 1995, w: L’Osservatore Romano (edycja polska), 11-12/1995, s. 7.)

Często spotykam się ze stwierdzeniem, że tylko radykalizm prawicowy może się „pozbyć” radykalizmu islamskiego, ponieważ wszelkie inne drogi już zawiodły. W związku z tym każdy kto nie jest nacjonalistą, musi być lewakiem planującym zniszczyć kulturę narodową albo islamskim terrorystą. Nie ma więc już miejsca na patriotów o innym niż nacjonalistyczne nastawieniu.

Taki konstrukt myślowy jest czystą demagogią, niemal wprost przeszczepianą do  świadomości społeczeństw za pomocą politycznych propagandzistów. Cały nasz dorobek kulturowy, wiedza i edukacja będąca konsekwencją całej myśli filozoficznej, socjologicznej czy psychologicznej w takiej narracji traci zupełnie na znaczeniu, bowiem jest wrzucana do „worka” z napisem „zła poprawność polityczna”. Ja nie mam pewności, czy ten proces prowadzący w prostej linii to ostatecznych podziałów na radykałów różnych odcieni i otwartej konfrontacji (czytaj wojny domowej w skali europejskiej) jest odwracalny czy już nie, jednak dopóki otwarta wojna między „prawakami”, „lewakami” i „islamistami” i Bóg wie kim jeszcze nie wybuchła, trzeba wołać o rozsądek, ponieważ cała nasza wiedza cywilizacyjna opiera się na nauce, która mówi że radykalizm jest przyczyną nieszczęść. Niestety jak widać ani faszyzm, komunizm ani czystki etniczne w byłej Jugosławii niczego nie nauczyły części społeczeństwa, która niebezpiecznie rośnie w siłę.

Znów słyszę z ust Pana Terlikowskiego, (w programie red Pospieszalskiego sprzed kilku dni), że nasz – polski nacjonalizm nie jest porównywalny z hitlerowskim, bo jest oparty na patriotyzmie i chrześcijaństwie. Jest więc pozytywny, choć sam redaktor Terlikowski szybko dodaje że go nie popiera. Dlaczego nie popiera skoro widzi same pozytywy? Czy to przejaw poprawności politycznej? Może jednak wie, że Hitlerowcy całą swoją ideologię opierali właśnie na uskrajnionym patriotyzmie – który przerodził się w faszyzm i w dużej mierze także na Chrześcijaństwie (mimo że narodowy socjalizm nie zawierał bezposrednich odniesień do religii, to jednak w warstwie propagandowej wykorzystywano wiarę zapewne w kontrze do m.in. Komunizmu lub po prostu dla motywacji części społeczeństwa, a szczegolnie wojska). Red Terlikowski jest zbyt inteligentnym człowiekiem, aby nie wiedzieć jak mroczne i niebezpieczne demony wywołuje. Zapewne po prostu, tak jak większość polityków na świecie jest przekonany, że „nasza” – dobra władza utrzyma ogień radykalizmu pod kontrolą. Jednak trzeba wiedzieć, że tego ognia kontrolować się nie da i może on przynieść zgubę narodom i państwom. Zofia Posmysz, która przeżyła pobyt w obozie Auschwitz, obserwując wzrost agresji przestrzega, że Auschwitz może się powtórzyć. Ludzkość nie zmieniła się niestety wiele przez ostatnich sto lat.

Jeśli do tego dodać łatwość infiltracji najbardziej radykalnych środowisk przez czynniki wrogie z zewnątrz, obraz chaosu powodowanego przez nacjonalizm staje się bardziej klarowny. Im więcej konfliktów wewnętrznych i im ostrzejsze tym łatwiej na nie wpływać z zewnątrz. To prawda tak oczywista, że niemal aksjomatyczna. Warto mieć tego świadomość nawet będąc obozie radykalnym i dobrze rozeznać swoje otoczenie, a nie podchodzić do liderów bezkrytycznie.

Około rok temu za zaproszenie Pana Krzysztofa Bosaka, miałem okazję odbyć spotkanie z grupą Młodzieży Wszechpolskiej w Rzeszowie, które zapoczątkowałem wykładem o moim udziale w misji ONZ pomiędzy Izraelem i Syrią oraz w Iraku. Mimo iż zdaję sobie sprawę z postaw tej młodzieży, nasza rozmowa przebiegała w świetnej atmosferze. Nie zgadzaliśmy się, ale zachowaliśmy wzajemny szacunek. Dla wielu osób z zewnątrz, sama przynależność do MW świadczy o nacjonalizmie, gdy tymczasem wielu z tych młodych ludzi jest prawdziwymi patriotami. Nie widzą często innego sposobu manifestowania swojego przywiązania do Ojczyzny. Natomiast przy niewłaściwych liderach łatwo jest ich popchnąć w stronę ekstremizmu, dlatego tak ważne kto z tą młodzieżą rozmawia i jakie treści jej wpaja.

Moja wypowiedź w TVPInfo dotyczyła zamachów w Nowym Yorku z 17 września 2016 roku. Wielu chciałoby wmówić społeczeństwu, że islamski terroryzm jest dziś jedynym prawdziwym zagrożeniem, a strona prawa – obojętne jak radykalna – jako jedyna może obronić społeczeństwo. Warto więc spojrzeć na statystyki zaczerpnięte z Washington Post (When should a shooting really be called ‘terrorism’?)

imrs-1

Takich statystyk jest bardzo dużo i trzeba sporej zręczności manipulatorskiej żeby odwrócić ten obraz i przyznać palmę pierwszeństwa radykałom islamskim. Organizacji neo-faszystowskich, rasistowskich i wszelkiego typy innych skrajnych radykalizmów jest w USA bardzo wiele.

Jednocześnie wiele jest też organizacji radykalnych islamskich. O Salafitach w Europie pisałem także (Państwo Islamskie: wojna ideologii, a nie religii) i uważam, że to oni i posiłkujące się ich ideologią organizacje terrorystyczne są największym zagrożeniem dla Europy jeśli chodzi o zamachy. Jednak radykalizm prawicowy (czytaj nacjonalizm) jest równie niebezpieczny bo dzieli społeczeństwa i nie szanuje innych grup społecznych. Nie cierpi tolerancji, jest ksenofobiczny.

A więc nacjonalizm TO NIE JEST PATRIOTYZM!

Patriotyzm to postawa ukierunkowana na dobro ojczyzny, a nie jednej grupy społecznej. Patriotyzm to postawa budująca dialog między partiami (zaznaczam że nie zgodę – tylko dialog) dla dobra całego kraju, a nie niszcząca opozycję – jak dzieje się to np. w Turcji ale też na Węgrzech. Patriotyzm to też pokora, pozwalająca zrozumieć, że nie mam monopolu na rację, nie wiem wszystkiego, część racji mogą mieć przeciwnicy polityczni (tak zawsze jest), a więc trzeba rozmawiać, trzeba uśredniać poglądy, bo to istota demokracji. Ta średnia nie ma być arytmetyczna – a raczej polegająca na „Złotym środku” Arystotelesa, i to demokratycznie wybrana władza w wyniku dialogu ze społeczeństwem i opozycją decyduje ile tez innych od ideologii partii wykorzystać.

Wreszcie patriotyzm to zdolność do samokrytycyzmu pozwalającego na ciągłe doskonalenie. Oczywiście już słyszę, i czuję złość prawicowych czytelników, że przecież samobiczujemy się ciągle i stąd nasze kompleksy. I to racja! Jesteśmy zakompleksieni przez edukację i myślenie o porażkach. Wychowani jesteśmy na martyrologii. Trzeba więcej husarii, więcej Sobieskiego pod Wiedniem, więcej bitwy Warszawskiej, więcej zwycięstwa Solidarności kosztem porażek w lekcjach naszej historii. Ale też zakrzykując, negując własne winy historyczne, a jedynie z pełną siłą piętnując cudze wobec siebie, nie budujemy „Silnej Polski”, lecz małą, zakompleksioną, skłóconą i w dużej mierze śmieszną. Taka postawa, połączona z agresywnym hejtem pelnym przerzucania sie linkami do najbardziej skrajnych stron internetowych (czym można udowodnić dokladnie każdą tezę) powoduje, że nasze awatary na twitterze czy facebooku z husarią a nawet marszałkiem Piłsudskim czy kotwicą urągają ich znaczeniu i pamięci. W oczywisty sposób wypaczając historię dajemy świadectwo naszej degeneracji cywilizacyjnej, a zatem urągamy samemu patriotyzmowi. Znów zaznaczam że nikt tu nie mówi o równowadze. Jeśli z całą mocą zaakcentujemy nasze cechy narodowe, dzięki którym odnosiliśmy i wciąż odnosimy sukcesy, ale i potrafimy przyznać się do błędów to to dopiero będzie świadczyło o naszej wyjątkowości i wielkości. To prawdziwy PATRIOTYZM. Patriotyzm to szacunek dla symboli ale i polskiego munduru, to szacunek dla urzędu Prezydenta (niezależnie kto nim jest), szacunek dla Sejmu (niezależnie kto w nim zasiada). Szacunek oczywiście nie uniemożliwia krytyki – ale krytyki jednostek a nie partii, działań i czynów, a nie stanowisk.

Jeśli ktoś twierdzi, że polski naród jako jedyny na świecie i w całej historii nigdy nie dopuścił się niczego niegodnego, naraża się na śmieszność i ostracyzm. Ośmieszając własną ojczyznę nie stajemy się patriotami. Patriotyzm nie jest w kontrze do poziomu cywilizacyjnego – jest więc w takim sensie przeciwnością nacjonalizmu, bo ten neguje dorobek nauki promując mitologię – kosztem wiedzy i brutalizując relacje wewnętrzne kosztem dialogu.

Wśród zwolenników PiS jest wielu wspaniałych patriotów, z którymi nawet o najtrudniejszych tematach i bez zgody, można jednakże rozmawiać. Nie zgadzam się więc gdy ktoś ze środowisk tzw. liberalnych  twierdzi, że nie ma w PiS rozsądnych ludzi, podobnie jak nie zgadzam się z niektórymi zwolennikami PiS, że po stronie np PO są sami zdrajcy. Całe szczęście zdecydowana większość społeczeństwa to ci, którzy nie patrzą na Rzeczpospolitą tylko przez partyjne okulary choć przyznaję że radykałowie są najgłośniejsi.

Jeśli ktoś doczytał aż do tego miejsca to już jak sądzę jest świadectwo wystarczającej cierpliwości dla nawiązania dyskusji.

Na koniec przedstawię wpis na twitterze obecnego Prezydenta RP, Andrzeja Dudy: „Zadaniem polityków powinno być niedopuszczenie do tego, by krzywdzące stereotypy na temat imigrantów burzyły spokój i ład społeczny” – PAD.

Reklamy

Szczyt NATO znaczenie i konsekwencje

6308a209-2a8b-482c-83b2-add0425a97b1

elegaci na szczyt NATO w Warszawie zajmą się kilkoma z góry ustalonymi kwestiami, tożsamymi z zasadniczymi interesami i zagrożeniami tego sojuszu  obecnym czasie. Tak więc z uwagi na miejsce w jakim się odbywa, zasadniczą kwestią jest obrona wschodniej flanki NATO oraz relacje z Rosją. Drugi problem to sytuacja na Bliskim Wschodzie i kwestia imigracji z południa, a trzecia to wzmocnienie możliwości kolektywnej obrony i wydatków państw na obronność .

W każdej z tych kwestii istnieje wiele komplikacji, sprzecznych interesów wewnątrz NATO a także istotne znaczenie mają duże dysproporcje możliwości strategicznych i operacyjnych poszczególnych członków sojuszu. To powoduje, że każda aktywność polityczna NATO musi być realizowana „małymi kroczkami”. Bez jakiegoś wydarzenia o znaczeniu katastrofalnym (bo zasadnicze to za mało) – NATO nie będzie działało szybko. Jednak i tak to jedna z najbardziej zintegrowanych i „mobilnych” organizacji dzisiejszego świata. Jeśli bowiem narzekamy na UE to zwróćmy uwagę na jakie trudności napotyka Kreml budując Unię Euroazjatycką, jakie napięcia występują w  łonie BRICS nie mówiąc już o Lidze Arabskiej, OPEC czy GCC… NATO na tle tych organizacji, ale też na tle historii… jest tworem niezwykle skonsolidowanym i posiadającym jednak pewną wspólnotę interesów „za” a nie tylko „przeciw”. NATO było budowane w opozycji do UW, ale po 89 roku jest faktycznie układem bezpieczeństwa znacznie bardziej niż OBWE czy ONZ.

Szczyty NATO mają właśnie dlatego takie znaczenie, że są punktem kulminacyjnym negocjacji „pomiędzy-szczytowych”. Co więcej, najważniejsi członkowie NATO dbają o to, by finały tych negocjacji (Szczyty NATO), były ważne gatunkowo i propagandowo. To nie są negocjacje UE, z których przeciętny obywatel nic nie rozumie. Decyzje będące „wynikiem szczytu” brzmią jednoznacznie i jasno. To ma być sygnał dla przeciwników NATO, ale też dla członków tego sojuszu. Ci drudzy mają być przekonani, że to sojusz który ma znaczenie. Co nie zwalnia nikogo z budowania własnego potencjału obronnego – uzależnionego od sytuacji geopolitycznej. Oczywiście ustalanych jest też wiele decyzji szczegółowych o których się nie mówi.

A więc znaczenie musi być mocno symboliczne ale też podejmowane decyzje muszą mieć namacalne efekty. Nie ma więc lepszego symbolizmu niż organizacja szczytu w Warszawie, której nazwa widniała w sojuszu militarnym czasu zimnej wojny, w sytuacji gdy Rosja nawiązuje do tej zimnej wojny i próbuje odtworzyć układ sił jaki wówczas istniał. Warszawa nie tylko jest dziś w UE i NATO, ale jest to miejsce o kluczowym znaczeniu w ramach sojuszu Północnoatlantyckiego. To znaczenie może być faktycznie zasadnicze – nie tylko propagandowo (ale o tym dalej).

Decyzje jakie za tym wydźwiękiem polityczno-propagandowym idą to bataliony, które będą rozmieszczone w państwach bałtyckich i w Polsce, powrót do budowy tarczy antyrakietowej i zasadnicze zmiany w potencjałach obronnych państw – w tym powrót do koncepcji 2% budżetu na obronność. Niemniej jednak równie ważne są deklaracje o udziale NATO w konfliktach na Bliskim Wschodzie oraz udział w zarządzaniu kryzysem imigracyjnym. Niemniej jednak, o ile NATO ma zasadnicze znaczenie w kwestii odstraszania Rosji od prowadzenia działań szeroko określanych wojną hybrydową, potencjalnie w państwach Bałtyckich i/lub Polsce oraz osłabiania rosyjskich działań w Ukrainie, to jednak aktywność NATO na kierunku południowym jest znacznie słabsza. Tam zasadnicze znaczenie ma zaangażowanie USA, które nie do końca chcą aby sojusz mieszał się ich interesy. Dlatego to właśnie NATO „szuka swojej roli na Bliskim Wschodzie” – i nie może jej znaleźć. Ciekawe że słychać głosy o tym, że na Bliskim Wschodzie nie chcą NATO, ale nikt nie pyta czy chcą tam USA. NATO jako sojusz jest znacznie trudniej oskarżać o kolonizowanie państw i regionów, chęci czerpania zysków z ropy i inne kwestie konfliktogenne. A więc legitymizacja działań NATO byłaby znacznie większa niż koalicji do zwalczania ISIS pod przywództwem USA. NATO ma tu wielki potencjał i mogłoby stosować rozwiązania znacznie bardziej nawiązujące do Smart Power niż same USA. Także Polska wysyłając swoje 4 F-16 i 210 żołnierzy w ramach NATO, wyglądałaby lepiej z perspektywy społeczności międzynarodowej niż do koalicji.

Jaka w tym wszystkim jest rola Polski? Ta rola może dość szybko rosnąć, ale może i rozmyć się zupełnie. Zasadniczo ważne jest by umiejętnie rozdzielać kwestie wewnętrznej polityki w RP i sprawy NATO oraz nasz interes geopolityczny. Oczywiście kwestie wewnętrzne mogą odgrywać rolę wzmacniającą nasze miejsce w NATO, ale zasadniczą kwestią jest cel jaki mają władze RP. Ten cel musi być starannie dobierany i wyznaczany własnymi możliwościami i istniejącymi uwarunkowaniami. Trzeba więc uwzględniać pozycję Polski, ale i jej położenie i obecną sytuację geopolityczną. Tak więc dzielenie priorytetów i kładzenie nacisku na te które w danych okolicznościach są zasadnicze jest fundamentem.

Co więcej – niezależnie od opcji, która aktualnie rządzi czy jest w opozycji warto sobie uświadomić, że szczyt nie jest wydarzeniem władz ale całej Polski. Dlatego zarówno opozycja nie powinna zgłaszać wniosku o odwołanie ministra Obrony Narodowej w przeddzień szczytu, jak i władza powinna przełamać się i pójść na prawdziwy kompromis w kwestii TK. Jestem przekonany, że każdy czytający ten tekst, zależnie od popieranego stronnictwa oburzy się na jedną z części powyższego zdania. Nie mniej jednak właśnie na tym polega zrozumienie interesu narodowego w mojej opinii. Wbrew temu co wmawia się społeczeństwu poprzez media, zarówno Barack Obama jak i liderzy zachodni mają wiedzę i przegląd sytuacji w RP i działania doraźne – obliczone tylko na Szczyt, które nie mają znaczenia realnego są tam odpowiednio interpretowane.

Mimo więc że ustalenia szczytu były znane sporo przed nim, to jednak na tym wydarzeniu można sporo zyskać ale też i sporo stracić. Co więcej znaczenie Polski ma też duży wpływ na siłę całego sojuszu. Jest tak właśnie ze względu na położenie Polski, którą można obecnie określić (za profesorem Zbigniewem Brzezińskim) „państwem sworzniem”. USA zależy by Polska była silna i wewnętrzne skonsolidowana – z uwagi na kwestie geopolityczne i  regionalne.

W tekście wykorzystano zdjęcie ze strony www.polskieradio.pl

Przegląd zagrożeń przed ŚDM i szczytem NATO

Absolutnie niedopuszczalnym byłoby, gdyby organizatorzy zaniechali działań ukierunkowanych na przygotowanie społeczeństwa (wynikające ze specyfiki społeczeństwa obywatelskiego) powierzając całą odpowiedzialność służbom. Uczestnicy, jak i osoby znajdujące się w pobliżu obu wymienionych wydarzeń mają nie tylko prawo, ale także obowiązek (zgodnie z regułami społeczeństwa obywatelskiego) uczestniczyć w takim systemie zarządzania kryzysowego, bowiem od tego zależy ich własne bezpieczeństwo, a także bezpieczeństwo wielu innych ludzi. Nie wolno więc ukrywać zagrożeń licząc na większą frekwencję. Należy jasno mówić o zagrożeniach ale też, oprócz prezentowania raportów z przygotowań, przedstawiać sposoby postępowania, które mogą uczestnikom zapewnić bezpieczeństwo oraz  zwiększyć komfort udziału w obu wydarzeniach.

Niniejszy tekst w nieco powiększonej formie znalazł się na portalu ONET

Zbliżające się dwa wielkie wydarzenia o znaczeniu i zasięgu globalnym, Światowe Dni Młodzieży i szczyt NATO nasuwają pytania o stan przygotowań, przede wszystkim pod względem bezpieczeństwa. W warunkach gwałtownie zmieniającej się sytuacji zarówno politycznej, jak i stricte bezpieczeństwa, pora zmienić podejście do kwestii zabezpieczania tego typu wydarzeń. Mer Brukseli po zamachach w tym mieście stwierdził, że trzeba się pogodzić z tym, że kolejne zamachy są tylko kwestią czasu. Zabrzmiało to jak kapitulacja! Innymi słowy nie można już nic więcej zrobić i trzeba przywyknąć do zamachów terrorystycznych? Czy więc nie ma możliwości zabezpieczyć się przez terroryzmem lub innymi zagrożeniami?


Aby zmaksymalizować działania ukierunkowane na kształtowanie bezpieczeństwa przed tak ważnymi wydarzeniami jak Szczyt NATO (8-9 lipca 2016) i Światowe Dni Młodzieży (25-31 lipiec 2016 pod Krakowem), oprócz działań służb specjalnych, potrzeba kilku zasadniczych działań, mających wykorzystać potencjał tego czynnika, który określamy mianem społeczeństwa obywatelskiego. O ile zabezpieczenia i reagowanie realizowane przez służby są sferą, którą społeczeństwo może weryfikować jedynie na podstawie zapewnień polityków lub szefów tych służb, bądź z doniesień medialnych o wykrytych bądź też niestety czasem urzeczywistnionych zagrożeniach, o tyle działania skierowane do społeczeństwa z natury rzeczy zweryfikować łatwo.

Brussels_Security-_3600205b
Ochrona obiektów po zamachach w Brukseli

Oczywiste jest, że zdecydowana większość działań służb powinna, z natury rzeczy pozostać niejawna dla społeczeństwa, jednak także w oczywisty sposób te, które są kierowane do społeczeństwa muszą być bardzo dobrze widoczne i docierać do jak największej liczby ludzi. W niniejszym tekście nie będę odnosił się do zadań służb odpowiedzialnych za obie imprezy. Jestem przekonany, że wszelkie przedsięwzięcia zostaną świetnie przygotowane od tej strony. Pomijam więc kwestie takie jak ocena bezpieczeństwa miejsc wydarzeń, wytyczania dróg ewakuacji, rozmieszczania służb porządkowych, organizacji punktów medycznych czy projektowanie sektorów dla ŚDM czy też miejsca spotkań w ramach szczytu NATO i wiele innych kwestii. To wszystko należy służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.

Niedopuszczalnym byłoby jednak, gdyby organizatorzy zaniechali działań ukierunkowanych na przygotowanie społeczeństwa (wynikające ze specyfiki społeczeństwa obywatelskiego) powierzając całą odpowiedzialność służbom. Szczególnie wobec tego, co w ostatnich latach dzieje się zarówno w naszym regionie, jak i na Bliskim Wschodzie, obu wymienionych wydarzeń nie można traktować tak jak dotychczas, poprzestając na odpowiedzialności służb. Uczestnicy, jak i osoby znajdujące się w pobliżu obu wymienionych wydarzeń mają nie tylko prawo, ale także obowiązek (zgodnie z regułami społeczeństwa obywatelskiego) uczestniczyć w takim systemie zarządzania kryzysowego, bowiem od tego zależy ich własne bezpieczeństwo, a także bezpieczeństwo wielu innych ludzi. Nie wolno więc ukrywać zagrożeń licząc na większą frekwencję.

Należy jasno mówić o zagrożeniach ale też, oprócz prezentowania raportów z przygotowań, przedstawiać sposoby postępowania, które mogą uczestnikom zapewnić bezpieczeństwo oraz  zwiększyć komfort udziału w obu wydarzeniach.

Społeczeństwo RP jak i przyjezdni, powinni nie tylko zostać najlepiej możliwie przygotowani do reagowania kryzysowego, ale wręcz powinni stać się częścią systemu ostrzegania lub reagowania kryzysowego. Ten właśnie czynnik jest zasadniczo ważny, ale często niedoceniany. Polska może wytyczyć nowy standard w organizacji tego typu imprez nie tylko korzystając z zachodnich wzorców ale stanowiąc nowy wzorzec postępowania. Ale aby tak się stało potrzeba ważnych działań, które podzieliłem na dwie grupy:

  1. Uświadamianie skali, różnorodności i złożoności zagrożeń jakie w takim okresie występują.
  2. Przedstawienia w zwięzłej formie możliwych działań profilaktycznych (także ratunkowych).

Postuluję to, o czym mówiłem w Polskim Radiu 24 i powtarzałem w innych mediach, by nie ukrywać zagrożeń, po to aby np. zwiększyć frekwencję. Aby nie bagatelizować zagrożeń, dlatego że z USA, czy Niemiec płyną uspokajające sygnały. Zagrożenia należy potraktować z całą powagą i zastosować przesadne środki ostrożności, aby uczynić wszystko dla zapewnienia maksymalnie bezpiecznych obrad w Warszawie i zabawy oraz modlitwy w Krakowie.

Realizując przedstawiony powyżej postulat, zaprezentuję w bardzo ogólny sposób, podstawowe problemy dotyczące zagrożeń, jakie mogą wystąpić w obu przypadkach oraz przykłady działań profilaktycznych, jakie mogą powstrzymać ewentualną katastrofę lub przynajmniej zminimalizować jej skutki. Zaznaczam, że celem tekstu nie jest straszenie, ale uświadomienie, na podstawie wielu doświadczeń, gdzie mogą kryć się zagrożenia, które dla wielu osób mogą być trudne do przewidzenia.

  1. Skala, różnorodność i złożoność zagrożeń.

O ile w znaczeniu strategicznym większość zagrożeń ma podłoże polityczno-finansowe, o tyle na poziomie taktycznym, a szczególnie operacyjnym trzeba rozpatrywać motywy religijne, psychologiczne, społeczne, czy też podłoże chorobowe albo nawet zwykłą pomyłkę, zły splot okoliczności, przypadek. Wbrew pozorom największe zagrożenie nie płynie jedynie z działań zorganizowanych przez terrorystów czy czynniki polityczne. Zagrożenia te mogą wręcz wynikać z przypadku i właśnie wtedy potrzeba najwięcej świadomości i wiedzy uczestników obu wydarzeń, aby nie doszło do nieszczęścia.

Postawienie jedynie na zagrożenia twarde, mające fizyczne źródło w środowisku geopolitycznym, byłoby dużym niedopatrzeniem.  Wbrew pozorom Państwo nie jest bezsilne wobec paniki, czy zamachu realizowanego przez szaleńca, ale potrzeba wielopłaszczyznowych i kreatywnych przygotowań, aby bezpieczeństwo zwiększyć maksymalnie wykorzystując społeczeństwo.

Największym zagrożeniem może nie być ewentualnie podłożona bomba, ale informacja o nieistniejącym ładunku lub ataku terrorystycznym.  Im więcej ludzi będzie tego faktu świadomymi, tym większa szansa, że ktoś o zdolnościach przywódczych będzie potrafił, zanim panika sięgnie zenitu, wpłynąć na tłum przestraszonych ludzi i uspokoić ich aby sami dla siebie nie stali się śmiertelnym niebezpieczeństwem. Trzeba więc mieć na uwadze, że informacja o zagrożeniu, mogąca wywołać panikę, może być wynikiem nieporozumienia, zbiegu okoliczności, przewrażliwienia lub też przemyślanej działalności kogoś, kto bez żadnych materiałów pirotechnicznych mógłby w ten sposób stać się sprawcą katastrofy. Nie trzeba dodawać, że taka osoba będzie niemal niemożliwa do powstrzymania przez służby i tylko uczestnicy wydarzenia będą w stanie właściwie zareagować i zdemaskować sprawcę (tak jak stało się w przypadku zamachu na Papieża Jana Pawła II gdy uczestnicy spotkania obezwładnili i pochwycili zamachowca).

Bardzo istotne jest to, aby nie pozostawać biernym na zachowania osób, budzących podejrzenia. W sytuacji obu wydarzeń lepiej, aby służby porządkowe miały pełne ręce roboty w wyniku ciągłych doniesień o zagrożeniach, niż by raz jedyny zbagatelizować widoczne sygnały.

MTA4MHg0NjMhY3JvcHwweDIyNngzMDAweDEyODY,pap_20150727_09e

Jednakże zagrożenia to nie tylko miejsce szczytu NATO i ŚDM. To także drogi dojazdu do nich, bądź ważne miejsca (węzły komunikacyjne bądź inne obiekty infrastruktury krytycznej) w miastach lub okolicy obu wydarzeń. Należy mieć na uwadze, że jeśli do katastrofy doszłoby tuż przed szczytem NATO – to z dużą dozą prawdopodobieństwa sam szczyt zostałby wstrzymany bądź nawet zupełnie odwołany. To właśnie stanowiłoby perfekcyjną realizację celów kilku co najmniej graczy na arenie międzynarodowej.

Warto też zwrócić uwagę na to, że uwaga służb skupiona na obiektach w których odbędą się oba wydarzenia, może pozostawić przestrzeń do działania w innych obiektach obu miast. Wystarczy przypomnieć sobie sposób przeprowadzenia zamachów przez Breivika aby uzmysłowić sobie jak łatwo odwrócić uwagę służb od zagrożeń. Z kolei ostatnie zamachy w Istambule czy wcześniej w Tunezji pokazują, że miejsca odwiedzane przez turystów, są także atrakcyjne dla tzw. samotnych wilków luźno tylko powiązanych (lub tylko przeszkolonych i pozostawionych jako uśpione komórki terrorystyczne) z organizacjami terrorystycznymi. A więc nie tylko Stadion Narodowy czy podkrakowskie Brzegi czy Błonia mogą stać się potencjalnymi celami ataków.

Inną płaszczyzną zagrożeń jest potężna sfera „Cyber”. Udany atak na obiekty informatyczne, może sparaliżować funkcjonowanie wielu obiektów infrastruktury krytycznej.  Także w tym obszarze społeczeństwo obywatelskie ma duże znaczenie bowiem z samej swojej natury sfera ta jest w dużej mierze tworzona przez społeczeństwo. Doniesienia po zamachach w Paryżu br., gdy okazało się, że w sieci było wiele informacji wskazujących na przygotowania a nawet na termin rozpoczęcia ataku terrorystycznego świadczą, że przy odpowiednich procedurach można było te zamachy powstrzymać.

0004ZM3ANIOVEABR-C438

  1. Działania profilaktyczne.

Można tu zastosować całą paletę różnorodnych działań uświadamiających formę zagrożeń oraz sposoby postępowania w celu ich neutralizacji. Najbardziej oczywiste to przygotowane materiały (informatory) ze schematycznymi sposobami zachowań. A więc coś co w wojsku nazywa się SOP – Standard Operational Procedures. Żołnierze na misjach w Iraku czy Afganistanie posiadali takie procedury odnośnie głównych rodzajów zagrożeń. Wypisane są one w prosty i bardzo schematyczny sposób, tak aby stanowić jasne mechanizmy postępowania. Takie mechanizmy, jakie mogą wydawać się oczywistością, ale w sytuacji zagrożenia nie ma możliwości aby samodzielnie postępować w sposób racjonalny.

Spotykam się z opinią, że takie „ulotki” nie mają sensu bo nikt ich nie czyta. Nie można się z takim założeniem zgodzić. Jeśli uczestnicy będą świadomi zagrożeń, ale mimo to będą chcieli pojawić się na ŚDM czy też nie będą mieli ochoty omijać kilometrowym łukiem Stadionu Narodowego w pierwszych tygodniach lipca, to będą chcieli wiedzieć co robić „w razie czego”. Wiele osób wstydzi się czytać takie ulotki z różnych względów (to nie jest cool dla młodych – o ile to słowo wciąż jest częścią młodzieżowego slangu),  ale nawet oni zapoznają się z nimi, gdy nikt nie będzie widział. Po kryjomu przejrzą taki poradnik – tak na wszelki wypadek. Ludzie są znacznie bardziej odpowiedzialni niż się to wielu decydentom wydaje, tyle że trzeba, aby Państwo wykorzystało ich potencjał.

Trzeba zauważyć (co dodam z własnego doświadczenia) że takie procedury i ich ogólna nawet znajomość dają poczucie świadomości i pewności własnych reakcji. Wiedząc co robić w różnych sytuacjach, wyzbywamy się najgorszego: chaosu, paniki, zagubienia. Szczególnie gdy zdarzy się katastrofa, wówczas świadomość tego, że ktoś zawczasu przygotował na spokojnie schemat postępowania jest nieoceniona.

Innym doskonały doświadczeniem wojskowym, łatwym do wdrożenia specjalnie na obe wymienione wydarzenia, jest procedura MEDAVAC – czyli dosłownie ewakuacja medyczna, jednak w istocie jest to system powiadamiania i udzielania pierwszej pomocy. To kolejna procedura, którą każdy żołnierz na misji miał wydrukowaną, zalaminowaną i zawsze przy sobie. Opracowanie schematu postępowania na wypadek zarówno eksplozji i pomocy rannym, ale także w przypadku zasłabnięcia, udaru słonecznego czy innych „błahych” wydarzeń byłaby dla wielu podstawą do udzielenia pierwszej pomocy, zamiast odwracania głowy w drugą stronę („bo jeszcze zrobię coś nie tak”).

Takie procedury nie zajmą uczestnikom wiele miejsca (znacznie mniej od najcieńszego smartfona), a dają poczucie bezpieczeństwa przy świadomości zagrożeń. Pamiętajmy że procedura Pierwszej Pomocy Medycznej  jest wciąż wielkim wyrzutem sumienia polskiego systemu edukacyjnego (zdecydowana większość absolwentów szkół średnich nie potrafi wykonać podstawowych czynności ratujących życie), a z pewnością w tak masowym wydarzeniu jak ŚDM znajdzie nie raz swoje zastosowanie.

Wiele dobrego w kwestii profilaktyki można też uczynić za pomocą mediów. Zarówno procedury (jeśli powstaną) jak i bardziej oczywiste sprawy jak drogi ewakuacyjne, rozlokowanie punktów informacyjnych, czy drogi dojazdu, powinny pojawiać się na ekranach telewizorów, być omawiane w stacjach radiowych czy w gazetach zamiast kolejnej reklamy garnków czy klocków Lego. Media masowe mają wielką siłę, o czym świadczy nakład gazet takich jak „Fakt”. Ta gazeta w typowy dla siebie sposób może na głównej stronie umieścić krzykliwy tytuł np. „Dbaj o bezpieczeństwo w czasie ŚDM” (spece od marketingu wymyślą znacznie lepsze hasło ode mnie), a w środku dodać wkładkę z wymienionymi materiałami. Do tego samego powinny poczuć się zobligowane inne media. Co więcej różne wersje językowe takich materiałów powinny być wydawane np. w powoływanych tymczasowych punktach wizowych wszędzie tam, gdzie są osoby planujące pojawić się w Krakowie i czy Warszawie.

Innym ważnym elementem systemu przygotowawczego powinno być przedstawienie przez specjalistów zachowań jakie mogą zostać uznane za podejrzane oraz sposób reakcji. Telefony alarmowe to tylko jedna z wielu kwestii jakie w tym kontekście można uczestnikom przypomnieć. O tym nie piszę, bowiem tak oczywista sprawa z pewnością zostanie zrealizowana (w co głęboko wierzę).

Służby nie są w stanie zweryfikować całej wymiany informacji jaka przetacza się przez sieć WWW. Nawet najbardziej rozbudowane algorytmy wykrywania zagrożeń przepuszczają wiele ważnych informacji jak pokazują przypadki ujawnione po zamachach w Paryżu (o czym wyżej). Także tutaj odpowiednie procedury ale też zwiększenie świadomości dotyczącej wspólnego bezpieczeństwa jak i właściwe przygotowanie dyspozytorów odbierających sygnały od internautów, może być kluczowe dla wczesnego wykrywania zagrożeń.


Wymienione elementy to tylko niewielki wycinek najbardziej oczywistych ale i efektywnych działań jakie mogą być decydujące w czasie obu wymienionych wydarzeń. Oczywiście pozornie to ŚDM wydają się bardziej niebezpiecznym momentem, ale pamiętajmy, że ze względów politycznych to szczyt NATO może być na celowniku wielu służb wywiadowczych.

Wnioski z raportu NIK w sprawie bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni

Nie będę się wypowiadać na temat audytu stanu państwa jaki został przeprowadzony w ubiegłym tygodniu bowiem uważam, że wnioski z każdego resortu były zupełnie różne i każdy obszar audytu trzeba by potraktować indywidualnie. Niemniej jeśli chodzi o raport NIKu w sprawie bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni, zbyt wiele kwestii jest dość dobrze widocznych, aby można go było potraktować jako kwestię gry politycznej.

Artykuł został opublikowany na portalu Onet: ONET Autorzy

CyberSecurityZagrożenia w cyberprzestrzeni dotyczą szerokiego zakresu problematyki. Po pierwsze elementy cyberprzestrzeni mogą stać się celem ataku, a po drugie cyberprzestrzeń może być wykorzystywana w różnym zakresie i na różnych etapach działań jedynie jako narzędzie do przygotowania lub realizacji działań. Wszystkie te aspekty są równie ważne dla bezpieczeństwa RP, choć często tylko pośrednio dotyczą strefy „Cyber”. Jednakże właśnie dlatego, że w dzisiejszym świecie w sferze „Cyber” niemal zawsze pojawiają się przynajmniej ślady działań wymierzonych w państwo, to właśnie ta strefa daje najlepsze możliwości w bardzo wielu przypadkach dla budowania realnego bezpieczeństwa.

Dlatego też lekceważenie cyberbezpieczeństwa jest bardzo dużym zaniedbaniem i może prowadzić do dramatycznych konsekwencji. W tej kwestii polityka powinna zostać odsunięta na plan boczny bowiem bezpieczeństwo w ogóle (w tym cyber) powinno być traktowane jako wartość ponad partyjna i niezależna od bieżącej polityki wewnętrznej.

Podejmowanie decyzji dotyczących zakupów kluczowych systemów obronnych dla Polski dopiero po interwencji zbrojnej Rosji w Ukrainie, świadczy o zaniedbaniach także w innych obszarach bezpieczeństwa – nie tylko „Cyber”. Mimo ostrzeżeń płynących z raportów i opracowań BBN, doświadczonych generałów jak Skrzypczak (który tutaj poruszył tylko część problemów: http://www.se.pl/technologie/nauka/rosjanie-w-trzy-dni-zdobeda-warszawe-gen-skrzypczak-straszy-iii-wojna-swiatowa-i-atakiem-putina_418935.html), zaniechano wielu działań, pozorując często inne, a w istocie reagując tylko doraźnie. Słuszne analizy i raporty spotykały się z objętością polityków podejmujących decyzje.

Raport NIK pokazał stan obecny bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni. Wiele wskazuje, że zaniedbano szereg kwestii włącznie z przygotowaniami do Światowych Dni Młodzieży i szczytu NATO, których organizacja w Polsce została przecież postanowiona za rządów koalicji PO-PSL. Zarówno kampania wyborcza jak i inne gry polityczne nie uzasadniają braku działań przygotowawczych do tych dwóch zasadniczo ważnych wydarzeń. Dlatego też obecnie działania przygotowawcze realizowane przez Ministerstwo Cyfryzacji muszą być prowadzone (i są) w szalonym tempie. Nie jest to sytuacja komfortowa dla osób budujących niemal od podstaw system bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni.

Jeśli przypomnimy sobie sprawę ACTA w 2012 roku i łatwość z jaką hakowano strony rządowe, a także bardzo nieprzemyślane działania ówczesnego premiera, który początkowo popierał wprowadzenie tej ustawy, a nawet twierdził, że nic nie zmieni jego decyzji (że nie da się zastraszyć), a potem informację o tym, że jednak ACTA nie jest w pełni dobrze przygotowana i decyzję zmienia, to źle to świadczy o działaniach władz w tej kwestii. Z ludzkiego punktu widzenia można docenić, że Premier uznał błąd i się wycofał, jednak stanowisko jakie piastował wymagało z jednej strony przemyślanej na wskroś decyzji, a z drugiej prowadzenia konsultacji społecznych, w tym konsultacji z ekspertami, którzy jasno przedstawiliby i konsekwencje systemowe i społeczne, jak i w obszarze bezpieczeństwa.

Anonymous_atakuje_stronę_Premiera_Donalda_Tuska

Problem szczególnie niebezpieczny dla bezpieczeństwa RP wynika z nowych uwarunkowań geopolitycznych. Tyle że te uwarunkowania nie pojawiły się w chwili aneksji Krymu. Z zagrożeniem ze strony Rosji należało się liczyć znacznie wcześniej co nie musiało zakłócać szukania możliwości normalizacji relacji z tym państwem i budowania współpracy (bardzo ogólnie o tych problemach pisałem już ponad dwa lata temu w jednym z pierwszych tekstów mojego bloga: https://mmilczanowski.wordpress.com/2014/04/23/kondycja-polskiego-systemu-obronnego-2/). Problem uchodźców z kolei uświadomił jak wiele trzeba zrobić w kwestii polityki międzykulturowej. Wbrew stereotypowemu mniemaniu, zarówno w Niemczech jak i Francji czy Wielkiej Brytanii, istnieje szereg świetnych rozwiązań w tej dziedzinie, ale też niestety fatalnych błędów i zaniedbań, skutkujących wydarzeniami takimi jak w miasteczku Rotheram w WB, buntem w podparyskich slumsach, czy zamachami w Paryżu czy Brukseli.

Problem polityki międzykulturowej to także kwestia bezpieczeństwa i cyberbezpieczeństwa – ale tylko jeśli potrafimy spojrzeć strategicznie na rozwój RP, a nie tylko doraźnie czy politycznie (od wyborów do wyborów). Obszar „Cyber” w dzisiejszym świecie musi być decydujący zarówno dla bezpieczeństwa rozumianego doraźnie, jak i dalekowzrocznych planów rozwoju RP. Ale aby tak się stało trzeba się kierować tylko interesem RP. „Cyber” może stać się obszarem dramatycznych zagrożeń jeśli nadal byłby pozostawiony na marginasie, ale może też być obszarem zasadniczym – fundamentem systemu wczesnego ostrzegania o zagrożeniach lub głównym elementem systemu bezpieczeństwa.

63416d08-4d94-4caa-a548-6a5b2c6cfc80

Problem z przyjęciem ACTA jak i łatwość dokonywanych ataków hackerskich (być może należałoby uznać ich autorów za haktywistów) obnażyły stan cyberbezpieczeństwa państwa w 2012 roku. Dzisiejsze informacje nie tylko z NIK, ale też problemy z jakimi mierzy się Ministerstwo Cyfryzacji musząc niemal od początku budować cały system pokazują, że były to kwestie, których poprzednia władza nie traktowała dostatecznie poważnie. To o czym mówiła Pani Minister Anna Streżyńska w Sejmie (https://www.youtube.com/watch?v=Wx0XUU-O8v8&ab_channel=PortalwPolityce) to kwestie, które bulwersują zarówno zwolenników PiS jak i dzisiejszej opozycji – także wielu polityków PO.

Każdy kto odwiedził w ostatnich latach urzędy publiczne chcąc zakończyć budowę, założyć firmę, czy zarejestrować w systemie nowo narodzone dziecko wie, że nie zrobiono nic, albo bardzo niewiele, żeby system był przyjazny dla obywatela. Dlatego właśnie dziś w Ministerstwie Cyfryzacji trwa „Rollecoster”, aby zdążyć z zabezpieczeniem przynajmniej dwóch głównych wydarzeń tego lata. Można być pewnym, że obecna Pani Minister tego resortu, gwarantuje szybkie nadrabianie zaległości także w dalszej perspektywie, czego nie kwestionują nawet przedstawiciele opozycji.

Trump vs Clinton z perspektywy interesów Europy Centralnej

Screen-Shot-2015-10-07-at-11.11.39-AM

Z pewnością jasne jest już, że do finałowej części wyścigu prezydenckiego w USA kwalifikuje się dwoje kandydatów: Donald Trump i Hilary Clinton. Po stronie Republikanów ostatni broń złożył już Ted Cruz, a po stronie Demokratów raczej pogodził się już z porażką Bernie Sanders. Różnice pomiędzy ostatnią parą kandydatów są jednak znacznie głębsze niż tradycyjny podział na Republikanów i Demokratów. Dorobek, wyrażane poglądy jak i styl zachowani obojga kandydatów powodują, że linie podziału i sposoby argumentacji w obu przypadkach są zupełnie inne niż przy wszystkich dotychczasowych wyborach.  Oczywiście jeśli wziąć pod uwagę tylko oficjalne wypowiedzi obojga kandydatów to Trump nieudolnie próbuje wpisywać się w retorykę GOP – a raczej neokonserwatywną, mówiąc o wzmożeniu tortur czy rozwiązaniu problemu ISIS poprzez drastyczne zwiększenie ilości nalotów. Z drugiej strony Hillary Clinton gwarantuje kontynuację polityki Baracka Obamy w niektórych kwestiach – jak odprężenie w relacjach z Iranem, kontynuacja ocieplania stosunków z Kubą, a nawet nie neguje bardzo kontrowersyjnej ustawy o powszechnym obowiązku ubezpieczeń zdrowotnych (choć nie wydaje się gorącą zwolenniczką tego pomysłu, który dzieli nawet demokratów). Niemniej jednak, jeśli poddać analizie wystąpienia obojga kandydatów i na przykład zestawić je z kandydatami z ich własnych partii, to okazuje się, że Hillary Clinton ma nastawienie znacznie bardziej „jastrzębie” niż Sanders a Trump jest zupełnym gołębiem w porównaniu do Teda Cruza a nawet łagodnego Marco Rubio.  Trump wydaje się być mistrzem populizmu, który wiedząc że Amerykanie są oburzeni na gigantyczne zadłużenie u Chińczyków, grozi zaostrzeniem relacji z tym państwem, a korzystając z rosnącej fali agresji wobec uchodźców proponuje budowę muru na granicy z Meksykiem. Jednocześnie jako biznesman z pewnością wie, że tak silne powiązanie finansowe Chin i USA wyklucza zaostrzanie kursu wobec państwa Środka (chyba że rozpocząłby otwarty konflikt z Chinami co oczywiście wydaje się niemożliwe).  Jednak „paplanie” o zmasowanych nalotach na Bliskim Wschodzie, czy torturach, nie czyni z niego jastrzębia. To stosunek do Rosji, Chin czy regionalenych potęg na Bliskim Wschodzie jest tu wskaźnikiem ukazującym prawdziwy charakter polityki międzynarodowej. To przecież nie Chiny dziś dokonują aneksji części sąsiedniego państwa wysyłając najemników i destabilizując resztę i nie Chiny niszczą pozostałości rebelii w Syrii wzmacniając reżim Baszara Asada i Państwo Islamskie. Rosja stała się obecnie najbardziej nieprzewidywalnym państwem w naszym regionie i polityka wobec tego państwa jest jedną z kluczowych kwestii istotnych dla całego świata. Struktury mafijne jakie dominują w Rosji wynikające z powiązań biznesu ze służbami wywiadowczymi, wojskiem i milicją tworzą taki układ, w którym zarówno prezydent Putin, aby utrzymać się przy władzy musi (wskutek obranego przez siebie kursu w 2014 roku) podejmować agresywne działania polityczne i militarne, jak i w razie odsunięcia go od władzy ewentualny nowy lider tego państwa może stanowić jeszcze poważniejsze zagrożenie dla Europy i świata. Donald Trump kilkukrotnie wyrażał się bardzo ciepło o prezydencie Rosji, natomiast co ciekawe, prezydent Putin rozpływa się w zachwytach nad Trumpem. Już samo to powinno dać sporo do myślenia Amerykanom, którzy za parę miesięcy będą głosować  w wyborach na najwyższe stanowisko w USA. Propagandowa tuba Kremla – Russia Today nie szczędzi pozytywnych komentarzy dla swojego kandydata. Jednocześnie istnieją przesłanki by sądzić, że Donald Trump korzystając z sankcji rozwija swoje interesy w Moskwie. Jeśli takie oskarżenia się potwierdzą, to może się okazać, że relacje biznesowe i chęć pomnożenia i tak wielkiego majątku w istocie przesłaniają kandydatowi Republikanów interes nie tylko narodowy USA, ale też kwestie polityki światowej i europejskiej.  Informacje o stanie armii niemieckiej, armiach skandynawskich, fatalne konflikty wewnętrzne w Polsce czy bardzo trudna sytuacja wewnętrzna we Francji, a z drugiej strony zdesperowana Grecja, kontrowersyjna polityka Orbana na Węgrzech, czy tradycyjnie konformistycznie nastawione do sytuacji politycznej Słowacja i Czechy – to wszystko w sytuacji wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA nabierze znacznie większego niż dziś znaczenia. Jeśli w ewentualnym następstwie do władzy we Francji doszłaby Marie LePen a w Niemczech ktoś z radykalnej prawicy, to świat jaki znaliśmy będzie przeszłością. Dla Cara na Kremlu szachownica ułoży się w sposób. Obecnie powstrzymywany sankcjami, rosnącą potęgą Chin i jednak potencjałem NATO Putin, straci  w takiej sytuacji większość z obecnych hamulców… co wówczas zrobi?

Z drugiej strony Hillary Clinton, jest dziś łatwym obiektem do atakowania. Fatalna afera z prywatną skrzynką e-mailową, którą wykorzystywała do przesyłania ściśle tajnych informacji, to rzecz nie do pomyślenia na najniższych szczeblach armii USA, a przydarzyła się Sekretarzowi Stanu. Bardzo wiele niejasności powstałych po śmierci ambasadora USA w Libii oraz raz po raz wyciągana kwestia jej pierwszego „sukcesu” jako młodego adwokata, gdy wybroniła osoby oskarżonej o gwałt po czym miała się z dumą przyznać, że obroniła osobę o której wiedziała że jest winna. To tylko trzy najbardziej widowiskowe sprawy, które będą do końca prezentowane przez media – nie tylko popierające Trumpa. Jednak, Hillary Clinton to bardzo doświadczony polityk. Już jako pierwsza dama w czasie prezydentury męża była bardzo aktywna – także w sprawach międzynarodowych. Często miała odmienne zdanie do Baracka Obamy i wyraźnie widać było jej chęć do działań gdy ten skupiał się jedynie na formie swoich (wspaniałych skądinąd) przemówień.  Jako Sekretarz Stanu odbyła rekordową ilość podróży zagranicznych i potrafiła przy tym świetnie się dogadywać z przywódcami europejskimi czym nie może pochwalić się sam obecny prezydent. Na uwagę zasługuje też fakt nieco zapomniany, ale istotny dla obecnej sytuacji międzynarodowej. Hillary Clinton w czasie przesłuchania przed komisją senacką do objęcia urzędu Sekretarza Stanu w 2009 roku, przedstawiła koncepcję Smart Power jako fundament polityki USA. Koncepcja ta została w sposób naukowy opracowana przez profesora Josepha Ney w 2003 roku. Niestety nie została zastosowana zgodnie z zaleceniami profesora pozostając raczej chwytnym zabiegiem marketingowym, za co trudno jednak winić jedynie Panią Clinton. Najważniejszy głos w kwestii polityki zagranicznej ma Prezydent, choć oczywiście część odpowiedzialności spada na Sekretarza Stanu. Wydaje się jednak, że tym razem ta koncepcja mogłaby znaleźć znacznie pełniejsze zastosowanie jeśli wygra Pani Clinton.

Podsumowując, nawet jeśli Donald Trump po wyborach zmieni swoje podejście do spraw międzynarodowych, to samo to co mówi w kampanii wyborczej spowoduje duże komplikacje na arenie międzynarodowej. Trzeba pamiętać, że słowa polityka takiego kalibru jak POTUS mają potężną siłę rażenia. Z kolei wybór Hillary Rhodam Clinton to po części kontynuacja polityki Baracka Obamy – w kwestii poszukiwania porozumienia z Iranem przy utrzymywaniu współpracy z Arabią Saudyjską i Izraelem, a także Turcją i wspieraniu Kurdów (co jest sporą ekwilibrystyką) ale i rozsądne zaostrzenie polityki wobec agresywnej Rosji. Trudno prognozować o krok dalej, jednak ewentualne uspokojenie sytuacji na Bliskim Wschodzie i wzmocnienie współpracy w Europie, spowodowałoby brak możliwości rozgrywania błędów Zachodu przez Rosję, co mogłoby ją skłonić do powrotu do kooperacji. Za takim rozwojem sytuacji z pewnością opowie się rosyjski biznes i część służb. Przeciw będzie wojsko i sam Putin, dla którego wzrost tendencji demokratycznych w obecnej sytuacji gospodarczej Rosji grozi nie tylko utratą władzy ale i życia. Wybory te są więc zasadniczo ważne dla samych Rosjan, którzy raczej nie chcą, tak jak przywódcy Kremla odbudowy imperium, ale raczej poprawy codziennej egzystencji, dalej dla Ukrainy targanej dramatycznymi konfliktami wzmacnianymi przez Rosję, aż wreszcie dla państw Bałtyckich z niepokojem wciąż spoglądających na kolejne ruchy Moskwy. Już nawet tylko z tych względów wybory te będą miały zasadniczy wpływ także na sytuację Polski.

Politycy wobec terroryzmu: ignorancja vs cynizm

Pisząc o przyczynach powstawania ekstremizmów, a w efekcie terroryzmu oraz sposobów ich neutralizacji (tekst: Zarys strategii... ), a także w rozmowach na te tematy zawsze dochodzę do tzw. ściany, którą jest brak woli politycznej by zmieniać sytuację. Niniejszym chcę tą lukę choć pobieżnie wypełnić, prezentując mój pogląd na temat przyczyn braku działań polityków na zwiększające się zagrożenia terrorystyczne, których pierwszymi  (niestety) przejawami są zamachy do jakich dochodziło w Paryżu czy Brukseli.

Postawy większości polityków w reakcji na zamachy można pogrupować na dwie kategorie:

  1. Ignoranci
  2. Cynicy

Ignoranci to politycy, którzy nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji, przyzwyczajeni do konsumpcyjnego stylu życia i sądzący, że mechanizmy demokratyczne, unijne, gospodarcze, działania militarne, służby specjalne – do wyboru lub wszystko razem – wystarczą do obrony europejskiego bezpieczeństwa. Brną więc w dotychczasowe schematy nie potrafiąc ich zmieniać i dostosowywać do nowych uwarunkowań. Ignorancja opierając się więc na fałszywym poczuciu bezpieczeństwa buduje je także u społeczeństwa i dopiero fakty (w postaci tragicznych w skutkach zamachów) uświadamiają jak bardzo to poczucie jest fałszywe. Uważają więc że nic innego się już nie da zrobić i sprawy muszą się jakoś ułożyć. Chętnie witają oni inicjatywy Rosji zwalczającej ISIS sądząc, że jeśli jedni „barbarzyńcy” zwalczają innych to dla „cywilizowanej” Europy jest to korzystne. Innymi słowy nic nie trzeba robić, co w przekazie tabloidowym brzmi: „Robimy co w naszej mocy by zapewnić bezpieczeństwo naszym obywatelom, ale przed terroryzmem nie da się w 100% zabezpieczyć”. 

Z kolei cynicy wiedzą dobrze „w co się gra”, zdając sobie sprawę z tego, jak wielkim zagrożeniem dla Europy jest utrzymujący się w niej chaos, istniejący pod szyldem swobód obywatelskich i demokracji przez innych nazywanymi fałszywą poprawnością polityczną. Politycy ci, nastawieni jedynie na wygrywanie wyborów i tak dalece uzależnieni od haseł absolutnej swobody wypowiedzi i wolności owych praw (z których wyjęte zostały tylko określenia związane z ekstremizmem z czasów II WŚ – czyli Faszyzmem) że nie chcą uwzględnić faktycznych zagrożeń, narażając całe społeczeństwo Europejskie na nieodwracalne zmiany. Zmiany te, to nie „najazd Muzułmanów”, ale przywyknięcie społeczeństw europejskich (zarówno Chrześcijan, laików jak i Muzułmanów) do negatywnych zmian obyczajowo-społecznych, przyzwyczajenie się do poczucia zagrożenia zmieniającego nasz sposób funkcjonowania, prowadzące do przyjmowania coraz gorszych i bardziej w istocie ingerujących w te swobody rozwiązań politycznych. Tak więc utrzymywanie iluzji bezwzględnych swobód (w tym wobec głoszących radykalne hasła Szariatu w Europie, czy niemal wprost inspirujące do działań terrorystycznych) powoduje, że poza oparami tej iluzji w istocie owe swobody szybciej tracimy.  Oczywiście nie tylko o głosy Muzułmanów chodzi cynikom. Istnieją fundacje, instytucje, korporacje, którym na rękę jest utrzymywanie poczucia zagrożenia ponieważ to pozwala na krótkowzroczne wprawdzie, ale bardzo dochodowe interesy i szybkie zyski. To że w dłuższej perspektywie powodują one potężne i nieodwracalne straty dla społeczeństw Europy nie ma przecież znaczenia, gdy można szybko zarobić (o jednym z aspektów takich procesów pisałem tu: Czy wojny o ropę są nieuniknione? ).   Z drugiej strony, jest też budzący się Niedźwiedź na wschodzie. Cynicy wiedzą doskonale, że ten chaos jest nie tylko na rękę Kremlowi, ale właśnie jest on celem kręgów rządzących w Moskwie. Ten kto czytał Aleksandra Dugina, doskonale wie, że rozbijanie jedności europejskiej, wzmacnianie chaosu i poczucia bezsilności w Europie, są świadomym celem działań współczesnej Rosji, warto tu przytoczyć tekst Wojtka Jakóbika: Jakóbik: Rosyjski ślad w belgijskich atakach? Niemniej bardzo często tacy politycy nie chcą podjąć stosownych działań, bowiem w ten czy inny sposób bardziej zależy im na utrzymywaniu dobrych relacji z Moskwą – przekładających się na zysk finansowy. Innymi słowy nic nie trzeba robić, co w przekazie tabloidowym brzmi: „Robimy co w naszej mocy by zapewnić bezpieczeństwo naszym obywatelom, ale przed terroryzmem nie da się w 100% zabezpieczyć”. 

Jak widać przekaz jest w obu przypadkach identyczny. Na dodatek oczywiście „vs” w tytule jest prowokacją bowiem politycy ignoranci często stają się cyniczni, a cynizm wynika często z ignorancji. Tak więc oczywiście, choć podział na polityków ignorantów i cyników może w jakiejś mierze istnieć, to jednak te dwie cechy zasadniczo i najczęściej się przenikają o czym m. in. świadczy tekst Piotra Wołejko: Belgia: Wirtualna ofiara terroru. Stąd biorą się hasła z jednej strony totalnej integracji bez względu na poglądy i ideologie, a z drugiej budowania muru i „wyrzucania” Muzułmanów. Oczywiście hipokryzja obu takich podejść jest jasna, ale szkody jakie takie głupoty (inaczej nie da się tego nazwać) wypowiadane przez polityków i drukowane w tabloidach wywołują, są dramatyczne. Oba bowiem tak samo zdecydowanie ułatwiają działania ekstremistom i budując nasze fałszywe poczucie bezpieczeństwa, w istocie bezpowrotnie niszczą bezpieczeństwo realne.

Faktycznie należy zauważyć, że działania skierowane przeciw ekstremistom muzułmańskim, z pewnością spowodują z ich strony próby mobilizacji całych grup społecznych gdzie będą próbowali oskarżać polityków o atak na Islam. Dlatego właśnie takie akcje muszą być planowane w sposób szczegółowy i interdyscyplinarny – z odpowiednią akcją informacyjną, powiązane z działaniami integracyjnymi wobec tych Muzułmanów, którzy są skłonni to integracji nie naruszającej Europejskiego porządku i systemu wartości. Konieczne są też inne działania opisane w Zarysie strategii…  ponieważ akcje doraźne są za zwyczaj elementem tzw. Wojny tabloidowej a nie realnego planu wzmacniania bezpieczeństwa europejskiego. Jednakże dalsze „trwanie w bezruchu” licząc że „jakoś się ułoży” będzie potęgowało zagrożenia w szybkim tempie. Jeśli ktoś na przykład bagatelizuje plany terrorystów dokonania eksplozji nuklearnej w Europie to lepiej żeby prześledził jak szybko zwiększają się możliwości terrorystów i na jak wiele źródeł finansowania i poparcia politycznego mogą liczyć.

Oczywiście dodajmy, że istnieją też politycy wymykający się z powyższego opisu i umiejący oraz chcący zmienić sytuację we właściwy sposób. Jednak nie są oni decydentami i zapewne nie będą w najbliższym czasie bowiem działania terrorystyczne jak i agresja Rosji powodują, że mechanizmy demokratyczne wyłaniają ludzi coraz bardziej radykalnych z przyczyny… ignorancji i/lub cynizmu, jakie ich cechują ale pozwalają na marketing polityczny ułatwiający wygrywanie wyborów.

islamic-terror

Wojna tabloidowa

W tekście napisanym po zamachach w Paryżu, użyłem sformułowania „Wojna tabloidowa”. Pojęcie to odnosi się do takiego prowadzenia konfliktu (także zbrojnego), które nie ma zupełnie w założeniu osiągania jakichkolwiek celów poza wizerunkowymi. Cele te osiąga się pozorowanymi działaniami (czasem zupełnie fikcyjnymi, a czasem realnymi, ale faktycznego dążenia do deklarowanych celów), które nie mają zwiększać poziomu bezpieczeństwa, czy pozwalać na osiąganie celów militarnych czy politycznych. Mają za to budować pozorne poczucie bezpieczeństwa, pozwalając na zwiększanie popularności polityków inicjujących takie akcje oraz nakład czy oglądalność mediów kreujących lub przekazujących informacje o tych działaniach.

Wojna taka powoduje więc skutek odwrotny od deklarowanego, bowiem budowane przez nią fałszywe poczucie bezpieczeństwa jest opierane na ignorancji i upraszczaniu obrazu świata, poprzez sprowadzanie go do wizji zero-jedynkowej lub czarno-białej. Zgodnie z „tabloidowym” obrazem świata, niestety często promowanym przez czołowych polityków, np. w Syrii żyją terroryści, a w Europie miłujący pokój obywatele cywilizowanego świata. Gdy więc w styczniu br. „Syryjczycy” z Państwa islamskiego dokonali zamachów terrorystycznych w Paryżu, to odpowiedzią prezydenta Hollanda było wysłanie zmasowanych nalotów na miasto Al-Raqqa w Syrii. Miasto to jest w istocie nieformalną stolicą ISIS, jednak bombardowanie tego, jak i innych miast kontrolowanych przez ISIS, raczej utwierdza świat w istnieniu takiego terrorystycznego państwa, zamiast je negować. Bombardowania te nie miały na celu niszczenia celów, w których znajdowali się terroryści lub ich instalacji militarnych czy obiektów które wykorzystywali, ale jedynie projekcję złości i zemsty Francuzów wobec terrorystów. Inaczej mówiąc, mszcząc się za bestialskie uderzenie w niewinnych Europejczyków przez terrorystów, Europa uderzyła równie bestialsko w niewinnych ludzi w Syrii dając terrorystom kolejne argumenty do następnych zamachów i zwiększając motywację wielu tych, którzy utracili bliskich do pełnego i świadomego wspierania tej terrorystycznej organizacji. Przecież zarówno dowódcy francuscy jak i specjaliści doskonale wiedzieli, że po zamachach w Paryżu przywódcy i bojownicy ISIS podejmą szczególne środki ostrożności do czasu uspokojenia sytuacji. Charakter działań militarnych prowadzonych za pomocą zmasowanych nalotów na ośrodki miejskie wyklucza także jakikolwiek stopień precyzji uderzeń. Jest to więc świadomy odwet na ludności cywilnej za działania terrorystów.

Akcja odwetowa prowadzona jako zmasowane naloty na Al-Raqqę miała więc charakter „Wojny tabloidowej” – bowiem powodowała fałszywe poczucie bezpieczeństwa, w istocie zwiększając znacznie poziom zagrożenia dla Europejczyków. Działania te sprowokowały mnie do napisania tekstu pt.: „Półtora miesiąca po masakrze w Paryżu i… przed kolejnymi zamachami”. Teraz po zamachach w Belgii znów można napisać, że brak zmiany polityki Zachodniej wobec ekstremistów (zarówno wewnętrznej jak i bliskowschodniej) będzie powodował w konsekwencji dalszą eskalację zagrożeń i kolejne zamachy. W perspektywie szczytu NATO i ŚDM w Polsce nie jest to dobra wiadomość. Tytuł ten nie miał jednak sugerować, że nie da się ataków powstrzymać, ale że zarówno odpowiedź na nie jest absurdalna, jak i fatalna w skutkach będzie kontynuacja dotychczasowej polityki wewnętrznej w UE, jak i na Bliskim Wschodzie. Jasno chcę tu dodać zupełnie absurdalne stosowanie poprawności politycznej (o której pisałem w tekście o strategii linkowanym poniżej) przejawiającej się w braku wymiernych działań zmierzających do neutralizacji tzw. „Hate groups” czyli ludzi i grup, których celem jest podburzanie do nienawiści i przemocy. To wszystko będzie prowadzić do eskalacji napięć i dalszych zamachów. O ile więc naloty po zamachach w Paryżu były „Wojną tabloidową”, to jej przeciwieństwem jest złożona i wielopłaszczyznowa strategia pozwalająca na szybkie postępy w procesie stabilizacji zarówno na Bliskim Wschodzie jak i realnego wzrostu bezpieczeństwa w Europie. Zarys takiej strategii, o której skuteczności jestem przekonany (co nie znaczy że całą i że natychmiast da się ją zrealizować) przedstawiłem pół roku temu: Zarys strategii bezpieczeństwa UE w kontekście kryzysu imigracyjnego .

Nie do końca wiadomo czego chcą osoby piszące na TT, w gazetach czy ogłaszający w telewizji, że jesteśmy na wojnie. Zapewne oni sami tego nie wiedzą. Najczęściej jednak ich satysfakcję powoduje właśnie prowadzona „Wojna tabloidowa”. Znając jednak mechanizmy grup terrorystycznych, rozumiejąc ich filozofię działania, trzeba mieć świadomość, że „Wojna tabloidowa” jest dokładnie realizacją planów grup terrorystycznych. Leży ona w głębokim interesie zarówno ISIS, jak Al-Kaidy i innych grup z nimi powiązanych. Nawet jeśli ktoś nie zdawał sobie z tego sprawy w roku 2000, czy 2003 to po operacjach w Afganistanie i Iraku wiemy już dobrze jak trudnym i skomplikowanym procesem jest zwalczanie terroryzmu. Na złożone problemy prowadzące do radykalizacji całych grup społecznych i włączanie się do grup terrorystycznych nie będą właściwą i skuteczną odpowiedzią proste metody w postaci nalotów dronów bądź zmasowanych bombardowań. Cywilizację zachodnią, wyrosłą z cywilizacji sumeryjskiej i babilońskiej, egipskiej, wreszcie greckiej, hellenistycznej i rzymskiej, która posiada niesamowity zasób teorii, doświadczeń i badań nad najbardziej złożonymi problemami świata, stać na zbudowanie nie prostej i łatwej do realizacji, ale precyzyjnej i skutecznej – strategii stabilizacji i bezpieczeństwa na Bliskim Wschodzie i w Europie. Nie przeczę że dla jej realizacji konieczne są także działania militarne – ale tylko i wyłącznie jako część planu politycznego – zgodnie z twierdzeniem Carla von Clausewitza. Oczywiście do tego potrzeba współpracy z partnerami na Bliskim Wschodzie, jednak dalsze działania w ramach „Wojny tabloidowej” tylko oddalają te cele. Potrzeba przede wszystkim uczciwego przekazu medialnego z kim i dlaczego walczymy oraz działań realnych i wykorzystujących naszą naukę i doświadczenia a nie odwołującą się do pierwotnych mechanizmów funkcjonujących od czasów człowieka jaskiniowego, gdzie odpowiedzią na cios maczugi, mógł być tylko cios maczugi w wyniku czego obaj uczestnicy konfliktu cierpieli.

article-3319696-2E7B7FA200000578-505_964x520